moses sumney

Recenzja: Moses Sumney Græ

Moses Sumney - Grae

Moses Sumney - Græ

Moses Sumney

Græ

Jagjaguwar

Parafrazując klasyka: uwielbiam Mosesa Sumneya w izolacji/nie znoszę Mosesa Sumneya w izolacji. Jeszcze w lutym podział jednego albumu na dwie odseparowane wydawniczo części można było nazwać przekornym, na upartego nawet eksperymentalnym; dziś, niczym samospełniająca się przepowiednia, świetnie wpasowuje się w nastroje społeczne. Nie jestem jednak pewna, czy równie dobrze wpasowuje się w nastroje percepcyjne. Ja nadal mieszam się w odczuciach co do Græ, mimo że zgodnie z zamysłem Mosesa Sumneya-performera wygląda to (paradoksalnie) na prawidłową reakcję.

Sam autor sugeruje bowiem, że złożoność materiału i waga przesłania o wielowymiarowej tożsamości wymaga równie kompleksowego, skupionego procesu odbiorczego. I nawet przy pełnym zrozumieniu dla tego postulatu i wydawniczego kaprysu (powiedzmy, że dydaktycznego), przypadkiem precyzyjnie odpowiadającego na potrzeby łasego na nowe bodźce życia w rozproszeniu, nie potrafię przejść obojętnie nad pytaniem „po co”. No bo po co usilnie dopowiadać to, co wyraźnie powiedziano już kilka miesięcy temu. Założenie formy wynikającej z funkcji w takiej rozpiętości czasowej i przestrzennej balansuje na granicy przerostu formy nad treścią.

Bo przecież to, że labirynty Sumneya wypełnione są niejednoznacznością wiemy już od dawna. Aranżacje na Græ są wprawdzie dużo bardziej bezczelne od kameralnej ambient-artowej oprawy z debiutu Aromanticism. Więcej, głośniej!; zdaje się komenderować wokalista, co słychać choćby w quasi-awangardowej szarpaninie wokalu, smyków i gitary w „Conveyor” czy w „Virile”, gdzie warkocz harfy podczepiony dźwiękami fletu wije się słodko na progu, by chwilę później dołączyć do krzykliwego, gitarowego pochodu. Nic nowego pod słońcem, narracja oparta na antynomiach to przecież jeden z emblematów Sumneya, który upodobał sobie dialogowanie wśród takich par jak słaby-silny czy ascetyczny-wystawny. W tych zestawieniach tkwi zresztą jego wyjątkowość; wzmiankowana szarość (czy niejednolitość) nie powinna być jakimś szczególnym zaskoczeniem. Nawet obudowany monumentami aranżacji Græ: part 1 nie jest pozbawiony Sumneyowskiego oniryzmu. Muzyk konsekwentnie roztacza wokół siebie aurę mglistej, zapierającej dech w piersiach mary. Nie dziwią skojarzenia z Thomem Yorkiem czy Benjaminem Clementinem. Sumneya wyróżnia od obu nie tylko większe skupienie na wątkach tożsamościowych, ale też pewnego rodzaju enigmatyczność. Pięknie składa się to na kolejną antynomię, bo przy koloraturze narodzonej niewątpliwie w innym uniwersum (aż trudno uwierzyć, że wypracowanej samodzielnie!) i otoczce nierealistycznej persony wokalista tworzy intymne kompozycje, doskonale wiedząc, kiedy rozproszyć wokalno-instrumentalną łagodność lawiną dźwięków. Robi to zresztą bezbłędnie również w drugiej, bardziej kameralnej części Græ. Ta ma nam pewnie jeszcze dobitniej unaocznić flagowe cechy Sumney Industries, choć spokojnie mogłaby funkcjonować jako dodatkowa epka czy materiał, który w dawnych czasach zwykło się nazywać B-Sidem. No i pewnie, ja też czekałam na album Mosesa Sumneya, a koncert na Offie 2018 sprawił, że bez wahania wydałabym każde pieniądze na następny. Emocjonalnie bliżej mi nawet do drugiej części Græ; nie sposób się tam nie rozpłynąć, choćby w subtelnościach à la walczyka „Lucky Me”, z aranżem wyjętym jakimś cudem z szafy Davida Lyncha, a tak naprawdę Jamesa Blake’a (stanowiąc jednocześnie jeden z lepszych utworów Blake’a od dawna). Szkoda, że takie ładne motywy zwyczajnie gubią się w tłumaczeniu tej przegadanej płyty.

Oczywistym jest jednak założenie autora, że szufladkowanie jego twórczości jest tą najmniej pożądaną interpretacją. Odbiór muzyki Sumneya to w dużej mierze tworzenie nowych kategorii odbiorczych. Græ jest tego doskonałym przykładem. Gdybyśmy rozdawali podziemne wersje Grammmy’s, Moses Sumney dostałby pewnie taką dla ambasadora performatywnego autentyzmu i kreatywności. I jeśli znów przyjdzie nam czekać trzy lata na nowy album, Græ będzie wybawieniem. Dziś chciałoby się jednak ciut mniej niż więcej.

#FridayRoundup: Moses Sumney, Charli XCX, Yung Lean i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. W tym tygodniu w ramach do naszej playlisty z premierami płytowymi #FridayRoundup dodaliśmy ponad 12 godzin nowej muzyki. Wśród nowości m.in. Moses Sumney, Charli XCX, Yung Lean, Future, Kamasi Washington, Nick Hakim, Deante’ Hitchcock, Sleaford Mods, Bad Bunny, Terrace Martin, Roy Woods, Selah Sue, Smolasty, The Teskey Brothers, Dijon, Jonah Mutono i wielu innych. Sprawdźcie nasze rekomendacje poniżej.


#FridayRoundup

Græ

Moses Sumney

Jagjaguwar

Podczas gdy w lutym podział jednego albumu na dwie odseparowane wydawniczo części można by nazwać przekornym, dziś niespodziewanie wpasowuje się w obecne warunki życiowe. Moses Sumney ostatecznie zamknął swą odę do izolacji drugą częścią płyty Græ. Græ: part two przynosi ukojenie i duży kontrast w stosunku do wcześniej prezentowanego materiału. Produkcja jest tu dużo bardziej intymna i kontemplacyjna, przy dźwiękach ambient-art soulu celuje w ekspozycję wokalu Mosesa na pierwszym planie. W perspektywie konceptu dwuczęściowego albumu jest to krok całkiem logiczny, a przy okazji przypomina o tym, co wcześniej mogło się zagubić w bombastyczności przedsięwzięcia — vibrato artysty potrafi ciąć szkło. Separacja od spraw doczesnych gwarantowana. — Maja Danilenko


