jazzująco

Jazzbowl ’18: Jazzowe podsumowanie roku

Pewnie zauważyliście przez tych parę lat, że choć nie mamy jazzu w nazwie strony, temat samego jazzu pozostaje nam nieobcy. Nie jest to co prawda zbyt często wątek przewodni naszych niusów, ale systematycznie zagłębiamy się w świat jazzu, czy informując was w piątki o premierach płytowych, czy prowadząc audycję w Radiu LUZ, czy wreszcie podsumowując najciekawsze wydawnictwa kolejnych lat. Tym razem, jeszcze przed końcem spowitego jazzową aurą listopada, postanowiliśmy dodatkowo wyróżnić najciekawsze w mniemaniu redaktorów Miski krążki ze świata jazzu — niezależnie od zbliżających się wielkimi krokami rankingów końcoworocznych. Drodzy Czytelnicy, oto Jazzbowl ’18.


Origami Harvest

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Ambrose Akinmusire odważnie przeciwstawia się dominującej we współczesnej krytyce muzycznej idei dopisywania politycznego kontekstu do abstrakcyjnej w formie muzyki. Jest w tym, owszem, coś niefrasobliwie dosłownego, bo na Origami Harvest Akinmusire w roli narratora obsadził rapowego outsidera Kool A.D., który we właściwy sobie sposób, gdzieś między prostym snuciem opowieści a koncepcyjnie porwanym, poetycznym free rapem, dzieli się prowadzi słuchacza przez kolejne jazzowe meandry nowej płyty utalentowanego trębacza. Jest jednocześnie głosem z offu i głosem z wnętrza, narratorem i bohaterem, jest obecny, ale iluzorycznie, mówi, ale niedopowiedzeniami. Sam Akinmusire także zawraca ze ścieżki klasycznego amerykańskiego post-bopu ku bardziej europejskiej muzyce kameralnej, w czym pomagają mu muzycy z Mivos Quartet. To, w połączeniu z wykonawczą i kompozycyjną wirtuozerią, politycznym przesłaniem, niecodzienną wrażliwością i nieoczywistą rapową narracją, kreśli kompetentny jazzowy portret współczesnej Ameryki. — Kurtek


Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

Avantdale Bowling Club — to właśnie nazwa zespołu, który mimo skrajnie małej popularności i swojego niszowego stylu, nagrał nie tylko jeden z najlepszych hip-hopowych, ale również jazzowych albumów w tym roku. Liderem formacji jest Tom Scott, weteran nowozelandzkiej sceny, który jest także częścią takich projektów jak Homebrew czy @peace. Na liczącym 8 utworów krążku, raper dotyka spraw takich jak przyjaźń, brak pieniędzy czy uzależnienia, jako tło wykorzystując bogato zaaranżowany i świetnie skomponowany jazz. Całość przypomina To Pimp A Butterfly, jednak z bardziej przyziemną tematyką i środkiem ciężkości położonym na swobodnych instrumentalnych eksperymentach. ”Years Gone By” doskonale reprezentuje brzmienie płyty, rzucając słuchacza w nostalgiczną podróż przez życie. Jeśli jesteście zainteresowani jakościowym jazz-rapem, w którym zarówno jazz, jak i rap stoją na najwyższym poziomie, nie mogliście lepiej trafić. — Adrian


Seymour Reads the Constitution!

Brad Mehldau Trio

Nonesuch

W marcu Brad Mehldau zaczarował słuchaczy wytrawnym studium Bachowskim balansującym na granicy kameralnego jazzu i muzyki barokowej. Nim zdążyli wziąć głębszy oddech, wrócił w swoim sygnaturowym trio z Jeffem Ballardem na perkusji i Larry’m Grenadierem na basie z koktajlowym krążkiem Seymour Reads the Constitution! Na płycie poza trzema oryginalnymi kompozycjami Mehldau znalazły się interpretacje popowej klasyki (Paul McCartney, Brian Wilson), reinterpretacje mistrzów jazzu (Elmo Hope, Sam Rivers) i jeden standard z wielkiego amerykańskiego śpiewnika („Almost Like Being in Love” Fredericka Loewe’a). Mehldau z ekipą nie odkrywają jazzowej Ameryki, ale po dwuletniej przerwie wracają rozmiłowani w lżejszej, choć nie prostolinijnej formule, której bliżej do klasycznego Billa Evansa, Cannonballa Adderleya czy wczesnego Milesa Davisa niż do sygnaturowego brzmienia wcześniejszych nagrań Mehldau. Nie jest to oczywiście cool jazz sensu stricto, ale pozostaje on niewątpliwym punktem wyjścia dla właściwym współczesnemu jazzowi improwizacji tria. — Kurtek


The People Could Fly

Camilla George

Ubuntu

Po ubiegłorocznym debiucie długogrającym „Isang”, londyńska kompozytorka i saksofonistka altowa Camilla George po raz kolejny udowadnia, że jest jedną z najciekawszych postaci współczesnej międzynarodowej sceny jazzowej. Wydane siłami labelu Ubuntu Music The People Could Fly to zapierający dech w piersiach miraż karaibsko-afrykańskiej tradycji artystycznej (narracja albumu oparta została na książce z afrykańskimi opowieściami ludowymi), niejednokrotnie dubujących groove’ów oraz funkującego spiritual jazzu rodem z najznamienitszych nagrań Johna Coltrane’a. — Mleczny


