wywiad

„Codzienność to wystarczająca dawka natchnienia” – J*Davey dla soulbowl.pl

SONY DSC

Niespodzianka dla Was od nas. Raz w miesiącu będziecie mogli poczytać odpowiedzi którejś z zagranicznych gwiazd z soulbowlowej miski na kilka naszych pytań. Często będą to artyści niszowi, ale mamy już w zanadrzu gwiazdy wielkiego formatu. Na pierwszy ogień poszedł duet J*Davey. Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam dosłownie wszystko co wychodzi spod ich rąk. Co mają do powiedzenia Jack DaveyBrook D’Leau?

Co stanowi dla was największą inspirację?

B: Życie było dla mnie zawsze największą inspiracją. Cokolwiek z tego, co się dzieje wokół mnie, czy gdziekolwiek na świecie, aż po rozmowy z przypadkowymi ludźmi na ulicy, wszystko to jest dla mnie kopalnią kreatywnych pomysłów.

J: Zgadzam się. Codzienność to wystarczająca dawka natchnienia.

Czy wasze obecne brzmienie było zaplanowane od początku, czy był to efekt ewolucji od np bardziej soulowego, standardowego?

B: Jesteśmy bez wątpienia beznadziejni jeśli chodzi o planowanie naszego brzmienia, więc staramy się zacząć od zera za każdym razem, kiedy coś tworzymy.
J: Trudno jest zaplanować taki naturalny, wypływający prosto z twojego wnętrza proces. Tworzenie muzyki to przedłużenie naszego jestestwa, więc po prostu robimy to.

Stworzyliście unikatowy styl muzyczny, który dziś jest postrzegany jako synth bądź future soul. Czy faktyczne czujecie sie częścią tej fali?

J: To świetnie, że ludzie starają się być na bieżąco i dokonać definicji brzmienia, które możnaby określić jako progresywne, ale my nie odnajdujemy w tym żadnej niszy, w której czulibyśmy się szczególnie komfortowo. Nie jesteśmy ograniczeni. Nasze brzmienie i styl cały czas ewoluują i przechodzą rozwój, więc nie chcemy siebie sami szufladkować w żaden sposób.

Co sądzicie na temat postępującej technologizacji w muzyce, między innymi o aplikacji efektu Auto-Tune, spopularyzowanego przez T-Paina, jako procesora wokali, a nie jako narzędzia do wyrównywania dźwięków wypadających poza tonacją, jak miało to miejsce w przypadku początkowych zastosowań AT?

B: Technologia może być zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem [twórczości i kariery], więc należy być ostrożnym w jej używaniu. Myślę jednak, że zawsze jest gdzieś jakieś miejsce dla każdego gatunku, stylu czy brzmienia.

Na waszych epkach The Great Mistapes słuchać pewne odejście od brzmienia z The Land of Distortion/the Land of the Lost. Czego można sie spodziewać na waszych następnych wydawnictwach?

B: Nieustannie ewoluujemy jako twórcy, toteż trzymanie się kurczowo jakiegoś, ściśle określonego stylu czy brzmienia nigdy nie jest naszym celem.

Jak wygląda Wasza praca nad albumem? Wchodzicie do studia i improwizujecie czy jest to efekt zbierania i kumulowania pomysłów przez dłuższy czas?

J: Nie mamy żadnego określonego procederu. Po prostu – wbijamy do studia i nawijamy.

Kiedy można spodziewać się waszego nowego albumu?

J: Tego lata.

Kolaboracja z jakim artystą lub zespołem przyniosłaby Wam największą radość i przyjemność?

B: Brian Eno.
J: Rick Rubin.

Mieliście wystąpić w Polsce, niestety nie udało się. Czy planujecie odwiedzić nasz kraj w niedalekiej przyszłości?

B: ZDECYDOWANIE!

Dziękujemy za rozmowę.

