Wydarzenia

kendrick lamar

Supergrupa R+R=NOW powraca w koncertowej wersji

Robert Glasper i spółka biorą coverują nagranie Kendricka Lamara

Pamiętacie jeszcze supergrupę R+R=NOW, w której składzie znaleźli się Robert Glasper, Terrace Martin, Christian Scott aTunde Adjuah, Derrick Hodge, Taylor McFerrin oraz Justin Tyson? Ich debiutancki krążek zatytułowany Collagically Speaking wydany był w 2018 roku, ale pomimo tak dużych nazwisk i faktu, że zawierał mnóstwo udanego materiału, przeszedł bez większego echa. Kilka miesięcy po premierze swoją miesięczną rezydencję w nowojorskim klubie Blue Note ogłosił Glasper i nie zapomniał o tym, żeby kilka razy zaprosić na scenę również kolegów z nowego składu. Magia, jaka wytworzyła się podczas tamtych wieczorów, na nasze szczęście została zarejestrowana i już 12 lutego otrzymamy koncertowy album grupy, na którym oprócz numerów znanych z debiutu (w tym rozciągniętego do ponad 25 minut „Resting Warrior”) usłyszymy również niepublikowane wcześniej nagranie „Perspectives/Postpartum” oraz znakomitą wersję „How Much A Dollar Cost” z repertuaru Kendricka Lamara, którą już teraz sprawdzić możecie poniżej.

Nowy utwór: The Brand New Heavies & N’Dea Davenport – „These Walls”

Spekulacje na temat kolejnych ruchów Kendricka narastają nieustannie. Od jego ostatniej płyty minęło już nieco ponad dwa lata. Biorąc pod uwagę systematyczność Lamara, strzelamy, że kolejny album jest kwestią kilku miesięcy. Apetyt skutecznie podkręcają próby romansowania z dotychczasowym dorobkiem rapera. Tak jest w przypadku reinterpretacji „These Walls” – jednego z wyróżniających się singli promujących najbardziej udany album w karierze Kendricka. Za odświeżoną konstrukcją stoi Mark Ronson oraz dobrze zgrani: The Brand New Heavies i N’Dea Davenport. Fikołków się nie spodziewajcie, ot – bardzo poprawna, acid jazzowa struktura. Utwór zapowiada TBNH, kolejny album brytyjskiego kolektywu. Premiera zaraz po wakacjach, 6 sierpnia.

Press Play #27: 13 lat Soulbowl

W ostatni piątek naszej stronie stuknęło 13 lat! O tym, jak to się wszystko zaczęło, rozpisywaliśmy się (być może za bardzo) w serii artykułów przed 6 laty. Tym razem postanowiliśmy reaktywować starą kolumnę Press Play, w której zwykliśmy się dzielić swoimi aktualnymi muzycznymi fascynacjami, łącząc przeszłe zajawki z naszą pracą na stronie. Trochę egocentrycznie, ale bez narcyzmu, przedstawiamy płyty, których nie poznalibyśmy, gdyby nie Soulbowl.pl.


Love vs. Money

The-Dream

Radio Killa

Soulbowl powstał w 2006 roku, ale potrzeba było trochę czasu, by nasza niezobowiązująca zajawka zaczęła nabierać bardziej określonych kształtów — wpisały się w nie m.in. recenzje premier płytowych, które z różną częstotliwością i skutkiem pojawiają się na naszych łamach do dziś. Tekstem, który w moim przekonaniu niejako tę epokę otworzył, była recenzja Love vs. Money The-Dreama sprzed (niemal równo) dziesięciu lat. Wówczas nie miałem świadomości, ale jak miało się okazać w kolejnych lata, to także album, który ukierunkował moje muzyczne zainteresowania i wyznaczył pewien (dość wygórowany) standard dla produkcji współczesnego R&B w ogóle. Bo pod tym względem — dbałości do detale, kreowaniu kilku różnych muzycznych planów jednocześnie i przechodzeniu pomiędzy nimi w obrębie kompozycji, odtworzenia na nowym muzycznym polu koncepcji cyklu piosenek (znanej choćby z What’ Going On Marvina Gaye’a, a ostatnio nadającej pęd najnowszemu krążkowi Solange) — Love vs. Money nie ma sobie równych. Ale to też solidna emocjonalna przeprawa — kompetentne i nieoczywiste rozwinięcie starego jak świat światem dylematu — miłość czy pieniądze. W tym kontekście jednak archetypowe rozterki w muzyce popularnej, historia kariery samego Dreama, moje potyczki z jego dyskografią czy nawet kondycja muzyki R&B są cokolwiek drugorzędne. Dziś w centrum stawiam raczej nieprzewidywalność — pamiętam doskonale ten moment, kiedy kreśliłem recenzję płyty Dreama przed 10-cioma laty — wtedy pod wpływem mojej chyba pierwszej krytycznej przeprawy wyrósł w moich oczach na bohatera sceny, ale nie mogłem spodziewać się, że jego płyta nie tylko zdefiniuje na nową moją percepcję muzyki i w ciągu kolejnej dekady wyrośnie w moich oczach na najznakomitszą pozycję w bogatej historii gatunku. Nie mogłem się też wówczas spodziewać, że 10 lat później Soulbowl — lepione jednak po amatorsku z żywej zajawki i dobrych chęci grupy pasjonatów — przetrwa próbę czasu i będę mógl podzielić się z wami w tym artykule tą spontaniczną, szczerą refleksją.— Kurtek


