50 najlepszych albumów 2018

Data: 20 grudnia 2018 Autor: Komentarzy:

Soulbowl25.

Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem

Makaya McCraven w swojej twórczości balansuje gdzieś na granicy kilku gatunków. Perkusista tworzy muzykę, w której odnaleźć można elementy instrumentalnego hip-hopu, jazzu oraz funku z domieszką chicagowskich brzmień. Określenie „producent bitów” byłoby nieodpowiednie dla tak utalentowanego artysty, chociaż jego utwory często mylnie przypominają hiphopowe bity stworzone z sampli muzyki jazzowej. Sam Makaya wśród inspiracji wymienia na równi zespół The Pharcyde oraz takich jazzmanów jak Archie Shepp. Upodobania te słychać na jego najnowszym albumie Universal Beings. Z jednej strony, materiał miejscami wydaje się beattape’m, ale rozbudowane partie instrumentalne raz po raz przypominają, że mamy do czynienia z pełnoprawnym albumem jazzowym. McCraven kontynuuje tradycje chicagowskiego AACM, nieoczekiwanie mieszając je z elementami post-rocka. Kolejny raz udowadnia, że nie boi się eksperymentu. — Polazofia

„Atlantic Black”


Soulbowl24.

Safe in the Hands of Love

Yves Tumor

Warp

Trzeci krążek w dorobku Yves’a Tumora to surrealistyczna podróż po zakamarkach umysłu artysty. Glitchowe eksperymenty zostały na potrzeby Safe in the Hands of Love przełamane acid-jazzowymi wstawkami. Zainspirowany pośrednio filmem klasy B z lat 80. Demon Queen album stanowi psychodeliczny kolaż brzmień. Budują go takie kompozycje jak instrumentalne „Faith in Nothing Except Salvation”, rozmarzone house’owe „Honesty”, orientalizujące „Licking an Orchid”, ekstrawaganckie „Noid” czy transowy banger „All the Love We Have Now”. Safe in the Hands of Love to jazda bez trzymanki, w którą warto się wybrać. [Więcej] — Ibinks

„Noid”


Soulbowl23.

Invasion of Privacy

Cardi B

Atlantic Media

Cardi B zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie w naszym rankingu. Kontrowersyjna raperka przepchnęła się przed konkurencję i stała się wizytówką kobiecego rapu. Cardi B to viralowy fenomen, ale nie tylko. Samymi bowiem singlami, z „Bodak Yellow” na czele, wprowadziła powiew świeżości do sceny hip-hopowej. Mocne, różnorodne kawałki, które znalazły się na debiutanckim Invasion of Privacy zaskakują różnorodnością. Szczególnie słychać to w zainspirowanym bossa-nową „Be Careful” czy latynizującym „I Like It”. Talent Cardi do hooków daje o sobie znać natomiast w mocnym, bezkompromisowym „Bickenhead” i „Money Bag”. Cardi B ma charyzmę, poczucie humoru i wszystko, co potrzeba, by wznieść się na fali hajpu i wzmocnić swoją pozycję na muzycznej scenie. To wystarczyło, by okrzyknięto ją królową trapu. Uważajcie na nią. Okurrr! [Więcej] — Ibinks

„Bickenhead”


Soulbowl22.

Lady Lady

Masego

EQT

Debiutancki album Masego jest pełną emocji opowieścią o związkach mężczyzny z kobietą, opowiedzianą sensualnym, erotycznym wokalem artysty. Główny bohater wie, jak wynieść panie na wyżyny ich doskonałości, by poczuły się jak damy. Z jednej strony jest więc czułym i troskliwym partnerem, innym razem staje się oschłym kochankiem, przedmiotowo traktującym płeć piękną, a miejscami wciela się w postać potulnego uczniaka będącego pod skrzydłami dojrzałej kobiety. Neo-soulowo-trapowy krążek Lady Lady z elementami jazzu, hip-hopu i żywych instrumentów, utrzymany jest w delikatnym pościelowym klimacie, który pomimo że nieco ocieka słodyczą, uzależnia od pierwszych dźwięków. Tym solidnym wydawnictwem Masego wyraziście zaznaczył swoją obecność na scenie muzycznej. — Forrel

„Old Age”


Soulbowl21.

Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

Avantdale Bowling Club — to właśnie nazwa zespołu, który mimo skrajnie małej popularności i swojego niszowego stylu, nagrał nie tylko jeden z najlepszych hip-hopowych, ale również jazzowych albumów w tym roku. Liderem formacji jest Tom Scott, weteran nowozelandzkiej sceny, który jest także częścią takich projektów jak Homebrew czy @peace. Na liczącym 8 utworów krążku, raper dotyka spraw takich jak przyjaźń, brak pieniędzy czy uzależnienia, jako tło wykorzystując bogato zaaranżowany i świetnie skomponowany jazz. Całość przypomina To Pimp A Butterfly, jednak z bardziej przyziemną tematyką i środkiem ciężkości położonym na swobodnych instrumentalnych eksperymentach. ”Years Gone By” doskonale reprezentuje brzmienie płyty, rzucając słuchacza w nostalgiczną podróż przez życie. Jeśli jesteście zainteresowani jakościowym jazz-rapem, w którym zarówno jazz, jak i rap stoją na najwyższym poziomie, nie mogliście lepiej trafić. — Adrian Felis

„Years Gone By”


Soulbowl20.

Flashback

Rosalie.

Alkopoligamia

Kogoś takiego jak Rosalie. potrzebowaliśmy w polskiej muzyce jak powietrza — trochę zachodnia, alternatywna, trochę „nasza”, skromna dziewczyna z sąsiedztwa. Flashback to zmysłowy krążek, który rozczula od pierwszego leniwego „U.N.D.E.R.S.T.A.N.D.” aż po nawiązujące do epki „Enuff”. Owego flashbacku użyto w kontekście muzycznym, chodziło o nadanie świeżości dawnym inspiracjom wokalistki oraz w kontekście tematycznym, bo teksty często dotyczą retrospekcji. To wszystko sprawiło, że z drobnymi przerwami album utrzymany został w melancholijnej i intymnej lirycznie konwencji. Debiut wokalistki to projekt skrupulatnie przemyślany, stworzony w oparciu o indywidualną wizję, ale wśród grupy znamienitych dla polskiej nowej sceny osobistości, produkcją zajęli się m.in.: Hatti Vatti, Jordah czy Suwal. Wygląda na to, że muzyczna luka spowodowana bolesnym deficytem dobrego polskiego R&B, powoli się zapełnia. [Więcej] — Polazofia

„Spokojnie”


Soulbowl19.

Iridescence

Brockhampton

Question Everything

Nie ma się wątpliwości, że Iridescenceto album nagrany przez Brockhampton. Podobnie jak na Saturation tak i tu brzmienie jest odważne, ekscentryczne, stojące w opozycji do obecnie panujących w hip-hopie trendów. Pochodzący z Teksasu kolektyw pokazuje tu niespotykaną na wcześniejszych projektach emocjonalną dojrzałość i świadomość tego, co chce osiągnąć, zarówno na poziomie tekstowym, jak i muzycznym. Podczas gdy zeszłoroczne mikstejpy w znacznej mierze oparte były na młodzieńczej spontaniczności i synergii między członkami bandu, tak na Iridescence jeszcze istotniejszą rolę odgrywa autorefleksja nad tym, jak zmieniło się życie każdego z członków zespołu na skutek niespodziewanego sukcesu i presji, jaką ta zmiana ze sobą niesie. Dzięki temu nowy album prezentuje zdecydowanie bardziej spójną wizję niż którakolwiek z części zeszłorocznej trylogii. W wywiadzie przeprowadzonym podczas sesji nagraniowej w Abbey Road Studios Kevin Abstract przyznał, że bodajże największą inspiracją w czasie tworzenia płyty było Kid A autorstwa Radiohead. Coś w tym może być, bo tak jak brytyjski zespół w 2000 roku definiował muzykę rockową na nowo, tak Brockhampton swoją dotychczasową twórczością, a szczególnie ostatnim albumem stara się wytyczyć nowe szlaki rozwoju gatunku, gdzie jakiekolwiek brzmieniowe podziały czy granice nie mają kompletnie racji bytu. [Więcej] — Jędrek

„Fabric”


Soulbowl18.

