stormzy

Nowy teledysk: Jorja Smith & Stormzy „Let Me Down”

Niespełna tydzień później do klimatycznego singla „Let Me Down” powstał stylowy teledysk. Ufarbowana na platynowy blond Jorja wcieliła się w nim w agentkę specjalną, pracującą dla podejrzanego typa. Główną oś fabularną klipu tworzy namiętny romans z tancerzem baletowym, któremu agentka Smith przygląda się podczas prób. Nocne pejzaże i piękne przestrzenie podkreślają pustkę, jaka musi towarzyszyć wyrachowanej agentce. W końcówce przewija się brodaty Stormzy, który odbiera telefon od szefa. Misja zakończona.

Nowy utwór: Jorja Smith feat. Stormzy „Let Me Down”

Minęło trochę czasu odkąd słyszeliśmy coś nowego od Jorji. Tym razem zamiast producenta Preditaha piosenkarce towarzyszy grime’owy raper Stormzy. W ich wspólnej kompozycji „Let Me Down” baletowa delikatność aranży przeplata się z niebiańskim, przejmującym głosem Smith, której górne rejestry przypominają chwilami liryczny sopran Sii. Za solidną produkcję utworu odpowiada Paul Epworth, mający na koncie produkcję bondowskiego „Skyfall” dla popowej diwy Adele. Wybór Anglika na producenta to nie przypadek. Zamieszczając w sieci „Let Me Down”, artystka przyznała, że jej niespełnionym marzeniem jest napisanie utworu dla filmu o agencie 007. Pisząc tekst do „Let Me Down” Smith miała w głowie gotową scenę czekającej w barze na agenta Jego Królewskiej Mości skruszonej dziewczyny, która nieraz go zawiodła. „Let Me Down” to propozycja dla wszystkich muzycznych wrażliwców.

Nowy teledysk: Stormzy feat. Kehlani „Cigarettes & Cush”

Najsłodszy kawałek z debiutanckiej płyty Stormzy’ego, czyli duet z Kehlani, doczekał się właśnie teledysku. Laidbackowy klimat utworu został idealnie przypieczętowany współgrającym klipem a i miłośnicy substancji smolistych z pewnością będą zachwycani. Jednak mimo niezłego plot twistu i bardzo dobrych kadrów, nic nie osładza braku Kehlani w tej wizualizacji. Cóż, może jeszcze kiedyś przyjdzie nam zobaczyć ten duet we wspólnym obrazku.

Recenzja: Stormzy Gang Signs & Prayer

Stormzy

Gang Signs & Prayer (2017)

#Merky Records

Ci, którzy choć trochę obserwują grime’ową scenę na pewno zauważyli, że ostatnie dwa-trzy lata to dla tego gatunku bardzo udany okres. I nie tylko chodzi tu o swoisty powrót do korzeni, jaki słychać na ostatnich płytach Skepty czy Wiley’a, ale również o to, że muzyka ta została w końcu szerzej doceniona nie tylko na Wyspach lecz także m.in. w USA. Najlepszym dowodem jest wydane niedawno More Life Drake’a, gdzie w kilku numerach słychać wyraźne inspiracje grime’m, a gościnny udział zaliczyli tam wspomniany już Skepta oraz Griggs. O obecnej sile tego gatunku świadczy również postać Stormzy’ego, czyli pochodzącego południowego Londynu 23-latka, który szturmem wbił się do muzycznego mainstreamu w UK, a jego debiut Gang Signs & Prayer tylko potwierdza, że to dla niego dopiero początek.

Charyzmę oraz bezkompromisowość młodego Brytyjczyka słychać już od otwierającego płytę „First Things First”, w którym wyjaśnia dlaczego było o nim cicho w 2016 roku („Had problems with the fam / I had problems with the gang / But I put that shit on pause”) oraz ostrzega, że jest gotowy na wojnę ze wszystkimi raperami, którzy chcieliby zająć jego miejsce. Bez wątpienia Stromzy’emu daleko do grzecznego chłopca, a swoją buntowniczą mentalność i fristajlowy  background (od którego zaczęła jego kariera) pokazuje w takich numerach jak „Bad Boys”, „Big for Your Boots” oraz Mr. Skeng”. Jednak już sam tytuł oraz symboliczna okładka zwiastują, że na Gang Signs & Prayer usłyszmy Stormzy’ego nie tylko w wersji charyzmatycznego MC obytego z ciemną stroną życia na londyńskich ulicach, ale także jako wrażliwego chłopaka, który nie wstydzi się otwierać przed słuchaczami i pokazywać swoich emocji. Robi to chociażby w mocno osobistym i ponurym „Don’t Cry for Me” oraz zamykającym album „Lay Me Bare”, w którym porusza temat depresji i izolacji, które trapiły go w zeszłym roku („Airplane mode on my phone sometimes / Sitting in my house with tears in my face / Can’t answer the door to my bro sometimes”).

