kendrick lamar

Recenzja: Kendrick Lamar DAMN.

Kendrick Lamar

DAMN.(2017)

Aftermath/Interscope/TDE

„Mówię o strachu, strachu o utratę kreatywności” — przyznaje Kendrick Lamar w ostatniej zwrotce „FEAR.”, najdłuższego i być może najbardziej ambitnego utworu na płycie. Zwrotka stanowi podsumowanie trzech wcześniejszych, porozrzucanych po życiorysie rapera sytuacji odnoszących się do zmieniającej się wraz z wiekiem koncepcji strachu. Jednocześnie dokładnie ta sama zwrotka rozpościera pajęczynę połączeń między motywami poruszonymi w prawie wszystkich pozostałych piosenkach zawartych na DAMN.. Czy można się jeszcze w ogóle dziwić, że 29-latek z Compton traktuje kreatywność jak największą z cnót?

Czwarty pełnoprawny krążek rapera to muzyczne antypody jazzująco-funkującego To Pimp a Butterfly. Dbałość o korzenie hip hopu, aranżacje oparte na żywych instrumentach zastąpione zostały letnio-chłodnymi synthami i obrobionymi do granic możliwości samplami wokalnymi, na jaw wyszedł romans z rasowym trapem i pop rapem ogólnie. DAMN. porzuca znane z najważniejszych albumów rapera przywiązanie do wyraźnej narracji czy meta-narracji. Nie mówię, że brakuje tutaj konceptu — wręcz zauważyłem jego istnienie akapit wcześniej — ale jest on tym razem subtelny i wolny do interpretacji zależnej od wymagań słuchacza (w końcu niektórzy bardziej dociekliwi wywróżyli z niego zapowiedź kolejnej płyty, która miała się ukazać w Wielką Niedzielę). Treść nie dyktuje formy, przez co materiał sprawia wrażenie pierwszego „normalnego” albumu K-Dota. Wiecie, takiego z miejscem na coś dla wiernego fana, na coś dla ulicy, na współczesny banger dla dobrych chłopaków, ładną radiową piosenkę dla ich dziewczyn, i tak dalej.

Chociaż powyższe brzmi jak koszmar fana poprzednich płyt Kendricka, sprawdza się jak należy. MC doskonale radzi sobie na subbasowo-trapowym monstrum od Mike’a Willa („DNA.”), zawstydzając konkurencję lecącą pod podobne podkłady na porządku dziennym. „LOYALTY”. z Rihanną prawdopodobnie zamęczy nas swoją radiową rotacją w trakcie najbliższego lata, a ja obiecałem sobie nie mieć nic przeciwko temu, bo to jeden z najlepiej napisanych ostatnio śpiewano-rapowanych duetów. Nawet gościnny występ podupadłych gigantów z U2, którego zapowiedź bardziej wystraszyła niż zachwyciła opinię publiczną, okazał się zaskakująco zjadliwy i taktowny.

Chociaż klimatycznie album jest dowodem na przyjęcie przez Lamara zdefiniowanego dekadę temu przez Kanyego Westa „stadium status”, w przypadku tekstów nie doszło do radykalnych zmian i wciąż jest wspaniale. Krótko mówiąc, DAMN. wyważa do tej pory znane u rapera introspektywne i społecznościowe wątki, a dodatkowo sięga po odważne religijne analogie. Podobieństw do losów afroamerykańskiego społeczeństwa doszukuje się w Piątej Księdze Mojżeszowej, a swoje cierpienia porównuje do losów Hioba. Ocenę trafności tych spostrzeżeń pozostawię teologom i filozofom, pozostaje zatem pochwalić momenty, w których jego bezwzględny liryczny skill jest niewątpliwy — tak jak we wspomnianym na początku „FEAR.”. Albo w „DUCKWORTH.”, gdzie możemy usłyszeć niewiarygodną anegdotę z życiorysu ojca rapera — historia sama w sobie robi wrażenie, ale narratorski talent Kendricka czyni ją jeszcze bardziej nośną i spektakularną. „XXX.” to kolejny przykład tego, jak Kenny umie zabrać się za pewien problem (w tym przypadku powszechny dostęp do broni w Stanach) i przedstawić obie strony medalu, pozostawiając nas oszołomionych mocą argumentów płynących z jednej jak i z drugiej strony. W ramach rozluźnienia atmosfery, od czasu do czasu skupia się najzwyczajniej w świecie na celebracji swojej pozycji w rap grze — aczkolwiek z lekką goryczą wywołaną niezrozumieniem materiału przez pewne oporne środowiska. Geraldo Rivera, nie pozdrawiamy.