#FridayRoundup

How I’m Feeling Now

Charli XCX

Asylum / Warner

Zeszłoroczny album Charli XCX ostrożnie kalkulowany od lat przez sztabowców Warnera jako potencjalny sukces komercyjny, choć ciekawszy od wcześniejszych oficjalnych projektów piosenkarki, okazał się odrobinę letni. Tymczasem Charli udowodniła już nie raz, że jej najlepsze projekty to te wydawane przy okazji, pomiędzy, bez wielkolabelowego powrozu na szyi. Jej czwarta płyta How I’m Feeling Now stworzona w przeciągu ostatniego miesiąca na kwarantannie, żeby jakoś zająć czas, nawiązuje do najlepszych tradycji Charli XCX z fenomenalnego podwójnego mikstejpu Number 1 Angel / Pop2, którym objawiła się przed trzema laty jako królowa kreatywnego electropopowego undergroundu. Na nowym albumie bez skrępowania sięga po cały wachlarz popowych rozwiązań, które z powodzeniem stosowała przez ostatnie lata — na produkcjach A. G. Cooka, BJ-a Burtona, Danny’ego L Harle’a i Dylana Brady’ego jest niezatrzymywalną królową bubblegum bassu, która wyłania się niespodziewanie z czeluści internetowej muzycznej mazi, żeby ocalić pop przyszłości od sztampy, nudy i radiowych formatów. — Kurtek


#FridayRoundup

Starz

Yung Lean

Year001

Czwarty album Yung Leana otwiera w jego karierze nowy rozdział, a Starz zdecydowanie wymyka się gatunkowym ramom. Jednocześnie jest to najbardziej spójny i niezależny z dotychczasowych projektów Jonatana Håstada. Jego nowe kompozycje nadal zbudowane są na trapowych podkładach, ale utwory ze Starz są mniej przejrzyste; są mgliste, bardziej eksperymentalne i mroczne. Zresztą za produkcję albumu odpowiadał w całości Whitearmor, który od lat współpracuje z Yung Leanem, i który odpowiadał za jego ostatni mixtape, Poison Ivy. — Klementyna Szczuka


#FridayRoundup

High Off Life

Future

Epic

Wydaje się, że Future w końcu wrócił do formy. Wprawdzie High Off Life nie dorównuje FUTURE / HNDRXX ani DS2, ale wypada o wiele lepiej niż zeszłoroczny, zdecydowanie za długi i monotonny The WIZRD. Od tego czasu raper wydał jednak przyzwoitą epkę SAVE ME i dał kilka niezłych gościnek (których ostatnim razem brakowało), na przykład tę u Drake’a albo Lil Uzi Verta. Obaj raperzy zresztą pojawiają się na jego albumie. Ten pierwszy oczywiście w długo zapowiadanym „Life Is Good”, które jeszcze cztery dni przed premierą miało być tytułem płyty. W obecnych czasach być może dość niefortunnym, ale jak Future tłumaczył w wywiadzie, chodziło mu o bycie dobrym i cieszenie się każdą chwilą. — Klementyna Szczuka


#FridayRoundup

Will This Make Me Good

Nick Hakim

ATO

Trzeci już album Nicka Hakima to ponowne dryfownanie w kierunku czegoś, co można by określić jako hypnagogiczny soul. Mimo bardzo klasycznego podejścia do soulowej emotywności, wszystkie te tradycyjne tropy wydają się to rozpadać pod naporem porozkładanej na dalszych planach przyjemnie szumiącej surowizny, to znów tonąć w pogłosach, wpadając tym samym w psychodelizujące rejony. Wulgaryzując całość można by uprościć, że chwilami brzmi to jakby Jai Paul podjął się kolaboracji z Deanem Bluntem i jeżeli was takie połączenia kręcą, to Will This Make Me Good zrobi was bardzo dobrze. — Wojtek Siwik


#FridayRoundup

All That Glue

Sleaford Mods

Rough Trade

Witamy w kolejnym odcinku „rozsierdzony Brytyjczyk i jego ziomal z maszynką do loopów”. Tym razem jednak jest to epizod rewizyjny, bo All that Glue to kompilacja typu „The best of” zremasterowanych kawałków z kilkoma nowymi trackami, co samo w sobie wydaje się stać nieco w opozycji do antykapitalistycznego, ofensywnego etosu niższej klasy średniej, której głosem duet do tej pory przemawiał (tudzież skandował, wykrzykiwał i podrapowywał). Chwilami ta formuła wydaje się też, trochę przypadkowo, odsłaniać grupowe „jedno kopyto” (posłuchajcie tylko przejścia między „Jobseeker” a „Jolly fucker”). Z drugiej strony jednak na regularnych albumach grupy zawsze trzeba było wykroić sobie to co najpożywniejsze, więc takiej okrojonej formuły słucha się rewelacyjnie, a sama kompilacja podkreśla, że Sleaford Mods jak trzeba dowieźć to dowożą zawsze. Być może po ostatnich sukcesach postpunkującego Slowthaia rzeczywiście warto by przypomnieć, kto tu jest Real OG tej stylówki. — Wojtek Siwik


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: King Krule, Moses Sumney, Noon, Paulina Przybysz i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Długo wyczekiwane płyty wydali King Krule oraz Moses Sumney. Nasz kraj reprezentują swoimi wydawnictwami Noon oraz Paulina Przybysz, natomiast wszyscy fani hip-hopu z pewnością sięgną po solowy krążek, jaki przygotował Royce 5’9″.


Man Alive!

King Krule

True Panther Sound

Man Alive!, długo wyczekiwany następca wspaniałego The Ooz, wydaje się godzić ze sobą stylistykę poprzednika z paletą brzmień, które mieliśmy okazje usłyszeć na debiutanckim longplay’u brytyjskiego wokalisty. Z jednej strony zatem dostajemy obrzydliwie rozlazłą i nieśpieszną (w ten najlepszy możliwy sposób) narrację i flaneurską nonszalancje w stąpaniu po dźwiękowych pasażach, z drugiej natomiast miejsce narkotykowego oniryzmu charakterystycznego dla poprzedniej płyty zajmuje organiczny puls post-punkowej motoryki. Man Alive! jest także znacznie bardziej skoncentrowane na muzycznym „mięsie”, rezygnując nieco z frywolnej zabawy dźwiękowym absurdem, nie tracąc jednak w tej piosenkowej formule eksperymentalnego zacięcia. Najważniejsze jest jednak to, co u Krule’a pozostaje niezmienne i co stanowi o jego wyjątkowości najbardziej, czyli niepodrabialna umiejętność budowania gęstego jak londyński smog klimatu. Kawałki takie jak singlowe „Cellural”, „Comet Face” brzmiące jak sierota po Joy Division i the Clash czy wspaniale trip-hopujące „Stoned Again”, sprawiają, ze ma się ochotę rzucić wszystko, znarkotyzować, zakochać w aktorce kina niemego i sprzątać puste lotnisko tańcząc z mopem. Nie wszystkie z tych aktywności rekomendujemy, ale samą płytę jak najbardziej. — Wojtek Siwik

