Wydarzenia

robert glasper

Recenzja: Common Black America Again

565646b92582d86f0446dc67906334c7-1000x1000x1

Common

Black America Again (2016)

Def Jam Recordings

Ostatnimi czasy czarni artyści nagrywają sporo protest albumów. Wystarczy przypomnieć wydane dwa lata temu Black Messiah D’Angelo, To Pimp a Butterfly Kendricka czy ostatnio A Seat at the Table Solange. Najnowsze dzieło Commona pięknie wpisuje się w tę konwencję i treściowo jest w pewnym sensie kontynuacją poprzedniego krążka.

Podczas gdy wydane przed dwoma laty Nobody’s Smiling koncentrowało się na przemocy wśród afroamerykańskiej społeczności Chicago, na nowej płycie Common patrzy na sytuację czarnej Ameryki z szerszej perspektywy. Wzbiera w nim złość i sprzeciw wobec tego, co obecnie dzieje się w Stanach — brutalności policji względem Afroamerykanów. Słyszymy przecież o tym w telewizji wyjątkowo często, a wydawałoby się, że skoro mamy XXI wiek, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Do tego widoczne nierówności ekonomiczne nawet wśród lepiej usytuowanych — „Maria Sharapova zarabia więcej niż Serena” i zakłamanie Hollywood — „Wsadziliście czarnego do Gwiezdnych wojen, może potrzebujecie dwóch. Wtedy, może wtedy byśmy wam uwierzyli”. Tak mocnego w przekazie Commona nie słyszałem dawno. To wersy z tytułowego utworu, w którym Stevie Wonder śpiewa o potrzebie napisania nowej historii czarnej Ameryki. Zresztą temat czarnej samoświadomości pojawia się w mniejszym lub większym natężeniu przez dużą część płyty, jak chociażby w „Pyramids” gdzie Common udowadnia, że mimo długiej obecności na scenie i pojawiania się na niej coraz to nowych zawodników, nie ma się czego wstydzić i swoimi umiejętnościami wciąż rozstawia raperów po kątach. Robi to z werwą, której brakuje wielu młodym gniewnym. Ale rapuje też o potrzebie pojawienia się na scenie czarnych generałów, którzy byliby swego rodzaju wzorem, odniesieniem dla słuchaczy. W zamykającym płytę „Letter to the Free” raz jeszcze odnosi się do brutalności policji i poddaje ostrej krytyce amerykański system penitencjarny — chociażby w wersach — „Niewolnictwo wciąż ma miejsce, sprawdź trzynastą poprawkę” albo „Nowy Jim Crow, zatrzymują nas, przeszukują, aresztują nasze dusze”.

Common angażuje się nie tylko społecznie, ale i politycznie. Za chwilę nastąpi koniec kadencji Baracka Obamy jako prezydenta Stanów Zjednoczonych, a krążek wyszedł na pięć dni przed wyborami, co można odebrać jako swoisty manifest. W „Letter to the Free” Com rapuje — „Chciałeś mnie zastrzelić swoim ray-gunem, teraz chcesz mnie zmylić”. Ten wers po polsku niewiele znaczy, ale jeśli odczyta się go po angielsku i umiejscowi w odpowiednim kontekście, zaczyna nabierać sensu. „Ray-gun” to odniesienie do Ronalda Reagana i jego polityki antynarkotykowej, przez działania której wielu czarnych Amerykanów zostało niesłusznie skazanych. „Zmylić kogoś” to tyle, co „to trump somebody”. Polityczny manifest objawia się też w „The Day Woman Took Over”, w którym raper ewidentnie pokazuje, który kandydat był mu bliższy. Pomijając jego polityczne zaangażowanie, piosenka o większej liczbie kobiet w polityce i życiu społecznym (co mogłoby poskutkować mniejszą agresją i większym otwarciem na drugiego człowieka) wydaje się całkiem sensownym konceptem. Common zawsze był świetnym bitewnym MC i wydaje się, że ten gniew, który w nim wzrastał był w pewnym sensie potrzebny, aby wydobyć z jego lirycznego arsenału to, co najlepsze. Oczywiście są też kawałki, gdzie nieco tonuje energię i zwraca się do płci przeciwnej, ale fakt pozostaje faktem — to najlepsza lirycznie płyta Commona od dawna, a przecież wiadomo, że nie zwykł schodzić z wysokiego poziomu na poprzednich.