Przekazywane przez rapera treści nieraz skutecznie podkreślane są w warstwie brzmieniowej. Nieustające manipulacje z pitchem w „PRIDE.” korespondują z motywem ludzkiej niedoskonałości, a odwrócone bębny w „LUST.” odnoszą się do problemu zapętlania się codziennego życia rodem z Dnia Świstaka. Takie niuanse świetnie funkcjonowały już na good kid, m.A.A.d city, zgadza się. Najwyższa jednak pora szczerze docenić ciężką pracę Dereka ‚MixedbyAli’ Aliego. Wieloletni współpracownik Kendricka (jak i całej wytwórni Top Dawg), wywiązując się z kolejnych rzucanych przez rapera wyzwań, dojrzewa do miana jednego z najważniejszych inżynierów dźwięku w historii hip hopu. Właśnie jemu dedykuję ten akapit.

Jest jednak pewien moment na płycie, który budzi uzasadniony niesmak — może i największy w całej twórczości Lamara. Mówię o „LOVE.” Pomimo przyjemnego w ostatecznym rozrachunku tonu, track brzmi trochę jakby jakiś świeżak znikąd próbował wybić się utworem napisanym w stylu Drake’a. Uwydatnienie wersów melodyjnym flow nie wyszło zbyt oryginalnie, a sam tekst piosenki jest (jak na Kendricka!) szokująco jednowymiarowy — aż trudno mi w to uwierzyć, że tak bogate w znaczenia hasło zostało potraktowane tutaj w tak banalny sposób. Poza tym jednym, umiarkowanie uciążliwym zgrzytem DAMN. jest po prostu kolejnym równie ważnym materiałem na koncie reprezentanta Compton. Internauci kłócący się już w tej chwili o to, który z albumów jest numerem jeden tylko potwierdzają, że wszystkie z nich jakościowo leżą na tej samej półce, a różnice w odbiorze rozbijają się o gusta słuchaczy. Po premierze DAMN. znany hiphopowy radiowiec Peter Rosenberg przyznał, że według niego Kendrick Lamar już w tym momencie zasługuje na tytuł najlepszego rapera wszech czasów. Nie wiem, czy jestem już gotów mu przytaknąć, ale CHOLERA., wszystko jest na dobrej drodze ku temu.

Nowy teledysk: Kendrick Lamar „DNA.”

DAMN. już hula w głośnikach. Co prawda, nie doczekaliśmy się drugiego albumu Kendricka w zeszłą niedzielę, ale dokładnie wczoraj ukazał się za to klip do „DNA.” Pojawia się w nim aktor Don Cheadle, a że mam do niego słabość, to tym lepiej mi się ogląda ten obraz. W pierwszej części Cheadle gra detektywa przesłuchującego Kendricka. W pewnym momencie zostaje porażony czymś co wypływa z wykrywacza kłamstw i można powiedzieć, że staje się drugim Kendrickiem. Nagle obydwaj zaczynają rapować wersy z kawałka, dając naprawdę ciekawy popis, a Cheadle jako raper wypada naprawdę przekonująco. Druga część to już Kendrick z ziomkami na ulicy, pokazujący, że rap gra należy do nich. Trzeba pogratulować, bo całość została zrobiona naprawdę pomysłowo.

#FridayRoundup: Kendrick Lamar, Talib Kweli & Styles P, Little Dragon i inni

Spokojnie, ie zostawimy Was samych sobie w te święta. Jak co piątek mamy klasycznie garść nowych wydawnictw, które z pewnością umilą Wam weekend wielkanocny. O Kendricku pewnie już słyszeliście i czytaliście bardzo wiele przez ostatni tydzień — w razie czego zaległość możecie nadrobić poniżej — ale dzisiaj odbyło się także kilka innych ciekawych premier — także hiphopowych. Wspólny album wydali właśnie Talib Kweli i Styles P., do 37 Komnaty powracają w soulowym sosie El Michels Affair, na legalu debiutuje Playboi Carti, a Spoek Mathambo zapewnia nietuzinkową fuzję rapu, elektroniki i afrykańskich brzmień. Z muzyką elektroniczną po drodze także Little Dragon i Actress, a tym, którzy łakną trapu w spektakularnej gwiazdorskiej odsłonie, polecamy soundtrack do najnowszej części Szybkich i wściekłych.


DAMN.

Kendrick Lamar

Top Dawg Entertainment

CHOLERA. Król powraca. Po lekko gorzkawej do przełknięcia tygodniowej obsuwie doczekaliśmy się premiery następcy wybitnego To Pimp a Butterfly. Celowo to podkreślam, gdyż Kendrick Lamar jakby drażni się z miłośnikami albumu z 2015 roku. Bo singiel zupełnie w innym stylu. Bo Rihanna i jakieś leśne dziady z Irlandii na gościnnych występach zamiast Bilala i Thundercata. Bo okładka przypomina nam o tej gorszej stronie hip hopu lat dziewięćdziesiątych. Ja tymczasem jestem spokojny, to w końcu K-Dot moi drodzy. Tak w ogóle to LeBron już słuchał i wyglądał na ukontentowanego. — Chojny


