vince staples

#FridayRoundup: Vince Staples, Rejjie Snow, IDK, Tkay Maidza i inni

#FridayRoundup

Siema! Co to za tydzień jest! Premier jest tak dużo i tyle słuchania, że nawet weekend nie wystarczył na to, żebyśmy przyłożyli do wszystkiego należycie ucho, bo obrodziło płytami dobrymi, intrygującymi i ważnymi. Więcej o wszystkich z nich możemy podyskutować w ramach naszej grupy na Facebooku, ale póki co zapraszamy na pierwsze wrażenia z odsłuchów. W tym tygodniu o ambiwalentnym stosunku do Rejjie Snow i nowego Vince’a Staplesa i bardzo pozytywnym do Charlotte Day Wilson i duchologii Tkay Maidzy. IDK i Twin Shadow zaproponują różne czasy spędzenia czasu w kościele (mniej lub bardziej dosłownie), a Jam & Lewis i soundtrack do nowego Space Jamu dadzą chwilę na nostalgicznego tripa w najntisy (muzycznie i filmowo). Jest jeszcze nowy Stalley i nie wiem z czym go sparować w tym intro, ale też podobno jest git, więc zapraszam do czytania! Enjoy!


Baw Baw Black Sheep

Rejjie Snow

300 Entertainment/BMG

Niewiele osób mi na scenie hip hopiarskiej sprawia taki problem jak Rejjie Snow. Typ ma fenomenalne narzędzia i błogosławieństwa całych panteonów rapowego światka, wystarczy z resztą, że jego tegoroczny album mruga do nas zamaskowanym oczkiem nieodżałowanego MF DOOMa. Jednocześnie jednak ten laidbackowy, leniwy hip hop jest dla mnie tak frustrująco nieobecny. Baw Baw Black Sheep  działa na mnie jak kawiarniany moodcraftingowy ambient rapsów na modłę lo-fi i lowkey. Nie czuję się szczególnie obrażony ofensywnością czy amuzycznością przedsięwzięcia, ale to wcale nie dobrze- chciałbym, żeby mnie nosiło, bez względu na to czy z zachwytów czy oburzeń, a jedyne na co nabrałem ochoty to następne latte na owsianym.  — Wojtek


Vince Staples

Vince Staples

Blacksmith Recordings, Motown Records/UMG

Vinnie powrócił i zdaje się, że ma nam coś ważnego do powiedzenia. I rzeczywiście, mówi całkiem ciekawie. Przede wszystkim o tożsamości, bo, jak nie trudno się domyślić po tytule i okładce, to płyta homecomingowa, wrażliwa, nastawiona na spoglądanie w lustro i introspekcje. I chyba tym bardziej przeszkadza to, jak muzycznie bywa chwilami nijaka. Teoretycznie nadal są tu najważniejsze elementy składowe- jest minimalizm, ale nie muzyczna troglodycja, jest Lynchowska nostalgia łaskocząca niepokojem i jest nieco lęku i nieco ukojenia. Same beaty jednak wypadają blado, w szczególności na tle tak odważnych produkcyjnie poprzedników jak klubowe, mocno wyspiarskie Big Fish Theory czy fenomenalne, gęste, reanimujące trip hopową oniryczną paranoję Summertime o6. Paradoksalnie, to czego krążkowi muzycznie najbardziej brakuje to właśnie tożsamość, nawet jeżeli takie kwiatki jak „Law od Averages” przypominają nieco jak intrygującym odklejonym kombinatorem potrafi być kronikarz North Side Long Beach.  — Wojtek


 