The Window

Cécile McLorin Salvant

Mack Avenue

Ostatnio trochę narzekaliśmy, że najnowszy album od Cécile McLorin Salvant po raz kolejny składa się ze zbioru cudzych kompozycji. Tymczasem „The Window” to świetne wydawnictwo, z którym warto zapoznać się bliżej. Nie bez przyczyny Cécile jest nazywana nadzieją wokalnego jazzu. Piąty krążek Amerykanki stanowi intymną, ale też pełną dojrzałości i charyzmy rozmowę wokalistki z pianistą. Niesamowicie brzmi minorowy ton, który artystka potrafi wydobyć z nawet najbardziej radosnego standardu. Sprawdźcie sobie, co wyczynia się tu z musicalowymi tematami jak „Where Thine That Special Face” czy ograne „Somewhere” z West Side Story. Pod względem nastroju to zdecydowanie jesienna płyta, ale artystka zapewnia, że starała się uchwycić pełnię dynamizmu towarzyszącego miłosnym cyrkulacjom. Ten plan wykonała w tysiącu procentach. W dobie wzmożonej kompresji takie kameralne, ale treściwe albumy to czysta przyjemność. — Maja Danilenko


An Angel Fell

Idris Ackamoor ☥ The Pyramids

!K7 Music

Fantastyczna trupa jazzowych podróżników pod wodzą charyzmatycznego saksofonisty Idrisa Ackamoora wróciła w tym roku z nową płytą, następcą przełomowego dla muzyków We Be All Africans sprzed dwóch lat. To udana kontynuacja stylistyki zaczerpniętej przez Ackamoora i spółkę z amerykańskiego spiritual jazzu i afrykańskiego folku. Sam muzyk mówi zresztą, że u podstaw nowej płyty stoją właśnie folklor, fantazja i dramaturgia, które mają służyć nie samym sobie, nie jedynie celom artystycznym, ale także, a może przede wszystkim dotarciu do świata z trudną wiadomością — o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia i ekologicznej obojętności, za którą prędzej czy później zapłacimy wszyscy. Krążek wyprodukowany przez Malcolma Catto z The Heliocentrics wyciąga muzykę Ackamoora i spółki z plemiennego afrobeatu w rejony bliższe szeroko pojętej folkowej duchowości — tak jest w inspirowanym Sun Rą dubowym „The Land of Ra”, w orientalnym „Papyrus” czy w na wpół psychodelicznej, a na wpół awangardowej wariacji na klasycznej exotice w „Message to My People”. An Angel Fell to zrównoważony, bujający krążek ujmujący doskonałą synergią i magnetyzujący nienachalnym groove’m. — Kurtek


Starting Today

Joe Armon-Jones

Brownswood

Ten niepozornie wyglądający rozczochraniec wyrósł w 2018 roku na jednego z liderów młodej fali wyspiarskiego jazzu. Dał o sobie znać już w lutym, za sprawą premiery kompilacji We Out Here, będącej przewodnikiem po multikulturowych zakamarkach muzycznych Londynu. Trzy miesiące później otrzymaliśmy Starting Today — album wydany nigdzie indziej jak w Brownswood Recordings. Wbrew skądinąd słusznej taktyce nieoceniania zawartości po okładce, można śmiało stwierdzić, że ilustracja Starting Today oddaje doskonale istotę płyty, będącej skompresowaną definicją brzmienia wielkomiejskiej ulicy, której start zaczyna się w sercu wschodniego Londynu. Fuzja jazzu, dubu, soulu i parkowej poezji pełna jest w najrozmaitsze wpływy i inspiracje. To absolutna zaleta, która pozwala płycie być ścieżką dźwiękową zarówno do medytacji, jak i pośpiesznego spaceru pośród tłumu. — K.Zięba


The Return

Kamaal Williams

Black Focus

Zwolennicy poglądu o poprawie kondycji jazzu dzięki hiphopowym wpływom dostali w tym roku kolejny dowód na słuszność głoszonej tezy. Błędem jednak byłaby klasyfikacja The Return jako zapisu jedynie flirtu tychże gatunków. Podobną zagwozdkę musieli mieć recenzenci dorobku Roya Ayersa (Swoją drogą – czy w latach siedemdziesiątych soul również „ratował” jazz?), który należy prawdopodobnie do ulubieńców Kamaala. Album, nagrany wespół z Pete’em Martinem na basie oraz Joshuą McKenzie’em na bębnach zdominowany jest przez obłędnie ciepłe rhodesowe dźwięki oraz futurystycznie przestronne akordy, które narodziły się w głowie Williamsa. Słuchając The Return, można w myślach zakładać okulary przeciwsłoneczne i zapomnieć przy tym, że twórcy działają w wiecznie pochmurnym Londynie. Kamaal zafundował nam konkretną podróż z Kalifornią na horyzoncie. — K.Zięba


Heaven and Earth

Kamasi Washington

Young Turks

Niebo i ziemia. Dwa światy połączone ze sobą. Tytuł tegorocznego albumu Kamasiego Washingtona idealnie oddaje charakter jego twórczości. Muzyk niczym mityczny Prometeusz sprowadził jazz na ziemię i postanowił na nowo przedstawić go nowemu pokoleniu słuchaczy (pokoleniu, które może go kojarzyć głównie z nie jazzowych kolaboracji m.in. z Thundercatem lub Kendrickiem Lamarem). Brzmi patetycznie i górnolotnie? Jak samo Heaven and Earth! Bogate i rozbudowane kompozycje, inspiracje m.in. funkiem, R&B czy muzyką afrykańską, wsparcie wielu innych uznanych muzyków — Milesa Mosleya, Ryana Portera, Ronalda Brunera Jr. i Terrace’a Martina. To wszystko składa się na ten ponad 2-godzinny (choć krótszy niż wydane 3 lata temu The Epic) album. Jedna z tegorocznych pozycji obowiązkowych. A jeśli komuś będzie mało, zawsze może sięgnąć po dołączoną do krążka epkę The Choice. — Mateusz