Some Rap Songs

Earl Sweatshirt

Tan Cressida

Mimo gęstwin niepokoju oddanych mnogością hałaśliwych warstw, pozornie niefortunnie wywracających się sekcji rytmicznych czy plastycznie zobrazowanych słowem huśtawek emocjonalnych, trzeci album długogrający Earla brzmi jednocześnie jak nienaturalnie wręcz dorosłe pojednanie się z utratą najbliższych i przytłaczającą rzeczywistością, owocując tym samym osobiliwie triumfalnym tonem całego materiału. Fuzja brzmienia lo-fi i awangardowego, jazzowego hip-hopu od paru ładnych lat próbuje na dobre zadomowić się jako suwerenny sound, a Some Rap Songs jest jedną z najdoskonalnych realizacji tej koncepcji. Krótkie, intensywne formy, stuprocentowa dbałość o detal, która w kontekście powierzchownego chaosu robi podwójne wrażenie, a także niesamowity walor peotycki spoken wordowego rapu Earla składają się tu na jeden z najmocniejszych krążków mijającego roku. [Więcej] — Mleczny

„Shattered Dreams”


Soulbowl17.

Veteran

Jpegmafia

Deathbomb

Veteran to nie tylko krok milowy dla brzmienia i kariery Peggy’ego czy czołowy album hip-hopowy mijającego roku; to przede wszystkim jedna z najdoskonalszych propozycji eksperymentalno-hip-hopowych drugiej dekady XXI wieku, prezentująca endemiczne brzmienie zbudowane na trapowo-basowej agresji, R&B-popowych synthach i melodiach, niezwykłej lekkości pisania skomplikowanych aczkolwiek chwytliwych numerów, bardzo współczesnych, pop-artowych samplach z gier komputerowych czy viralowych filmów oraz na niezrównanej charyzmie gospodarza, który równą wagę co do wartswy lirycznej przykłada do swoich performance’ów wokalnych, perfekcyjnie oddających dziki, futurystyczny klimat sekcji instrumentalnej materiału. [Więcej] — Mleczny

„Baby I’m Bleeding”


Soulbowl16.

Lost & Found

Jorja Smith

FAMM

Jorję Smith porównywano już do Rihanny czy Lauryn Hill, ale z Lost & Found Brytyjka udowodniła, że zasługuje na osobne traktowanie. Jej długo wyczekiwany debiut przenosi nas w klimat R&B z lat 90. Artystka porusza na nim przede wszystkim tematykę samotności i związków, ale sięga także po aktualne problemy („Blue Lights”). Na krążku Jorja pokazuje także wiele różnych wcieleń — od delikatnego, pościelowego „February 3rd” przez wspomniane już wyżej, nostalgiczne „Blue Lights” po rapowane „Lifeboats”. To bardzo udany debiut i optymistyczna prognoza na przyszłość. — Mateusz

„February 3rd”


Soulbowl15.

Astroworld

Travis Scott

Epic

Astroworld razem z debiutanckim Rodeo i poprzedzającym go mixtape’m Days Before Rodeo stanowi sagę, w której Travis powraca do rodzinnego Houston, składając mu tym samym swoisty hołd. Posługując się motywem zamkniętego w 2005 roku, ważnego dla niego parku rozrywki SixFlags, porusza temat swojej przeszłości, narkotyków i relacji z partnerką. Najmocniejszym punktem albumu jest zdecydowanie jego warstwa muzyczna i wkład innych artystów, wśród których znaleźli się m.in. Frank Ocean, Drake, The Weeknd, James Blake czy Swae Lee. Scott przełamuje tutaj gatunkowe schematy, tworząc złożone, psychodeliczne kompozycje. Jednocześnie niekonwencjonalne rozwiązania ujmuje w przystępną, przejrzystą formę, co było gwarancją zarówno sukcesu komercyjnego, jak i uznania krytyków. Astroworld to dojrzały i najlepszy dotychczas album w dyskografii Travisa Scotta. [Więcej] — Klementyna

„Stargazing”


Soulbowl14.