>


Græ: Part 1

Moses Sumney

Jagjaguwar

I oto jest — kiedy Moses Sumney prezentował single z następcy znakomitego Aromanticism, można było odnieść wrażenie, że jego konsekwentna art soulowa wizja będzie tym razem głośniejsza i potężniejsza. I faktycznie, Græ: Part 1 to album znacznie odważniejszy produkcyjnie, dosłownie oszałamiający środkami wyrazu (zarówno tymi syntetycznymi, jak i organicznymi), o wiele chętniej czerpiący z ambientu czy dark jazzu. Zupełnie jakby, w przeciwwadze dla ascetycznego Aromanticism, autor chciał wykrzyczeć uczucia po długim czasie spędzonym w kaplicy milczenia. Mimo barwnej palety dźwiękowej Græ: Part 1 to nadal emocjonalne i intymne wydawnictwo. Wciąż zachwyca sposób, w jaki Sumney oswaja wokalnie antynomię cicho-głośno, tworząc harmonijną i złożoną całość. Całość projektu Græ usłyszymy zaś 15 maja. Nie zmienia to faktu, że pierwsza odsłona albumu jest w tym momencie pozycją obowiązkową. — Maja Danilenko


Nobody Nothing Nowhere

Noon

Nowe Nagrania

Po blisko dwuletniej przerwie od wydania Algorytmu z piątą solową płytą powraca NOON. Nobody Nothing Nowhere, czyli piąty album NOON-a powstawał w różnych miejscach w Polsce i Europie: od pomysłu i pierwszych szkiców zarejestrowanych w Gdyni, poprzez Warszawę i Londyn, aż do finalnych nagrań w Łodzi. Atmosfera prac nad Nobody Nothing Nowhere jest tożsama z aurą towarzyszącą premierze Gier studyjnych, wydanej w 2003 roku drugiej solowej płycie producenta. Jednak tym razem artysta kładzie nacisk na dużo większe zaawansowanie, poświęcając się samotnej pracy z jedną maszyną. Mikołajowi na płycie towarzyszą znakomici muzycy, a zarazem stali partnerzy koncertowi — Marcin Awierianow (bębny), Piotr Połoz (bas) oraz Tomasz Mreńca (skrzypce). Warto zaznaczyć, iż zawarte na NNN partie NOON-a zostały zaprogramowane na maszynie wzorem występów na żywo, co zapewniło wydawnictwu dodatkowy element ruchu i życia. —Polazofia


Odwilż

Paulina Przybysz

Kayax

Chociaż jest to dopiero drugi krążek Pauliny Przybysz podpisany jej imieniem i nazwiskiem, uważni słuchacze znają pewnie inne muzyczne wcielenia wokalistki. W odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych wydawnictw tym razem artystka postanowiła napisać wszystkie utwory po polsku. Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną albumu zatytułowanego Odwilż, kolejny raz możemy usłyszeć na nim efekty współpracy z Markiem Pędziwiatrem oraz Spiskiem 1, ale oprócz nich swoje rzeczy dodali tutaj również członkowie zespołu Bitamina, Adam Kabaciński, Max Psuja czy Wiktoria Jakubowska. Na uwagę zasługują też goście udzielający się wokalnie, wśród których znaleźli się Dawid Podsiadło, Vito oraz Ryfa Ri. Następca świetnego Chodź Tu zapowiada się więc na kolejną udaną fuzję soulu, nowych brzmień oraz hip-hopu. — efdote


The Allegory

Royce 5’9″

Heaven Studios

Jeden z najlepszych tekściarzy na obecnej hip-hopowej scenie wraca z kolejnym solowym albumem. Co ciekawe. oprócz warstwy lirycznej Royce 5’9″ zajął się również produkcją albumu. Lista gości jest niemal tak okazała, jak ilość utworów tu zawartych (18 tracków plus 5 skitów), a wśród nich znaleźli się m.in. Westside Gunn, KXNG Crooked, CyHi the Prynce, T.I czy Vince Staples. Bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych rapowych premier początku 2020 roku. — efdote


Muzyczne retrospekcje i zamysły Mosesa Sumneya

moses sumney me in 20 years

moses sumney me in 20 years

Moses Sumney i jego niekończący się styczeń

Moses Sumney po dobrze przyjętym przez słuchaczy i krytyków debiucie Aromanticism zapowiada muzyczną nową erę. Złote lata 20. rozpoczyna od muzycznej retrospekcji i snucia planów. Aromatyczne „Me In 20 Years” to kolejny singiel po oszczędnym w środkach akustycznym „Polly” i czarodziejskim, na nowo definiującym męskość „Virile”. Moses Sumney mistrzowsko operuje zachrypniętym falsetem przywodzącym na myśl dokonania D’Angelo i Prince’a, przyprawionymi boskimi chórkami. A już 15 maja możemy się spodziewać jego drugiego longplaya pt. Græ.

Moses Sumney zapowiada drugi longplay Græ

Moses Sumney

Moses Sumney

Moses Sumney w wydaniu NSFW

Dwadzieścia nowych utworów na rok 2020 — to ambitny plan Mosesa Sumneya na drugie długogrające wydawnictwo. Płyta zatytułowana Græ ma już pełną tracklistę, odważną okładkę (z nagim, najwyraźniej, Sumneyem) i oficjalny preorder — wszystkie trzy znajdziecie na Bandcampie artysty. Jest też pierwszy singiel, który to wydawnictwo promuje zatytułowany „Virile” — nieco bardziej gitarowy niż debiutancki Aromanticism, podobnie jak zeszłoroczna epka Black in Deep Red, 2014, ale wciąż na wskroś artystyczny i progresywny. Nie ma wątpliwości, że Græ będzie intensywną i nietuzinkową płytą. Całość wyda Jagjaguwar, ale dopiero 15 maja. Na osłodę Sumney zaprezentował do pierwszego singla teledysk.

Moses Sumney zadebiutował w 2017 roku znakomicie przyjętym krążkiem Aromanticism, który w zeszłym roku kunsztownie przeniósł na scenę podczas swojego pierwszego występu w Polsce na OFF Festivalu.

André 3000, Travis Scott, Rosalía na nowym albumie Jamesa Blake’a

James Blake właśnie podzielił się szczegółami dotyczącymi zapowiedzianego już jakiś czas temu następcy The Colour in Anything. Assume Form, czwarty album studyjny Brytyjczyka, ukaże się 18 stycznia. Na płycie znajdzie się 12 utworów, w tym m.in. opublikowane rok temu „Don’t Miss It”. My nie możemy się doczekać, zwłaszcza, że wśród gościnnie zaproszonych wykonawców pojawią się Metro Boomin, Travis Scott, Rosalía, Moses Sumney i André 3000, a ostatnie prace artysty brzmią coraz ciekawiej!