MITH

Lonnie Holley

Jagjaguwar

Choć MITH Lonniego Holleya trudno jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, bezapelacyjnie powinno uplasować się wysoko na tegorocznych liście płyt, które nie brzmią jak nic innego, czego wcześniej słuchaliście. Holley z właściwą sobie ekspresją, w formie gdzieś między Waitsowską quasimelodyjnością a Heronowską deklamacją, miesza słoniowaty parasol odcieni freakowego soulu z eksperymentalnym jazzem, który raz szuka źródła natchnienia w afroamerykańskiej muzyce ludowej i początkach gospel, innym uderza w te same post-minimalistyczne rejestry, które zbudowały uniwersum muzyczne Colina Stetsona, jeszcze później wije się wraz z psychodeliczną elektroniką. Sam Holley ma w sobie równie dużo z wokalisty, co performera, jawiąc się a to jako współczesny Screamin’ Jay Hawkins, a to free-jazzowy Charles Bradley, a to soulmate Georgii Anne Muldrow — w zależności od utworu i kontekstu. Z jego sugestywnie zatytułowanego debiutu Just Before Music z 2012 roku pozostał mu ambientowo-improwizowany background oraz inspiracja kazaniami afroamerykańskich pastorów, ale MITH eksploruje na szczęście mimo wszystko bardziej piosenkowe terytoria, z których, bez wątpienia, na czoło tegorocznego peletonu utworów-manifestów należy wyprowadzić przejmujące „I Woke Up in a Fucked-Up America”. — Kurtek


Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem

Makaya McCraven w swojej twórczości balansuje gdzieś na granicy kilku gatunków. Perkusista tworzy muzykę, w której odnaleźć można elementy instrumentalnego hip-hopu, jazzu oraz funku z domieszką chicagowskich brzmień. Określenie „producent bitów” byłoby nieodpowiednie dla tak utalentowanego artysty, chociaż jego utwory często mylnie przypominają hiphopowe bity stworzone z sampli muzyki jazzowej. Sam Makaya wśród inspiracji wymienia na równi zespół The Pharcyde oraz takich jazzmanów jak Archie Shepp. Upodobania te słychać na jego najnowszym albumie Universal Beings. Z jednej strony, materiał miejscami wydaje się beattape’m, ale rozbudowane partie instrumentalne raz po raz przypominają, że mamy do czynienia z pełnoprawnym albumem jazzowym. McCraven kontynuuje tradycje chicagowskiego AACM, nieoczekiwanie mieszając je z elementami post-rocka. Kolejny raz udowadnia, że nie boi się eksperymentu. —Polazofia


The Optimist

Ryan Porter

World Galaxy

The Optimist Ryana Portera to wzorcowa płyta z historią. Zanim ukazała się w lutym tego roku, spędziła prawie dekadę na półce i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie doczekałaby się oficjalnej premiery, gdyby nie to, że Porter grał na puzonie na wydanym w 2015 roku przełomowym The Epic Kamasiego Washingtona. To zresztą nie jedyne podobieństwo między oboma krążkami, bo choć muzyczny świat Portera w dużej mierze został zaklęty w klasycznym coltrane’owskim post-bopie, za oba albumy odpowiada mniej więcej ta sama ekipa. Miles Mosley na bazie, Cameron Graves na klawiszach, Tony Austin na bębnach, Brandon Coleman na pianie Rhodesa i oczywiście Kamasi Washington na saksofonie. I choć trudno ścigać się z The Epic Washingtona pod jakimkolwiek względem, The Optimist jest solidnym współczesnym jazzowym krążkiem sam w sobie — niesiony tą samą znakomitą synergią i wypełniony chwytliwymi, doskonale zdekonstruowanymi improwizacjami motywami melodycznymi. — Kurtek


Your Queen Is a Reptile

Sons of Kemet

Impulse

Muzyka jazzowa to nie tylko zimne improwizacje i wyścig kolejnych solówek. Istnieją też płyty będące swoistym manifestem i wyrazem buntu przeciwko zastałej sytuacji. Na najnowszej płycie projektu Sons of Kemet lider zespołu Shabaka Hutchings postanawia dać wyraz swojemu niezadowoleniu względem rządzącej Wielką Brytanią rodzinie królewskiej i w dziewięciu nagraniach zawartych na albumie na pierwszym miejscu stawia swoje własne królowe, które potrafią go wysłuchać i nie uznają niesprawiedliwości klasowej oraz dyskryminacji rasowej. Wśród kobiet, wysławianych w każdym z utworów znalazły się m.in. aktywistki społeczne, zbiegłe niewolnice, a nawet babcia Hutchingsa. Manifest swój artyści wyrażają przez jazz połączony z hip-hopem często przechodzącym w spoken word, a nawet dubowymi wibracjami. Muzyka z Londynu od zawsze pełna była łączenia gatunków i łamania barier, nie inaczej jest także i tutaj, gdzie kilka muzycznych światów, łączy się w jeden wyraźny strumień, z którgo przez niemal cały album, aż kipi wściekłość i bunt. Warto dodać również, że album ukazuje się w barwach legendarnego labelu Impulse, w którym swoje wielkie dzieła wydawali m.in. John Coltrane, Alice Coltrane czy Pharoah Sanders. — efdote


