wale

#FridayRoundup: Noname, Brandon Coleman, Jungle i inni

Po ubiegłotygodniowym wysypie premier, tym razem jest nieco spokojniej, co nie oznacza, że nie widzimy tu kandydatów do zamieszania w zbliżających się wielkimi krokami, podsumowaniach roku. Sprawdźcie co dla Was przygotowaliśmy.


Room 25

Noname

Noname

Ponad dwa lata po premierze błyskotliwego debiutu Telefone (który ostatecznie trafił do naszego podsumowania najlepszych krążków 2016 roku) Noname wraca z drugim projektem. Room 25, zwizualizowane abstrakcyjnym rysunkim przywodzącym na myśl okładkę klasycznego Ladies of the Canyon Joni Mitchell, to piękne stylistyczne przedłużenie tamtego krążka. Noname nadal jest szczera i wrażliwa, a choć za produkcję nie odpowiadają już Cam O’bi i Saba, ale Phoelix i sama Noname, wciąż brzmi kameralnie i intymnie. Wśród gości usłyszymy przede wszystkim plejadę neosoulowych croonerów, w tym m.in. Ravyn Lenae, Phoelixa i Adama Nessa, ale też Smino czy wspomnianego Sabę. Album spodoba się wszystkim tym, którzy lubią liryczny hip-hop z jazzem w sercu i soulem na dłoni. — Kurtek


Resistance

Brandon Coleman

Brainfeeder

Brandon Coleman jest jednym z najciekawszych członków West Coast Get Down. Ten świetny klawiszowiec w 2015 roku wydał zupełnie przemilczany rewelacyjny album Self Thaught, który przywodził na myśl najlepsze dokonania Herbiego Hancocka z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dziś premierę ma jego najnowszy krążek Resistance wydany nakładem Brainfeedera. To w sumie nie powinno dziwić, bo długogrający debiut Kamasiego Washingtona, jego kolegi z zespołu, sprzed dwóch lat wyszedł w tym samym labelu. Do tej pory ukazały się klipy do dwóch singli — „Giant Feelings”„All Around The World”. Pierwszy numer ma w sobie charakterystyczny, lekko g-funkowy bas, ale do tego brzmi bardzo symfonicznie. Drugi to pierwszorzędny funkujący soul, idealny na lato. Obydwa bardzo zachęcają do sprawdzenia całego materiału. — Dill


For Ever

Jungle

XL Recordings

„Don’t you forget about me”, zaklinał brytyjski soul-disco kolektyw Jungle przed czterema laty. Wbrew pokładanym w nich nadziejom –- bo słuchając singli można było je jeszcze mieć — zadanie to dość trudne, zważywszy na rozmyty charakter ich debiutanckiego albumu. Jungle jednak wracają z nowymi siłami, określając swój drugi longplay For Ever zawiłym: „post-apokaliptyczna stacja radiowa grająca breakup songi”. Jeżeli lubicie muzyczną sepię muśniętą światłem dyskoteki albo czekacie na warszawski koncert grupy, to koniecznie sprawdźcie. Jeżeli zaś należycie do tych, którzy zawiedli się po pierwszym albumie, możecie spokojnie odpuścić. — Maja Danilenko


East Atlanta Love Letter

6LACK

LVRN

Po mocnym wprowadzeniu, jakim było Free 6lack, fani niecierpliwie oczekiwali na kolejne ruchy reprezentanta Atlanty. Doczekali się po prawie dwóch latach i tym sposobem dziś w nasze ręce trafia projekt zatytułowany East Atlanta Love Letter. 6lack w końcu może pozwolić sobie na zaproszenie gości z najwyższej półki – na płycie usłyszymy Future’a, J. Cole’a, Offseta i Khalida. Jak wyjaśnia sam zainteresowany, album będzie poruszać przede wszystkim zagadnień miłości i empatii. Przesyłka dostarczona, pora na lekturę. —Mateusz


Free Lunch

Wale

Warner Bros. Records

Gdzie się podział Wale? To pytanie od jakiegoś czasu zadaje sobie zapewne część fanów rapu. Jego ubiegłoroczne wydawnictwo Shine przeszło jakoś niezauważone, chociaż trzeba przyznać, że sam projekt nie jest wart wspominania. Dodatkowo ostatnio podopieczny MMG miał problemy z wydawcą i z Atlantic przeniósł swoje talenty do Warner Bros. Free Lunch jest więc pierwszym projektem wydanym w nowej wytwórni i miejmy nadzieje także powrotem do dawnej formy. W skład epki wchodzi pięć premierowych utworów, na których obok gospodarza usłyszymy Erica Bellingera i J.Cole’a. —Mateusz


Ghetto Gospel: The New Testament

Ghetts

GIIG

W 2007 roku Ghetts wydał swój klasyczny już dla grime’u album Ghetto Gospel. Teraz, jedenaście lat po premierze tamtego materiału, ukazała się kontynuacja. Ghetto Gospel: The New Testament to siedemnaście numerów, na których oprócz gospodarza usłyszymy również gościnne zwrotki od takich tuzów jak President T, Wretch 32, ale też Little Simz czy Chip. Sam zainteresowany nie zwykł zawodzić, więc i tym razem możemy spodziewać się czegoś ciekawego. — Dill


Omnisphere

Medeski, Martin & Wood with Alarm Will Sound

Indirecto

Tuzi współczesnego jazz-funku (i rozmaitych fuzji gatunkowych w obrębie jazzu) Medeski Martin & Wood łączą siły z nowojorskim ensemblem Alarm Will Sound specjalizującym się w muzyce współczesnej (a znanym głównie z reinterpretacji mniej oczywistych kompozycji Steve’a Reicha). Na Omnisphere znajdziemy 7 kompozycji, w których obie grupy spotkają się w pół drogi — gdzieś między eklektycznym jazzowym trio a meandrami współczesnej muzyki klasycznej. — Kurtek