Brzmieniowo Black America Again jest zawieszone gdzieś między Like Water For Chocolate, a Be. Słychać to na przykład w „Home”, które spokojnie mogłoby znaleźć się na drugiej z tych płyt. Zaś „A Bigger Picture Called Free” i przygrywająca w nim trąbka mocno kojarzy się z krążkiem z 2000 roku, na którym tak pięknie wybrzmiewały dźwięki grane przez Roya Hargrove’a. To wszystko nie dziwi. Za produkcję odpowiedzialny jest Karriem Riggins — beatmaker i bębniarz jazzowy, współpracujący z Commonem od 1997 roku, kiedy wydane zostało One Day It’ll All Make Sense. To właśnie Riggins odpowiadał za skomponowanie muzyki do drugiej i trzeciej części serii „Pop’s Rap” — utworów zamykających kilka poprzednich krążków, w których swoje trzy słowa mówił zmarły niedawno ojciec Commona. Zresztą doczekał się on tribute’u na tegorocznej płycie w postaci pięknego „Little Chicago Boy”. Common i Riggins współpracowali ze sobą także przy kilku innych okazjach, więc chemia między nimi jest niepodważalna i to słychać na Black America Again. Jeśli dodać do tego lekką pomoc Roberta Glaspera (to jego pianino słyszymy między innymi w tytułowym utworze) to już wiadomo, że taka mieszanka musiała dać coś wyjątkowego. Cieszy to, że akurat tutaj nastąpił powrót do takiego brzmienia po nowoczesnym, nieco odmładzającym sound chicagowskiego rapera Nobody’s Smiling. Społeczne i polityczne przesłanie nowego wydawnictwa koncentrujące się na sytuacji Afroamerykanów idealnie pasuje do bitów, w których da się usłyszeć domieszkę soulu, funku i jazzu.

Black America Again to najlepszy album Commona od dawna i wypowiadam się jako fan dwóch poprzednich. Raper lubi szukać muzycznych wyzwań, ale bardzo dobrze, że nowym dokonaniem nawiązał do tak lubianej przez fanów stylistyki. Do płyty z takim przesłaniem nie mógł wybrać lepiej. Poza tym jego pióro wciąż jest ostre i drzemiący w nim battle mc daje tutaj bardzo wyraziście o sobie znać. Zastanawiam się co z Rigginsem zaserwują w przyszłości, a podobno już pracują nad nowym materiałem. Oczywiście nie mogę się doczekać.

Common i premierowe numery prosto z Białego Domu

Człowiek chce uciec jak najdalej od polityki a tu nawet jedną z fajniejszych serii, czyli Tiny Desk Concert przenoszą z klimatycznego biura Boba Boilena, wprost do Białego Domu. Pisząc całkiem poważnie, odbywa się tam właśnie festiwal South By South Lawn gromadzący twórców, organizatorów, innowatorów i artystów, którzy poświęcają swoją energię na poprawienie jakości życia innych. Z tej okazji w ramach wspomnianej wyżej serii koncertów, wystąpił Common. Jakby tego było mało, otoczył się gromadą muzyków, wśród których znalazły się m.in takie postacie jak Robert Glasper, Bilal czy odpowiedzialny za brzmienie nadchodzącego albumu Karriem Riggins. To wciąż nie koniec atrakcji, gdyż ta zacna ekipa wykonała aż trzy premierowe utwory, które jeszcze bardziej zaostrzają apetyty na zbliżające się wydawnictwo.

Nowy teledysk: Common feat. Stevie Wonder „Black America Again”

Znamy już tytuł jedenastego w kolejności albumu Commona. Krążek Black America Again ukazać się ma jeszcze tej jesieni i jak wskazuje jego nazwa, będzie on bardziej niż mógł to wskazywać poprzedni singiel, zaangażowany w obecną sytuację społeczno-polityczną Stanów Zjednoczonych. Na potwierdzenie tego dostajemy kolejny numer wraz z klipem. Jest nim przejmujący utwór tytułowy, w którym wspomógł rapera prawdziwy dream team. Oprócz śpiewającego tu genialnego jak zawsze Steviego Wondera, przy produkcji udzielili się również Karriem Riggins, Robert Glasper oraz Esperanza Spalding, skrecze to dzieło J Rocka a dodatkowe wokale dograli Chuck D oraz Mc Lyte. Szykuje się naprawdę piękny krążek.