For Gyumri

Tigran Hamasyan

Nonesuch

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych An Ancient Observer, ormiański pianista Tigran Hamasyan i w tym roku nie pozostawił nas z niczym. Wydana w lutym epka zatytułowana For Gyumri jest symbolicznym hołdem dla Giumri, drugiego największego miasta we współczesnej Armenii, niegdyś znanego jako Aleksandropol i pełniącego rolę artystycznej stolicy regionu, ale poddanego w XX wieku wielu trudnym próbom z katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 1988 roku na czele. For Gyumri musi więc traktować na swój sposób o mierzeniu się z traumą i stratą (wirtuozeryjnie poszarpana miniatura „Self-Portrait” to doskonała alegoria najnowszej historii miasta i jego mieszkańców), ale przede wszystkim przynosi wyczekiwane ukojenie — czy to w ostatnich taktach kończącego płytę „Revolving-Prayer”, czy w post-cool-jazzowym „The American” zwieńczonym zwodniczo beztroskim pogwizdywaniem, czy w zapuszczającym się na terytoria post-impresjonistycznego ambientu, rozświetlającym „Rays of Light”. — Kurtek


We Out Here

Różni wykonawcy

Bronswood

Trudno chyba o lepsze podsumowanie tego, co dzieje się obecnie na młodej jazzowej scenie Wielkiej Brytanii, niż to co zaprezentowano nam na tej kompilacji. Kompilacji nietypowej, nie jest to bowiem selekcja gotowych już nagrań, a efekt pewnej sesji nagraniowej. Pod okiem dyrektora muzycznego przedsięwzięcie, którym był występujący zresztą na płycie — Shabaka Hutchings oraz właściciela labelu Brownswood RecordingsGillesa Petersona, w przeciągu trzech długich i owocnych dni w studiu North West London, powstał krążek, będący zarówno podsumowaniem niesamowitej rewolucji zachodzącej obecnie w brytyjskim jazzie, jak i zapowiedzią tego, czego możemy spodziewać się po nim w przyszłości. Usłyszeć można tam zarówno znane już zespoły, jak np. Ezra Collective czy Kokoroko, jak i całe grono artystów, którzy dopiero podbijają scenę, ale posiadają olbrzymi talent. Każda z dziewięciu kompozycji tu zawartych to mistrzowski kawałek muzyki, a po wysłuchaniu całości można dojść tylko do jednego wniosku — ekspansja młodych jazzowych artystów z Wysp dopiero się rozpoczyna, a za sprawą We Out Here, już teraz sprawdzić można, jakiego jazzu słuchać będziemy w kolejnych latach. — efdote


Zbiorcza plejlista z naszymi jazzowymi hajlajtami roku poniżej:

BadBadNotGood próbują z Little Dragon

Cóż za timing! Pierwsze liście spadają właśnie z drzew, a BadBadNotGood wracają po ponad dwuletniej przerwie świeżym singlem zrealizowanym we współudziale Little Dragon! Numer zatytułowany „Tried” łączy w sobie wszystko to, co najlepsze z obu światów — klimatyczną nu-jazzową aurę kanadyjskiego kwartetu i charakterystyczny wokal Yukimi Nagano. Szczegóły piątej płyty grupy nie są jeszcze znane, ale jednego możemy być pewni — Bang V jest już gdzieś za rogiem! W międzyczasie o filozofii i priorytetach BadBadNotGood możecie przeczytać w naszym zeszłorocznym wywiadzie, ale tymczasem posłuchajcie!

Leifur James zapowiada souljazzowy debiutancki longplay

Być może nazwisko Leifura Jamesa jeszcze do was nie dotarło, ale to dobry czas, by to zmienić, bo londyński multiinstrumentalista i producent przygotowuje się właśnie do wydania debiutanckiej płyty. James od dziecka był kształcony muzycznie w kierunku jazzu i klasyki pod okiem muzykalnych rodziców. Jego nowy krążek zapowiada się jako projekt chylący się jednak wyraźnie także w kierunku muzyki soul. Brzmienie Jamesa doskonale ilustrują dwa zapowiadające płytę single — „Argonaut” i wydane w piątek „Mumma Don’t Tell”. Krążek A Louder Silence powstawał przez dwa lata w domowym studiu nagraniowym Jamesa, a zostanie wydany przez Night Time Stories 5 października. Rzecz wydaje się godna uwagi i potwierdza dobrą formę londyńskiej sceny jazzowej.

Vertigo Summer Jazz Festival odmieni Wrocław w lipcu

Już w tę niedzielę, 1 lipca we Wrocławiu rusza Vertigo Summer Jazz Festival. W jego ramach przez cały miesiąc w różnych miejscach w mieście odbywać się będą koncerty jazzowe. Vertigo wyjdzie z przestrzeni klubowej, a tym samym w lipcu jazz zagości na wrocławskich plażach i parkach, w komunikacji miejskiej, wkroczy na dachy znanych budynków czy do hotelowych patiów. Jak mówią organizatorzy — „Pomysł na festiwal wziął się z potrzeby promocji muzyki jazzowej w przestrzeni miejskiej Wrocławia. Chcemy trafić do jak największej ilości miejsc, dlatego nie skupiamy się na jednym punkcie, a razem z muzyką podróżujemy po Wrocławiu, zarażając wszystkich naszą sympatią i miłością do jazzu. Festiwal Vertigo to próba przełamania zamkniętych form muzyki jazzowej i pokazania jej szerokiej publiczności”.

Wśród artystów grających na festiwalu znajdą się przede wszystkim lokalni muzycy: Tomasz Wendt Trio, Maciek Czemplik, Extradition Quintet, Gawroński/Zarecki, Darek Rubinowski Quartet, Natalia Szczypuła Quartet, Weezdob Collective, Adam Bławicki Septet, Mundi, Algorhythm, Vertigo River Jazz Quartet, Aga Derlak Trio czy doskonale znani po ich zeszłorocznym fenomenalnym hołdzie złożonym Komedzie EABS-i.