Quite a Life

Lyrics Born

Real People

Lyrics Born jest jednym z ukrytych skarbów amerykańskiego hip-hopu. Kto słucha tej muzyki nie od wczoraj, powinien go znać, ale też nikt jakoś specjalnie nie czeka na jego albumy. To błąd, bo właściwie na wszystkich miał coś ciekawego do pokazania, zarówno muzycznie jak i treściowo, czy to będzie w duecie z Lateef The Truth Speakerem (jako Latyrx), czy też na swoich solówkach. Quite a Life jest dziesiątym krążkiem w dyskografii rapera. Born porusza na nim takie kwestie jak na przykład obecność Amerykanów azjatyckiego pochodzenia w showbiznesie, odpowiedzialność człowieka w redukowaniu nierówności społecznych i wiele innych. Gościnnie pojawiają się między innymi Chali 2na, The Gift of Gab i Aloe Blacc. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Wale wspomaga singiel Tamii „Leave It Smokin'”

Wale wspomaga singiel Tamii Leave It Smokin

Drugie „życie” otrzymał singiel promujący najnowsze wydawnictwo Tamii. Do „Leave It Smokin'”, czyli pierwszego kawałka z nadchodzącej płyty Passion Like Fire, dołączył raper Wale. Sam remiks nie różni się niczym od pierwotnej piosenki, oprócz kilku wersów dodanych przez Wale’a. Przypominam, że nowy album Kanadyjki ukaże się 7 września nakładem 21 Entertainment Group/Plus 1 Music. Znajdzie się na nim dwanaście kompozycji, z których poznaliśmy do tej pory „Leave It Smokin'”, „Today I Do” oraz „Deeper”. Poniżej posłuchajcie omawianego remiksu.

#FridayRoundup: Idris Ackamoor, Dave Holland, Junglepussy i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych.


An Angel Fell

Idris Ackamoor ☥ The Pyramids

!K7 Music

Fantastyczna trupa jazzowych podróżników pod wodzą charyzmatycznego saksofonisty Idrisa Ackamoora wraca z nową płytą, następcą przełomowego dla muzyków We Be All Africans z 2016 roku. To udana kontynuacja stylistyki zaczerpniętej przez Ackamoora i spółkę z amerykańskiego spiritual jazzu i afrykańskiego folku. Sam muzyk mówi zresztą, że u podstaw nowej płyty stoją właśnie folklor, fantazja i dramaturgia, które mają służyć nie samym sobie, nie jedynie celom artystycznym, ale także, a może przede wszystkim dotarciu do świata z trudną wiadomością — o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia i ekologicznej obojętności, za którą prędzej czy później zapłacimy wszyscy. Krążek zarejestrowany podczas intensywnej tygodniowej sesji nagraniowej w londyńskich Quatermass Studios wyprodukowany został przez Malcolma Catto z The Heliocentrics. — Kurtek


Uncharted Territories

Dave Holland

Dare2

23 kompozycje, ponad 2 godziny pierwszorzędnego awangardowego jazzu. Na najnowszym wydawnictwie Dave Holland nie bierze jeńców i zbiera swój jazzowy dream team z saksofonistą Evanem Parkerem, pianiatą Craigem Tabornem i perkusistą Chesem Smithem na pokładzie. W większości utworów muzycy improwizują w kwartecie, duetach lub triach, ale grupa nagrała także dwie kompozycje Smitha i jedną Hollanda. Tak na papierze wygląda Uncharted Territories. A jak brzmi? Musicie posłuchać. Dla miłośników bezkompromisowego jazzu.— Kurtek


Jp3

Junglepussy

Junglepussy

Jeżeli wciąż męczycie zeszłoroczną Kamaiyah, to być może właśnie Junglepussy jest kierunkiem, który powinniście teraz obrać. W cztery lata po obiecującym debiucie Satisfaction Guaranteed powraca do nas dużo bardziej ugrzeczniona, ale i dojrzała artystka. JP3 to chyba najbardziej śpiewny i melodyjny album w karierze Junglepussy (bangera na miarę „Bling Bling” chyba już od raperki nie dostaniemy), ale produkcyjnie jest bez zarzutu (to wciąż zasługa Shy Guya, stałego współpracownika Shayny McHale). W warstwie tekstowej, jak zawsze, odważnie i emancypacyjnie. Satysfakcja raczej gwarantowana. — Maja Danilenko


The Opening Ceremony EP

BJ the Chicago Kid

UMG/Motown

BJ the Chicago Kid przygotowuje się powoli do wydania nowego wydawnictwa, następcy In My Mind z 2016 roku. Jako przedsmak nadchodzącej płyty, artysta zaprezentował EP The Opening Ceremony. Na otwarcie tego, czego można spodziewać się pod koniec roku, składają się trzy utwory spod znaku współczesnego R&B, z wokalem Amerykanina rodem od najlepszych croonerów. „Going Once, Going Twice”, „Nothing Into Something” oraz „Rather Be with You” to balladowe kompozycje, nawiązujące swoim stylem m.in. do „Shine” ze wspomnianego In My Mind, z tą małą różnicą, że w ostani kawałek BJ wplótł nieco elektroniki, a jego głos poddano kuracji auto-tunem, przez co stał się syntetyczny i spłaszczony. Sprawdźcie sami, jak to wszystko brzmi. — Forrel