1. „Assume Form”
2. „Mile High” (feat. Travis Scott & Metro Boomin)
3. „Tell Them” (feat. Moses Sumney & Metro Boomin)
4. „Into the Red”
5. „Barefoot in the Park” (feat. Rosalía)
6. „Can’t Believe the Way We Flow”
7. „Are You in Love?”
8. „Where’s The Catch?” (ft. André 3000)
9. „I’ll Come Too”
10. „Power On”
11. „Don’t Miss It”
12. „Lullaby for My Insomniac”

#FridayRoundup: Ben Khan, Tirzah, Termanology i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych.


Ben Khan

Ben Khan

Dirty Hit

Ben Khan zwodził nas wizją solowego longplaya już od czterech lat, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy jego bezprecedensową fuzję soulu i synthpopu. Od kwietnia piosenkarz zdążył zaprezentować aż sześć mniej lub bardziej piosenkowych teaserów długogrającego debiutu zatytułowanego po prostu Ben Khan. W sumie na wydanym przez oficynę Dirty Hit krążku znalazło się aż 15 numerów składających się na 40 minut z sygnaturowym brzmieniem Khana. Jeśli podobały wam się jego epki, z pewnością powinniście sięgnąć po nowy album. — Kurtek


Devotion

Tirzah

Domino

Jeśli marzy wam się, aby Kelala nagrała kameralnie zaaranżowany na żywe instrumenty album, to być może odpowiedzią na tę potrzebę okaże się Devotion Tirzy Mastin. Debiutancki krążek brytyjskiej singerki/songwriterki to neo-soulowa dekonstrukcja, intymna zawiłość musząca budzić skojarzenia zarówno z Blonde Franka Oceana jak i z eksperymentami Dirty Projectors. Trudno tę płytę odpowiedzieć. Zdecydowanie lepiej posłuchać samemu. — Kurtek


Bad Decisions

Termanology

ST. Records

Ostatni solowy album More Politics Termanology wydał w 2016 roku. Później był projekt ze Slainem, a teraz czas na kolejną solówkę. Bad Decisions to czternaście świeżych numerów. Na produkcji usłyszymy między innymi Psycho Lesa, Ericka Sermona, Dame’a Grease’a i Daringera, którego możecie znać z albumów Westside Gunna i Conwaya. Oczywiście swoje muzycznie dołożył też. Statik Selektah Nowością jest to, że trzy bity są autorstwa samego Terma. Nie spodziewałbym się po tej płycie czegoś wychodzącego poza ramy klasycznie rozumianego hip-hopu, ale dla fanów boom bapu może to być nie lada gratka. — Dill


Black in the Deep Red, 2014

Moses Sumney

Jagjaguar

Po rewelacyjnym zeszłorocznym długogrającym debiucie Aromanticism i fenomenalnym koncercie na tegorocznym OFF Festivalu Moses Sumney powraca z nową krótką formą. Jego czwarta (a druga w tym roku) epka to niecałe 10 minut progresywnej fuzji neo-soulu i niezależnego rocka, która odczaruje zdominowany przez kameralne ballady obraz Sumneya jako artysty i pokaże, że drzemie w nim niespokojny rock’n’rollowy duch. Prince, Terence Trent D’Arby i Lenny Kravitz mają godnego następcę. — Kurtek


Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmieniał

Holak

Holak

Mateusz Holak ostatnimi czasy poświęcał się wielu rodzajom działalności artystycznej. Grał na gitarze w zespole Tego Typa Mesa, rapował w Małych Miastach czy zajmował się grafiką. Wreszcie skupił się na sobie i wydał drugą solową płytę. Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmienia powstało we współpracy z Maxem Psują. Na albumie usłyszymy Ralpha Kaminskiego, Włodiego, Jana-rapowanie czy Frostiego Rege. Album promował między innymi utwór „Ćwiczenia z zapominania”. Warto dodać, że również tym razem Mateusz wszystkiego dopilnował niemalże samodzielnie. Teksty, muzyka (z pomocą wspomnianego Maxa Psui), oprawa graficzna, teledyski, wydawnictwo — miał swój udział przy każdym z tych elementów. Sprawdzajcie! — Polazofia


The Big Chang Theory

Nef the Pharoah

KLIFMB

Bay Area w ostatnich latach ma się coraz lepiej. Z jednej strony są tam wciąż aktywni weterani (E-40, Too $hort), z drugiej, mocno odczuwalny jest napływ świeżej krwi. Jednym z młodych i wyróżniających się zawodników z tamtych okolic jest Nef The Pharaoh. Chłopak jest dość aktywny, niecały miesiąc temu wypuścił wspólną epkę z 03 Greedo, a dziś premierę ma jego drugi solowy projekt zatytułowany The Big Chang Theory. Na nim znajduje się 14 kawałków, a gościnnie udzielają się m.in. Dej Loaf i OMB Peezy. Pogoda za oknem coraz bardziej przypomina Kalifornię, krążek Nefa nada się więc idealnie. —Mateusz


Dia Del Asesinato (Assassination Day)

DJ Muggs

Soul Assassins Records

W oczekiwaniu na album Elephants on Acid od Cypress Hill, kolejnym producenckim krążkiem z serii Soul Assassins obdarował nas dzisiaj Dj Muggs. Czego możemy się spodziewać po albumie mającym podtytuł Dia Del Asesinato? Na pewno dużej ilości mrocznych produkcji, na których usłyszymy zarówno kilku weteranów, wśród których znaleźli się m.in. Kool G Rap, Raekwon czy MF DOOM, jak i kilka bardziej anonimowych dla przeciętnego słuchacza hip-hopu ksywek jak: Meyhem Lauren, Mach-Hommy, Hus Kingpin czy Eto. — efdote


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej:

Nowy utwór: Moses Sumney „Rank & File”

Moses Sumney to jedno z niekwestionowanych zeszłorocznych objawień. Jego debiutancki lp Aromanticism pojawił się u nas wysoko w zestawieniu najlepszych albumów 2017 roku, rozbudzając nasze apetyty na więcej. „Rank & File” to zapowiedź nowej epki Sumney’a Black in Deep Red, 2014. Połamany beat zmieszany z wokalnymi eksperymentami budują duszny, wyjątkowy klimat — artystyczny, sensualny i soulowy — który podbija niepokojący ruchomy obraz z roztapiającą się, woskową rzeźbą. Umiejętności wokalne Mosesa będzie można sprawdzić lada chwila na Off Festivalu w Katowicach.

#FridayRoundup: Pusha T, A$AP Rocky, Jessie J, Sudan Archives i inni

Dzisiejszy dzień, to przede wszystkim nowe krążki jaki zaprezentowali nam Pusha T oraz A$AP Rocky. Po tym jak sprawdzicie już, co przygotowali nam podopieczny Kanye Westa oraz Pretty Flacko, nie zapomnijcie odsłuchać naszych pozostałych propozycji, bo to całkiem niezły dzień dla czarnej muzyki.