Bilety i karnety na festiwal oraz terminarz biletowanych koncertów znajdziecie na stronie Biletin, a więcej informacji dotyczących lokalizacji i terminów — na mapce poniżej oraz na stronie fejsbukowej inicjatywy.

Kamasi Washington zapowiada podwójny album Heaven and Earth

Kamasi Washtingon ocalił już współczesny jazz przed sztampą i nieadekwatnością na jego głośnym potrójnym krążku The Epic sprzed 3 lat. Po zeszłorocznej dysonantycznej epce Harmony of Difference saksofonista zapowiedział równie spektakularną kontynuację swojego przełomowego longplaya. W zupełności godną, przynajmniej jeśli chodzi o rozmiar, bo na Heaven and Earth złożą się dwie płyty CD (lub aż 4 winylowe!) — po 8 kompozycji na każdej z nich, co z kolei przełoży się w sumie na ponad 144 minuty muzyki!

Krążek, czy raczej krążki, trafią do sprzedaży i odsłuchu 22 czerwca nakładem Young Turks. Informacją o projekcie muzyk podzielił się wczoraj na Twitterze, wyjaśniając jego formalny i tytularny dualizm następująco: „The Earth side represents the world as I see it outwardly, the world that I am a part of. The Heaven side represents the world as I see it inwardly, the world that is a part of me”. Album promuje otwierające całość nagranie „Fists of Fury”, którego minutowy zwiastun pojawił się właśnie na Youtubie. Brzmi to wszystko bardzo znajomo. Utwór w całości wraz z drugim, „The Space Travelers Lullaby”, znajdziecie już w serwisach streamingowych. Niecierpliwie czekamy na więcej!

Jazzująco: Tigran Hamasyan zapowiada nową epkę teledyskiem do „Rays of Light”

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych, ormiański pianista Tigran Hamasyan nie próżnuje — na 16 lutego zapowiedział premierę swojej nowej epki zatytułowanej For Gyumri. Żeby nie być gołosłownym, swoim zwyczajem poparł tę informację premierą nowego utworu okraszonego minimalistycznym czarno-białym teledyskiem. „Ray of Light” to, jeśli dobrze interpretuję jego brzmienie, pierwszy zwiastun stylistycznej wolty Hamasyana. W dalszym ciągu to najwyższej próby kameralny jazz, ale tym razem dodatkowo subtelnie połamany elektronicznymi glitchami. Czy For Gyumri będzie wejściem artysty na nu-jazzowe terytorium? Przekonamy się już za miesiąc. Tymczasem koniecznie sprawdźcie „Rays of Light”.

14. edycja Jazztopadu już od jutra we wrocławskim NFM

Od 17 do 26 listopada potrwa we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki 14. edycja Jazztopadu — jednego z najciekawszych festiwali jazzowych w Polsce. Jak zapewniają organizatorzy tegoroczny Jazztopad będzie obfitować w ważne premiery i występy znakomitych artystów — zarówno młodych, jak i już od dawna cenionych. I rzeczywiście program wygląda niesamowicie okazale.

W informacji prasowej pióra Piotra Turkiewicza czytamy: „festiwal rozpocznie się od premiery płyty Macieja Obary, który jako trzeci artysta w historii polskiego jazzu został zaproszony do współpracy przez samego Manfreda Eichera z ECM (do tej pory tego zaszczytu dostąpili tylko Tomasz Stańko i zespół Marcin Wasilewski Trio). (… ) Tego samego dnia swoje prawykonanie będzie miała kompozycja Terence’a Blancharda, inspirowana twórczością Herbiego Hancocka, który wystąpi na finał festiwalu. Utwór Terence’a Blancharda został zamówiony wspólnie przez festiwal Jazztopad, Los Angeles Philharmonic i London Jazz Festival.

Pierwszy weekend festiwalu przyniesie kolejną premierę: utwór Vijaya Iyera napisany dla Lutosławski Quartet, a także koncert zespołu, który jest jednym z ważniejszych odkryć ostatnich miesięcy – Shabaka and the Ancestors. (…) Tegoroczna edycja po raz kolejny zaprezentuje muzyczne odkrycia w ramach kontynuacji projektu Melting Pot Made in Wrocław – w koncercie udział wezmą francuski zespół Watchdog i wrocławscy improwizatorzy.

Jeden dzień będzie poświęcony składom polsko-skandynawskim. Wielu świetnych polskich jazzmanów wyjechało kilka lat temu na studia do Danii i podczas kilku lat tam spędzonych stworzyło znakomite składy, które zagrają w NFM. W ramach współpracy Jazztopadu z Vancouver International Jazz Festival zaprezentuje się kolektyw Pugs & Crows, a kolejna premierowa kompozycja zabrzmi podczas koncertu duetu Kris Davis i Benoît Delbecqa. Po raz pierwszy w Polsce wystąpi kwartet wybitnej wiolonczelistki z Chicago Tomeki Reid. W składzie tego zespołu występuje m.in. jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci sceny nowojorskiej — gitarzystka Mary Halverson. Zajrzymy także do Bułgarii, w której zdecydowanie najciekawszym wykonawcą sceny etnoimprowizowanej jest obecnie Theodosii Spassov, który wystąpi ze swoim recitalem.

Gwiazdami festiwalu będą Charles Lloyd, który powróci do Wrocławia z kolejną ważną premierą, tym razem z udziałem zespołów Narodowego Forum Muzyki, oraz Herbie Hancock, który zagra dla nas po raz pierwszy”.

Pełen program i bilety na stronie internetowej Narodowego Forum Muzyki.