Die Lit

Playboi Carti

AWGE/Interscope

Patrząc na dotychczasowe dokonania Carti’ego trudno jednoznacznie stwierdzić, w jakim kierunku rozwinie się jego muzyczna kariera. Z jednej strony „Magnolia” okazała się jednym z największych ubiegłorocznych hitów, z drugiej, trudno wskazać na elementy wyróżniające reprezentanta Atlanty spośród innych młodych gwiazd. Obecnie to bardziej one-hit wonder niż dobrze rokujący artysta, ale zobaczymy czy coś w tej kwestii zmieni jego legalny debiut. Die Lit ukazało się niespodziewanie, trudno więc powiedzieć czego można spodziewać się po tym projekcie. Za większość bitów odpowiedzialny jest jego stały współpracownik Pi’erre Bourne, a gościnnie pojawią się m.in. Travis Scott, Skepta, Nicki Minaj, Lil Uzi Vert czy Bryson Tiller.— Mateusz


AAAAGGGHH

The Doppelgangaz

Groggy Pack

Hip-hopowi nomadzi wracają zaledwie rok po wydaniu Dopp Hopp. W przypadku The Doppelgangaz z góry wiadomo czego się spodziewać. Przydymionych, bujających klimatów, które swoim brzmieniem nawiązują w dużym stopniu do lat 90-tych. W takiej stylistyce odnajdują się idealnie i zapewne to właśnie na AAAAGGGHH dla nas przygotowali. Nie spodziewam się niczego innego. – Dill


Self Promotion EP

Wale

MMG/Every Blue Moon

O tym, że Wale jako niezależny artysta radzi sobie średnio może świadczyć fakt, że o premierze jego najnowszego EP nie wiedział prawie nikt. Zła passa, z którą boryka się od wydania w zeszłym roku albumu Shine, zdaje się trwać dalej, gdyż z jakiegoś powodu raper wciąż utwierdza się w przekonaniu, że podążanie za trendami i przyjazne radiu brzmienie to coś, czego oczekują jego fani. Tak czy inaczej, artysta właśnie opublikował drugi w tym roku minialbum, na którym usłyszymy cztery utwory, w tym singiel „Negotiations”. Czy Self Promotion może nas czymkolwiek zaskoczyć? W końcu to ten sam raper, który lata temu nagrał Folarin – Adrian


Activated

Tee Grizzley

300

Tee Grizzley, jako raper, który pojawił się zasadniczo znikąd, nie tylko wziął szturmem scenę hip-hopową, ale nagrał również jeden z najsolidniejszych trapowych krążków w 2017 r., tj. My Moment. Jednak jak na prawdziwego niedźwiedzia przystało, jego apetyt urósł w miarę jedzenia, dzięki czemu niespełna rok później przyszykował dla fanów kolejną premierę. Activated to 18 utworów, w większości wyprodukowanych przez Chopsquad DJ, na którym gościnnie wystąpili Lil Yachty, Lil Durk, Jeezy, Lil Pump, i, o zgrozo, dwa razy Chris Brown. Single takie jak „Colors” czy „2 Vaults” to znak, że raper z Detroit nie odszedł od charakterystycznego dla siebie stylu, a całość może stanowić miłą odskocznie od monotonnego i okrutnie wtórnego trapu ostatnich miesięcy. Jak dla mnie, rewelacja. Yogi, pokaż na co Cię stać – Adrian

s


Nick & Astro’s Guide To The Galaxy

Potatohead People

Bastard Jazz Recordings

Potatohead People są jednym z ciekawszych duetów producenckich jakie zaistniały w ciągu ostatnich kilku lat. Ich bity na drugiej solówce Illa J’a w dużej mierze stanowią o wyjątkowości tamtego materiału, a pierwszy autorski projekt Big Luxury z 2015 roku tylko potwierdza wielki talent Kanadyjczyków. Dziś panowie wracają z nowym krążkiem i muszę przyznać, że jestem bardzo ciekaw, co przygotowali. Świetnych future soulowych, bujających bitów przepełnionych jazzem i elektroniką nigdy za wiele. – Dill


Recenzja: Wale Shine

Wale - Shine

Wale

Shine (2017)

MMG / Atlantic

Czy istnieje jakiś logiczny powód, dla którego kiedy ma się na koncie 4 dobrze przyjęte płyty, spory fanbase, ugruntowaną pozycję na scenie oraz wypracowane brzmienie, nagrywa się ryzykowny, w połowie śpiewany i romansujący z popem album? Nie mam pojęcia i wygląda na to, że Wale również.

Im bliżej premiery piątej solowej płyty rapera byliśmy, tym bardziej niepokojące sygnały do nas docierały. Katastrofalnie złe “My PYT” czy “Fashion Week”, wybrane na jedne z pierwszych singli do Shine, brzmiały jak gdyby Wale cofnął się w swoim artystycznym rozwoju o kilka lat. Pewność siebie, unikatowa osobowość i precyzyjne flow ustąpiły tutaj tanim, zawadiackim tekstom, muzycznej przaśności i usilnemu pragnienu dotarcia do młodszego słuchacza. Mimo to mój kredyt zaufania dla podopiecznego Maybach Music był wystarczająco duży, aby nie przekreślać nowego wydawnictwa, zanim dokładnie go nie przesłucham. W końcu to Wale — Ambition, Folarin, The Gifted — ten swoisty hattrick kazał wierzyć, że otrzymamy solidny materiał.