Jam & Lewis, Vol. 1

Jam & Lewis

Flyte Tyme Productions

Jimmy Jam & Terry Lewis od lat osiemdziesiątych produkują hity dla największych: Janet Jackson, Usher, Chaka Khan, Rod Stewart, Patti LaBelle, Shaggy, The S.O.S. Band. To tylko kilku artystów, którym robili muzykę. Pomimo tylu lat na scenie nie doczekali się nagrania autorskiego albumu. Do niedawna, bo kilka dni temu ukazał się ich debiutancki krążek, a przypomnijmy, że panowie są po sześćdziesiątce. Zaprosili do współpracy niebyle kogo, bo praktycznie same gwiazdy i to głównie te, z którymi już przecięli się w studio w przeszłości. Na „Jam & Lewis, Vol. 1” usłyszymy gościnne udziały takich tuzów jak Mary J. Blidge, Boyz II Men, Mariah Carrey, Babyface, Toni Braxton, Morris Day i wspomniany Usher. Są też Charlie Wilson, a nawet The Roots, ale bez Black Thaughta na mikrofonie. Szkoda, że zabrakło Janet, jednak tytuł wskazuje, że będzie część druga, więc może nie wszystko stracone.— Dill

 


idkusee

USEE4YOURSELF

IDK

Clue No Clue/Warner Records

Przy okazji recenzji debiutanckiego albumu IDK, Is He Real?, wyrażaliśmy nadzieję, że następnym razem raper w pełni wykorzysta tkwiący w nim potencjał. Dwa lata później nasze prośby zostały wysłuchane. Na USEE4YOURSELF szczerze wyjaśnia, jak brak rodzicielskiej miłości i bezskuteczne zabieganie o uwagę bliskich w okresie dorastania wpłynęły na różne aspekty jego dorosłego życia, w tym postrzeganie związków i religii. Nie obyło się więc bez zwrotów do zmarłej matki i Boga, a przedostatni utwór o wymownym tytule „Cry in Church” stanowi najpełniejszy dowód jego artystycznej dojrzałości (by the way, kto nie chciałby uczestniczyć we mszy, podczas której IDK nuci popularną kołysankę, DMX wygłasza napisaną przez siebie modlitwę, a Sevyn Streeter robi za chórki?). Żeby nie wyszło zbyt patetycznie, refleksyjny nastrój przełamują trapowe kawałki, m.in. singiel z Offsetem. Choć pod względem liczby wyświetleń 29-letniemu artyście daleko jeszcze do gwiazd wielkiego formatu, to już słychać, że Kanye West ma godnego kontynuatora swojego stylu. — Katia


Twin Shadow

Twin Shadow

Cheres Cheree

Jestem ostatnimi czasy zafascynowany minimalistycznymi, jednozdaniowymi recenzjami Ruff Criminal na YouTubie i gdybym o nowej płycie Twin Shadow miał opowiedzieć w 10 sekund to powiedziałbym, że brzmi jak całowanie się w kościele po kilku skunach z grającym w tle gospelowym, pełnym pasji kazaniem. Jako że jednak mam jednak nieco więcej przestrzeni to mogę dorzucić, że to świetny mix słonecznej neopsychodelii, flanelowego protohipsterstwa z lat 90 i soulowej spirytualistycznej wrażliwości. Mogę też dorzucić, że dawno mnie nic tak beznadziejnie nie rozczuliło, co cudnie przebojowe „Sugar Cane”, „Modern Man” brzmi jak plik znaleziony na gimnazjalnym odtwarzaczu mp3 w folderze „heaertbreak_smutne_plakanie”, a „Lonestar” sprawia, że przez moment trochę mniej nienawidzi się reggae. Mógłbym też nazwać tą płytę „sympatyczną”, tłumacząc, że to nie ta mdła, nijaka, nieofensywna sympatyczność, ale naprawdę jeden z nielicznych przykładów płyty która naprawdę jest tak przemiła, że chce się w nią tulić. Wystarczy chyba jednak, że powiem, że to superowa płyta i powinniście ją obczaić koniecznie.— Wojtek


Gone Baby, Gone

Stalley

Blue Collar Gang

Od momentu kiedy Stalley opuścił należąca do Rick Rossa wytwórnie Maybach Music, zasypuje nas wręcz co roku swoimi nowymi projektami. W przypadku tego rapera nie mamy uczucia przesytu, gdyż ciągle trzyma on wysoką formę, nawet jeżeli muzyka, którą wypuszcza, nie jest zbyt nowatorska i nie zmienia oblicza hip-hopowej sceny. Nie inaczej jest z najnowszym krążkiem zatytułowanym Gone Baby, Gone. Album w całości wyprodukował Black Diamond, który dostarczył mnóstwo laid backowych, przepełnionych soulem produkcji, na których spokojny wokal głównego bohatera opowiadającego tu zarówno o swoich wzlotach jak i upadkach, pasuje wręcz idealnie. Jeżeli szukacie albumu, który dołączy do Waszej ścieżki dźwiękowej do upalnego lata, to konieczne zapoznajcie się z tym wydawnictwem.— efdote