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

Kendrick Lamar – Section.80
2011 był dla mnie rokiem wyjątkowym — nie tylko dlatego, że dołączyłem do zespołu soulbowl.pl. To był niezwykły rok dla muzyki, przynajmniej dla tej czarnej. Obecny stan muzycznego rozkładu sił, to znaczy dominacji hip hopu i r&b nad wszystkimi innymi gatunkami, to efekt rozpoczętej wówczas wymiany pokoleń. W czasie gdy po swoje zaczynał iść trap, cloudowy A$AP Rocky zacierał granice między przeszłością a przyszłoscią, Tyler the Creator czy Lil B zacierali granice między powagą a szaleństwem, Drake przekonywał coraz więcej osób do ostatecznego rozliczenia się ze stereotypem groźnego rapera-gangstera, to na mapie współczesnego r&b znaczenia nabrały takie postaci jak The Weeknd, Frank Ocean i James Blake. W centrum całej tej masy krytycznej dostrzec można było skromnego (ale czy na pewno?), sympatycznego (ale czy na pewno?) chłopaka z Compton. „K-Dot nagrał album, po którym na pewno zrobi się o nim głośno w całej Ameryce.” – tak pisałem w jednej z moich pierwszych, bardzo słabych recenzji na Misce. Ale prognoza była trafiona, Kendrick jest dziś gwiazdą wielkiego kalibru, cholernie sprawnie godzącą ze sobą sukces komercyjny i artystyczny. Emocje związane z kolejnymi odsłuchami „A.D.H.D”, „The Spiteful Chant”, czy „Keisha’s Song (Her Pain)” nakręcały mnie wówczas jak mało co, podobnie jak ukryty featuring na Take Care Drake’a, albo każde nowe doniesienie na temat już przygotowywanego pod okiem Doctora Dre good kid, m.A.A.d city. Bez tego krążka nie byłbym sobą — człowiekiem tak bardzo lubiącym zarażać innych fascynacją kierowaną na współczesną muzykę, jako że może mieć ona jeszcze coś tam ciekawego do zaoferowania. — Chojny


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

W 2011 roku ksywka Lamara, choć jeszcze mało znana, zaczęła pojawiać się tu i tam coraz częściej. Jako fan rapowej klasyki w tamtym czasie sporadycznie sięgałem po rzeczy nowsze niż z końcówki lat 90., jednak porównania Kendricka do Tupaca sprawiły, że zrobiłem wyjątek. Oczywiście zacząłem od wydanego kilka miesięcy wcześniej Section.80. Ku mojemu zdziwieniu album nie miał w sobie praktycznie nic z zachodniego wybrzeża, które znałem. Sam Lamar odbiegał również od pozy gangstera, a tekściarski kunszt zdawał się czerpać z przeciwnego końca Ameryki. W dodatku te jazzowe beaty w „Rigamortis” i „Ab-Soul’s Outro”. Dalszą historię Lamara już znacie. I chociaż przez niemalże dekadę K-Dot zdążył wydać już o wiele lepsze wydawnictwa, to bardzo lubię wracać do Section.80. Było to dla mnie wprowadzenie nie tylko do ekipy TDE, ale także do całej ówczesnej nowej rapowej fali. Dzięki Misko!— Mateusz