Otwierające płytę “Thank God” zaskakuje śpiewanym udziałem gospodarza, jednak jego nieoszlifowana maniera wokalna szybko staje się dla słuchacza męcząca. Problem ten dotyczy również kawałków “DNA” czy “Scarface Rozay Gotti”. Na szczęście ratują je producenci, Lee Major i Go Grizley, którzy stworzyli żywe, melodyjne i ekstrawaganckie podkłady — to z takimi produkcjami tak bardzo kojarzył się zawsze sam Wale. Jego rozponawalny styl możemy usłyszeć także w  „Running Back” przypominającym swoim radosnym i beztroskim brzmieniem The Album About Nothing. Prawdziwa niespodzianka przychodzi jednak z “My Love” i “Fine Girl”, które śmiało sięgają do karaibskich i afropopowych klimatów, żeby ostatecznie przyjąć kształt przyjemnych letnich hitów. Gościnne występy artystów z Czarnego Kontynetu — WizKida, Davido czy Olamide — to całkiem udana próba syntezy mainstreamowego brzmienia Zachodu z korzeniami muzycznymi samego rapera. Trudno wręcz uwierzyć, że znalazły się na tej samej płycie, co trapowe “Mathematics”, które mimo polotu i energii rozczarowuje słuchacza swoją wtórnością. Podobnie jest w przypadku „Fish N Grits” — pokraczna minimalistyczna produkcja oraz toporny i nużący refren Travisa Scotta stanowią fatalną próbę dopasowania się do aktualnych trendów w hip hopie.

Najlepiej na całym albumie wypada zdecydowanie zamykające go “Smile”. Pozytywny vibe, przypominający ostatnią płytę Joeya Badassa, został wzbogacony przez niezłe zwrotki Phila Adé i Zyla Moona. To również najjaśniejszy punkt pod względem warstwy tekstowej — celne linijki o zabarwieniu społecznym i politycznym nawiązują do ruchu Black Lives Matter, wnosząc odrobinę optymizmu i nadziei na lepsze jutro. Niestety to odosobniony przypadek. W trakcie trwającej od 12 lat kariery Wale’a zostaliśmy przyzwyczajeni do jego umiejętności balansowania między zabawą i czystą rozrywką a refleksją i trafnym komentarzem. Na nowej płycie równowaga jednak została zachwiana, co może dla części fanów stanowić małe rozczarowanie. Przeważają tu banalne i pozbawione głębi kawałki, których równie łatwo się słucha, co się je zapomina.

Shine to projekt wybitnie nierówny i niekonsekwentny. Trywialna tematyka oscylująca wokół relacji damsko-męskich i własnego sukcesu, a także brak odpowiedniego wyczucia czy pomysłu na sensowne zestawienie tropikalnych i ulicznych klimatów mogą skutecznie zniechęcić do kolejnych odsłuchów. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie przyznał, że Wale ma wciąż wystarczająco dużo charyzmy, aby nawet przez ten chaos przeprowadzić słuchacza do samego końca.

#FridayRoundup: Gorillaz, Mary J. Blige, JMSN, Wale i inni

Jak to się pięknie złożyło, ze akurat na długi weekend dostaliśmy do sprawdzenia aż tyle intrygujących premier płytowych — zwłaszcza jeśli miałaby się utrzymać deszczowa aura. Wśród nich rzecz jasna zapowiadane szumnie od tygodni Gorillaz. Z nową płytą o bólu i siele wraca Mary J. Blige. Nie zawodzi JMSN, który jeśli chodzi o częstotliwość wydawania nowych krążków próbuje prawdopodobnie przebić niedoścignioną w tym względzie przed kilkoma laty Rihannę. Poza tym na naszej plejliście usłyszycie także Wale’a, Cashmere Cata, a z rodzimego podwórka Adiego Nowaka. Wśród bardziej organicznych brzmień polecamy grupę Bliss n Eso, nowy album puzonisty Trombone Shorty’ego i Adama Turchina, czyli ziomka Terrance’a Martina. Miłej majówki!


Humanz

Gorillaz

Parlophone Records Limited

Powrót Gorillazów to jeden z tych powrotów na które niewielu czekało albo wiedziało że czeka, ale jeśli już został on ogłoszony to ok — czekamy i przyjmujemy wirtualną ekipę Damona Albarna z otwartymi ramionami. Dwadzieścia (albo dwadzieścia sześć w wersji deluxe) premierowych utworów aż pęka w szwach od nadmiaru gościnnych występów. Czy featuringowy przesyt nie zaszkodzi muzycznej tożsamości grupy? Oby nie. Zabieramy się za odsłuch jednocześnie przygotowując się do pierwszych koncertów Goryli w Polsce. — Chojny


Strength of a Woman

Mary J. Blige

Capitol Records

Mary J. Blige kontynuuje lite motif swojej ponad 20-letniej kariery i po raz kolejny celebruje ból, łzy i płynącą z nich siłę, co w kontekście ostatnich zawirowań w jej życiu osobistym wydaje się wreszcie całkiem na miejscu. Blige nie stoi jednak w miejscu — na płytę zaprasza BadBadNotGood, Kaytranadę, Hit Boya, Quavo i Kanyego Westa, a także przeżywającą ostatnio drugą młodość Missy Elliott. — Kurtek


Whatever Makes U Happy

JMSN

White Room Records

Z każdym kolejnym eksperymentem wizerunkowym Christiana, zastanawiam się, czym jeszcze jest w stanie nas zaskoczyć. Teraz, na przykład, przywdziewa kowbojki, krótkie szorty i zaprasza na trasę po amerykańskich barach a wszystko to przy akompaniamencie niebieskookiego bluesa. Czuć w tym wszystkim tak wielką autentyczność, że aż chce się pójść przed siebie i zgodnie z tytułem krążka, robić cokolwiek nas uszczęśliwia. Paradoksalnie, bo płyta do najradośniejszych nie należy, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Jednak mimo wszystko, po przesłuchaniu tych ośmiu (?!) kawałków czuję się naładowana pozytywną energią. Moim absolutnym faworytem jest kawałek „Slide” z klasycznym wzrostem tempa, gdzie dodatkowy żeński wokal nadaje utworowi lekko gospelowego charakteru. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów artysty. — Pat