‚Nie zrywam z neosoulem’ – Pinnawela dla soulbowl.pl

181644_1779748286679_1028578754_2625455_8197227_n

Dni do premiery drugiej, solowej płyty Pinnaweli możemy już prawie odliczać na palcach. To doskonały moment dla mnie, żeby popytać, a dla niej, żeby poodpowiadać. Jest nowy album, jest muzyka, jest córka, jest Sistars. Po więcej zapraszam do skoku!

(więcej…)

Okładka płyty: Pinnawela „Renesoul” + Zapowiedź

pinnawela_renesoul_front

Tak oto prezentuje się okładka najnowszej płyty Pinnaweli „Renesoul”. Album będzie miał swoją premierę już 8 marca. Czyżby przypadkiem ta wyzwolona kobieta z obrazka nie zaganiała nas do zakupu owej pozycji? Przemyślcie to Wy, bo mnie zaganiać nie trzeba. Wiadomość inna jest taka, że już niedługo na naszej stronie, będziecie mogli przeczytać wywiad z samą Pinnawelą. Dowiecie się przede wszystkim trochę więcej o nowym krążku, ale nie tylko. Także zaglądajcie do nas.

„Jestem otwarty na różne rozwiązania” – Kixnare dla soulbowl.pl

aloe1

Tego Pana chyba przedstawiać nie trzeba. Więc bez zbędnych wstępów i opisów, zapraszam do lektury.

Na początku parę pytań o Twój ostatni projekt – Kollage. Jak doszło do jego powstania i skąd taki pomysł?

Zaczęło się tak, że Koun chciał zrobić jakieś kawałki do moich bitów z Glorią Lamą, którą poznał w Chinach. Na początku dałem mu ich kilka, a po usłyszeniu efektów zaproponowałem zrobienie całego materiału. Jestem zadowolony z całości, wydaje mi się że ta płyta to dla mnie duży krok do przodu.

Na Kollage słychać, że z jednej strony dalej kontynuujesz brzmienie, z którego jesteś już znany, z drugiej strony eksperymentujesz. W jaką stronę teraz zamierzasz pójść? Myślisz, że odejdziesz kiedyś od samplingu w ogóle?

Póki co nie zamierzam całkowicie odejść od samplingu, dopóki będę trafiał na ciekawe dźwięki na starych płytach. To co chciałbym robić teraz to walczyć z wszechobecnymi schematami w muzyce. Dlatego staram się iść w trochę inne muzyczne klimaty i częściej korzystać np. z syntezatora.

Masz za sobą głównie projekty z raperami. Kollage jest pierwszym, w którym na stałe udziela się wokalistka. Myślisz, że w pewnym momencie postawisz już tylko na śpiew i odejdziesz od rapu całkowicie?

Nie wiem, nie ma co się ograniczać tylko do rapu albo do śpiewu. Jestem otwarty na różne rozwiązania.

Cały Kollage ma bardzo relaksujący i refleksyjny charakter. Czy taki efekt był zamierzony, czy taka była koncepcja na brzmienie od początku?

Mieliśmy wówczas chęć na nagranie takiego właśnie materiału. Poza tym mnie zdecydowanie bliżej do klimatów soulujących niż ciężkich, materiał z takim brzmieniem planowałem zrobić już od dawna.

Czy i jeżeli tak, to kiedy można się spodziewać Kollage vol.2?

Póki co nic takiego nie ma w planach. Umówiliśmy się że nazwa nie będzie obejmować konkretnych osób, w związku z czym ewentualne Volume 2 mogłoby być bez mojego wkładu.

Niedawno ukazała się także płyta Dużego Pe, którą także w całości wyprodukowałeś. Mam trochę wrażenie, że produkcję na Zapiski z Życia na Terytorium Wroga powstały przed tymi na Kollage. Mam racje?

To bardzo dobrze słychać. Zresztą on sam wyselekcjonował bity które chciał wykorzystać na tej płycie. W ogóle warto podkreślić, że moje własne projekty a produkcje dla innych artystów to dwie różne bajki. Duże Pe po prostu chciał uzyskać brzmienie, od którego ja zacząłem ostatnio odchodzić. Mam natomiast jeszcze sporo dobrych niewykorzystanych bitów w takim klimacie i nie zamierzam ich wyrzucać do kosza.