Ta dychotomia pomiędzy dwiema stronami osobowości Stormzy’ego jest dodatkowo podkreślona przez warstwę produkcyjną Gang Signs & Prayer, która zdominowana jest w dużej mierze przez esencjonalne, choć wciąż nowoczesne grime’owe brzmienie. Trzeba jednak przyznać, że oprócz połamanych układów perkusyjnych, agresywnych syntezatorów i wbijających w fotel linii basu, znajdziemy tu także podkłady, które w większym stopniu odpowiadają wrażliwszej stronie 23-letniego artysty. Te bardziej melodyjnie momenty pokazują również, że Stormzy nie boi się wchodzić na do tej pory nieodkryte przez niego muzyczne terytoria — tak jak np. w obu częściach gospelowego „Blinded by Your Grace” czy w utrzymanych w stylistyce R&B „Velvet” i „Cigarettes & Cush”, w których gościnnie wystąpiły odpowiednio Nao i Kehlani (w drugim z tych numerów możemy również usłyszeć chórki w wykonaniu Lily Allen).

Oczywiście debiut Stormzy’ego nie jest płytą bez wad. Można się przyczepić do powtarzającej się tematyki, nie zawsze przekonujących śpiewanych wstawek rapera, czy do tego, że końcówka albumu nieco traci na intensywności względem reszty płyty. Argumenty te stają się jednak nieistotne, kiedy weźmiemy pod uwagę stojące na wysokim poziomie teksty i przemyślaną, dopracowaną w każdym calu produkcję Gang Signs & Prayer. Jeszcze ważniejsze jest natomiast to, że 23-latkowi udało się wydać ten ambitny, acz mający komercyjny potencjał album zupełnie niezależnie, bez pomocy jakiejkolwiek dużej wytwórni. Propsy!

#FridayRoundup: Thundercat, Karriem Riggins, José James, Stormzy i inni

Jak co piątek prezentujemy odsłuchy najciekawszych czarnych premier danego tygodnia. Tym razem zestaw jest niebagatelny. Listę rozpoczyna nowy krążek Thundercata, ale koniecznie sprawdzić trzeba także jazz ze stajni Stones Throw na płycie Karriema Rigginsa i nową odsłonę marnotrawnego syna jazzu Josego Jamesa. A to dopiero początek. Drugi album tydzień po tygodniu wypuścił właśnie Future, Stormzy wydał długogrający debiut, wracają też Oddisee, Dirty Projectors i Mrozu, który zdaje się kompletnie zredefiniować swoje brzmienie.


Drunk

Thundercat

Brainfeeder

Piąteczek dopiero co się rozpoczął, a niektórzy już pijani. Wśród nich Thundercat, aktualna gitara basowa numer jeden. Ponad pięćdziesiąt minut, dwadzieścia trzy utwory, w tym noszące takie tytuły jak „Captain Stupido”, „A Fan’s Mail (Tron Song Suite II)” albo „Jameel’s Space Ride”. Pharrell, Kendrick i Wiz Khalifa na featuringach. Bardziej zakręconej muzycznej propozycji na ten weekend już dla was nie znajdziemy.. — Chojny


Headnod Suite

Karriem Riggins

Stones Throw

Jakiś czas temu pisaliśmy o dwóch instrumentalach Karriema Rigginsa — „Bahia Dreamin”„4Es’J & Oddness”, które były zapowiedzią jego drugiej już długogrającej płyty Headnod Suite. Perkusista i producent z Detroit może sobie przybić piątkę z Madlibem i Oh No nie tylko dlatego, że wydaje z nimi w tej samej wytwórni, ale głównie z powodu oryginalnego brzmienia jego podkładów i nietuzinkowych sampli, z których korzysta. To jest dokładnie ta sama szkoła co w przypadku braci Jackson. Dwa podkłady, o których pisaliśmy tylko to potwierdzają. Pewnie w przypadku Headnod Suite brzmieniowo będziemy mieli do czynienia z lekko abstrakcyjnymi i trochę przydymionymi bitami, a na trackliście jest ich aż dwadzieścia dziewięć, więc jest czego słuchać. Sprawdźcie całość poniżej. — Dill