A Seat at the Table

Solange

Columbia

Kiedy zaczynałam swoją soulbowlową przygodę, byłam zatwardziałą hiphopową głową, której zainteresowania ledwo wychodziły poza dyskografię A Tribe Called Quest i polskich najpopularniejszych raperów. Przez te dwa lata zdecydowanie złagodniałam, a hip-hop ustąpił neosoulowym brzmieniom czy R&B. Zastanawiałam się nad wyborem, bo soulbowl nauczył mnie takich wykonawców jak SZA, Frank Ocean czy Janelle Monae. Jednak płytą, która zdecydowanie przełamała lody, było A Seat at the Table — subiektywnie, jeden z najlepszych albumów ostatniej dekady. To wzruszające, subtelne dzieło, którym Solange na stałe wpisała się w kanon moich ulubionych artystów. To celebracja kultury Afroamerykanów i kobiecej siły. I tried to run it away. Thought then my head be feeling clearer . I traveled 70 states. Thought moving around make me feel better. – „Cranes in the sky” zawsze porusza tak samo. Tydzień po premierze When I Get Home, a ja wciąż nie mogę uwolnić się od A Seat at the Table.— Polazofia


El mal querer

Rosalía

Sony

Gorący występ na rozdaniu MTV European Music Awards i coś z grzesznej przyjemności hiszpańskich telenoweli. Rosalía to kwintesencja współczesnego, perfekcyjnego popu, muzyczny fenomen. Czerpie garściami z tradycji flamenco i łączy ją z nowoczesnym R&B – działa podobnie jak Soulbowl. Dokonujemy starannej selekcji między starym a nowym, nie zapominamy o legendach i klasykach gatunku i szukamy wciąż nowych, wartych odsłuchu brzmień, którymi się z Wami dzielimy. — Ibinks


Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Dekadencki obraz młodzieży, ignoranckiej klasy wyższej, narkotyków, seksu, toksycznych lub przelotnych relacji, w tym autotematyczny wątek uczucia do innego mężczyzny; synestetyczny motyw lata i nieodwzajemnionej miłości. Channel Orange to kompozycje oparte na popowych, a jednocześnie niebanalnych liniach melodycznych z wykorzystaniem żywych instrumentów. Album przełomowy zarówno dla gatunku, jak i środowiska. Dzięki niemu Frank Ocean z powrotem wniósł neo soul na wyższy poziom, dokonał znaczącego coming outu na scenie hip-hopowej oraz stał się inspiracją dla kolejnych artystów.— Klementyna


Priscilla

JMSN

White Room

Gdy wśród redaktorów Soulbowla, padł pomysł stworzenia Press Play’a dotyczącego albumów, których nie poznali byśmy, gdyby nie Miska, ogarnęła mnie lekka panika, bo jak tu wybrać tylko jeden krążek? Po chwili namysłu przyszedł mi do głowy artysta, którego w gruncie rzeczy, Soulbowl mocno w naszym kraju spopularyzował. Chodzi o JMSN-a i jego debiutancką płytę Priscilla. Premiera albumu w 2012 roku zbiegła się ciężkim okresem w moim życiu. Pamiętam to jak dziś, przeczytałam na Soulu recenzję tej płyty, zaczęłam jej słuchać i uznałam, że jest całkiem w porządku. Jak na kiełkującą wtedy estetykę alt r’n’b zapowiadało się całkiem nieźle. Przyznaje, nie była to głęboka miłość od pierwszego przesłuchania. Dałam Priscilli trochę czasu. Niedługo potem, podczas wielu bezsennych nocy, które mnie w tamtym okresie dręczyły, ponownie przystąpiłam do odsłuchu debiutu JMSN’a. Staring out the window, Waiting for life to stop, Cause everything I been through, Never seems to let up — i dokładnie to w tym momencie robiłam. Była jakaś 4 rano, za oknem lekko świtało, deszcz bębnił w okno. Klisza i banał, scena jak z kiczowatego melodramatu, ale w tamtym momencie było mi to niezbędne. To, co przekazywał w swoich tekstach Christian, to w jaki sposób układał melodie, dodawał instrumentalne smaczki sprawiło, że w tamtym momencie poczułam się bezpiecznie. Jego muzyka i szczera prostota tekstów, dziwnym trafem, potrafiła podnieść mnie na duchu. Nałogowo słuchałam tego krążka. Pomyślałam, jak fajnie, że jest takie miejsce, że są tacy ludzie, którzy odkrywają przede mną i innymi, znakomitą muzykę i genialnych artystów. Parę lat później broniłam pracę licencjacką, która dotyczyła między innymi promocji muzyki urban przez Soulbowl. Ani się obejrzałam jak po castingu na redaktora udało mi się pod szyldem Miski pisać. Myślę, że to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Są ludzie, którym po prostu chce się promować dobrą muzykę. Obyśmy robili to przez wiele kolejnych lat!— Pat

Jay Rock puszcza wici: będzie płyta z Kendrickiem?