SHiNE

Wale

Maybach Music Group

Kiedy słyszę o zmianie daty wydania albumu zazwyczaj automatycznie myślę o przesunięciu daty premiery na późniejszą. Dlatego miłą odmianą jest premiera SHiNE od Wale’go tydzień przed oficjalnie zapowiadanym terminem. Co do zawartości płyty mamy na niej sporo gości. Lil Wayne oraz G-Eazy, których mogliśmy już usłyszeć w wydanych wcześniej singlach, a czekają na nas jeszcze Travi$ Scott, Chris Brown, Dua Lipa czy Major Lazer na łącznie 14 utworach. Mając w pamięci poprzednie 4 płyty można oczekiwać, że Wale z nowym materiałem poniżej pewnego poziomu nie zejdzie, dlatego z czystym sumieniem zachęcam do sprawdzenia. — mmisiak


9

Cashmere Cat

Mad Love/Interscope Records

Kaszmirowy Kot (nie mogłam się powstrzymać) jest idealnym przykładem na to, jak od piwnicznego bawienia się dźwiękami można trafić do studia z Kanye’m Westem. Oczywiście, nic nie jest tu dziełem przypadku i po paru latach miksowania, nagrywania, produkowania dla siebie oraz innych, doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu artysty. Debiut krótki, bo krążek zawiera ledwie dziesięć kawałków, ale za to, z jakimi gośćmi! Kogo tam nie ma? Mogę spokojnie stwierdzić, że Magnusowi udało się zebrać śmietankę nurtu urban. Jest Selena Gomez, Jhene, Kehlani, The Weeknd, Camila Cabello, Tory Lanez, Ty Dolla $ign, Ariana Grande, MO, Kacy Hill…. Ale spokojnie, od takiego przybytku głowa nie boli, wszyscy trzymają bardzo dobry poziom. Przy wszystkich utworach Cashmere Cat współpracował z Bennym Blanco oraz SOPHIE stąd ten, momentami, pokręcony, „bubblegumowy” klimat.  Cukier dawkowany jest jednak idealnie, w sam raz na długo-weekendowy chillout z przyjaciółmi. — Pat


Parking Lot Symphony

Trombone Shorty

Blue Note Records

Okazuje się, że Trombone Shorty faktycznie gra na puzonie. Konsekwentnie wyciąga wnioski po letniego Say That to Say This i ociężałego For True. Nadal jest to jazz środka szukający konsensusu z funkiem i R&B, ale tym razem podany w zdecydowanie bardziej wysmakowanej i spójnej stylistycznie odsłonie. — Kurtek


Off the Grid

Bliss n Eso

Illusive Sounds

Bliss n Eso, to jeden z tych zespołów, który zaczynał od grania koncertów dla kilku osób, przechodząc drogę do olbrzymich tras koncertowych i wielkich sal wypełnionych aż po brzegi. Dlaczego prawdopodobnie jeszcze o nich nie słyszeliście? Otóż wszystko to rozgrywa się w Australii, a tamtejszym zespołom ze względu na odległość, nieraz ciężko jest podbić Europę lub Stany. Off the Grid to już szósty album w ich dyskografii i po raz kolejny dostarczają sporą dawkę przebojowych numerów, na których gościnnie wspomagają ich, chociażby Lee Fields czy Watsky. Sprawdzajcie więc i trzymajcie kciuki za jakąś trasę po Europie, bo koncerty to ich prawdziwy żywioł, a nowy album z pewnością dołoży do ich set listy kilka sztandarowych pozycji. — efdote


Manifest Destiny

Adam Turchin

Ropeadope LLC

Jakieś 7 lat temu, jazzowy multiinstrumentalista — Adam Turchin, spakował swoje rzeczy i wyruszył z rodzinnej Filadelfii do Los Angeles. Muzyczny światek Miasta Aniołów przyjął go z otwartymi ramionami i artysta pozostał tam do dzisiaj. Postacią z którą dogadał się najlepiej i w efekcie czego również zaprzyjaźnił, był Terrance Martin. Wspólne sesje sprawiły, że pojawił się on, chociażby na To Pimp a Butterfly (gra na saksofonie w utworze „u”) oraz na The Documentary 2The Documentary 2,5, firmowanymi przez The Game’a. W końcu przyszedł czas na solowe dzieło, którym jest album Manifest Destiny. Adam gra tam aż na dziesięciu instrumentach oraz śpiewa, a wspomagają go, chociażby wspomniany wcześniej Terrance Martin, Rose Gold czy Josef Leimberg. Wszystko to jest świetną, rewelacyjnie zaaranżowaną dawką jazzu, hip-hopu oraz soulu, którą TRZEBA sprawdzić. — efdote


VR

Adi Nowak

Asfat Records

Jedni nazwą jego rap intelektualnym, inni psuedobłyskotliwym zlepkiem przypadkowych słów. Na pewno Adiemu nie można odmówić rosnącej pozycji na polskiej scenie, czego dowodem jest zwrotka Quebonafide: „Dlaczego przespałem gdy Adi Nowak wysłał demo?”. W zeszłym roku zaskoczył wszystkich epką Nienajprawdziwsze, teraz powraca z albumem VR czyli Vafle Ryżowe. Całość to piętnaście kawałków, w tym trzy skity. Co prawda nie ma gości, ale przy płycie pracowało kilku producentów, w tym Drumlinaz, Aist czy kornel barwiński z Karolem Szczygłem. Dysk wydała wytwórnia Asfalt Records. — Polazofia


Nowy utwór: Wale feat. Lil Wayne „Running Back”

wale-running-back-lil-wayne

Po tym jak Wale i Lil Wayne zaprezentowali „Running Back” w wersji live, przyszedł czas na wersję studyjną. Wyszedł im strasznie wkręcający się, pozytywny kawałek pełen odniesień do sportu. Można podejrzewać, że ukaże się na nadchodzącym wielkimi krokami nowym albumie Wale’a — Shine. Powstaje też teledysk, którego finalny efekt pewnie niedługo poznamy, ale na razie wiadomo, że będzie, bo chłopaki udostępnili kilkunastosekundowy film z prac na planie. Czekamy!