Odsłuch: Adam Bałdych & Helge Lien Trio Brothers

Nasz ulubiony skrzypek jazzowy Adam Bałdych po dwóch latach od premiery Bridges wrócił do studia z kolegami z norweskiego Helge Lien Trio i pod koniec sierpnia wytwórnia ACT wydała ich drugą wspólną płytę Brothers. Tym razem muzycy zaprosili do współpracy także norweskiego saksofonistę Torego Brunborga.

Album, jak mówi sam Bałdych, poświęcony jest pamięci jego zmarłego brata — „Chciałbym, aby moja muzyka” – mówi Bałdych – „zakorzeniała się w teraźniejszości, odzwierciedlała ją. Powinna zagłębiać się w troski i tęsknoty dzisiejszego świata. Czym ma być moja muzyka? Powinna być przesłaniem miłości i piękna; bardziej niż kiedykolwiek wcześniej powinniśmy czuć się braćmi i siostrami aby lepiej zrozumieć siebie wzajemnie”.

Osiem z dziewięciu kompozycji na krążku napisał sam Bałdych, ale całości konceptu nowej płyty dopełnił cover „Hallelujah” Leonarda Cohena. „W porównaniu z naszym poprzednim albumem — Bridges, muzyka na Brothers jest brudniejsza i bardziej nieskrępowana.” — mówi Bałdych. Albumu w całości można posłuchać poniżej.

Nowy teledysk: Tigran Hamasyan „Markos and Markos”

Tigran Hamasyan w żadnym wypadku nie wpisuje się w stereotyp jazzmana-celebryty. Mimo tego „Markos and Markos” to już drugi teledysk promujący jego tegoroczny krążek An Ancient Observer. Zarówno płyta, utwór, teledysk i artysta zasługują na szerszą uwagę. Tym bardziej więc polecamy. Sama kompozycja „Markos and Markos” i przejmujący, nieco groteskowy animowany teledysk oparte są na wierszu ormiańskiego poety Zahrada o tym samym tytule. Wyjaśnienie znajduje się na końcu klipu.

Jazzpospolita w niedzielę w Stodole z nowym materiałem

Jazzpospolita nie zasypia gruszek w popiele. Ledwie wydany w piątek Humanizm już w najbliższą niedzielę można będzie usłyszeć na żywo w warszawskim klubie Stodoła. Na koncercie gościnnie wystąpią zaproszone na płytę wokalistki — Paulina Przybysz i Novika. Jako support zaś usłyszymy szwedzką grupę Water Boogie System, która zaprezentuje liryczne piosenki uzupełnione free jazzową improwizacją.

Rozpoczęcie koncertu o godzinie 20:00. Więcej informacji na fejsbukowej stronie wydarzenia. Bilety w przedsprzedaży w cenie 35 złotych nabywać można na stronie klubu, a także w sieciach Ebilet, Eventim i Ticketpro.

My tymczasem mamy dla Was podwójne zaproszenie na niedzielny koncert — aby je zdobyć wystarczy w komentarzu wymienić swój ulubiony album Jazzpospolitej i krótko swój wybór uzasadnić. Zwycięzcę wskażemy w piątkowe południe.

W piątek natomiast grupę można będzie usłyszeć we wrocławskiej Starej Piwnicy.

Jazzpospolita stawia na Humanizm

Humanizm

Szósta płyta w dorobku jednej z wiodących polskich formacji jazzowych Jazzpospolitej zatytułowana Humanizm ukaże się już jutro, ale od wczoraj całości można przedpremierowo posłuchać na Tidalu. Jak pisze o sobie sam zespół, aby poszerzyć dotychczasową formułę, muzycy zdecydowali się na zaproszenie gości pochodzących z odległych muzycznych światów. W dwóch utworach wystąpiły wokalistki — Paulina Przybysz i Novika, dzięki czemu kompozycje Jazzpo określane kiedyś jako instrumentalne piosenki stały się piosenkami z krwi i kości. Co więcej na czas nagrania albumu zespół zamieszkał w dworku z XIX wieku i przekształcił go w studio. Materiał został więc nagrany w naturalnym, bliskim przyrody otoczeniu, bez miejskiego hałasu i kontaktu ze światem zewnętrznym. Na naturalne brzmienie Humanizmu miały mieć wpływ także znikoma ingerencja studyjna i użycie oldschoolowego magnetofonu taśmowego. Jak wyszło, posłuchajcie sami poniżej.

Tigran Hamasyan z nowym teledyskiem i zapowiedzią płyty An Ancient Observer

tigran

W ciągu minionych dwóch lat pod skrzydłami kontraktu z oficyną Nonesuch Tigran Hamasyan, ormiański pianista i kompozytor na co dzień mieszkający i tworzący w Nowym Jorku, wyrósł na jedną z większych gwiazd współczesnej jazzowej pianistki. Hamasyan, który nie stroni od odwoływania się do tradycji muzyki ormiańskiej i flirtów z poważką, 31 marca wyda kolejny solowy krążek — An Ancient Observer. Już teraz możecie sprawdzić nietuzinkowy jak na jazzowego muzyka teledysk do singlowego „The Cave of Rebirth”. W melancholijnym jazzowym nagraniu Hamasyan po raz kolejny jest subtelny, ale niebanalny. Płytę można już zamówić w preorderze w wersji fizycznej lub cyfrowej.

Brad Mehldau i Chris Thile zapowiadają wspólny album

chris-thile-brad-mehldau-450x409

27 stycznia nakładem Nonesuch do sklepów trafi wspólny album amerykańskiego pianisty jazzowego Brada Mehldau oraz mandolinisty i piosenkarza Chrisa Thile’a. Muzycy po raz pierwszy koncertowali wspólnie w 2013 roku, a dwa lata później spotkali się na scenie ponownie i postanowili przenieść to doświadczenie do studia, czego efektem będzie płyta zatytułowana po prostu Chris Thile & Brad Mehldau. Na krążku znajdzie się 11 kompozycji — zarówno oryginalnych, jak i coverów (wśród nich m.in. klasyczne „Don’t Think Twice It’s Alright” tegorocznego noblisty Boba Dylana). Album promuje singiel „Scarlet Town” napisany przez Davida Rawlingsa i Gillian Welch.