Z jednej strony Twoje pojedyncze produkcje pojawiają się na różnych albumach, z drugiej strony brałeś udział w projektach, w których współpracowałeś tylko z jednym raperem (Smarki, Koun, Duże Pe). Wolisz pracować z jednym MC czy z wieloma?

Wszystko jedno. Najbardziej lubię pracować samemu. Mogę realizować w stu procentach swoją wizję twórczą. A ostatnio zaczyna ona wkraczać na trochę inne ścieżki.

Od dawna słyszy się, że Kixnare robi producencką. Ile w tym prawdy, czy i kiedy w ogóle można się jej spodziewać?

Właściwie to nigdy nic takiego nie zapowiadałem. Ostatnio nawet zastanawiałem się nad znaczeniem terminu „płyta producencka” i nie wiem czy to co planuje zrobić mieści się w jego ramach. Chcę robić swoją muzykę, wydostać się z szufladki i współpracować z różnymi ludźmi. Jeśli ktoś oczekuje płyty czysto hiphopowej – zawiedzie się.

Jesteś też DJ’em. Jak do tego doszło?

Z prostej przyczyny – od najmłodszych lat jestem miłośnikiem muzyki, poszukiwaczem dobrych brzmień i lubię się tym dzielić. Dlatego też na pierwszym miejscu stawiam dobrą selekcję, a technika jest dla mnie na dalszym planie.

Już jakiś czas temu zrobiłeś Trzy po Trzy u Calaka, w którym znalazła się jedna pozycja hip-hopowa. Twój ostatni podcast dla JuNouCast także nie obfitował w rap. Czego tak naprawdę słuchasz?

Rap zajmuje sporo miejsca w mojej płytotece, ale ostatnio słucham trochę innych rzeczy. Generalnie muszę przyznać że nudzą mnie dzisiejsze hiphopowe płyty i wole wracać do tych starych sprawdzonych. W dzisiejszej muzyce śledzę to co wydają moje ulubione labele takie jak Ubiquity, Stones Throw, Strut, Tru Thoughts, Kindred Spirits. Gatunkowo jest to duża różnorodność wiec nie ma sensu wymieniać. Duże zamieszanie zrobili ostatnio ludzie tacy jak Mayer Hawthorne czy Dam Funk. Raczkuje scena nowo beatowa, którą staram się troszeczkę śledzić. Tak wiec myślę że ostatnio bardzo dużo się dzieje w muzyce, a ubiegły rok był bardzo mocny.

Jakbyś musiał wybrać 5 beatów, z których jesteś maksymalnie dumnym, to podało by na…

Na te które właśnie dopracowuje i powędrują na moje kolejne projekty. A z tych które już się ukazały najbardziej zadowolony jestem z bitów które tworzą płytę Kollage.

Współpracowałeś z Funky Mamas and Papas przy Kollage. Myślisz, że jeszcze się uda wspólnie FMandP coś wydać czy to był jednorazowy strzał?

Myślę że uda się. FMAP to inicjatywa moich znajomych z Junoumi Crew, którzy robią dużo dobrego dla polskiej sceny muzycznej i winylowej. Niedługo startuje ich kolejny projekt o nazwie Koh-I-Nor.

Na czym teraz pracujesz?

Na razie nie ma o czym mówić. Jakieś tam pomysły wydawnicze powstają w mojej głowie, ale póki co jest zbyt wcześnie aby o tym rozmawiać…

Dziękujemy za rozmowę.

„Muzyka to nie zawód, tylko powołanie” – Sofa dla soulbowl.pl

1241692.3

Dla wszystkich tych, którzy zawiedli się brakiem Sofy w rankingu najlepszych płyt 2009 wg nas, dla wszystkich fanów oraz ciekawskich. Tylko tu, tylko teraz. Wywiad z zespołem Sofa. No dobra, z 1/2 zespołu. Kasia Kurzawska, Tomasz OrganekIwo Naumowicz (STUB) – oni odpowiedzieli na moje pytania. Jest zabawnie, ostro, momentami groźnie. Muzyka jest hasłem przewodnim, bo ją można odkrywać nieustannie, ale… no właśnie. Skaczcie!