The Seven

Talib Kweli & Styles P

Javotti Media / 3D

Wiadomo nie od dziś, że Talib Kweli i Styles P lubią ze sobą współpracować. Wystarczy tylko wspomnieć „Thrill Is Gone” z płyty Statik Selektah i od razu wiadomo o co chodzi. Wspólny materiał obydwu panów wydawał się tylko kwestią czasu, a już od co najmniej dwóch miesięcy zapowiadana była nagrana przez nich epka. Seven, jak sam tytuł wskazuje, składa się z siedmiu numerów, a gościnnie udzielają się między innymi Jadakiss, Sheek Louch, Common czy Rapsody, ale też podopieczny Kweliego NIKO IS. Obawiam się tylko bitów i to nawet nie ze względu na gust Kweliego, ale dlatego, że Styles nigdy nie miał do nich szczęścia i to właśnie produkcja była zawsze słabą stroną jego płyt. W każdym razie lirycznie nigdy nie zawodzili, więc na pewno warto sprawdzić, co przygotowali. — Dill


Return to the 37th Chamber

El Michels Affair

Big Crown Records

Dawno temu, a dokładnie to 12 lat temu nowojorski zespół El Michels Affair wydał Sounding Out The City — album potwierdzający że na muzycznej mapie XXI wieku wciąż znajduje się miejsce dla dostojnego, instrumentalnego soulu. O wiele głośniej o chłopakach zrobiło się jednak kilka lat później wraz z premierą Enter The 37th Chamber, konceptualnego projektu złożonego z coverów piosenek Wu Tang Clanu i wywodzących się z niego solistów. Album, który chcielibyśmy dziś polecić, to właśnie bezpośrednia kontynuacja tego shaolińskiego materiału. W trakcie powrotu do Trzydziestej Siódmej Komnaty będą wam towarzyszyć również goście specjalni — Lee Fields oraz Lady Wray. — Chojny


Season High

Little Dragon

Loma Vista Recordings

Szwedzki zespół Little Dragon już od kilku lat dostarcza nam znakomitą mieszankę popu, elektroniki oraz downtempo. Na swoim piątym albumie zatytułowanym Season High, którego produkcją zajął się James Ford, znany ze współpracy z Arctic Monkeys, Florence and the Machine czy ostatnio Depeche Mode, eksplorują kilka różych muzycznych kliamtów, które w założeniu albumu mają być ucieczką od ich szarego i deszczowego miasta, jakim opisują swój rodzinny Göteborg. Wyglądamy przez okno i jest całkiem podobnie. Pora więc odpalić album i oddalić się gdzieś dalej. — efdote


The Fate of the Furious: The Album

Various Artists

Artist Partner Group

Cokolwiek sądzicie o serii filmów Szybcy i wściekli, trzeba oddać twórcom to, że są całkiem konsekwentni — także muzycznie. A publiczność tę konsekwencję docenia i konsekwentnie chodzi do kina i słucha kolejnych soundtracków, które zawsze wypełniają oryginalne kompozycje świeżych nazwisk na rapowej scenie. Tym razem do usłyszenia m.i.n. Young Thug, 2 Chainz, Wiz Khalifa, Lil Uzi Vert, Migos, Travis Scott, G-Eazy, Kehlani, Kevin Gates, Lil Yachty, Jeremih czy Ty Dolla Sign. No i oczywiście Pitbull. Bo jak to tak bez Pitbulla? — Kurtek


Playboi Carti

Playboi Carti

Interscope

Po głośnym mikstejpie In Abundance Playboia Cartiego okrzyknięto traprapową nadzieją tego roku. Dziś wraz z oficjalnym długogrającym debiutem rapera jest okazja, by te oczekiwania skonfrontować z rzeczywistością. Stosowna odtrutka, dla wszystkich tych, którzy nie czekali na Kendricka. — Kurtek


Mzansi Beat Code

Spoek Mathambo

Nthato Mokgata

Takiej mieszanki nie słyszeliśmy już dawno. Na najnowszym, piątym już albumie pochodzący z Południowej Afryki. Producent i raper — Spoek Mathambo zabiera nas w niesamowitą podróż, na której mieszają się zarówno języki oraz gatunki muzyczne. House, hip-hop, elektronika oraz afrykańskie rytmy żyją tu w symbiozie, tworząc niesamowity krążek, mogący namieszać zarówno w klubach, jak i przynieść niesamowitą przyjemność i relaks w domowym zaciszu Zaprezentowano tu przy okazji niezły przekrój artystów z regionu, który nam znany jest głównie swojej nie łatwej przeszłości, a przez tak wybitne projekty, jak ten i za sprawą niezwykle zdolnych ludzi, jakimi są bez wątpienia pojawiające się tu postacie, może przybliżyć światu również swoje muzyczne oblicze. — efdote