Velvet

JMSN

White Room

Najnowszy album JMSN-a Velvet to jedna z tych płyt, które nie odkrywają niczego, czego już byśmy kiedyś nie słyszeli, ale w na tyle oryginalny sposób spaja najlepsze składniki R&B, disco, rocka i soulu, że bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych płyt ostatniego roku. To płyta wypełniona jest stylistycznymi retrospekcjami — unosi się nad nią echo nagrań Prince’a, R. Kelly’ego czy nawet Bobby’ego Browna, ale JMSN potrafi zręcznie przemnożyć ich melodykę i styl przez swoje własne doświadczenia i przetworzyć twórczo soul lat 70., 80sowy syntezatorowy funk czy R&B lat 90. Dzisiejszy JMSN to postać uwodząca swoją muzyką, artysta bardzo dobry w swoim fachu, ale wciąż dążący do doskonałości i próbujący przeskoczyć samego siebie. Od zawsze jego głównym atutem była umiejętność pisania prostych, ale szczerych i bogatych emocjonalnie tekstów — to nie zmieniło się do dziś. Z płyty na płytę JMSN coraz zręczniej bawi się gatunkami, stylami i swoim wizerunkiem. [Więcej] — Pat

„Real Thing”


Soulbowl13.

Everything Is Love

The Carters

Parkwood

Wspólny krążek jednej z najbardziej rozpoznawalnych par amerykańskiego show-biznesu pokazuje, że mimo wszystkich przeciwności losu małżeńska miłość Jaya-Z i Beyoncé jednak zwyciężyła, co słychać już na samym początku w otwierającym płytę „Summer”. Ten album to jednak nie tylko potwierdzenie ich uczucia, ale też życiowego sukcesu w szerszym tego słowa znaczeniu. Nie jest to krążek dla Jaya czy Beyoncé przełomowy, ale nie można tej płycie odmówić rewelacyjnego wykonania, a do większości numerów z radością się wraca. Shawn Carter przy mikrofonie jak zwykle pokazuje klasę, a i sama Beyoncé równie dużo śpiewa, co rapuje. Ten zabieg wychodzi naprawdę dobrze, a niektórzy mówią wręcz, że może stanąć w jednym szeregu z Nicki Minaj i kto wie — może coś w tym jest. Everything Is Love jest naprawdę bardzo udanym materiałem. Poza kilkoma numerami świetnie się go słucha i chyba o to przede wszystkim chodziło. No i przy okazji, po premierach Lemonade4:44, wreszcie dostaliśmy szczęśliwe zakończenie małżeńskiej opery mydlanej. [Więcej] — Dill

„713”


Soulbowl12.

Isolation

Kali Uchis

Rinse

Na Isolation Kali Uchis postanowiła zawrócić z kursu na tropikalny pop i postawiła na smoothsoulową stronę swojej muzyki. Tym samym na krążku piosenkarka zaserwowała słuchaczom rozmyty, psychodeliczny miks smooth soulu i bossa novy ze szczyptą tropikalnego popu, który musi siłą rzeczy stanowić niewielką wysepkę w oceanie dzisiejszego generycznego R&B. Niewątpliwie jednym z największych atutów Uchis jest jej głos — zarówno barwa, jak i sposób w jaki piosenkarka nim operuje, sprawiają, że trudno pomylić ją z kimkolwiek innym. W połączeniu z harmonijnymi, nieco oldschoolowymi soulowymi aranżami dominującymi na Isolation Uchis koi głosem jak mało kto. Drugim atutem płyty jest, zadziwiająco, sposób w jaki rzecz została wyprodukowana. Zadziwiająco, bo do określenia sytuacji na krążku lepiej niż sformułowanie „gdzie kucharek sześć…” nadaje się parafraza przysłowia, że „sukces ma wielu ojców…”, a w tym przypadku najwyraźniej również jedną matkę. [Więcej] — Kurtek

„In My Dreams”


Soulbowl11.