Last Year Was Weird, Vol. 3

Tkay Maidza

4AD

Kiedy trzy lata temu Tkay Maidza startowała z serią epek Last Year Was Weird, nie mogła spodziewać się ani tego, jak bardzo proroczy już niebawem okaże się tytuł wydawnictwa, ani tego, jakie zainteresowanie publiki wywołają kolejne części. Zeszłoroczne Volume 2, w dużej mierze dzięki ultrapozytywnej recenzji pierwszego muzycznego geeka internetu, wkrótce po premierze uzyskało kultowy status i stało się dla obiecującej i kreatywnej raperki i piosenkarki trampoliną. Na Volume 3 Maidza śmiało z tej trampoliny korzysta — nie wynosi swojej koncepcji na kolejny poziom, ale po prostu doskonale bawi się tym, że może sobie poskakać. To potężna dawka melodyjnego R&B i żywo banglającego rapu, który z jednej strony nie unika trapowych nawiązań, ale przede wszystkim świetnie się bawi post-timbalandowską duchologią.— Kurtek


Alpha

Charlotte Day Wilson

Stone Woman Music

Nie miałem świadomości, że czekam na debiutancki longplay Charlotte Day Wilson, dopóki nie zacząłem zakochiwać się w kolejnych singlach z wydawnictwa, wypuszczanych z pewnymi przerwami od sierpnia zeszłego roku. Nie była to miłość na zabój, ale raczej niewielkie, choć znaczące zauroczenia. Pokazały mi, że kierunek, w którym zmierza piosenkarka, został wytyczony bardzo skrupulatnie, a ona sama jest gotowa, by przed słuchaczem odsłonić się cała. Na płycie znalazło się 11 niedługich numerów przywodzących na myśl pewną specyficzną mieszankę neo-soulowej posągowości z umiłowaniem do stylistycznych ekstrawagancji, którymi świat oczarowała przed laty Jessie Ware. Sprowadzenie materiału na Alphie, bardziej progresywnego i organicznego, oraz wokalnej i scenicznej prezencji Wilson tylko do podobieństwa z Ware, byłoby jednak niewybaczalne. To mocna, świadomie zrealizowana płyta owiana specyficzną aurą. Spójrzcie sami na jej okładkę. Czy Wilson nie spogląda z niej na nas jak Mona Lisa z płótna da Vinciego? — Kurtek


Space Jam: A New Legacy (Original Soundtrack)

Various Artists

Water Tower Music/Republic Records

Dwadzieścia pięć lat minęło od pierwszego „Space Jam” z Michaelem Jordanem. Jak ten czas leci… Można śmiało napisać, że film zapoczątkował zajawkę na basket u wielu dzieciaków w tamtym czasie. Dziś już się patrzy na niego z przymrużeniem oka, bo to inna epoka, jeśli chodzi o technologię robienia wysokobudżetowego kina. Obraz dla pokolenia dorastającego w latach dziewięćdziesiątych ma status kultowego, więc dlaczego nie zrobić nowej wersji, żeby współczesne dzieciaki też mogły mieć swoją, tym razem z LeBronem Jamesem w roli głównej i zaprowadzić do kina starszych odbiorców, którzy dobrze znają oryginał? To, co wyróżniało film z dziewięćdziesiątego szóstego roku to także wspaniały soundtrack, a w nim niezapomniane hity, jak „Hit ‚Em High”, utwory Seala czy R. Kelly’ego. Na nowym znajdziemy numery takich artystów jak Lil Baby z gościnnym udziałem Kirka Franklina, BROCKHAMPTON, Chance’a The Rappera do spółki z Johnem Legendem i Symbą, Cordae’a i DUCKWORTH’a czy Leona Bridgesa. Słuchałem już i mogę powiedzieć, że jest bardzo, ale to bardzo dobrze, a podkład do „We Win” to spokojnie jeden z bitów roku. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Vince Staples i Elle Yaya w singlu „Mars & Venus” Paula Epwortha!