Robert Glasper zakłada nową grupę. Sprawdźcie z kim!

gettyimages_142156667-95077a3d8ff4dbcd234fd9ac27e3d07625bb2da9-s900-c85

Szykuje się prawdziwa bomba — Robert Glasper zakłada nowy zespół. Okazuje się, że nagrania w ramach Robert Glasper Experiment to dla utalentowanego pianisty za mało. W wywiadzie dla Complexa muzyk ujawnił, że szykuje się do nagrania materiału z Terracem Martinem i Jamesem Fauntleroyem! „Ja, James Fauntleroy i Terrace zakładamy grupę. Zamierzamy zrobić jakąś płytę albo epkę, coś w tym stylu. Spontanicznie zaczęliśmy nasze nagrywki jako Fauntleroy/Glasper/Terrace, po prostu jakieś pomysły. Terrace powiedział, ‚powinniśmy założyć grupę’ i ja odpowiedziałem ‚jestem za, zdecydowanie’.

Wszyscy panowie już ze sobą współpracowali przy okazji solówki Terrace’a Martina 3ChordFold, a sam Glasper dogrywał się przecież do To Pimp A Butterfly Kendricka, które muzycznie było nadzorowane przez tego pierwszego. Cóż pozostaje czekać na efekty, a znając dokonania całej trójki, jest na co.

Przypomnę tylko, że nowy krążek Robert Glasper Experiment — ArtScience ukazał się wczoraj. Jestem po pierwszych odsłuchach i ciężko się oderwać…

Nowy teledysk: Miles Davis, Robert Glasper feat. Erykah Badu „Maiysha (So Long)”

erykah-badu-robert-glasper-miles-davis-maiysha-so-long-video-0

Erykah Badu zawsze wydaje się taka spokojna i wyluzowana, ale w najnowszym teledysku do „Maiyshy” promującego Everything’s Beautiful Roberta Glaspera wygląda na nieźle wkurzoną. Na szczęście to tylko kreacja aktorska, ale widać prawdziwy talent bo jako Sarah Ballum wygląda bardzo sugestywnie. Zresztą sam Glasper jej nie ustępuje bo też świetnie wciela się w zdezorientowanego lidera zespołu. Ten klip to tak na prawdę nie klip tylko mini historia pokazująca dziewczynę, której nic dookoła się nie podoba. Sprawdźcie sami!

Recenzja: Miles Davis & Robert Glasper Everything’s Beautiful

CdHeTkVUYAAhOJb

Miles Davis & Robert Glasper

Everything’s Beautiful (2016)

Sony Music Entertainment

Na przestrzeni ostatnich miesięcy ukazały się dwa projekty związane z Milesem Davisem, za których ostateczny kształt odpowiadał Robert Glasper. Pierwszy był ścieżką dźwiękową do Miles Ahead, biograficznego filmu o Milesie w reżyserii Dona Cheadle’a, który zagrał w nim również główną rolę. Drugim zaś było Everything’s Beautiful, krążek który w założeniu miał być czymś w rodzaju hołdu dla legendarnego trębacza. Kiedy tak słucham tego drugiego albumu, nie bardzo wiem jak go ugryźć.