Care for Me

Saba

Saba Pivot

Care for Me to krążek, do którego Saba dojrzewał przez długi czas. Tragiczne wydarzenia w życiu, olbrzymi talent i galopująca kariera rapowa zawiodły go do miejsca, w którym płyta tego formatu była mu po prostu pisana. Jest to przede wszystkim filmowy seans, w którym przemoc, bezsilność i gniew grają pierwsze skrzypce, owocując takimi perełkami jak ciężkie i mroczne „Life” czy melancholijne i gorzkie „Busy/Sirens”. Świetna jazzująca produkcja, różnorodność flow i pomysł na każdy jeden utwór czynią historię opowiedzianą na Care for Me bardzo satysfakcjonującym doświadczeniem, które przy każdym powrocie odsłania więcej i więcej detali. Chociaż płyta nie spotkała się z tak entuzjastycznym odbiorem, na jaki zasługuje, z całą pewnością doczeka się kiedyś statusu klasyka. [Więcej] — Adrian Felis

„Smile”


Soulbowl10.

Hive Mind

The Internet

Columbia

Na nowym materiale, tak naprawdę po raz pierwszy, The Internet przedstawiają nam się jako pełnoprawny, dojrzały już zespół. W większości numerów króluje motyw przewodni gitary Steve’a Lacy’ego i mimo kolektywnej pracy wydaje się, że to on miał w kwestii pisania piosenek najwięcej do powiedzenia. Połączenie przepuszczonych przez filtry strun tego instrumentu, niejednokrotnie brudnych bębnów i basu zdecydowanie robi swoje i charakterystyczny klimat nagrań zespołu został zachowany. Hive Mind to kolejna dobra płyta w dorobku The Internet. Słychać, że ich brzmienie uległo krystalizacji. Na tym krążku po prostu idą do przodu już jako świadomi siebie artyści. Z tym większym zaciekawieniem czekamy na ich kolejne produkcje. [Więcej] — Dill

„Come Over”


Soulbowl9.

Childqueen

Kadhja Bonet

Fat Possum

Powab Minnie Riperton, artyzm Kate Bush i gatunkowa żonglerka godna Esperanzy Spalding — oto Kadhja Bonet w krzywdzącym jej indywidualizm, wirtuozerię i talent uproszczeniu. Jej wydana w połowie tego roku druga studyjna płyta Childqueen jest bowiem podróżą do zupełnie innego wymiaru muzyki soul — inspirowanej na różnych poziomach mistyczną kosmogonią i psychodelicznym popem późnych lat 60. Songwritersko bywa odrobinę ekscentryczna, ale jest jej znacznie bliżej do artpopowych kanonów przebojowości niż większości wydawnictw z nurtu alternatywnego R&B, którym tę łatkę doczepiono. To uniwersalna płyta osadzona poza czasem, w dużej mierze sama kreująca swój kontekst i dająca się różnorako czytać — z jednej strony wciągająca słuchacza głęboko w swoje meandry, z drugiej — współistniejąca z nim, jego tęsknotami, potrzebami i refleksjami i dająca mu się do pewnego stopnia modelować. Childqueen Kadhji Bonet to wielowarstwowy, harmonijnie zaaranżowany, autonomiczny artystyczny byt. [Więcej] — Kurtek

„Another Time Lover”


Soulbowl8.