Paul Epworth prezentuje kolejny singiel z futurystycznego Voyagera!

Już jutro ukaże się utrzymany w klimacie sci-fi Voyager, nowy album Paula Epwortha! Młody brytyjski producent na kilka dni przed premierą zaprezentował kolejny singiel promujący jego oficjalne wydawnictwo. „Mars & Venus” to pierwszy kawałek, jaki nagrał, a w utworze oprócz Ishmael i Elle Yaya, pojawił się Vince Staples, bez którego jak przyznaje Epworth, utwór by nie powstał. Wcześniej mogliśmy już usłyszeć „Space Inc.” oraz „Love Galaxy” z udziałem Jaya E, Lil Silvy i Dave’a Bayley’a z Glass Animals. Nadchodzący album Brytyjczyka warto będzie jednak sprawdzić nie tylko ze względu na mocne gościnki, ale przede wszystkim intrygujący koncept!

Vince Staples śpiewa jak z nut

Popowej wrażliwości część dalszy. czyli Vince Staples w pełnym, trapowym anturażu. Artysta z Compton słynął swojego czasu z połączenia muzycznej erudycyjności, wplatania w dancefloorowe strzały brytyjskich wpływów i sarkastycznego, kąśliwego poczucia humoru. Od jego zeszłorocznej EPki, FM!, raper wydaje się skłaniać coraz bardziej ku współczesnym, trapowym i, przede wszystkim, dużo bardziej piosenkowym brzmieniom. Apogeum te tendencje wydają się osiągać na Sheet Music, wyjątkowo luźnym tracku, w którym Staples bezpardonowo ujeżdża autotune’a, serwując przy okazji jeden z bardziej chwytliwych refrenów w swojej karierze. Kawałek spotkał się z wyjątkowo surowym przyjęciem ze strony fanów i krytyki, jednak my nie możemy nie dać się porwać tej słodkiej bezpretensjonalności i popowemu wydźwiękowi tego wałka.

Czekamy na kontynuację The Vince Staples Show

Wielu raperów próbowało swoich sił w świecie filmowym — z większymi i mniejszymi sukcesami. Tym razem, swoje zdolności aktorskie zaprezentował Vince Staples, który w ubiegłym tygodniu wypuścił dwa krótkie nagrania opublikowane w ramach The Vince Staples Show. Czym dokładnie będzie The Vince Staples Show jeszcze nie wiemy, ale wiele wskazuje na to, że jest to zapowiedź nowego wydawnictwa muzycznego od rapera. Świadczy o tym chociażby wydanie numeru „So What?” w dwóch formach — jako epizod pierwszy show i jako singiel na YouTubie. Mamy jednak nadzieję, że równolegle z nowym LP, Vince wypuści również całe show, w którym odegra główną rolę, bo jako aktor spisuje się znakomicie. Bliżej mu do komika, który w każdej zabawnej sytuacji zachowuje śmiertelną powagę. Na pierwszym filmiku instruuje dzieci, w jaki sposób sprzedawać cukierki przed supermarketem. „Episode 01” zaczyna się od propozycji zagrania koncertu na urodzinach Malii Obamy, a kończy na bójce u fryzjera. Czekamy na kolejne części show i następne, równie dobre numery Vince’a, które tym razem ukażą się w Motown Records.

Common udaremnia napad

Kilka tygodni po premierze „HER Love”, Common udostępnia kolejny singiel. Najnowszym utworem w repertuarze chicagowskiej legendy jest klasycznie brzmiący „Hercules”, na którym pojawia się także Swizz Beatz. Utwór został opatrzony klipem, a w nim widzimy gospodarza, który sprawnie radzi sobie z rabusiami napadającymi na sklep. Do udziału w produkcji załapał się też Vince Staples, którego możemy podziwiać w roli sprzedawcy. Kawałek promuje Let Love, czyli dwunastą solówkę w dorobku rapera. Premiera krążka zaplanowana jest na 30 sierpnia, pod spodem znajdziecie również pełną listę utworów.