Daytona

Pusha T

Getting Out Our Dreams

Miał być King Push, jest Daytona. Długo oczekiwany album Pusha wreszcie dotarł, a z nim rozgorzały nadzieje na to, że zapowiadana przez Ye seria czerwcowych wydawnictw faktycznie ujrzy światło dzienne. Nowy longplay prezydenta G.O.O.D. Music jest w zasadzie dosyć krótki – trwa około 21 minut. Znajduje się na nim 7 utworów, za których produkcję odpowiada sam Kanye. Artyści, którzy mieli okazję usłyszeć materiał, już teraz określają go mianem klasyka. Oczywiście takimi rewelacjami nie należy się sugerować, aczkolwiek podobne wypowiedzi zwiększają apetyt na ten krążek. Dość już tych zapowiedzi, lepiej od razu zabrać się za odsłuch! —Mateusz


Testing

A$AP Rocky

RCA Records

A$AP Rocky miesiącami testował wytrzymałość swoich słuchaczy. Fani na całym świecie co piątek wstrzymywali oddech, po tym jak zapowiedzi Testing pojawiały się w nowych miejscach. Nie chodzi tu jedynie o Instagram czy Twitter, bo tego typu działania promocyjne nie dziwią. Charakterystyczne żółto-czarne symbole, pojawiały się na budynkach i przystankach autobusowych w Nowym Jorku, nawet na bilbordach. W międzyczasie Lord Pretty Flacko wypuścił kilka wątpliwej jakości numerów, które dodatkowo podkręciły atmosferę związaną z wyczekiwanym materiałem. Przełomowym momentem było świetne „A$AP Forever” i zapewnienie, że album faktycznie ukaże się lada moment. Cała otoczka wokół Rockiego i jego nowej płyty wymusza pytanie, czy w parze z kontrowersyjną, rozhukaną promocją idzie dobra muzyka. Testing na szczęście nie brzmi jak kolejne wydawnictwo A$AP Mob, ale też nie jest to LONG.LIVE.A$AP. Mimo ciekawych featów (FKA twigs, Frank Ocean czy przebywający obecnie w więzieniu Kodak Black), album miejscami jest monotonny. Numery takie jak „Fukk Sleep” czy „Hun43rd” udowadniają, że Flacko doskonale odnajduje się na wolniejszych, nieco mrocznych bitach, których na szczęście nie brakuje. —Polazofia


R.O.S.E.

Jessie J

RCA Records

Czy Jessie J przedstawi nam jeszcze kiedyś piosenki, które będą dokądś zmierzać? Najnowszy projekt artystki daje nam na to nadzieję, ale dość nikłą. Cztery epki składające się na R.O.S.E. miały w zamyśle tworzyć zapis refleksji dotyczących czterech istotnych dla wokalistki wątków (Realisations, Obsessions, Sex, Empowerment). I choć tematycznie Jessie J jest silna i zdecydowana, tak muzycznie bez wyraźnej konsekwencji prezentuje R&B w różnych odsłonach — raczej spoglądające w przeszłość, ale z lekko nowoczesnym zabarwieniem. Pierwsza część ukazała się we wtorek 22 maja, ostatnia dziś. Można posłuchać dla kilku utworów. — Maja Danilenko


Sink

Sudan Archives

Stones Throw Records

Jeżeli ktoś z taką lekkością i swobodą pogrywa sobie na skrzypcach, a do tego jest otwarty na różnorodne środki wyrazu (w tym nowoczesne instrumenty) i działa pod egidą Stones Throw Records, to zdecydowanie warto go sprawdzić. Na swojej drugiej epce Sink Sudan Archives ponownie tworzy swój własny, niepowtarzalny mikrokosmos. W świecie Brittney Parks jest miejsce jak dla skrzypiec, tak dla afrykańskich tradycji i elektroniki. Nie powinni być zawiedzeni fani Shabazz Palaces czy Low Leaf. Ale nie tylko oni powinni się tej epce przyjrzeć. Sudan Archives dawkuje swoją muzykę na tyle oszczędnie i zgrabnie, że odsłuch to właściwie odpoczynek.


Medicaid Fraud Dogg

Parliament

C Kunspyruhzy Records

Wprawdzie jest to premiera sprzed kilku dni, ale jak nie wspomnieć o pierwszym od trzydziestu ośmiu lat (!) albumie legendarnej grupy Parliament? George Clinton połączył siły z kimkolwiek kto jeszcze ostał się z oryginalnego składu grupy i zabrał nas w psychodeliczną podróż przez dwadzieścia trzy premierowe utwory, łącznie trwające jeszcze dłużej niż Culture II Migosów. Medicaid Fried Dogg to prawdopodobnie również nagranie pożegnalne — ikona funku potwierdziła, że wraz z zakończeniem trwającej właśnie światowej trasy koncertowej (notabene zahaczającej o Polskę) przechodzi na zasłużoną emeryturę. Nie ma co się raczej nastawiać na album porównywalny z Mothership Connection (duh), ale i tak warto będzie spojrzeć na ten album jako być może ostatnią w historii dawkę p-funku w pierwszej ręki. — Chojny


Albo Inaczej 2

Różni wykonawcy

Alkopoligamia

Jeden z naszych ulubionych projektów Alkopoligamii wraca właśnie w nowej odsłonie! Po fantastycznej pierwszej części aranżującej na jazz klasyczne polskie hiphopowe teksty w wykonaniu m.in. Zbigniewa Wodeckiego, Ewy Bem, Andrzeja Dąbrowskiego czy Krystyny Prońko pomysłodawcy projektu postanowili tym razem zrobić to… inaczej. Za muzykę po raz kolejny odpowiedzialny jest maestro Mariusz Obijalski i wciąż w centrum uwagi znajdują się teksty polskich rapowych szlagierów, ale w stosunku do pierwszej części znacząco zmieniły się obsada i charakter wydawnictwa. W rolach głównych tym razem Młoda Polska m.in. Natalia Nykiel, Daria Zawiałow, Justyna Święc, Mrozu czy Krzysztof Zalewski biorący na tapet teksty Sokoła, Pezeta, Fisza czy Paktofoniki. — Kurtek


Naphta and The Shamans

Naphta and The Shamans

Surly / Astigmatic

Po udanym długogrającym debiuciew 2016 roku wrocławski DJ i producent Naphta wraca z nowym projektem Naphta & The Shamans będącym zapisem sesji nagraniowych twórcy z rozmaitymi muzykami. Tym razem Naphta chwyta za gitarę, bas, syntezatory i perkusjonalia. Efektem jest intrygujący plemienny miks jazzu, psychodelicznego rocka, dubu i mrocznej elektroniki ze szkoły brytyjskiej. — Kurtek


Make Out in My Car (Chameleon Suite)