AZD

Actress

Ninja Tune

Po trzyletniej przerwie wydawniczej urozmaiconej jedynie skromną EP-ką z remiksami utworu „Bird Matrix”, Actress powraca z piątym w swoim katalogu albumem długogrającym AZD. Jest to drugi po „Ghettoville” z 2014 roku materiał wydany we współpracy z brytyjską oficyną Ninja Tune. AZD to kolejna cegiełka do bunkru nostalgii Actressa, która jest jednym z fundamentów jego twórczości; jednakże w tym przypadku Darren Cunningham pokusił się o bardziej futurystyczne rozwiązania brzmieniowe i troszkę inaczej niż zwykle zdefiniował estetykę szumu i hałasu swojego albumu. — Mleczny


Odsłuch: Kendrick Lamar DAMN.

CHOLERA. Król powraca. Po lekko gorzkawej do przełknięcia tygodniowej obsuwie doczekaliśmy się premiery następcy wybitnego To Pimp a Butterfly. Celowo to podkreślam, gdyż Kendrick Lamar jakby drażni się z miłośnikami albumu z 2015 roku. Bo singiel zupełnie w innym stylu. Bo Rihanna i jakieś leśne dziady z Irlandii na gościnnych występach zamiast Bilala i Thundercata. Bo okładka przypomina nam o tej gorszej stronie hip hopu lat dziewięćdziesiątych. Ja tymczasem jestem spokojny, to w końcu K-Dot moi drodzy. Tak w ogóle to LeBron już słuchał i wyglądał na ukontentowanego.

Kendrick Lamar ujawnia okładkę, tytuł i tracklistę nowego albumu!

Znamy jeszcze więcej szczegółów dotyczących nowego albumu Kendricka Lamara. Na razie wiadomo było, że składać się będzie z czternastu utworów, w tym z singlowego „HUMBLE.” Poza tym poznaliśmy też producentów materiału. Za bity będą odpowiedzialni między innymi Sounwave, DJ Dahi, Mike WiLL-Made It, Alchemist i 9th Wonder. Od dzisiaj wiemy, że album będzie nosić tytuł DAMN. Udostępnione zostały także tytuły wszystkich kawałków. Dla części fanów, która śledziła wszystkie możliwe tracklisty na sieci, a w sumie było ich trzy, część informacji nie jest nowością, bo na przykład taki tytuł jak „DNA.” pojawił się na jednej z nich. Gościnnie na krążku udzielają się Rihanna i U2, ale można się spodziewać, że udział legendarnego rockowego zespołu sprowadza się do użycia sampla z jednego z ich utworów, albo po prostu wykorzystania fragmentu ich tekstu, ale poczekamy, posłuchamy. W końcu Elton John rzeczywiście grał na pianinie w „Solid Wall of Sound” ATCQ. Ujawniona została też okładka i nie oszukujmy się — nie wygląda ona zbyt ciekawie. Zwalcie to na narzekanie, ale lepszym pomysłem było czarne tło, które pojawiło się na początku, zanim znaliśmy jeszcze jakiekolwiek informacje o wydawnictwie. W przypadku płyt Kendricka liczy się jednak ich zawartość, a tą poznamy już w najbliższy piątek.

1. „BLOOD.”
2. „DNA.”
3. „YAH.”
4. „ELEMENT.”
5. „FEEL.”
6. „LOYALTY.” (feat. Rihanna)
7. „PRIDE.”
8. „HUMBLE.”
9. „LUST.”
10. „LOVE.”
11. „XXX.” (feat. U2)
12. „FEAR.”
13. „GOD.”
14. „DUCKWORTH.”

Nowy longplay Kendricka Lamara jednak dopiero za tydzień

Jeszcze wczoraj w napięciu wypatrywaliśmy informacji o być może zapowiedzianej na dzisiaj premierze nowego krążka Kendricka Lamara. Po dwóch obiecujących singlach „The Heart Pt. 4” i zilustrowanym teledyskiem „Humble.” w sieci pojawiły się przecieki, że kolejny element Kendrickowej układanki pojawi się w sieci już dziś i że najpewniej będzie to już cały album. Album natomiast ukaże się dopiero (albo już!) za tydzień — 14 kwietnia. Taka data pojawiła się przy wypuszczonym dzisiaj iTunesowym preorderze. Album to zresztą słowo adekwatne o tyle, że na tę chwilę rzecz zatytułowana jest nomen omen — ALBUM. Na krążku znajdzie się 14 utworów, w tym wspomniane „Humble”. Z kolei „The Heart” nie zostało zaznaczone na iTunesowej trackliście. Tytuły pozostałych 13 kompozycji nie są jeszcze znane, ale z zamieszczonych liner notes wynika, że wśród współpracowników Lamara znaleźli się tym razem U2, BadBadNotGood, DJ Dahi, the Alchemist, 9th Wonder, Mike Will-Made It (odpowiedzialny za produkcję „Humble.”) i prawdopodobnie James Blake. Co by nie mówić, na pewno będzie ciekawie!