Spis utworów:
1. „Good Morning Love” feat. Samora Pinderhughes
2. „HER Love” feat. Daniel Caesar, Dwele
3. „Dwele’s Interlude”
4. „Hercules” feat. Swizz Beatz
5. „Fifth Story” feat. Leikeli47
6. „Forever Your Love” feat. BJ The Chicago Kid
7. „Leaders (Crib Love)” feat. A-Trak
8. „Memories of Home” feat. BJ The Chicago Kid, Samora Pinderhughes
9. „Show Me That You Love” feat. Jill Scott, Samora Pinderhughes
10. „My Fancy Free Future Love”
11. „God Is Love” feat. Leon Bridges, Jonathan McReynolds

J. Cole i ekipa Dreamville pracują nad trzecią częścią Revenge of the Dreamers

Od początku roku z obozu Dreamville dochodzą do nas same dobre informacje. Pierwsza z nich to zaplanowana na ten rok premiera trzeciej części Revenge Of The Dreamers. Druga to ta, że sesje nagraniowe już trwają, a J. Cole i inni artyści z labelu pracują nad projektem gdzieś w Atlancie. Trzecia – goście, których według różnych doniesień ma być naprawdę sporo. T.I., Rick Ross, Wale, Vince Staples, Big K.R.I.T., Curren$y – to tylko kilka z wymienianych w mediach ksywek. Do tego dochodzi jeszcze lista producentów, na której są m.in. ChaseTheMoney, Childish Major, T-Minus, Kenny Beats, Tay Keith i OG Parker. Towarzystwo jest jak naprawdę doborowe, liczymy więc na to, że Revenge III będzie jednym z najmocniejszych uderzeń nadchodzących miesięcy.

Wyświetl ten post na Instagramie.

‍♀️ will be there #ROTD3

Post udostępniony przez Ari Lennox (@arilennox)

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez J.I.D (@jidsv)

Wyświetl ten post na Instagramie.

3peat @dreamville

Post udostępniony przez Bas (@bas)

#FridayRoundup: Action Bronson, Rosalía, H.E.R., Vince Staples i inni

W tym tygodniu wjeżdżamy na bogato, ponieważ mamy dla Was aż dziesięć premier, po których najszczęśliwsi powinni być przede wszystkim fani hip-hopu, ale jak zwykle znaleźliśmy również trochę neo-soulu, jazzu a nawet szczyptę klimatycznego downtempo.

(więcej…)

Brockhampton noszą Conversy

Swój kontrakt z klasycznym producentem obuwia ledwie ogłosił Vince Staples, a już pojawiają się sygnały, że w nadchodzącym sezonie w Conversach zobaczymy też pierwszy boysband internetu — Brockhampton. Wczoraj na Twitterze zdjęciami z sesji promocyjnej dla marki obuwia podzielił się Kevin Abstract, a na Reddicie fani dzielą się zdjęciami ulotek z wizerunkiem grupy, które australijska odnoga firmy rozsyłała swoim klientom. Dlaczego o tym piszę? Ładne zdjęcia. Tyle. Sam nigdy nie miałem Conversów i nie jestem pewien, czy Vince Staples i Kevin Abstract mnie do nich przekonają. Niezależnie od tego co macie na stopach, sprawdźcie opublikowane zdjęcia poniżej.

Recenzja: Vince Staples Big Fish Theory

Vince Staples

Big Fish Theory (2017)

ARTium / Blacksmith / Def Jam

Vince Staples w ciągu niecałych trzech lat zbudował jedną z najbardziej fascynujących marek na hip-hopowej scenie, chociaż trzymał się z dala od fleszy i głównych festiwalowych scen. Post-gangsterska osobowość z koneksjami wokół dawnego obozu Odd Future, a także protekcja legendarnego producenta No I.D. przyczyniły się do jego wysokiej pozycji w hipotetycznym świecie, w którym nie liczą się ekwiwalenty sprzedanych egzemplarzy płyt, a oryginalność i sukces artystyczny. Po niebanalnie dystynktywnym debiucie w postaci Summertime ’06 raper z Long Beach mógłby osiąść na laurach i powielać swój patent na kolejnych krążkach. Big Fish Theory to jednak nic innego niż wejście na kolejny poziom, czy może raczej — na głębsze wody.