Spis utworów:
1. „The Old Shade Tree”
2. „Tallahassee Junction”
3. „Scarlet Town”
4. „I Cover the Waterfront”
5. „Independence Day”
6. „Noise Machine”
7. „The Watcher”
8. „Daughter of Eve”
9. „Marcie”
10. „Don’t Think Twice It’s Alright”
11. „Tabhair dom do Lámh”

Jazzująco: sentymentalna Norah Jones w nowym teledysku

norah

Norah Jones wraca! Z nową płytą i do starej, bardziej jazzowej i organicznej stylistyki. Jej szósty solowy longplay Day Breaks trafi do sklepów 7 października, ale już teraz można posłuchać pierwszego singla z nowego krążka „Carry On”. Połączenie country-gospelowych tradycji muzycznych ze sztandarowym brzmieniem pianina Jones oraz tracklista nowego krążków, na której znajdziemy m.in. covery jazzowych standardów Duke’a Ellingtona czy Horace’a Silvera sugerują, że nowy album będzie powrotem do brzmienia dwóch pierwszych krążków piosenkarki, którymi wzbudziła przed kilkunastoma laty międzynarodową sensację.

Recenzja: Brad Mehldau Trio Blues and Ballads

Brad Mehldau Trio

Blues and Ballads (2016)

Nonesuch

Bardziej bluesowe dla tych, którzy spodziewali się jazzu i niepodważalnie jazzowe dla tych, którzy nastawili się na blues. Takie jest Blues and Ballads — najnowszy album Brad Mehldau Trio. Amerykański pianista wraz ze swoim triem poniekąd przedłużył na tym krążku swoją ostatnią trasę koncertową, w ramach której prezentował wyłącznie jazzowe interpretacje utworów innych wykonawców. Na Blues and Ballads w przeciwieństwie do wcześniejszych projektów Mehldau’a znajdziemy bowiem nie tyle oryginalne kompozycje, ale, co warto podkreślić, oryginalne wykonanie. Na warsztat trafili między innymi Beatlesi (doskonale prezentujące się w kameralnym jazzowym aranżu szeroko znane „And I Love Her” z katalogu grupy i niedawny solowy singiel McCartneya „My Valentine”) i rozmaite, pokryte już w wielu przypadkach patyną standardy z ery klasycznego jazzu — wśród nich chociażby Charlie Parker, Cole Porter czy Frank Sinatra.

Mehldau nie traktuje jednak bluesa instrumentalnie — ten bowiem poza tym, że przejawia się w łatwo odczytywalnych reinterpretacjach posępnych klasyków, jest także mocno obecny w artykulacji muzyków — zauważalnie nadaje ton i kształt całej płycie. Trio gra po swojemu, z jak zwykle mocno post-minimalistycznym zacięciem, ale jednocześnie na swój sposób hołduje konwencji klasycznego tria jazzowego, co jak na dłoni słychać w Parkerowskim „Cheryl”. Udaje się im jednak z jednej strony skutecznie przyjętą stylistykę ujarzmić, a z drugiej — głęboko nad nią pochylić — choć w zderzeniu z klasycznym Sinatrą wydają się równie bezsilni co Bob Dylan w swojej ostatniej odsłonie. W ostatecznym rozrachunku Blues and Ballads ujmuje jednak błyskotliwością ukrytą między wierszami kojącej prostolinijności i nawet jeśli trudno określić ten krążek mianem magnum opus Mehldau’a, trudno się w nim choć na chwilę nie zatracić.

Recenzja: Niechęć Niechęć

Niechęć

Niechęć (2016)

Wytwórnia Krajowa

Swój nowy album Niechęć nie tylko rozpoczęła od końca, ale pokazała, że można z powodzeniem zmienić go w znakomity nowy początek. Przy trwających niemal trzy kwadranse ośmiu premierowych kompozycjach nie ma miejsca na zwodzenie, lanie wody czy owijanie w bawełnę — choć muzycy grupy mylenie tropów mają opanowane do perfekcji, dawno w polskim jazzie nie mieliśmy tak wyrazistych, a jednocześnie nietuzinkowo i pieczołowicie zaaranżowanych tematów.

I nawet jeśli na nowym krążku da się bez trudu odnaleźć wspólny mianownik z debiutancką Śmiercią w miękkim futerku sprzed czterech lat, to przez ten czas usunięto z niego znaczną niewymierność. Nową Niechęć ktoś niechętny nazwać mógłby kompromisową, ale słowami dużo lepiej podsumowującymi zaistniałą sytuację są: wyważona, harmonijna, klimatyczna i dojrzała. Nie znaczy to jednak, że grupa zrezygnowała z awangardowej fuzji hałaśliwego jazzu z rockowym instrumentarium — nic z tych rzeczy. Te przybrały tylko nieco inny bieg, w który włączono zresztą konstytuującą ogólną wymowę krążka elektronikę.