Love in a Time of Madness

José James

Blue Note

Nowy album zgranego już trochę przez lata Josego Jamesa klasycznie wydało Blue Note. Sama płyta natomiast jest mniej klasyczna niż cokolwiek, co zrobił James w swojej karierze, co zwiastowały już trap-popowo wyprodukowane single „Always There” i „Closer”. James rzuca fuckami, przyjmuje stylówkę jamajskiego dilera/alfonsa z lat 90., a na okładce krążka możemy zobaczyć doskonale znane ostrzeżenie przed mocnym językiem. Świetnie, że wpuścił trochę nowych inspiracji do swojego coraz bardziej zakurzonego jazzowego świata, ale miłośnicy jego klasycznej odsłony mogą przeżyć mały szok. — Kurtek


Gang Signs & Prayer

Stormzy

#Merky Records

Jak tak dalej pójdzie drugą połowę drugiej dekady XXI wieku będziemy wspominać jako złote czasy grime’u. Do stawki swoim pierwszym oficjalnym longplayem Gang Signs & Prayer właśnie dołączył Stormzy. Na płycie można usłyszeć m.in. refreny Kehlani czy MNEK-a, ale nie dajcie się zwieść — to grime z krwi i kości. — Kurtek


artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Hndrxx

Future

A1 Freebandz Epic

Future chce koniecznie być jak Frank Ocean, Beyoncé i Sasha Fierce jednocześnie. Nie tylko wypuszcza nowe albumy tydzień po tygodniu, ale każdy z nich odpowiada jednej stronie jego osobowości. Hndrxx to bardziej imprezowo-radiowe oblicze Future’a i najwyraźniej znakomita wymówka, by po raz kolejny zabalować z Rihanną i The Weeknd. — Kurtek


The Iceberg

Oddisee

Mello Music Group

Rok 2015 przyniósł nam świetną The Good Fight. Ubiegły rok należał m.in. do instrumentalnego The Odd Tape, ale przede wszystkim do wydanej z zupełnego zaskoczenia Alwasta EP. W 2017 Oddisee kontynuuje swoją znakomitą passę kolejnym albumem. Pierwsze trzy single zapowiadające krążek The Iceberg weszły znakomicie i nic nie wskazuje na to, że pozostałe 9 numerów zaniży poziom tego wydawnictwa. Pieniądze, seks, polityka, kwestie rasowe i religijne widziane oczami niezwykle inteligentnego 32-latka, będącego jednocześnie jednym z najzdolniejszych producentów ostatnich lat. — efdote

artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Zew

Mrozu

Warner Music Poland

Jeśli tytułowy zew można będzie poczuć na czwartej płycie Mroza tak jak w dwóch pierwszych singlach, będziemy mogli uścisnąć wokaliście rękę i powiedzieć „Dobra robota!” — i to w zupełnie innym tonie niż w przypadku „Dobra robota!”, które poniekąd usłyszał od nas przy okazji premiery „Milionów monet” przed ośmioma laty. Wszystko wskazuje na to, że Mrozu na Zewie zręcznie się zredefiniuje — w „Sierści” funkrockowy sznyt spod znaku ostatniego Childish Gambino miesza się z reggae’ującą melodią, z kolei „Duch” wokalnie flirtuje z dziedzictwem Czesława Niemena na natchnionym klasycznym nowojorskim hiphopowym bicie. — Kurtek


Dirty Projectors

Dirty Projectors

Domino

Dirty Projectors mają z soulem wspólnego trochę więcej niż się wydaje, ale też trochę mniej niż by się chciało. Ich nowa płyta to osadzony gdzieś w niedalekim sąsiedztwie czarnej muzyki słownikowy przykład natchnionego post-popu z prawdziwie artystycznym zacięciem. David Longstreth, frontman grupy, wie jak wyjść poza schemat, jednocześnie nie wychodząc na oszołoma. Ich pierwszy krążek od 2012 roku to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy byliby gotowi przestawić nawet dalej granicę umowności w melodyce na ostatnich płytach Samphy i Solange, pozostawiając na swoim miejscu ich nietuzinkową wrażliwość i emocjonalność. –Kurtek