Nowy teledysk: Travis Scott feat. Kendrick Lamar „Goosebumps”

Oczywisty hajlajt zeszłorocznego Bird in the Trap Sing McKnight doczekał się nieoczywistego teledysku. Zanim nadto się nakręcicie, mamy kubeł zimnej wody. Klip został wydany jako ekskluzywny materiał dla Apple Music i w całości mogą obejrzeć go tylko użytkownicy platformy (klikając o tutaj). Dla pozostałych nieszczęśników serwis przygotował minutowy preview akcentujący psychodeliczną fantasmagorię wypełniającą świat klipu „Goosebumps”. Tym, którzy mają niedosyt, a nie mają za to Apple Music, polecamy Travisa Scotta wykonującego numer na żywo u Jimmiego Kimmela oraz utrzymany w bardzo podobnym stylu klip do „Party Monster” The Weeknd.

Nowy teledysk: Kendrick Lamar „Humble.”

Kilka dni temu ukazała się czwarta część z serii „The Heart” Kendricka Lamara, a w niej Kendrick rapował „Y’all got ’til April the 7th to get y’all shit together”, sprawiając że wszyscy czekają na jego nowy album z zapartym tchem. Chwilę później na sieci pojawiła się tracklista czegoś, co wyglądało właśnie jak potencjalny nowy krążek rapera z Compton. Natomiast wczoraj Mike Will Made It i wiceszef TDE Enertainment jeszcze bardziej podgrzali atmosferę na swoich twitterach. Dali znać, że coś tego dnia będzie się dziać, no i zadziało się. Mamy klip do prawdopodobnego pierwszego singla z płyty, zatytułowanego „Humble” i prawdopodobną okładkę płyty o tym samym tytule. Tylko, że numer nie brzmi w ogóle jak coś czego można by się po Kendricku spodziewać. Mocno trapowy klimat, bardzo prosty bit, więc jeśli ktoś liczył na kontynuację brzmienia z How To Pimp a Butterfly, więcej, jeśli ktoś liczył na powrót do tego co było na good kid, m.A.A.d. city, może się bardzo zdziwić. Ale okładka i też sam klip (ciekawy pomysł z ostatnią wieczerzą i jeszcze ten ogień wylatujący z głowy) w pewnym sensie chyba pokazują jaki może być temat przewodni wydawnictwa. W jednym z ostatnich wywiadów Kendrick mówił dużo o koncentrowaniu się na Bogu, więc zapewne ten temat znajdzie odzwierciedlenie w jego twórczości.

Możliwa tracklista nowego albumu Kendricka Lamara pojawiła się w sieci

Tajemnicza grafika z rzymską czwórką na Instagramie Kendricka Lamara okazała się być zapowiedzią „The Heart Part 4”, czwartej części z serii numerów, które raper z Compton co jakiś czas wypuszcza. W jednym z wersów na końcu kawałka Kendrick rapuje „Y’all got til April the 7th to get your shit together.” To dało do myślenia, że być może mamy do czynienia z zapowiedzią nowego albumu rapera, co też może dodatkowo tłumaczyć pojawienie się w sieci wspomnianej czwórki. Dodam tylko, że dziwne wydaje się usunięcie wszystkiego ze swojego Instagrama i zostawienie tej jednej grafiki. Kto by to robił dla jednego kawałka? Teraz obraz z grafiką zniknął i konto jest zupełnie puste, więc być może szykuje się podstawy do promocji nowego materiału. Jeszcze więcej spekulacji dostarcza potencjalna tracklista nowej płyty, która pojawiła się na koncie jednego z użytkowników serwisu Pastebin. Powiem tak, jeżeli jest rzeczywiście oficjalna to przynajmniej na papierze mamy do czynienia z jedną z płyt roku. Produkcja między innymi Terrace Martin, LoveDragon (duet tego pierwszego z Josefem Leimbergiem), Sounwave, Thundercat, Kanye West, Taz Arnold (SA-RA Creative Partners), Flying Lotus, Mono/Poly. Do tego gościnne udziały Andre 3000, Andersona .Paaka, Q-Tipa, D’Angelo czy Bilala. To wszystko wygląda jak album marzenie. Zbyt piękne by było prawdziwe? Prawdopodobnie dowiemy się już siódmego kwietnia.