Moses Sumney

Jagjaguar

„Make Out in My Car”, ulubiona piosenka matki Mosesa Sumneya w katalogu jej syna, dostała w tym tygodniu drugie życie. A nawet trzecie, czwarte i piąte. Poza upublicznioną przed trzema dniami rozszerzoną wersją nagrania na wydanej właśnie czteroutworowej epce Make Out in My Car (Chameleon Suite) znalazły się także trzy remiksy i to nie byle jakie. Na swój sposób Sumneya zdekonstruowali James Blake, Sufjan Stevens i Alex Isley. Posłuchajcie, co z tego wyszło, poniżej, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z zeszłorocznym debiutem Sumneya, powtórzę jak mantrę, że warto. — Kurtek


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej. Tam też usłyszycie nawet więcej tegotygodniowych wydawnictw:

James Blake, Sufjan Stevens remiksują Mosesa Sumneya na nowej epce

„Make Out in My Car”, ulubiona piosenka matki Mosesa Sumneya w katalogu jej syna, dostała w tym tygodniu drugie życie. A nawet trzecie, czwarte i piąte. Poza upublicznioną przed trzema dniami rozszerzoną wersją nagrania na wydanej właśnie czteroutworowej epce Make Out in My Car (Chameleon Suite) znalazły się także trzy remiksy i to nie byle jakie. Na swój sposób Sumneya zdekonstruowali James Blake, Sufjan Stevens i Alex Isley. Posłuchajcie, co z tego wyszło, poniżej, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z zeszłorocznym debiutem Sumneya, powtórzę jak mantrę, że warto.

Moses Sumney na OFF Festivalu

Och! Ach! Wczoraj Artur Rojek i spółka ogłosili, że między Furią a Hańbą (nie dosłownie rzecz jasna) wystąpi na tegoroczny OFF-ie nasz ulubiony kalifornijski neo-trubadur Moses Sumney (kto czepialski, wypomni, że w zeszłym roku dopiero ósmy ulubiony, ale to też wciąż sfera uwielbienia, wierzcie!). Sumney odwiedzi Polskę po raz pierwszy i zagra rzeczy z jego znakomitego zeszłorocznego debiutu Aromanticism, który przenika przez rozmaite konwencje i środki wyrazu na wielu płaszczyznach, a gatunkowa ulotność — zawieszenie pomiędzy songwriterskim kameralnym folkiem, kojącym neo-soulem a artystowskim ambient popem to jedynie najbardziej powierzchowna z nich. Sumney jest fenomenalnym wokalisty, zdolnym tekściarzem, zręcznym instrumentalistą i, co w kontekście tego nowego otwarcia (tj. zaproszenia go na OFF, to tak jakby grał w tym samym bloku, ale dwie klatki dalej, rzut beretem!) ważne, znakomicie wypada na żywo.

To jeszcze skopiuję od organizatorów że OFF Festival Katowice 2018 odbędzie się w dniach 3-5 sierpnia, w Dolinie Trzech Stawów. Trzydniowe karnety w cenie 290 zł możecie kupić w OFF Sklepie. Cena ta obowiązuje do 15 kwietnia lub do wyczerpania biletów z drugiej puli! W sprzedaży są już również bilety na pole namiotowe, w cenie 70 zł.

Recenzja: Moses Sumney Aromanticism

Moses Sumney

Aromanticism (2017)

Jagjaguwar

Poprzez twierdzenie, pozornie zresztą oczywiste, że przeciwstawne cechy i wartości muszą się wykluczać, sami kreujemy świat, w którym rzeczywiście nie może być inaczej. Tymczasem głębszy wgląd w złożone i paradoksalne uniwersum Mosesa Sumneya na jego długogrającym debiucie Aromanticism okazuje się zdumiewającym i być może do pewnego stopnia mimowolnym studium absurdalnej symbiozy.

Aromanticism przenika przez rozmaite konwencje i środki wyrazu na wielu płaszczyznach. Gatunkowa ulotność — zawieszenie pomiędzy songwriterskim kameralnym folkiem, kojącym neo-soulem a artystowskim ambient popem to jedynie najbardziej powierzchowna z nich. Na tym poziomie Sumney z dolegliwym czasami umiarem dysponuje swoimi rozlicznymi talentami — fenomenalnego wokalisty, zdolnego tekściarza, zręcznego instrumentalisty i przede wszystkim producenta-wizjonera — bliżej mu do bedroomowego ASMR niż do emocjonalnego i aranżacyjnego splendoru — nawet pomimo Miguela Atwooda-Fergusona i Thundercata na podorędziu. Przez to określeniem gatunkowym, które można by Sumneyowi doprawić, mógłby stać się homogeniczny ascetyzm. Byłoby ono zasadne jednak tylko wówczas, gdybyśmy nonszalancko zignorowali poetyckie niuanse, w których skąpany jest Aromanticism. Niuanse, dzięki którym krążek zyskuje drugi wymiar, bywa, że stojący z tym zewnętrznym w pozornej sprzeczności. Bo choć Sumney kreuje pejzaż kameralny i intymny, nie sposób, nawet pomimo kompaktowego rozmiaru materiału, zamknąć go ściśle z każdej strony — to otwarta twórcza przestrzeń, mająca za nic granice, zdająca się wykraczać dalece poza horyzont, ale niekreująca wrażenia chłodu i obcości.

Wszystko dlatego, że piosenkarz, choć stylistycznie i tekstowo unika ostrych krawędzi, zawsze jest emocjonalny i szczery, co wysuwa się na pierwszy plan w wykonawczej warstwie płyty, przy pierwszym kontakcie odbieranej wręcz na granicy aluzji improwizacji. W tej czarownej intymności kryje się jednak coś nieodparcie zachwycającego — zarówno wtedy, gdy Sumney półszeptem mruczy przy akompaniamencie gitary akustycznej „My wings are made of plastic”, przewrotnie konkludując „My wings are made up and so am I” w nieprawdopodobnie pokazowym „Plastic”, jak i wtedy gdy wsparty na kreatywnym ramieniu Thundercata, Cama O’biego i Paris Strother z grupy King, dryfuje w stronę soczystego progresywnego jazz fusion pozostającego jednak w ścisłym splocie z onirycznym neo-soulem („Quarrell”). Na tym jednak Sumney nie poprzestaje — akustyczne „Lonely World” z zeszłorocznej epki Lamentations przekształca w motorycznie pędzącą organiczną quasidrum&bassową petardę. W intymnym „Don’t Bother Calling” zaaranżowanym na smyczki i wielowarstwowe wokale w stylu D’Angelo spaja sznyt późno60sowego barokowego folku z neosoulową wrażliwością. Płytę kończy z nadzieją — świetlistą postbarbershopquartetową piętrową wokalizą na minimalistycznie pulsującym gitarowym tle z majaczącymi na drugim planie słowami „Imagine being free”.