Wielechowski i Zwierzchowski ramię w ramię wzięli na siebie obowiązki kompozytorskie, choć bardziej nie zasadzie dialogu niż ścisłej kooperacji. Pomimo tego, że ich utwory zwykle przeplatają się ze sobą, trudno mówić o opozycyjności — drugi album Niechęci jest w istocie synkretyczny, ale jest to cecha tyle całości, co i każdego z ośmiu utworów. Choć w kolejnych kompozycjach wykorzystywane są różne środki — we „Krwi” pulsuje refren psychotycznej pozytywki, „Rajzę” buduje nastrojowy post-minimalistyczny motyw, a na wielki finał w „Trzeba zabić tę miłość” złożył się clash błądzących saksfonów i przesterowanych gitar — Niechęć świadomie i bez kompleksów podkrada patenty na melodie z kręgu muzyki popularnej, a poprzez wpisanie ich w znacznie bardziej rozbudowany i niejednoznaczny kontekst, wykorzystuje ich pełen potencjał.

Jazzująco: Brad Mehldau Trio powróci w czerwcu z płytą Blues and Ballads

CeQz30xUsAAEXdz

Jeden z najciekawszych współczesnych pianistów jazzowych po światowym solowym tournée i niezbyt udanym duecie z Markiem Guilianą wraca do rozkosznej formy jazzowego tria. Od ostatniego krążka grupy Where Do You Start w październiku minęłyby już cztery lata, ale na szczęście Mehldau i spółka postanowili do tego nie dopuścić i już w czerwcu usłyszymy ich najnowszy krążek zatytułowany Blues and Ballads.

Na krążku, który trafi do sprzedaży 3 czerwca nakładem wytwórni Nonesuch znajdziemy siedem jazzowych interpretacji klasycznych amerykańskich ballad, które wyszły oryginalnie spod piór takich tuzów muzyki jak Cole Porter, Charlie Parker, Lennon & McCartney czy Jon Brion. Jednego z numerów, „Little Person” można już posłuchać poniżej. Więcej szczegółów i opcje preorderu znajdziecie na oficjalnej stronie muzyka.

Tracklista:
1. „Since I Fell for You”
2. „I Concentrate on You”
3. „Little Person”
4. „Cheryl”
5. „These Foolish Things (Remind Me of You)”
6. „And I Love Her”
7. „My Valentine”

Jazzująco: Vijay Iyer i Wadada Leo Smith zapowiadają wspólną płytę

6016799

Dwóch wizjonerów współczesnego jazzu — pianista Vijay Iyer i trębacz Wadada Leo Smith łączy siły przy wspólnym projekcie. Album A Cosmic Rhythm With Each Stroke ujrzy światło dziennie za dwa tygodnie, 25 marca, nakładem ECM. Na płycie znajdzie się 9 kompozycji zarejestrowanych między 17 a 19 października zeszłego roku w nowojorskich Avatar Studios pod okiem Jamesa Farbera i producenta Manfreda Eichera. Centralnym punktem albumu jest tytułowa suita A Cosmic Rhythm With Each Stroke obejmująca utwory od 2 do 8, a zadedykowana Nasreen Mohamedi — innowacyjnej indyjskiej artystce.

Tymczasem Vijay Iyer pod koniec kwietnia we Wrocławiu uświetni obchody Światowego Dnia Jazzu podczas 62. edycji festiwalu Jazz nad Odrą, gdzie wystąpi wspólnie z Orkiestrą Leopoldinum w Narodowym Forum Muzyki.

Sprawdźcie krótki dokument zajawiający płytę oraz tracklistę wydawnictwa poniżej.

Spis utworów:
1. „Passage”
2. „All Becomes Alive”
3. „The Empty Mind Receives”
4. „Labyrinths”
5. „A Divine Courage”
6. „Uncut Emeralds”
7. „A Cold Fire”
8. „Notes on Water”
9. „Marian Anderson”

The Heliocentrics z nową płytą

heliocentrics

Od premiery nowego krążka londyńskiego jazz-funkowego kolektywu The Heliocentrics From the Deep minął już co prawda ponad tydzień, ale to premiera, której nawet z pewnym opóźnieniem nie należy ignorować. To pierwszy solowy longplay grupy od czasu rewelacyjnego 13 Degrees of Reality z 2013 roku i bezpośrednim przedłużeniem epki Quatermass Sessions 1 z tego samego roku. 9 wydanych wówczas utworów na nowym wydawnictwie rozszerzono o kolejnych 10, co w rezultacie dało kosmiczną perkusyjną panoramę utopioną w jazz-funkowym sosie, ale roztaczającą się o wiele dalej. Krążek ukazał się jak zwykle w przypadku The Heliocentrics nakładem oficyny Now-Again Records. Posłuchajcie obłędnego „Night and Day” poniżej.

Herbie Hancock pracuje nad nowym krążkiem z Flying Lotusem, Thundercatem i Pharrellem

herb

Herbie Hancock, niewątpliwy gigant amerykańskiego jazzu, który zawsze lubił podejmować muzyczne wyzwania pracuje nad nową płytą. I to nie z byle kim — z Flying Lotusem i Thundercatem, których w tym miejscu możemy już bez wątpienia ochrzcić nowymi Soulquarians. Pianista w rozmowie z Billboardem przyznał, że ma świadomość „kształtującej się ostatnio undergroundowej sceny częściowo związanej z jazzem czy też tworzącej nową jazzową formę”. My też mamy tego świadomość i tym bardziej z podekscytowaniem czekamy na rezultaty zapowiedzianej kolaboracji.

W stawce znalazł się także Pharrell, ale to akurat nie jest elektryzująca część wiadomości, zwłaszcza że Hancock miał w swojej karierze wiele (głównie nieudanych) flirtów z mainstreamem. By nie szukać zbyt daleko — na tę chwilę ostatnim krążkiem w dyskografii Hancocka jest The Imagine Project z 2010 roku, jeden z najbardziej bezkształtnych i wtórnych albumów w historii jazzu. Najwyższy czas zatrzeć złe wrażenie.