1. „Purple Hibiscus” (prod. Sounwave & Terrace Martin) – 08:45
2. „Counterfeit” (prod. Rahki & Taz Arnold) – 03:26
3. „Trust Everyone” (prod. DJ Dahi, Terrace Martin & Thundercat) – 06:04
4. „Delusional (Like You Haven’t)” (feat. Anderson .Paak & Anna Wise) (prod. Sounwave) – 04:01
5. „Product” (feat. Andre Benjamin) (prod. Kanye West & Taz Arnold) – 04:11
6. „Richard Nixon” (prod. LoveDragon) – 05:35
7. „None of Your Business” (feat. Anna Wise, Kanye West, & Q-Tip) (prod. DJ Dahi, Kanye West & Sounwave) – 04:52
8. „Double Standards” (prod. LoveDragon & Rahki) – 03:50
9. „If You Had Me, You Lost Me” (Interlude) (prod. Flying Lotus & Mono/Poly) – 02:00
10. „Commercialized, Failed Experiments” (prod. Alchemist, Cardo & Swizz Beatz) – 04:43
11. „Ten Steps” (feat. Bilal, D’Angelo, & Thundercat) (prod. Sounwave & Terrace Martin) – 04:59
12. „Paranoia, Is Love Stronger Than Death?” (prod. K.L. & LoveDragon) – 12:36
13. „Rest in Paradise” (Interlude) (prod. Terrace Martin) – 02:21
14. „Swim with the Fishes (God Said)” (prod. Sounwave & Terrace Martin) – 07:09

Kendrick Lamar prezentuje nowy singiel zatytułowany “The Heart pt.4“

Kendrick Lamar wywołał wczoraj wielką sensację i całą lawinę spekulacji, czyszcząc swoje konto na instagramie i umieszczając tam jedynie zdjęcie przedstawiające rzymską czwórkę. Internet momentalnie oszalał, a niektórzy optymiści twierdzili nawet, że nowy krążek ukaże się już dzisiaj. Tę samą grafikę umieścił na swoim koncie The Alchemist, co ostudziło niektóre oczekiwania co do pełnego albumu rapera i to właśnie był odpowiedni trop. Dzisiejszego ranka otrzymaliśmy bowiem singiel zatytułowany “The Heart pt.4“, na którym obok wspomnianego kalifornijskiego beatmakera, do produkcji przyczynili się również DJ Dahi, Syk Sense oraz AxlFolie. Utwór kończy się wersem: “y’all got until April the 7th to get your shit together.”, co prawdopodobnie oznacza, że K. Dot podaruje nam swój nowy krążek, na którym skupić ma się podobno głównie na Bogu, już w kwietniu. Trzymamy kciuki!

Ostatni album kultowego A Tribe Called Quest dostępny do odsłuchu!

Od momentu, kiedy pierwsze informacje na temat tego wydawnictwa trafiły do sieci, przez wszystkie kolejne etapy promocji ujawniające tytuł, gości, okładkę, tracklistę, ale przede wszystkim wkład, jaki Phife Dawg miał w nagrania tego krążka, żyliśmy w ogromnej niepewności. Mając ogromne oczekiwania, ale jednocześnie obawiając się, żeby tak kultowy zespół nie poszedł przypadkiem na żadne kompromisy i dostosowując swoje charakterystyczne brzmienie do wymagań dzisiejszych słuchaczy, nie stracił w oczach ich wieloletnich fanów. Na szczęście tak się nie stało. Macie przed sobą album godnie zamykający pewien ważny rozdział. Brzmiący jak za starych dobrych czasów, z charakterystycznym vibem i pogodnymi nawijkami gospodarzy, jak i zaproszonych gości, wśród których znaleźli się m.in. Busta Rhymes, André 3000, Talib Kweli, Anderson .Paak czy Kendrick Lamar. Odpalajcie to wyjątkowe dzieło, mając jednocześnie świadomość, że jest to ważny dzień dla hip-hopu, jak i całej ogólnie pojmowanej muzyki.

Sudan Archives intryguje swoją wersją „King Kunta” Kendricka Lamara

Wygląda na to, że do listy obserwowanych bacznie nowych talentów, należy czym prędzej dopisać sobie zamieszkującą Cincinnati, 22-letnią artystkę podpisującą się jako Sudan Archives. Czym wyróżnia się spośród wielu innych pojawiających się ciągle wykonawców? Jej wyjątkowość polega na połączeniu świetnego wokalu, z równie znakomitą umiejętnością gry na skrzypcach. Nie są jej obce też żadne nowinki techniczne, więc miesza to wszystko w najlepsze, używając looperów oraz innych elektronicznych przeszkadzajek, tworząc swoją własną wizję nowoczesnej muzyki, oddając jednocześnie szacunek afrykańskim korzeniom. Już wkrótce może być o niej jeszcze głośniej, gdyż pod swoje skrzydła przygarnęła ją lubiąca oryginalne podejście do tworzenia, legendarna Stones Throw Records. Czekamy więc na efekty, a tymczasem sprawdźcie świeżutki cover utworu Kendricka Lamara „King Kunta” przerobionego na „Queen Kunta”.