Oxnard

Anderson .Paak

Aftermath

Anderson .Paak to osobowość, której nie sposób pomylić z nikim innym. Urok, dowcip, swoisty luz i miłość do muzyki sprawiły, że jego dwa poprzednie solowe projekty, VeniceMalibu, podbiły scenę, utrwalając się w świadomości szerokiej publiczności jako doskonałe połączenie gatunków. Oxnard pokazało jednak, że raper nie zamierza wiązać się z soulem i R&B na całe życie, a zamiast tego wybiera współczesną odsłonę g-funku. Przy wsparciu Dr Dre udało mu się więc nagrać wyjątkowo klimatyczny, letni i pełen energii krążek, który absolutnie wyróżnia się na tle obecnego głównego nurtu. Oxnard wręcz kipi charyzmą gospodarza, który porywa tłum tanecznymi propozycjami pokroju „Tints” oraz rozstawia innych raperów po kątach takimi bangerami jak „Who R U”. Różnorodność, produkcja najwyżśzej klasy, świetne występy gościnne – jest się czym zachwycać. [Więcej] — Adrian Felis

„Who R U?”


Soulbowl7.

El mal querer

Rosalía

Sony

El mal querer to temperamentny album pełen ornamentyki wplecionej w masowy kontekst. Ale już singlowe „Malamente” zwiastowało, że nie może być mowy o standardowym wydawnictwie na skraju popu i R&B z odrobiną flamenco, mimo wyraźnie słyszalnych inspiracji tym ostatnim. Tu gra się na autorskich zasadach ustalonych przez Rosalíę i El Guincho, który album współprodukował. Dzięki temu nietuzinkowemu duetowi flamenco wystąpiło jako ważny, ale nadal jeden z wielu elementów polifonicznej mozaiki, złożonej też z sampli z terenu (takich jak rewelacyjnie zrytmizowany warkot motocykla w „De aquí no sales”) a także wielowątkowych rytmicznych i wokalnych rozwiązań. Tę nadzwyczajną kolorystykę dopełnia niby-kruchy, ale mocny głos Rosalíi, który zdaje się podporządkowywać sobie nawet auto-tune’a. Wokalistka bez ograniczeń korzysta ze zdobyczy kultury popularnej, żeby zdekonstruować je w nietuzinkowy, a jednocześnie bardzo świadomy sposób. Oto podejście do popu, jakiego dziś potrzebujemy. [Więcej] — Maja Danilenko

„Bagdad”


Soulbowl6.

Negro Swan

Blood Orange

Domino

Dev Hynes kolejny raz udowodnił, że należy aktualnie do jednych z najbardziej utalentowanych i wszechstronnych muzyków. Jako Blood Orange udało mu się stworzyć niezwykłe dzieło. Z Negro Swan jest trochę jak z sztuką nowoczesną — albo to czujesz, albo odwracasz się na pięcie z poczuciem niezrozumienia i brakiem zainteresowania. Dev na swoim najnowszym wydawnictwie swobodnie porusza się pomiędzy R&B, hip-hopem, soulem czy indie popem. Spoiwa materiału należy szukać w narracji albumu oraz jego tematyce, ale tym razem jest jeszcze bardziej osobiście. To album o zdrowiu psychicznym, akceptacji, wolnej woli oraz inności. Negro Swan jest dużo mroczniejsze niż jej poprzedniczki. Chociaż Blood Orange opisując płytę, podkreślił znaczenie nadziei, więcej jest tu walki o ową nadzieję. Hynes stworzył opowieść dla wszystkich tych, którzy kiedykolwiek czuli się odrzuceni, plasując się tym samym jako niezwykle istotna sylwetka w walce o tolerancję. [Więcej] — Polazofia

„Charcoal Baby”


Soulbowl5.