Stormzy prezentuje powalający cover „Ultralight Beam” Kanye Westa

Stormzy dokładnie za tydzień podzieli się z nami swoim wielce oczekiwanym albumem zatytułowanym Gang Signs & Prayer. Pierwszy singiel, który prezentowaliśmy Wam jakiś czas temu to prawdziwa bomba, z całą pewnością niejedyna na tym wydawnictwie. Raper pojawił się ostatnio w studiu BBC Radio 1 Live Lounge, gdzie wykonał wspomniany wcześniej numer, oraz niesamowity cover utworu „Ultralight Beam” z ostatniego albumu Kanye Westa, z którym to miał okazję stanąć na jednej scenie, podczas pamiętnego wykonania numeru „All Day” z rozdania Brit Awards 2015. Jak sam przyznał w krótkim wywiadzie na antenie radia, jest to dla niego, zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym, jeden z najważniejszych utworów w życiu. Sam dołożył tu swoją własną, tętniącą emocjami zwrotkę, a resztę roboty wykonał świetny chórek i zaproszeni muzycy. Duża rzecz!

Recenzja: Ray Blk Durt

unnamed-11

Ray Blk

Durt (2016)

Self-released

Zeszłoroczne dokonania niezależnych muzyków z Wielkiej Brytanii i rozwój grime’u sprawiły, że wyspiarska scena wydaje się być teraz silniejsza niż zwykle. Jedną ze składowych tego ewenementu jest niewątpliwie raperka/piosenkarka Ray Blk, która co prawda pojawiła się nagle i znikąd, ale tak bardzo zachwyciła skromnym ilościowo materiałem Durt, że recenzenci zaczęli porównywać ją do samej Lauryn Hill. Te komentarze są pisane oczywiście na wyrost, bo z podobnymi uwagami spotkały się już zarówno Nneka, jak i Tink, ale niewątpliwie nasza bohaterka aspiruje do bycia głosem pokolenia. Pokolenia, które wychowało się w latach 90-tych i z nostalgią sięga po muzykę z początku poprzedniej dekady; mowa tutaj nie tylko o sztandarach z pogranicza R&B i hip-hopu, jak The Fugees czy TLC, ale także pop-rockowych figurach takich, jak The Cardigans czy No Doubt. Pokolenia, które wyrosło na blokowiskach, a nie strzeżonych osiedlach. Pokolenia, które (slogan to niezwykle wyświechtany, ale jednak odpowiadający rzeczywistości) przywiązanie i długotrwałe związki zamieniło na weekendowe melanże i szybki seks. I w końcu — pokolenia, któremu ostatecznie przeszkadza taki stan rzeczy, nie mogącemu zrobić wiele ponad dostosowanie się do tego nieustającego wyścigu szczurów.

Ray Blk zaczyna epkę storytellingiem „Baby Girlz” o samotnej matce Keyshii. To motyw przerobiony na wszystkie możliwe sposoby, wszędzie tam, gdzie dostrzeżemy choćby ułamek feminizmu, ale już w tym momencie wschodząca gwiazda odsłania przed nami swój talent do pisania tekstów. Z jednej strony to opowieść nieskomplikowana, wręcz wtórna do bólu; z drugiej pozbawiona jest jednak wszelkiej naiwności i infantylizmu. Nie inaczej jest w headlinerze płyty, zimnym utworze „Chill Out”, gdzie Ray Blk prezentuje się jako pretensjonalna fuckgirl, ale nie jest przy tym tak wulgarna jak Lil’ Kim czy Foxy Brown w latach świetności, a jednocześnie brak w niej buntu i spontaniczności na miarę M.I.A. Wydaje się, że raperka operuje dystansem do świata na poziomie, którego mogą pozazdrościć jej Azealia Banks czy Angel Haze. To niewzruszenie odzwierciedlone jest także w manierycznym „Gone”, słodko-gorzkim utworze o rozstaniu, które jak śpiewa Wretch 32, „nie jest pierwsze i zapewne nie ostatnie” oraz zgrabnie skrojonym neosoulowym „Hunny” z dedykacją dla wszystkich wątpiących dziewczyn. Ray Blk niezłomnie bryluje w leniwym i nieco ospałym współczesnym R&B, dalekiemu co prawda do PBR&B czy nowej fali, ale nie do końca ucieka od rodzimych trendów, czego najlepszym przykładem jest udział Stormzy’ego, naczelnego reprezentanta grime’u, w osiedlowym „My Hood”. Swobodnie płynące bity wraz z obyczajowymi anegdotkami, trwające niecałe półgodziny, kończy wymowny numer tytułowy, w którym Brytyjka po raz kolejny tłumaczy skomplikowane relacje damsko-męskie. Odnoszę wrażenie, że to wydawnictwo tak naturalne i niewymuszone, że po jego nagraniu sama zainteresowana machnęła tylko ręką, rzuciła szybkie stwierdzenie samo życie i zapewne wróciła do ławkę, do przyjaciół i rodziny. To właśnie ten brak parcia na szkło, dobra umiejętność obserwacji codziennych spraw i wysublimowane poczucie estetyki połączone z blokerskim zacięciem sprawia, że Durt hipnotyzuje nas wszystkich w tak zwyczajny, ludzki sposób.