Mary J. Blige i Kendrick Lamar coverują Bruce’a Springsteena

mary-j-blige-american-skin-bruce-springsteen-cover-kendrick-lamar-copy

Pamiętacie ten dziwny moment podczas wywiadu Mary J. Blige z Hillary Clinton? Ten, w którym Mary nagle zaczęła śpiewać i nikt nie wiedział o co chodzi? To był cover „American Skin (41 Shots)” Bruce’a Springsteena. W oryginale piosenka była inspirowana zastrzeleniem gwinejskiego uchodźcy do Stanów Zjednoczonych — zastrzelonego przez amerykańską policję Amadou Diallo. Okazało się, że Mary wypuściła wersję studyjną swojej interpretacji tego utworu, a trzy grosze dołożył również Kendrick Lamar dogrywając zwrotkę. Warto sprawdzić.

Epicki wywiad: King Kendrick przepytany przez Ricka Rubina

kendrick-lamar-gq-style-1

Magazyn GQ Style świętuje w tym roku swoje pierwszy świąteczne wydanie w dość huczny sposób. Po pierwsze — na okładce nowego wydania zobaczyć można Kendricka Lamara w wartym $3 000 futrze od Michaela Korsa, a pozostałe zdjęcia z ekskluzywnej sesji to podstawa do osobnej dyskusji. Raper przedstawiony został w sposób, w jaki jeszcze nikt go nigdy nie postrzegał. Wisienką na torcie jest 50-minutowy wywiad z Rickiem Rubinem, przeprowadzony w ogrodzie słynnego studio Shangri La Studios w Malibu, gdzie nagrywały największe gwiazdy muzyki. Kendrick odpowiadał na pytania między innymi o nowym albumie, swoich inspiracjach, dzieciństwie, procesie twórczym czy o Eminemie. Po zakończeniu rozmowy obaj panowie zabrali się za pracę w studiu. Czekamy z niecierpliwością na efekty, a tymczasem zachęcam do obejrzenia całości rozmowy. Można wiele wynieść z tego materiału.

Kendrick Lamar na Global Citizen Festival 2016 – fragmenty koncertu

Kendrick Lamar

Dwa dni temu w nowojorskim Central Parku odbył się Global Citizen Festival, czyli specjalny jednodniowy koncert, którego motywem przewodnim była walka z globalnym ubóstwem. Wśród zaproszonych wykonawców znalazły się takie gwiazdy, jak Rihanna, Metallica, Usher, czy Major Lazer. Jednym z headlinerów był także Kendrick Lamar i to właśnie pochodzący z Campton raper dał według wielu relacji najlepszy występ tamtego dnia. Podczas trwającego prawie godzinę koncertu K-Dot zagrał nie tylko numery z zeszłorocznego To Pimp a Butterfly, ale również z good.kid, m.A.A.d. city oraz wypuszczonego w marcu tego roku untitled unmastered. Poniżej możecie sprawdzić fragmenty tego występu.




Niezwykłe otwarcie BET Awards 2016 – Beyoncé i Kendrick Lamar

bet

Tegoroczne rozdanie nagród BET oprócz oczywistego tributu dla Prince’a i odbijającej się dalekim echem wypowiedzi Jessego Williamsa, zaskoczyło jeszcze jednym występem. Niezwykle mocne i zapadające w pamięć otwarcie wykonała Beyoncé utworem „Freedom”. Jak to na Bey przystało, show było z przytupem — woda, ogień, plemienne tańce, ale najbardziej niespodziewanym momentem wykonu było pojawienie się Kendricka Lamara, który zakończył utwór. Niech spadnie na mnie teraz hejt, ale — o ile Kendrick jest prawdziwy w swoim przekazie, o tyle Beyoncé raz była „biała”, teraz jest „czarna”, a jeszcze wcześniej zamykała usta tym, którym delikatnie podbierała piosenki. Niemniej jednak show było mocne, zapadające w pamięć, a wszystko, czego dotknie Amerykanka staje się zauważalne. Tak i w tym przypadku wołanie o wolność powinno zostać usłyszane.

Sounwave ujawnia creditsy do untitled unmastered.

kendrick-lamar-untitled-unmastered-album-review

No i wreszcie są creditsy do untitled unmastered. Szkoda w sumie, że tak późno bo płyta jest już dostępna od paru miesięcy, a te oficjalnie pojawiły się dopiero kilka dni temu. Zastanawiałem się po co skoro i tak były od dłuższego czasu dostępne na Wikipedii. Okazało się jednak, że wkradł się tam jeden błąd. „Untitled 8” wcale nie było, jak głosiła Wikipedia, wyprodukowane przez DJ’a Khalila, choć zdecydowanie brzmi jak coś co mogłoby wyjść od niego, a przez Thundercata do spółki z brainfeederowym producentem — Mono/Poly. Poza tym lista się nie różni i tak na przykład „Untitled 5” to dzieło Terrace’a Martina oraz samego Kendricka, a „Untitled 6” zostało wyprodukowane przez combo w postaci Adriana Younge’a i Ali Shaheeda Muhammada. Smaczkiem jest też udostępnienie listy muzyków udzielających się przy nagrywaniu poszczególnych numerów. Taz Arnold z SA-RA Creative Partners, który zresztą był obecny przy tworzeniu To Pimp a Butterfly, SZA, Bilal i Cee-Lo to tylko kilku z nich.