Room 25

Noname

Noname

Room 25 to piękne przedłużenie tamtego debiutanckiego mikstejpu Noname — tamtych myśli i tamtej stylistyki. O ile jednak Telefone stanowiło zamknięty i uporządkowany zapis okresu wyrastania z młodzieńczości, o tyle drugi album Noname jest dojrzalszy i bardziej otwarty, i formalnie, i tematycznie. W centrum dalszym ciągu stoi sama Noname i jej życie. Punkt ciężkości płynnie przeniesiono jednak na Room 25, tytułem jasno nawiązującym do kryzysu wieku młodego, z wyrastania z młodzieńczości na wchodzenie w dorosłość i poszukiwanie własnej tożsamości. Najwyraźniejszą zmianą jest jednak okołohiphopowy produkcyjny anturaż — tam gdzie Telefone rozpływało się w neo-soulu, Room 25 zanurza się w jazzie. I czyni to równie wielowymiarowo. Nie chodzi nawet o dobór odcieni jazzu, które stały się budulcem krążka, choć niewątpliwie też, ale o samą strukturę płyty zrealizowaną w zgodzie z regularnie przewijającym się w tekstach mottem artystki — „everything is everything”. Ta muzyka żyje na wielu poziomach, wychodzi poza proste hiphopowe patenty, umyka linearnej narracji i pomimo tego, że bierze na warsztat sprawdzone, niekiedy wręcz klasyczne środki, zestawia je adekwatnie w świeżych konfiguracjach. Nie ucieka od konwencji, ale nie popada w odtwórczość czy twórczy marazm. Inspiruje się, by inspirować, czerpie z wielu konwencji, by naturalnie stworzyć własną. [Więcej] — Kurtek

„Don’t Forget About Me”


Soulbowl4.

Swimming

Mac Miller

Warner Bros.

Wiadomo nie od dziś, że największy wpływ na twórczość mają osobiste przeżycia artysty i im więcej razy życie przybierze nieoczekiwany bieg i postawi go w zaskakującej sytuacji, tym lepiej odbije się to na jego kreatywności. Często jest też tak, że największą muzą, okazać się może strata swojej muzy. Ostatni krążek Maca Millera powstawał m.in. w takich okolicznościach i chociaż nie mamy tu do czynienia z dziełem na miarę Here, My Dear, Back to Black czy 808s & Heartbreak, to i tak Swimming należy zdecydowanie do czołówki tegorocznych wydawnictw. Krzywdą dla tego albumu, byłoby jednak spłycanie go jedynie do artystycznej próby odnalezienia się po nieudanym związku. Na płycie usłyszymy o wiele więcej emocji i walki z przeróżnymi demonami, jakie na swojej drodze spotkać musiał tak wrażliwy człowiek jak Mac. Obok rezygnacji i chwilowej słabości, momentami wdziera się tu również optymizm i to nie tylko za sprawą znakomitej oprawy muzycznej, przy której swoje trzy grosze dorzuciły, chociażby takie postacie jak J. Cole, Dâm-Funk, DJ Dahi, Thundercat czy Flying Lotus. Świetne wydawnictwo będące świadectwem kolejnego (niestety ostatniego już) etapu ewolucji Millera w dojrzałego i świadomego artystę. — Efdote

„What’s the Use?”


Soulbowl3.

Daytona

Pusha T

Getting Out Our Dreams

Zamiast przystawką przed ukazaniem się albumów Kanyego Westa, Kids See Ghosts i Nasa Daytona stała się daniem głównym, wyznacznikiem poziomu, do którego trudno było dorównać późniejszym czerwcowym premierom. Po wielu latach obecności na scenie Pusha T dostarczył krążek, który zaspokoił oczekiwania fanów. Raper porusza się po bitach z niesamowitą swobodą, co chwilę wrzucając kolejne błyskotliwe linijki. W jego wersach pojawiają się liczne odniesienia do dilerki, przytyki w stronę sceny, a czasem nawet odrobina humoru. Do tego dochodzą beaty od Westa, który ku uciesze słuchaczy powrócił do cięcia sampli i przygotował proste i surowe, ale jakże mocne podkłady. [Więcej] — Mateusz

„The Games We Play”


Soulbowl2.