Internet w okresie przed rozdaniem nagród Grammy zdaje się roić od plotek na temat nowości od artystów z każdej strony muzycznego poletka. Swoją cegiełkę do szumu dołożył Jay Rock, który na Twitterze odpowiadał wczoraj wieczorem na pytania fanów. Jeden z użytkowników zarzucił wędkę, pytając, czy Jay i Kendrick kiedykolwiek wypuszczą wspólny pełnowymiarowy projekt (ostatnio panów w duecie mogliśmy usłyszeć w kawałku „Wow Freestyle” z ubiegłorocznej płyty Redemption). Raper odpowiedział wymownym: „We might already have a full project”. Jakby tego było mało, trzymając Jay Rocka za słowo, w studio prężnie tworzy Isaiah Rashad, a latem być może trzeba będzie wytężyć słuch w obliczu napływu nowych hitów. Ręce aż zacierają się same — boleśnie zawiedzeni odwołanym koncertem Jay Rocka w Warszawie gorąco liczymy na przejście od słów do czynu!

Kendrick Lamar i Pharrell Williams wypuszczają wspólny numer do soundtracku z Creed 2

Praca nad filmowymi soundtrackami stała się ostatnio specjalnością twórców z rapowego podwórka. W przyszłym tygodniu do kin w Polsce i na świecie wejdzie obraz zatytułowany Creed 2, za którego ścieżkę dźwiękową odpowiada Mike Will Made-It. Jak na topowego producenta przystało, ściągnął on do współpracy również ksywki z najwyższej półki. W najnowszym singlu zatytułowanym „The Mantra” udzielają się Pharrell Williams i Kendrick Lamar. Poza tą dwójką na projekcie pojawią się jeszcze m.in. Lil Wayne, Nicki Minaj, Nas, A$AP Rocky, J. Cole i wielu innych. Pod postem znajdziecie odsłuch kawałka, a także spis utworów z nadchodzącego projektu. Premiera całości już w ten weekend.

Spis utworów:

1. Amen (Pre Fight Prayer) – Lil Wayne
2. Do You Need Power? (Walk Out Music) – Bon Iver
3. We Can Hit (Round 1) – Crime Mobb, Slim Jximmi
4. Kill’em With Succes – Eearz, Schoolboy Q, 2 Chainz
5. Check – Nas, Rick Ross
6. Fate – Young Thug, Swae Lee
7. Shea Butter Baby – Ari Lennox, J. Cole
8. The Mantra – Pharrell Williams, Kendrick Lamar
9. Watching Me – Rae Sremmurd, Kodak Black
10. F.I.G.H.T. – Eearz, Gucci Mane, YG, Trouble, Quavo, Juicy J
11. Running – A$AP Rocky, A$AP Ferg, Nicki Minaj
12. Midnight – Tessa Thompson, Gunna
13. Bless Me (Demo) – Ama Lou
14. Ice Cold (Final Round) – Vince Staples
15. LOve Me Like That (Champion Love) – Ella Mai

Brasstracks świętują szóstą rocznicę wydania Good Kid, m.A.A.d. City

Kilka dni temu mieliśmy okazję świętować szóstą rocznicę wydania jednego z najlepszych rapowych krążków ostatniej dekady – Good Kid, m.A.A.d. City. Dzieło Kendricka Lamara zainspirowało wielu, w tym ostatnio muzyków z Brasstracks. Panowie postanowili oddać hołd twórczości rapera z Compton i stworzyli utwór, w którym przerabiają charakterystyczne motywy ze wspomnianego projektu. Chcecie usłyszeć ich wariacje na temat „Poetic Justice” czy „Bitch Don’t Kill My Vibe”? Całość znajdziecie pod spodem.

Anderson .Paak ujawnia szczegóły Oxnard i nie tylko

Lubicie odkrywać to, co zakryte? Mamy dla was dobrą wiadomość. Anderson .Paak zabrał się ostatnio za odkrywanie pełną parą. Przede wszystkim ujawnił kilka szczegółów odnośnie do nadchodzącego Oxnard. W związku z tym, że do premiery materiału zostało już w zasadzie kilka dni, artysta postanowił podzielić się listą utworów. Co więcej, obok tytułów pojawił się spis gościnnych występów, który wygląda naprawdę imponująco. Dr. Dre, Q Tip i Snoop Dogg to tylko wierzchołek góry lodowej. Kompletny spis utworów znajdziecie pod spodem.