Nowy teledysk: Funkadelic feat. Kendrick Lamar, Ice Cube „Ain’t That Funkin’ Kinda Hard on You? (Remix)”

1456023039_ec6032f9337afb49a329e21cc28002b6

Po wielu zapowiedziach wideo do remiksu „Ain’t That Funkin’ Kinda Hard On You?” w końcu trafiło do sieci. Na futurystycznym teledysku Georga Clintona wspomagają kumple z Compton – Kendrick Lamar i Ice Cube. Luźny funkowy kawałek połączony z obrazem szalonej, kolorowej imprezy, charakterystycznym dla króla funku, stanowi świetną pozycję na wiosenny melanż. Sprawdźcie to!

Nowy teledysk: Bj The Chicago Kid feat. Kendrick Lamar „The New Cupid”

bj-the-chicago-kid-kendrick-lamar-the-new-cupid-video-1

Zarówno BJ The Chicago Kid jak i Kendrick Lamar przeżywają wyjątkowo owocny okres w swojej karierze. Efektem ich wspólnych starań jest utwór „The New Cupid”, który pojawił się na płycie In My Mind. Wczoraj zaprezentowano teledysk do tej piosenki. Na komicznym wideo pojawia się także Hannibal Buress. Koniecznie sprawdźcie!

Recenzja: Kendrick Lamar untitled unmastered

kendrick-lamar-untitled-unmastered-surprise-new-album-compressed1-compressed

Kendrick Lamar

untitled unmastered (2016)

Aftermath/Interscope/TDE

Dramat 28-latka z Compton: chciał wydać niezobowiązującą składankę z odrzutami, a krytycy wraz ze słuchaczami i tak padli na kolana, ogłaszając materiał jego kolejnym wybitnym dziełem, osiągnięciem współczesnego hip hopu.

Może trochę przesada z tym dziełem, ale faktycznie untitled unreleased nie pozwala sobie na zlekceważenie. Tak, jest to zestaw pozbawionych wspólnego szerszego kontekstu, dublujących poruszane wcześniej tematy, być może naprawdę niedopracowanych piosenek. W rzeczywistości twór ten faktycznie jest jednak w stanie ustać na własnych nogach, a nawet zauroczyć jakimś aspektem kogoś nie do końca usatysfakcjonowanego dopieszczonymi good kid, m.A.A.d cityTo Pimp A Butterfly.

Tamtych najlepiej słuchało się od deski do deski. Tutaj nie jest to obowiązkiem, a wręcz zachęcam do samodzielnego jauntowania po tej półgodzinnej sesji. Z boom-bapowej apokalipsy w „Untitled 1” prosto do inspirowanego p-funkiem „Untitled 8”. Po drodze zahaczyć o tętniącą lekką sambą odę do indywidualności („Untitled 6” z zupełnie niespodziewanym udziałem Cee Lo Greena), po czym włączyć „Untitled 3” i być jak „to przecież ten świetny występ z programu Colberta”! Albo „Untitled 2” znajdujące złoty środek między fascynacją jazzem, a strukturą współczesnego hiphopowego trap-bangera. Nie zapominając też o „Untitled 5” wywołującym tęsknotę za The Roots w ich szczytowej formie. Nie wiem jednak równie entuzjastyczne będą moje powroty do na przykład „Untitled 4” — przerywnika trochę nie zrozumiale umieszczonego na raptem półgodzinnym materiale. Podobna sytuacja z końcową partią „Untitled 3” — pozornie improwizowaną balladą będącą muzycznym meta-żartem z raczej niezbyt długim terminem ważności, jeśli chodzi o replay value.

Na untitled unmastered skutecznie polega się na swoich niewątpliwie mocnych momentach — czasem tak mocnych, że niewiarygodne jest dla nas stawianie ich w jednym zdaniu ze słowem „odrzut”. Paradoksalnie żaden z utworów nie wywołał u mnie jednak żalu związanego z nie-trafieniem na ten właściwy projekt z 2015 roku. Genialne To Pimp A Butterfly wciąż nie wymaga naprawy, a niewykorzystane wówczas podzespoły wcale nie zasłużyły na utonięcie w odmętach archiwalnego kurzu. Pozostaje tylko podziękować K-Dotowi, a także Le Bronowi Jamesowi, bez którego nacisków składak ten podobno nie ujrzałby w ogóle światła dziennego. Pimp Pimp Hurray!

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475