Nowy utwór: Wale feat. Phil Ade „Smile”

wale-2015

Jak dobrze rozpocząć środę? Odpalając nowy utwór Wale’a, nagrany wspólnie z Phil Ade. „Smile” poprawia humor i motywuje do działania, choć raper nie uniknął w nim kontrowersyjnych tematów, takich jak Donald Trump i polityka. Przypomnę, że Wale wydał w grudniu kilka luźnych kawałków – „Heisman Watch”, „Black is Gold”, „Folarin Like” i „Groundhog Day”. Z niecierpliwością czekamy na album S.H.I.N.E..

Nowy utwór: Wale „Folarin”

wale-folarin-like

Po domniemanym konflikcie z J. Colem, który tak naprawdę był tylko przepychanką słowną, a raperzy wybrali się już razem na mecz koszykówki, Wale prezentuje nowy numer „Folarin”. Amerykanin wykorzystał w tym celu podkład znany każdemu, kto choć trochę kocha nowojorski hip-hop. Mowa o „Nas is Like” Nasa. Sprawdźcie!

J. Cole prezentuje dwa numery z 4 Your Eyez Only

j-cole-false-prophets-eyez-2016

Jak informowaliśmy, w piątek J. Cole wyda czwarty krążek 4 Your Eyez Only, który raper zdążył już wesprzeć filmem dokumentalnym. Nie to jednak sprawiło, że o płycie w mediach zrobiło się głośno, a dwa nowe numery „False Prophets” i „Everybody Dies (Everybody Gotta Die)”, w których posypały się punchline’y na rapowy światem. Oberwało się Kanyemu Westowi, Wale’owi, a także prawdopodobnie Drake’owi i Lil Yachty’emu. Ostatni z nich zdążył już zareagować, mówiąc, że nie słucha J. Cole’a, tego numeru posłuchał i nie jest pewien, czy chodzi o niego, ale i tak ma to gdzieś. W „False Prophets” Cole rapuje — “I hate these rappers, especially the amateur-eight-week rappers / Lil Whatever, just another short-bus rapper / Fake drug dealers turned tour-bus trappers / Napoleon complex, you this-tall rappers / Get exposed standing next to 6’4″ rappers”. Na odpowiedź Wale’a nie trzeba było długo czekać. Wczoraj raper udostępnił numer „Groundhog’s Day”, w którym odnosi się w nim do swojej depresji, myśli samobójczych i stosunkach z Cole’m, ostatecznie dziękując mu za inspirację i po części przyznając rację. Posłuchajcie nowego Cole’a poniżej.


Nowy utwór: Eric Bellinger feat. Wale „Spare Time (Remix)”

eric-bellinger-wale

Co robi Eric Bellinger w swoim wolnym czasie? Tworzy bangery, do których zaprasza tych artystów, z którymi ma odpowiednią chemię. Tak jest w przypadku jego najnowszej kolaboracji z Wale. Kawałek „Spare Time” pojawił się na najnowszym mikstejpie wokalisty, Eventually, jednak w wersji solowej. Za produkcję odpowiadają Willie DonutNeedlz. Według gospodarza utworu, tylko Wale nadawał się na drugi głos w remiksie, z racji na więź i chemię, która ostatnio łączy tę dwójkę.

Więcej o ostatnim wydawnictwie Bellingera dowiecie się z poniższego krótkiego klipu, w którym przedstawione są zdjęcia z procesu tworzenia Eventually.

Nowy utwór: Miguel feat. Wale „Coffee (Fucking)”

miguel-coffee

„Coffee” to utwór, który znalazł się na EPce nwa.hollywooddreams.coffee z ubiegłego roku. Teraz jego premiera odbyła się na nowo, już jako (raczej) pełnoprawnego singla z nadchodzącego albumu Wild Hearts, który pojawić się ma jeszcze w pierwszej połowie roku. Obecna wersja utworu jest nieco podrasowana, a także zawiera gościnną zwrotkę waszyngtońskiego rapera Wale. Intymne brzmienie, wyraźny ślad gitary oraz seks w powietrzu — to właśnie „fucking in the morning”. Zachęcam do sprawdzenia świeżej odsłony „Coffee”, bez cenzury.

PS Szkoda, że w tym roku Miguel nie wystąpi na Open’erze.

Nowy utwór: Wale feat. J. Cole „The Pessimist”

wale-taan-cover

WaleJ. Cole znów razem. Poprzednio jednak, w 2011 roku, ich wspólne „Bad Girls Club” nie było singlem pochodzącym z długogrającego albumu. W nowym kawałku Cole odpowiada za refren, a raper z Waszyngtonu rzuca pesymistyczne wersy. Wszystko na soulowym bicie od Osinachi. Premiera albumu w najbliższy wtorek, a na nim takie nazwiska jak: Jeremih, Usher czy SZA. Ciekawa jest cała koncepcja albumu. Jego tytuł w połączeniu z tytułami utworów tworzy spójną całość. Warto zatem sprawdzić, czy zawartość będzie równie przemyślana. Zapraszam do odsłuchu poniżej.