Poza tym, .Paak odkrył również kilka sekretów w najnowszym klipie do „Tints” z Kendrickiem Lamarem. Trzeba przyznać, że numer zyskał ciekawą interpretację. Jeśli chcecie zobaczyć, jak panowie bawią się, gdy nikt nie widzi, zapraszamy do sprawdzenia klipu.

Spis utworów:

1. „The Chase” ft. Kadhja Bonet
2. „Headlow” ft. Norelle
3. „Tints” ft. Kendrick Lamar
4. „Who R U?”
5. „Six Summers”
6. „Saviers Road”
7. „Smile/Petty”
8. „Mansa Musa” ft. Dr. Dre and Cocoa Sarai
9. „Brother’s Keeper” ft. Pusha T
10. „Anywhere” ft. Snoop Dogg, The Last Artful, Dodgr
11. „Trippy” ft. J. Cole
12. „Cheers” ft. Q Tip
13. „Sweet Chick” ft. BJ The Chicago Kid – Bonus Track
14. „Left to Right” – Bonus Track

Anderson .Paak i Kendrick Lamar przyciemniają szyby funkiem

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że Oxnard to jeden z najbardziej oczekiwanych obecnie krążków. Anderson .Paak kazał nam długo czekać na nowości, a po ciszy w 2017 roku w końcu zaczął prezentować efekty swojej pracy. Pierwszym singlem z nadchodzącej płyty było „Bubblin”, a teraz doczekaliśmy się prawdziwej bomby w postaci „Tints”. Paak postanowił zaczerpnąć inspiracji z rodzinnej Kalifornii i uraczył nas funkowym i słonecznym trackiem. Do spółki zgarnął Kendricka Lamara, który niejednokrotnie pokazywał, że sprawdza się na tego typu produkcjach.

Kiedy ukaże się następca Malibu? Tego jeszcze nie wiemy, jednak z tygodnia na tydzień w sieci pojawia się coraz więcej informacji na ten temat. O tym, że nad postprodukcją czuwał sam Dr Dre, pisaliśmy już jakiś czas temu. Ponoć przy pracy nad projektem udzielali się również J. Cole oraz Pusha T. Pozostaje nam tylko czekać na ogłoszenie oficjalnej daty premiery, co mamy nadzieję, nastąpi już niebawem.

Wypłynęły odrzuty z good kid, m.A.A.d city Kendricka

Miła niedziela! W internecie pojawiły się odrzuty z albumu good kid, m.A.A.d city (najprawdopodobniej), w formie EP-ki. Wśród utworów znalazły się numery nagrane głównie z pozostałymi reprezentantami labelu Top Dawg. Perełką jest kawałek z Busta Rhymes’em i samplowanym Michaelem Jacksonem z „I’ll Be There” pt. „Look over your Shoulders”. Nie wiadomo czy był to wyciek kontrolowany, czy też nie, ale i tak się cieszymy, że możemy usłyszeć vibe bad kid, chill city.

Kendrick Lamar zakończył prace nad nowym albumem?

Czyżby nowy album od Kendricka Lamara, miałby trafić do nas jeszcze w tym roku? Podczas instagramowej transmisji na żywo, jaka miała miejsce w studiu wytwórni TDE, jeden z artystów tego labelu, czyli Isaiah Rashad, pochwalił się nieco tym, jakich rzeczy z ich obozu oczekiwać możemy w niedalekiej przyszłości. O tym, że swój nowy album na ukończeniu ma ScHoolboy Q, mówiło się od jakiegoś czasu. SZA pomimo plotek związanych z rzekomym zakończeniem kariery, również pracuje nad nowymi rzeczami. Największe zamieszanie narobiły jednak słowa o tym, że Anthony „Top Dawg” Tiffith, puścił raperowi, cały, skończony już podobno krążek Kendricka Lamara. Nagrodzony nagrodą Pulitzera artysta pojawiał się ostatnio w serialu Power, wyprodukował ścieżkę dźwiękową do filmu Black Panther oraz zagrał sporą ilość koncertów, ale wszystko wskazuje na to, że znalazł również czas na pracę nad nowymi rzeczami. Nagranie ze studia zobaczyć możecie poniżej, a nam nie pozostaje nic innego, jak wypatrywać kolejnych newsów o następcy świetnie przyjętego Damn.