W każdym wydaniu Sumney jest nieprzyzwoicie zmysłowy — kusi prinsowskim falsetem i aranżacyjnymi subtelnościami, stojąc jednak w opozycji do prostolinijnego romantyzmu. W jakiejś części z przekąsem w twórczym uniesieniu, w pozostałej jednak zupełnie szczerze nie potrafi oddzielić natury romantyka od złożonej, niekiedy trudnej doli artysty, który by prawdziwie tworzyć, musi przecież prawdziwie cierpieć.

Moses Sumney śpiewa „Plastic” u Joolsa Hollanda

Jednym z gości muzycznych wtorkowego odcinka brytyjskiego Later… With Jools Holland był Moses Sumney. Piosenkarz wbrew wcześniejszym singlowym wyborom zdecydował się na zaprezentowanie publiczności jeden z szeregowych numerów z debiutanckiego Aromanticisim — „Plastic”. Podczas swojego telewizyjnego debiutu Sumney wykonał kameralny 3-minutowy numer solo z towarzyszeniem zaledwie gitary. Jeśli jesteście ciekawi jak piosenkarz radzi sobie na żywo ze swoim niełatwym przecież wokalnie, emocjonalnie i interpretacyjnie materiałem, koniecznie posłuchajcie.

#FridayRoundUp: Macklemore, Rapsody, Jhene Aiko, SoDrumatic i inni

FridayRoundUp with Tinashe and schafter

Kolejny tydzień, kolejna paka muzycznych premier, wśród których znalazła się również niezwykle udana rzecz z naszego kraju. Warto jednak sprawdzić wszystkie, więc nie traćcie więc czasu i do dzieła!

Gemini

Macklemore

Warner Music

Macklemore powraca po ponad rocznej przerwie od wydania projektu This Unruly Mess I’ve Made. Tym razem bez Ryana Lewisa ale zdecydowanie nie sam. Na Gemini u boku gospodarza pojawi się masa rozmaitych gości z różnych muzycznych środowisk. Od Erica Nally przez grupę Reignwolf po Lil Yachty’ego i Offseta – stylistyczna różnorodność robi wrażenie. Oby tylko nie obróciło się to przeciwko reprezentantowi Seattle. Trudno jednoznacznie przewidzieć jak album będzie prezentować się pod względem brzmienia. Odejście od sprawdzonej formuły duetu zdaje się być dobrym pomysłem, a sam Macklemore będzie chciał zapewne udowodnić, że sukces The Heist nie był tylko jednorazowym wyczynem. – Mateusz


Laila’s Wisdom

Rapsody

Roc Nation

Pięć lat po The Idea Of Beautiful Rapsody wypuszcza swój drugi solowy album. Tym razem już w dużej wytwórni, bo krążek ukazał się w Roc Nation. Zapowiada się soczysta porcja dobrej muzyki, ponieważ sama Rapsody nie zwykła zawodzić, a jak się jeszcze spojrzy na listę gości, szczęka zaczyna się chwiać. Kendrick Lamar, Black Thought, Moonchild, Anderson .Paak — zobaczenie ich na trackliście zdecydowanie podkręca oczekiwania na coś wyjątkowego, a to i tak nie wszyscy. Na produkcji między innymi mający swój udział w poprzednich projektach raperki 9th Wonder. To w sumie nie powinno dziwić, bo Raprsody to w zasadzie jego protegowana. Reprezentantka Północnej Karoliny jest piekielnie utalentowaną bestią, więc to może być naprawdę dobra płyta. – Dill



Aromanticism

Moses Sumney

Jagjaguwarc

Aromanticism. Tak zatytułowany został długogrający debiut folk-soulowego wrażliwca z Los Angeles Mosesa Sumneya. Płyta ukazała się właśnie nakładem Jagjaguwar, a od kilku tygodni promuje ją intymny singiel „Doomed” zilustrowany równie sensualnym teledyskiem oraz powalające wręcz nagranie zatytułowane „Quarrel”. Na płycie znajdzie się w sumie 11 utworów — wśród nich znane z zeszłorocznej epki Lamentations „Lonely World”. O tej płycie będzie głośno! – Kurtek


Double Dutchess

Fergie

BMG Rights Management

Najtęższe umysły tego świata głowią się nad zagadką podróży w czasie — jak się okazuje zupełnie niepotrzebnie. Premiera drugiej solowej płyty charyzmatycznej wokalistki The Black Eyed Peas to w końcu wyprawa w przeszłość pełną parą. Double Dutchess nie tylko przypomni wielu osobom, w tym mnie, szkolne czasy, ale także będzie stanowić wycieczkę po paru ostatnich latach, bo album zawiera single pamiętające… nawet 2014 rok. Brzmi jak szaleństwo? Trochę, i szczerze wątpię, że jest w tym jakaś metoda. Wygląda na to, że najnowszy krążek Fergie to rozpaczliwa próba dopięcia pomysłu i materiału, który w obecnych realiach muzycznych nie ma żadnego prawa bytu. Zamiast godnego wejścia w prawdziwie dojrzały etap życia i twórczości, artystka zaserwowała nam kwiatki pokroju “M.I.L.F.$”, czy “You Already Know”. Lista gości jest skromna i zawiera zasadniczo prawie same nazwiska ze świata hip hopu: YG, Nicki Minaj i Rick Ross (z którym utwór otwiera album, a takie połączenie na dzień dobry to już bardzo niepokojący symptom). Kompletnie nie wiem czego się spodziewać ale coś mi podpowiada, że Double Dutchess to ostatnie Dutchess jakie ujrzy światło dzienne. — Adrian


Wallflower

Jordan Rakei

Ninja Tune

Po debiutanckiej epce i wydanym własnym sumptem albumie Cloak nowozelandzki wokalista oraz multiinstrumentalista — Jordan Rakei, znalazł nowy dom w legendarnej wytwórni Ninja Tune, dla których to wydał właśnie nowy krążek zatytułowany Wallflower. Przeprowadzka do Londynu, w którym obecnie zamieszkuje, otworzyła go na nowych ludzi oraz nowe pomysły, a to, co usłyszymy na krążku, ma być emocjonalną odpowiedzią na nowe otoczenie oraz być wyrazem jego wewnętrznej siły. Wszystko to zaprezentował za pomocą dźwięków, które polubicie, szczególnie jeżeli twórczość takich artystów jak chociażby The Internet, Hiatus Kaiyote czy Jamie Woon, nie jest Wam obca. — efdote


Rockness A.P.