Nie jest to na pewno płyta jazzowa, więc jeśli ktoś spodziewał się coverów klasycznych kompozycji Davisa, ten może się zawieść. Nie jest to też ani klasyczne wydawnictwo solowe, jakkolwiek to pojęcie rozumieć, ani klasyczna płyta z remiksami. Właściwie nie wiadomo co to do końca jest, choć pewna myśl przewodnia jednak się pojawia — Glasper zaprosił do współpracy różnych artystów, którzy nagrali swoje piosenki, a każda z nich jest jakoś powiązana z Milesem Davisem. Przykładowo — „Violets” to kawałek z bitem opartym na samplu z „Blue in Green”, klasycznego już utworu znajdującego się na kultowym Kind of Blue, a „Maiysha” jest przeróbką kompozycji Davisa z 1974 roku. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że Robert Glasper, choć jest podpisany jako współtwórca, nie udziela się we wszystkich utworach na płycie. Próżno szukać go chociażby we wspomnianym „Violets”, „I’m Leaving You” czy „Right On Brotha”. Czyli jest, ale tak jakby go nie było. Po prostu wybrał drogę zarówno muzyka jak i koordynatora, producenta wykonawczego. Czy to dobrze? Według mnie pozostawia jednak pewien niedosyt, bo przecież mógłby dograć nawet jakieś drobne elementy w każdej kompozycji.

Nie do końca odpowiada mi też sama struktura kompilacji. Intro nie mogło dorobić się lepszego tytułu — „Talking Shit”. Jak dla mnie zdecydowanie za długie, a można by je pewnie łatwo skrócić do półtorej minuty. Poza tym brzmi bliźniaczo podobnie do następujących po nim, swoją drogą niezłych, dwóch utworów. Na szczęście chwilę później zaczyna być bardziej różnorodnie — hip-hop/soul przechodzi w bossa novę, ale nie oszukujmy się, „Maiysha” jest całkiem sympatycznym kawałkiem, jednak jak na utwór, w którym gościnnie udziela się Erykah Badu oczekiwałbym czegoś ponadprzeciętnego. Tu wszystko niby jest na swoim miejscu, ale brzmi tak jakbym już gdzieś to słyszał. Po prostu brak zaskoczenia.

Everything’s Beautiful rozkręca się tak naprawdę od drugiej połowy płyty. Sporą niespodzianką jest „Silence Is the Way” z gościnnym udziałem Laury Mvuli, która idealnie odnajduje się na oszczędnym bicie w stylu starego Dilli. Piękny eksperymentalny soul słychać w „Milestones” gdzie świetną robotę, zarówno wokalną jak i producencką, wykonała Georgia Anne Muldrow. To jest też jedyny utwór, w którym Robert Glasper gra na pianinie jazzową solówkę. Praktycznie cały album jest utrzymany w mocno „wieczornej” stylistyce, dlatego też miłą odmianą są dla mnie dwa ostatnie numery — żywiołowe funkowe „I’m Leaving You” (produkcja Black Milka) i deep houseowe „Right On Brotha” (tu na konsolecie DJ Spinna). Te dwa kawałki są wyjątkowe także z dwóch innych powodów. W pierwszym na gitarze gra sam John Scofield, który był członkiem zespołu Milesa Davisa w latach osiemdziesiątych, a drugi to popis gry na harmonijce samego Steviego Wondera.

Koniec końców, Everything’s Beautiful to niezły album. Mocno przypomina epkę Black Radio Recovered z 2012 roku. Tam jednak różni producenci remiksowali utwory Roberta Glaspera, a tutaj on bierze się za kompozycje legendarnego Milesa Davisa. Widać, że pianista się nie ogranicza, próbuje poszerzać spektrum swojej muzycznej działalności, ale po tym, że to właśnie on firmuje swoim nazwiskiem tę kompilację i po tym, że występują na niej nie byle jacy przecież goście, spodziewałem się więcej.

Robert Glasper coveruje Prince’a

artworks-000164509469-9kl4jh-t500x500

Właśnie wyszedł nowy album Roberta Glaspera Everything’s Beautiful będący hołdem dla Milesa Davisa, a tu proszę jaka niespodzianka. Robert zaserwował nam cover jednego z utworów Prince’a. Kompozycja w tej wersji jest zarazem odrzutem z sesji nagraniowych do zeszłorocznego rewelacyjnego Covered.

„Niestety nie mogliśmy umieścić tego na albumie. Prince nie lubił jak ktoś nagrywał jego muzykę (…) Ale myślę, że teraz jest dobry czas na to aby wszyscy to usłyszeli! To mój ulubiony kawałek Prince’a, ‚Sign O’ The Times’… Przesłanie wciąż jest istotne. Prince, brakuje cię. Dziękuję za to, że bezkompromisowo byłeś sobą.” — napisał artysta.