Nowy mixtape i teledysk od Wale’a

Będąc ostatnio bardzo rankingowo-świąteczenie zabieganą redakcją, nie poinformowaliśmy Was o premierze nowego mixtape’u rapera Wale. 23 grudnia we współpracy z A-Trakiem Waszyngtończyk wydał mixtape Festivus. Materiał nawiązuje tytułem do fikcyjnego święta spopularyzowanego przez kultowy sitcom Kroniki Seinfelda — nie jest to nic niewnosząca ciekawostka, gdyż serial ten od zawsze stanowił istotne źródło inspiracji dla rapera (patrz: The Mixtape About Nothing, nadchodzące The Album About Nothing). Gościnnie na Festivus udzielili się między innymi Chance the Rapper, A$AP Ferg, Pusha T, czy Ab-Soul, a zapoznać się z całością możecie możecie się na przykład tutaj.

Mixtape to jednak tylko przystawka do głównego dania w postaci wspomnianego The Album About Nothing. Oficjalny materiał promowany jest przez singiel z gościnnym udziałem Jeremiha (u którego coś chyba nie wypaliło z podbiciem 2014 roku) i klip do tego utworu możecie obejrzeć poniżej.

Nowy utwór: Wale feat. Rick Ross & Common „Sunshine” (Remix)

sunshineCommon, weteran chicagowskiego rapu i Rick Ross, szef Maybach Music Group, to dwie tak bardzo różniące się od siebie osobistości świata hip hopu, że gdy pojawiają się w jednym numerze, nie sposób przejść obok tego obojętnie. A doszło do tego za sprawą innego rapera, Wale’a, jednego z z reprezentantów stajni MMG, który zaprosił obu panów do remiksu kawałka „Sunshine”, w oryginale znajdującego się na jego zeszłorocznym albumie The Gifted. 

Nowy utwór: Miguel feat. Wale „Bennie and the Jets”

211234124

W niedługim czasie na półkach sklepowych pojawi się reedycja krążka sir Eltohna Johna, Goodbye Yellow Brick Road z 1973 roku. Z tej też okazji Miguel spotkał się ponownie w studiu z Wale i nagrali cover przełomowego utworu „Beenie and the Jets”. Pamiętając ich współpracę przy „Lotus Flower Bomb” trzeba przyznać, że ten duet po prostu dobrze razem brzmi. W wersji elektronicznej, z pociętym fortepianem z oryginału oraz nierzadko występującymi syntezatorami, hit brytyjczyka jest jedną z nowych aranżacji, które pojawią się na płycie. W towarzystwie rapera i Miguela znajdą się również: Fall Out Boy, Emeli Sandé, Hunter Hayes czy Ed Sheeran. Posłuchajcie nietypowej wersji pierwotnie rockowej piosenki Eltona.

Big Boi i Wale rapują o Grze o Tron

catchthethrone

Już za niecały miesiąc startuje czwarty sezon kultowego już serialu Game of Thrones, z tej okazji telewizja HBO postanowiła przygotować muzyczną niespodziankę dla fanów. Będzie to hiphopowy mixtape, na którym plejada interesujących gości (Big Boi, Common, Kilo Kish, Snow tha Product, Wale i wielu innych) zaprezentuje utwory inspirowane sagą George’a R. R. Martina, oparte na samplach ze ścieżki dźwiękowej z serialu. Projekt będzie nosił bardzo pomysłowy tytuł Catch the Throne i powinien w całości ukazać się 11 marca. Zapraszamy do zapoznania się z dwoma premierowymi utworami. W pierwszym z nich Big Boi składa hołd Khaleesi, a w drugim Wale pije do Jaimego Lannistera pod sampel z serialowej czołówki.

Big Boi „Mother Of Dragons”

Wale „King Slayer”

Recenzja: Wale The Gifted

FRONT

Wale

The Gifted (2013)

Maybach Music / Atlantic

To, że jest raperem utalentowanym, Wale udowodnił już przy okazji swojego debiutu. Później dopadł go chyba syndrom Maybach Music i z kolejnym krążkiem było już gorzej. Bo o ile Attention Deficit, jedyny album wydany poza wytwórnią Ricka Rossa, był albumem naprawdę solidnym, pełnym mądrych i zabawnych tekstów, o tyle jego poprzednie wydawnictwo – Ambition, okazało się paradoksalnie mało ambitne. Raper z Waszyngtonu jednak się nie poddał i na najnowszy krążek – The Gifted, znalazł sposób!

Po pierwsze: zaintrygować! Datę premiery wybrał sobie na bardzo burzliwy okres dla hip-hopu, czyli czerwiec tego roku. Kiedy Kanye, Cole i Mac już cieszyli się z sukcesów swoich krążków, egzemplarze The Gifted były dopiero układane na półkach. Głupota? Zbytnia pewność siebie? A może po prostu brak pokory? Nazwanie siebie „utalentowanym” i stawianie sobie popiersia na okładce płyty musiały wzbudzić mieszane uczucia. Całe szczęście ta niepokorność nie przełożyła się w dużym stopniu na muzykę. Jako reprezentantów krążka Wale wybrał spokojne „Bad” i nieco szybsze, ale równie błyskotliwe „LoveHate Thing” z cudownym refrenem Sama Dewa. Tracklista także zdawała się być obiecująca: Cee-Lo Green, Ne-Yo, Wiz Khalifa, a na liście producentów błyszczące aż nazwiska Just Blaze’a i Travi$a Scotta. Z tego musiało wyjść coś niezłego!