Rock

Duck Down Records

Na początku działalności Heltah Skeltah to Rock miał być promowany na gwiazdę duetu. Jednak w czasie okazało się, że swoją pierwszą solową płytę wydał Ruck, czyli Sean Price stając się z miejsca ulubionym raperem twojego ulubionego rapera. Rock natomiast wypuszczał mixtape’y i udzielał się gościnnie. Nie mówiąc oczywiście o działalności w Boot Camp Click. Teraz przyszedł czas na jego pierwszą pełnowymiarową solówkę Rockness A.P., na której członek Heltah Skeltah muzycznie przedstawia nam siebie po śmierci Price’a. (A.P. w tytule płyty oznacza After Price) Krążek powinien być soczystą porcją nowojorskiego rapu, chociaż poza oczywistą gościnną obecnością Buckshota, Teka i Stelle, do spółki z Method Manem, Inspecta Deckiem i Raekwonem, dostajemy też Kuniva z D-12, Rass Kassa czy Young Noble’a z Outlawz. Może być ciekawie. – Dill


Let Love Rule

Ledisi

Verve Records

Dziewiąty album Ledisi jest mieszanką klasycznego soulu oraz tradycyjnego i współczesnego R&B. Na krążku znalazło się piętnaście kompozycji, które pięknie spaja mocny wokal artystki. Zawartość płyty uzupełniają ciekawi goście, czyli John Legend i BJ the Chicago Kid. Wydawnictwo zawiera esencję tego, co w muzyce R&B najlepsze, a merytorycznie zaprasza słuchacza w podróż po życiu, miłości i związkach. Jak stwierdziła sama Ledisi Let Love Rule pozwoliło zaakceptować jej swoją pozycję, jako świetnej wokalistki i spełnionej artystki. Takie przedstawienie sprawy nie może skutkować niczym innym, jak tylko szybkim odsłuchem zawartości albumu. – Forrel


Good Times

SoDrumatic

Prosto

Ile już ten gość wyprodukował znanych i lubianych kawałków. Nieważne czy udostępniał swoje bity raperom czy po prostu publikował swoje instrumentale. SoDrumatic długo kazał nam czekać na swój autorski album, ale wbrew nadziejom fanów rapu nie znajdziemy na niej żadnych gościnnych występów nawijaczy, a jedynie wokalistów i producentów. Sam zainteresowany mówi, że Good Times to „soundtrack do beztroskich chwil” i jest w tym sporo racji, bo album jest faktycznie radosny i dźwięki wywołują przyjemne odczucia. Patronujemy temu wydawnictwu więc będziecie mogli jeszcze u nas o nim poczytać. TUTAJ kupicie swój egzemplarz, a poniżej posłuchacie albumu na Spotify. – Kulek


Trip

Jhené Aiko

Def Jam

Cóż za niespodzianka w piątkowy poranek! Od dawna nie było słychać nic nowego od Jhené Aiko, aż tu nagle… bum! Wokalistka postanowiła zaskoczyła wszystkich i podzieliła się ze światem najnowszym longplayem. Trip, bo tak właśnie brzmi tytuł owego albumu, na pierwszy rzut oka prezentuje się bardzo okazale. Wśród 22 premierowych utworów u boku artystki pojawią się Big Sean (zarówno solo oraz jako członek duetu Twenty88), Swae Lee, Brandy, a nawet Kurupt. Dodatkowo całemu przedsięwzięciu towarzyszy krótkometrażowy film. Wszystkie dotychczasowe projekty Jhené były bardzo przyjemnymi podróżami. Jaki Trip zafunduje nam tym razem? – Mateusz

Moses Sumney z trzecim zwiastunem Aromantyzmu

Tegoroczne objawienie sceny neosoulowej Moses Sumney prezentuje trzeci singiel z jego debiutanckiego longplaya Aromanticism. Po stonowanym „Doomed”intymnym „Quarrel” Sumney kontynuuje myśl minimalistycznego soulu w trzecim fragmencie nadchodzącego krążka. Całe Aromanticism już 22 września, a tymczasem sprawdźcie klimatyczne „Indulge Me”, które zdaje się jasno wskazywać myśl przewodnią albumu Sumneya.

Rozdzierający Moses Sumney z progresywnym Thundercatem w nowym singlu

Zaczęło się pięknie, ale niepozornie. Dopiero teraz dzieje się prawdziwa magia. A to za sprawą drugiego singla Mosesa Sumneya promującego jego debiutancki longplay Aromanticism (to już 22 września). W „Quarrel” artystę wspomogli twórczo Thundercat, Cam O’bi & i Paris Strother z grupy King. Efektem tej współpracy jest Sumney nie tylko intymny i szczery, ale też dryfujące w stronę progresywnego jazzowego fusion pozostającego w ścisłym związku z neo-soulem. Fenomenalne nagranie.

Moses Sumney zapowiada długogrający debiut

Aromanticism. Tak zatytułowany został długogrający debiut folk-soulowego wrażliwca z Los Angeles Mosesa Sumneya. Płyta ukaże się 22 września nakładem Jagjaguwar, a od kilku tygodni promuje ją intymny singiel „Doomed” zilustrowany równie sensualnym teledyskiem. Na płycie znajdzie się w sumie 11 utworów — wśród nich znane z zeszłorocznej epki Lamentations „Lonely World”. O tej płycie będzie głośno!

Nowy teledysk: Moses Sumney „Doomed”

Po tym jak Moses Sumney, pochodzący z Los Angeles wrażliwiec, przetarł w zeszłym roku epką Lamentations szlak ku międzynarodowej karierze piosenkarz wraca z nowym materiałem. I to nie byle jakim. Kameralne „Doomed” zawierające się gdzieś pomiędzy debiutem Benjamina Clementine’a a wczesnymi nagraniami Antony’ego & The Johnsons, choć nieporównywalnie mniej teatralne, opatrzono od razu fenomenalną okładką w stylu Embryi Maxwella czy From the Choirgirl Hotel Tori Amos (powyżej) i utrzymanym w tym samym stylu znakomitym teledyskiem (poniżej). O płycie na razie nic nie wiadomo, ale sprawdźcie rzecz koniecznie, bo o Sumneyu będzie jeszcze głośno!

Poznajcie folk-soulowego wrażliwca Mosesa Sumneya

mosley

Pochodzący z Los Angeles Moses Sumney pisał piosenki od zawsze, ale był ponoć na tyle nieśmiały, że skrycie chował je pod materacem. Przełamał się dopiero w wieku 20 lat, gdy zdecydował się podążać za marzeniami, wyprowadził się z domu i poszedł na studia. Wtedy kupił gitarę, nauczył się grać i zaczął wreszcie swoją muzyką dzielić się z innymi. Pierwszych efektów szersza publiczność mogła posłuchać już w kwietniu 2014 roku, kiedy Sumney wypuścił do sieci debiutancką epkę Mid-City Island. Teraz singer/songwriter podzielił się nowym minialbumem — Lamentations EP ukazało się wraz z końcem września. Jego brzmienie to oryginalna hybryda współczesnego folku, elektroniki, klasycznego neo-soulu i wpływów nowej fali R&B. Stylistycznie Sumney zawiera się gdzieś między Bon Iver, Michaelem Kiwanuką, Benjaminem Clementine a How to Dress Well, przez co siłą rzeczy trudno go zaszufladkować. Posłuchajcie zresztą i oceńcie sami!

Jessie Ware - What's Your Pleasure