Słucham już trzeci raz i nie mogę się oderwać. Piękny, zrobiony z wyczuciem cover…

Odsłuch: Miles Davis & Robert Glasper Everything’s Beautiful

everythingsbeautiful10000x10000bb

Wreszcie pojawił nowy Glasper do odsłuchu. Jestem już po kilkukrotnym sprawdzeniu i robi dosyć dobre wrażenie, a póki co „Right On Brotha” to mój faworyt, choć dobrych numerów jest oczywiście więcej. To co słychać to różnorodność — soul, hip-hop, funk, nu-jazz/deep house. Taką mieszankę dostajemy. Sprawdźcie bo już sama tracklista zwala z nóg, więc przypominamy ją raz jeszcze.

1. “Talking Shit”
2. “Ghetto Walkin” featuring Bilal
3. “They Can’t Hold Me Down” featuring Illa J
4. “Maiysha (So Long)” featuring Erykah Badu
5. “Violets” featuring Phonte
6. “Little Church” featuring Hiatus Kaiyote
7. “Silence Is The Way” featuring Laura Mvula
8. “Song For Selim” featuring KING
9. “Milestones” featuring Georgia Ann Muldrow
10. “I’m Leaving You” featuring John Scofield and Ledisi
11. “Right On Brotha” featuring Stevie Wonder

Robert Glasper wypuszcza kolejne dwa utwory z Everything’s Beautiful

robert-glasper-phonte-9th-wonder-violets-mp3

Już 27 maja premiera Everything’s Beautiful — kompilacji Roberta Glaspera będącej hołdem dla Milesa Davisa, ale zanim płyta trafi na półki sklepowe, macie do sprawdzenia już piąty singiel ją promujący. Tym razem jest to „Maiysha (So Long)” z gościnnym udziałem Eryki Badu, a będący przeróbką kompozycji „Maiysha” znajdującej się na albumie Davisa — Get Up with It z 1974 roku. Czy muszę pisać, że wersja z Eryką to cód, miód i orzeszki, tak samo zresztą jak oryginał? Sprawdźcie obydwa kawałki na dole.

Ale to jeszcze nie wszystko co dla was mamy. W programie Zane Lowe’a przedpremierowo poleciał jeszcze jeden track z Everything’s Beautiful — „They Can’t Hold Me Down”, w którym gościnnie udziela się Illa J. Bicik bardzo w stylu starego Dilli. Ciekawostką jest to, że współproducentem tego numeru jest Rashad Smith. Być może to nazwisko niewiele wam mówi, ale jeśli sprawdzicie jego creditsy to na pewno zdacie sobie sprawę, że część z was wychowała się na jego muzyce. To on jest odpowiedzialny za takie hity jak chociażby „Woo Hah!! Got You All in Check” Busty, oryginalną wersję „Loungin” LL Cool J’a, czy współprodukcję „If I Ruled The World” Nasa i „Fly Like An Eagle” Seala. Był też razem z Jamesem Poyserem w grupie producenckiej Freakquency, odpowiedzialnej za muzykę na „Worldwide Undergroud” Eryki Badu. Po prostu cicha legenda.

Nowy utwór: Robert Glasper feat. Ledisi & John Scofield „Everything’s Beautiful”

robert-glasper-phonte-9th-wonder-violets-mp3

„Everything’s Beautiful” to już trzeci singiel z nadchodzącej wielkimi krokami płyty Roberta Glaspera będącej hołdem dla mistrza Milesa. Wcześniej ukazały się „Ghetto Walkin” z gościnnym udziałem Bilala i „Violets”, w którym udzielają się Phonte na wokalu i 9th Wonder na produkcji. Teraz dostajemy wyjątkowego cukierka. Żeby było ciekawiej, wyjątkowo funkowego. Gościnnie Ledisi pokazuje, jak pięknie potrafi się wydrzeć i na pewno to co zrobiła na przykład na Turn Me Loose nie jest przypadkowe. Do tego na gitarze gra sam John Scofield, mający kiedyś przecież okazję grać z Milesem. Jedyne co numer ma wspólnego z legendarnym trębaczem to jego samplowany wokal z sesji nagraniowych do Jack Johnson. Cud, miód i orzeszki. Czekam na całość!