Po drugie: udowodnić talent! To akurat wyszło Wallace’owi całkiem dobrze. The Gifted to album dojrzałego już rapera, mądrze dobierającego podkłady i gości. W odróżnieniu od wielu, mocno elektronicznych hip-hopowych projektów z ostatnich miesięcy, znajdziemy tu szeroką gamę klasycznych instrumentów (pianino, skrzypce, gitara, instrumenty dęte). Poza małymi wyjątkami strona liryczna albumu także jest na dość wysokim poziomie. Sporo tu typowych dla Wale refleksji na różne tematy: problem nienawiści do najbliższych, wpływ mediów na społeczeństwo czy krytyka fałszywej pobożności, przedstawiona z perspektywy samego Jezusa. Fakt faktem, niektóre teksty nie rzucają na kolana, są oklepane i banalne, ale nie wymagajmy górnolotnych metafor w klubowych bangerach. Na szczęście całość nieźle maskuje ciekawy głos rapera i jego niebanalne flow.

Po trzecie: jak najmniej wpadek! O ich całkowity brak trudno nawet najlepszym. Największą wtopą na The Gifted jest chyba nikomu do szczęścia niepotrzebny remiks „Bad” z Rihanną. Oryginał z Tiarą Thomas był bardzo nastrojowy, miał z sobie dużo intymności i erotyzmu, a ostatecznie został wyparty przez mocno przekombinowaną przeróbkę i zepchnięty na sam koniec albumu. Wiadomo — im więcej „wielkich” nazwisk tym lepiej, ale Wale trochę przesadził. Podobnie jak nie pomogła Rihanna, tak nie pomogli Juicy J, Nicki Minaj, Wiz i 2 Chainz. Mimo że „Clappers” i „Rotation” są kawałkami dobrymi, byłoby lepiej dla albumu, gdyby ich nie było.

The Gifted może jakoś szczególnie nie zachwyca i nie zapada w pamięć na długo, ale jest albumem pełnym pozytywnej energii, którego chce się słuchać od początku do końca. W Wale’u drzemie ogromny potencjał, którego rozwinięcie blokuje chyba nieco przynależność do wytwórni Rossa. Ciekawe co raper pokaże na kolejnym krążku, który, zgodnie z tym, co słyszymy w „Outro About Nothing”, jest już w drodze!

Jay Z prezentuje „Picasso Baby: A Performance Art Film” (trailer)

jay1

Gdy współpracuje się z kimś takim jak Mark Romanek, dostaje się gwarancję, że projekt przejdzie do historii. Reżyser ma swoim koncie kilka przełomowych teledysków, m.in. „Bedtime Story” Madonny, „Scream” MichaelaJanet Jackson, „Free Your Mind” En Vogue czy „99 Problems” Jaya Z. Teraz nadszedł czas, by zaprezentować światu „Picasso Baby: A Performance Art Film”. Tak, powracamy do Magna Carta… Holy Grail, więc sami rozumiecie, iż nie mamy tu do czynienia ze zwykłym klipem. Oto rap i sztuka, jak nigdy dotąd, stają się jednością. Ale nie liczcie na to, że poniżej znajdziecie kompletny owoc wytężonej, 6-godzinnej pracy Hovy w nowojorskiej Pace Gallery. Potrzebne jest odpowiednie wprowadzenie, rozbudzenie apetytu. Zatem dziś dostajecie zaledwie oficjalną zapowiedź i przykazanie, by 2 sierpnia być przygotowanym na wielką premierę w HBO. W teledysku… nie, przepraszam… W obrazie pojawi się cały tłum wyjątkowych osobistości, a wśród nich: artystka Marina Abramovic, raper Wale, producent filmowy Judd Apatow oraz aktorzy Alan Cumming i znany z serialu Girls Adam Driver. Tymczasem zbierzcie cały swój „lęk, wrażliwość i niepewność”, a następnie kliknijcie play.

Nowy teledysk: Wale „LoveHate Thing”

wale
Wielki hiphopowy tydzień za nami, pora na następny i jego najważniejszą premierę. Już jutro światło dzienne ujrzy The Gifted – trzeci solowy album Wale’a. Kojarzony z ekipą Maybach Music Group reprezentant Waszyngtonu słynie z jedynego w sowim rodzaju flow oraz z wierności ciepłym, soulfulowym bitom przyprawionych hołdem dla muzycznych legend jego miasta (Marvina Gaye’a, Chucka Browna). Produkcyjnie rapera wsparli tutaj między innymi Hitmeni, Stokley Williams, czy Just Blaze – zatem mocno soulowe brzmienie gwarantowane. Zresztą posłuchajcie singlowego „LoveHate Thing” przesyconego gęstym, marvinowskim klimatem.

 

 

Nowy teledysk: Omarion „M.I.A” feat. Wale

Wygląda na to, iż po kilku słabszych muzycznie latach Omarion szykuje głośny powrót na scenę. W 2012 roku podpisał już dwie atrakcyjne umowy, i to nie z byle kim – pierwsza z nich to kontrakt z Maybach Music Group Ricka Rossa, natomiast drugi deal to umowa z Roc Nation Management Jaya-Z. Poniżej mamy okazję usłyszeć pierwszy singiel z EP’ki „Care Package” oraz obejrzeć nagrany do niego teledysk. Mimo oklepanych dźwięków maszyny Roland TR808 kawałek jest chwytliwy i przykuwa uwagę. Do utworu dograł się także raper Wale, a efekt końcowy prezentuje się całkiem przyzwoicie. Swój solowy projekt artysta wydaję już 29 Listopada właśnie spod szyldu MMG. Czy w związku z powrotem byłego członka grup B2K Frank Ocean Miquel mają się czego obawiać? Nas z pewnością cieszy fakt, że po okresie posuchy gatunek R’n’B znów znajduje się na fali wznoszącej.