Kids See Ghosts

Kids See Ghosts

Getting Out Our Dreams

Gdyby ponad rok temu ktoś powiedział, że w 2018 r. otrzymamy tak bardzo wyczekiwaną wspólną płytę Kanye Westa i Kid Cudiego, niewiele osób by w to uwierzyło. Turbulencje w ich karierach oraz liczne problemy natury twórczej wydawały się nie do przeskoczenia. Okazało się jednak, że artyści postanowili zaskoczyć swoich fanów i dostarczyć im liczące 7 utworów arcydzieło, które pełnymi garściami czerpie z najlepszych lat ich muzycznej aktywności. Kids See Ghosts ma wszystko, począwszy od intrygujących podkładów, zbudowanych na soulowych samplach lub poskładanych z futurystycznych dźwięków (w tym elektryzujące „Feel the Love”), przez Kanye Westa rapującego jak za dawnych dobrych lat, po słynne mruczenie Scotta w wyśmienitej odsłonie. Również dotycząca depresji tematyka okazała się idealnym polem do naturalnej ekspresji tego nieposkromionego duetu, co w efekcie dało jeden z najbardziej porywających i barwnych projektów tego roku. [Więcej] — Adrian Felis

„Feel the Love”


Soulbowl1.

Dirty Computer

Janelle Monáe

Bad Boy

Po latach spędzonych w masce Cindi Mayweather — humanoidalnego androida — Dirty Computer, najnowsza, trzecia długogrająca płyta Janelle Monáe odkrywa wreszcie jej własną twarz. Jak się okazuje, Monáe nie jest niepokalaną bohaterką swoich wcześniejszych nagrań, mesjanistycznym cyborgiem z misją ocalenia kosmicznej utopiii spętanej jarzmem policyjnej dyktatury. Jest człowiekiem z krwi i kości, który czasem upada, bywa, że płacze, ale podnosi się i idzie dalej. To właśnie robi Monáe na nowym krążku — nie chowa się za figurami retorycznymi, na własnych zasadach przyznaje że bała się, że nie będzie w stanie wpisać się w niebotycznie wysokie standardy popkulturowe, że ludzie będą ją oceniać, że pozostanie niezrozumiana i wystawi się na pośmiewisko przed oczyma całego świata. Na nowej płycie rozlicza się z latami obsesyjnego perfekcjonizmu, który wciąż jest zarówno motorem dla jej twórczości, jak i demonem, z którym się zmaga. Zmaga się także z własnymi korzeniami — bardziej niż czegokolwiek obawia się pytań swoich krewnych o tę płytę. Na Dirty Computer Monáe stawia czoła nie tylko swoim lękom, ale i kreacjom skupionym w postaci charyzmatycznej Cindi Mayweather, ikony futurystycznego rock & rolla, sygnaturowego brzmienia Monáe. Dirty Computer nie jest więc w żadnym razie kontynuacją brzmienia serii Metropolis, a nową drogą dla Monáe — bliższą radiowym standardom, owszem, ale niezdradzającą Prince’owskiego kanonu. Jest to z pewnością najbardziej prostolinijna i popowa rzecz w dotychczasowej dyskografii artystki, ale nie jest to bynajmniej zarzut. Tam gdzie Mayweather była przerysowana, Monáe cechuje szlachetna prostota, tam gdzie Cindi uciekała, Janelle staje obnażona (ale nie bezbronna), o tym, co w Metropolis było tabu, na Dirty Computer mówi się otwarcie. Monáe nie ma może za sobą tak barwnej historii jak Mayweather, ale wreszcie jest w swojej muzyce naprawdę obecna. Swój prawdziwy potencjał pokazuje wtedy, gdy nie kreuje się i nie psoci, po ludzku czerpiąc siłę z nowo odzyskanej miłości i szczerego jej wyznania. [Więcej] — Kurtek

„Don’t Judge Me”


Hajlajty ze wszystkich wyróżnionych przez nas albumów znajdziecie też na plejliście poniżej:

POZYCJE 50-26


strony: 1 2

Komentarze

komentarzy