Presja związana z dobrym przyjęciem Durt jest zapewne niczym w porównaniu z oczekiwaniami, które słuchacze stawiają Ray Blk po otrzymaniu przez nią nagrody BBC. Jednak po sprawdzeniu ostatniego fristajlu „Patience”, opowiadającego o tym, jak ważna jest edukacja, a jak zgubna może być sława, podszytego luźnym bitem, śmiem twierdzić, że ta dziewczyna absolutnie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Trzymam kciuki.

Nao szykuje epkę z remiksami For All We Know

16426216_1147317915396894_4661820882790639204_n

Szykuje się prawdziwa gratka dla fanów Nao, ale nie tylko dla nich, ponieważ wokalistka przygotowuje epkę z remiksami, na której udało się jej zebrać pięciu świetnych producentów. Wśród wybrańców są KAYTRANADA, SBTRKT, Mura Masa, ale również Sam Gallaitry i LOXE. Jakby tego było mało — w jednym numerze gościnnie pojawia się Stormzy. Zapowiada się ciekawy projekt. Tracklista do sprawdzenia poniżej.

1. „In the Morning” (Mura Masa Edit)
2. „Feels Like” (LOXE Remix feat. Stormzy)
3. „Get To Know Ya” (KAYTRANADA FLIP)
4. „DYWM” (Sam Gellaitry Remix)
5. „Bad Blood” (SBTRKT Remix)

Debiut Stormzy’ego jeszcze w tym miesiącu!

maxresdefault

W zeszłym tygodniu pojawiło się info o tajemniczych billboardach rozproszonych po całym Londynie zawierających kojarzone ze Stormzym logo #MERKY i coś co może być kawałkiem tekstu z nadchodzącego wielkimi krokami debiutanckiego krążka oraz jego tytuł i datę premiery. Gang Signs & Prayer ukaże się dwudziestego czwartego lutego i jest to już oficjalny news, ponieważ kilka dni temu na twitterze Strmzy’ego pojawiła się też tracklista i singiel „Big For Your Boots” promujący wydawnictwo. Brzmi jak rasowy grimeowy banger, ale nie ma się co dziwić jeśli za produkcję odpowiedzialni są legendarny Sir Spyro, a także Fraser T Smith. Sprawdźcie na dole.

screen-shot-2017-01-30-at-143111

screen-shot-2017-01-30-at-143125


Nowy teledysk: Ray Blk feat. Stormzy „My Hood”

ray_blk

Przeciwieństwem do niedawno opublikowanego na naszej stronie kolorowego teledysku Tiffany Evans, jest ponury i ciemny klip wschodzącej wokalistki Ray Blk. Angielka, na bazie swoich niedawnych przykrych wydarzeń, które spotkały ją w jej rodzinnym mieście, postanowiła dać wyraz swojemu smutkowi i rozczarowaniu, wypuszczając utwór „My Hood”. Wraz z tajemniczo brzmiącym raperem Stromzy stworzyli ciekawy obrazek, który nie jest przepełniony złością, lecz pokazuje wypracowany wewnętrzny kompromis. Singiel jest następcą „5050” opublikowanego pod koniec 2015 roku. Sprawdźcie obie propozycje.

RBMA Weekender Warsaw ogłasza kolejnych artystów

rbma

Do i tak już ciekawego lajnapu jednego z najciekawszych festiwali muzycznej na koncertowej mapie Polski dołączają kolejne nazwiska. Tym razem do składu imprezy dołączają Stormzy, autor jednego z największych grime’owych hitów ostatnich lat „Shut Up”, queer hopowiec Zebra Katz, niemiecka DJ’ka i producentka Lena Willikens, trójmiejski DJ i producent Rhythm Baboon tworzący w rytmie footworku, elektroniczne skrzydło labelu PROSTO, czyli MOST oraz Warsoul Session Tribute to Maceo, podczas któego Hory, Jealo, Envee i Misty złożą hoł nieodżałowanemu Maceo Wyro z Niewinnych Czarodziejów — DJ’a i popularyzatora nowych brzmień. Po więcej odsyłamy na stronę Red Bulla. Weekender jak zwykle na warszawskim Placu Defilad odbędzie się w tym roku między 19 a 22 maja.