Muzyczną rewolucję nowego Vince’a sponsorują literki: E, D i M. Od razu zaznaczam, że nie jest to żaden hip-house’owy crossover w stylu Azealii Banks, ale materiał zbudowany na solidnym kręgosłupie hip-hopu obecnej dekady. Instrumentarium wskazuje jednak głównie na wszystko, co budowało historię muzyki elektronicznej na przestrzeni ostatnich lat. Od natchnionego Burialowym dubstepem początku płyty, przez Detroit techno, subtelny grime, aż po ociekające bubblegum bassem wstawki w „Yeah Right” — na każdym kroku raper demonstruje nie tylko swoje obeznanie w EDM, ale i umiejętność współpracy na własnych warunkach z takimi producentami jak GTA, Zack Sekoff czy SOPHIE. To muzyczne uniwersum niedostępne dla innych hip-hopowców, porównywalne do tego zbudowanego przez Danny’ego Browna na Atrocity Exhibiton.

Oczywiście Vince nie byłby Vince’em, gdyby nafaszerował swój album elektroniką w celu stworzenia muzyki na imprezę per se. Big Fish Theory jest wręcz wybitnie anty-imprezowe, co dosłownie zostaje nam wyłożone w „Party People”. Raper nie potrafi dać się porwać dobrej zabawie, kiedy „jedyne, co widzi, to śmierć i zniszczenie”, o których już słyszeliśmy na poprzednich płytach. Omijając kontekst, nasza uwaga zostaje przeniesiona właśnie na powstającą w duszy i umyśle pustkę, jak i wynikającą z tego bezcelowość ludzkiego istnienia. Tekstowe klisze wyjęte z wersów Ricka Rossa i Juicy J’a świecą tym razem światłem odbitym. Pusty lans, puste emocje („Love Can Be”) i ich doskwierająca powtarzalność, deklamowana niczym mantra w refrenie metalicznie zimnego „SAMO” – wszystko to sprawia wrażenie sarkastycznej bomby pozbawionej zegara wskazującego, kiedy dokładnie miałaby wybuchnąć.

Pan Staples umiejętnie kalkuluje środki, nie porywa się na liryczne rzeźnie (od tego ma Kendricka Lamara na świetnym featuringu), efektywnie uprawiając znany do tej pory z jego zwrotek minimalizm. Doceniam również umiejętność zamknięcia tak obfitej we wrażenia treści w zaledwie 36 minutach, aczkolwiek można było spokojnie ominąć dwa obecne na trackliście przerywniki — szczególnie wywiad z Amy Winehouse, który miałby większy sens na zeszłorocznym, zainspirowanym przecież jej życiorysem Prima Donna EP.

Big Fish Theory to zdecydowanie najlepszy materiał reprezentanta Long Beach i potwierdzenie jego klasy jako artysty — już bez znaczenia, czy mówimy tylko o hip hopie czy nie. Niestety, talent Vince’a wciąż nie przekłada się na wyniki sprzedaży i blask porównywalny z tym bijącym od kolegi z Compton, ale cóż — być może popkultura też czasem pragnie się kierować prawami natury, takimi jak to, że gruba ryba dnem chodzi.

#FridayRoundUp: Vince Staples, DJ Khaled, Jarren Benton i inni

FridayRoundUp with Tinashe and schafter

W tym tygodniu mocno rapowo. Wśród dzisiejszych premier mamy istny przelot przez różne oblicza hip-hopu. Od afro futurystycznych jazd, jakie zaserwował nam Vince Staples, przez trapowe hity od pokaźnej ekipy zebranej przez DJ Khaleda, klasyczne, inspirowane latami 90, oblicze gatunku, które pokazał nam na swoim czwartym krążku Jarren Benton, ciekawą interpretację tego co obecnie dzieje się w muzyce, jaką dokonał młodszy brat Thundercata, aż po ścieżkę dźwiękową do serialu Silicon Valley, która sprytnie łączy to, co nowe ze starym.


Big Fish Theory

Vince Staples

Def Jam Recordings

Nowy album Vince’a Staplesa to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier w tym roku. Sądząc po tym, że Vince od dłuższego czasu nie schodzi w swoich nagraniach poniżej wysokiego poziomu można się spodziewać, że będziemy mieli do czynienia z naprawdę mocnym materiałem. To zresztą pokazują też single, które do tej pory się ukazały. W jednej z wypowiedzi Staples powiedział, że jego nowa płyta to „Afro futuryzm”. Okazało się, że to pic na wodę, bo samo określenie tak naprawdę nic nie znaczy, a sam zainteresowany powiedział, że użył go, bo „lubi mówić rzeczy o przedstawicielach czarnej społeczności do przedstawicieli białej”, więc wychodzi na to, że powiedział to „żeby coś było”, ale nie zmienia to faktu, że swoją twórczością, zamierzenie bądź nie, lubi zaskakiwać. Może tak będzie i tym razem. — Dill


Grateful

DJ Khaled

Epic/We The Best

Kolejny rok, kolejny album DJ’a Khaleda. Producent z Miami już po raz dziesiąty zebrał ekipę złożoną z najjaśniejszych gwiazd mainstreamowego nieboskłonu i umieścił je na jednym krążku. Jego najnowsza produkcja nosi tytuł Grateful, a jej twarzą został pierworodny artysty. Co więcej, mającego niespełna rok malca wyróżniono jako producenta wykonawczego. Ponoć podczas pracy nad projektem sugerowano się jego reakcjami na poszczególne utwory. Nie wiadomo ile w tym prawdy, wiadomo natomiast, że singlowe „I’m the One” szturmuje listy przebojów a wypuszczone kilka dni temu „Wild Thoughts” będzie próbowało powtórzyć dobry wynik. Na obfitującej w ksywki trackliście jest kilka miejsc, które sprawiają, że warto czekać na premierę, m.in. kolaboracja Nasa z Travisem Scottem czy solowy kawałek Chance’a. — Mateusz


Silicon Valley (Music from the HBO Original Series)

Various Artists

HBO

Silicon Valley to bez wątpienia jeden z najlepszych seriali ostatnich lat. W jego czwartym sezonie usłyszeć mogliśmy też sporo dobrej muzyki, która teraz zebrana została w formie jednej ścieżki dźwiękowej. Znajdziemy tu zarówno Run The Jewels, Danny’ego Browna, Hudsona Mohawke oraz takich weteranów jak Wu-Tang, Nas, Onyx czy Too $hort. Szykuje się więc niezły przekrój przez amerykańską rapową scenę, a fakt, że część utworów jest zupełnie premierowa, tylko zwiększa naszą zajawkę a sprawdzenie tego składaka. — efdote


The Mink Coat Killa LP

Jarren Benton

Benton Enterprises

Poprzednie płyty pochodzącego z Decatur w stanie Georgia rapera o ksywce Jarren Benton, zawierały sporo trapowych elementów. Opisując swój nowy album zatytułowany Mink Coat Killa LP, artysta wspominał, że inspirował się takimi postaciami i zespołami jak Wu-Tang, A Tribe Called Quest oraz Nas. Pierwsze single tylko to potwierdzały, a „C.R.E.A.M.17” był nawet oficjalną przeróbką, jednego z najbardziej znanych utworów Wu. Szykuje się więc album pełen klasycznych brzmień, na których sam Jarren z pewnością pokaże ogrom swoich umiejętności. — efdote


Universal EP

Kintaro

Alpha Pup Records

Po albumach, jakie w tym roku zaserwowali nam Thundercat oraz Ronald Bruner Jr. przyszedł czas na najmłodszego z braci. Były członek zespołu The Internet, czyli znany jako Kintaro — Jameel Bruner podzielił się z nami swoją nową epką zatytułowana Universal, na której przedstawia nam swoją wizję trapu połączonego z takimi gatunkami jak R&B, hip-hop, grime oraz soul. Całością od nagrywek, mixów i masteringu zajął się sam, a jedynym gościem, jaki pojawia się na tym wydawnictwie, jest Anderson .Paak. — efdote