Niedawno zakończyła się Wasza trasa koncertowa. Jak oceniacie frekwencje? Przyznam się, że byłam w Hard Rock Cafe na niejednym występnie innych wykonawców, ale u Was nie było nawet gdzie się ruszyć! Jak pozostałe miasta?

Tomasz: W Hard Rocku było niesamowicie, ale nie mogę nie wspomnieć o Krakowie, Tarnowie czy Rzeszowie, gdzie ludzie spod sceny ściągali nam spodnie! Trasa zaskoczyła nas dużą frekwencją i świetnym odbiorem. Mieliśmy wrażenie, że na te koncerty przychodzili ludzie w pewnym sensie „przygotowani” na to, co chcą dostać. Mamy nadzieję, że to dostali.
Iwo: W HRC był OGIEŃ! Dziękujemy serdecznie Warszawskiej publiczności! Zgadzam się z Tomkiem co do Krakowa, Tarnowa i Rzeszowa. Do tej trójki dorzucam właśnie Warszawski Hard Rock. Koncerty w pozostałych miastach były również niesamowicie udane. Nie było słabego, ani nawet „średniego” koncertu na całej trasie. Mamy wielkie szczęście do publiczności… w każdym miejscu należała do ludzi bardzo kumatych i w pełni oddanych muzyce. Cudownie się bawili…w ogóle są PRZECUDOWNI! Bardzo potrzebowaliśmy tej trasy.
Kasia: Ściągali spodnie? Coś przegapiłam :) Ja podobnie jak Tomek byłam bardzo zaskoczona frekwencją. Jeszcze bardziej mnie zaskoczyła i ucieszyła znajomość naszych tekstów. To świetne uczucie gdy publika śpiewa z Tobą i dodatkowy stres bo gdy się pomylisz…

Promocja waszego ostatniego krążka DoremifaSofa przebiegała, nie oszukujmy się, dość opornie. 2 klipy do tego samego utworu, jedno niskobudżetowe video do „Ona Movie”, trasa opóźniona. Czy wytwórnia nie chce Was wspierać, jak to jest?

Tomasz: Wytwórnia wspiera nas jak może, ale to rynek jest oporny. Media są w tej chwili zainteresowane tylko i wyłącznie sprzedażą reklam, która odbywa się poprzez przyciąganie masowego, dość słabo wyrobionego słuchacza. Ma być głośno, kolorowo i z przytupem. Rzeczy o mniejszym potencjale komercyjnym nie przyciągają reklamodawców, więc i z promocją jest słabiej. Mimo że jestem liberałem, widzę jak dziewiętnastowieczny kapitalizm zżera XXI wieczną kulturę. To zjawisko o wiele szersze niż nasza mała wersalka.

Iwo: Dokładnie. Dodam tylko, że klipy do „Affairz” świetnie sobie radzą na YouTube, ale telewizyjne stacje muzyczne stwierdziły, że „nie nadają się do częstszej emisji”. „Częstszej” – Nie widziałem go ANI RAZU. Pomimo tego, że Internet teraz rządzi… to uważam, że telewizja wciąż jest potrzebna. Nie mamy układów, więc klipu w TV nie było. O największych stacjach radiowych, to nie muszę chyba nic pisać. „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o JAKOŚĆ” Tomka do „Tańca Z Gwiazdami”, a Kasię do Playboy’a… wtedy będzie dobrze!! Trasa opóźniona była głównie z powodu niektórych niekompetentnych organizatorów/właścicieli klubów. Co do „Ona Movie”: Nie było sponsora, więc jest niskobudżetowe video. Bardzo mi szkoda „zmarnowania” tego numeru, ale co zrobić?
Kasia: To temat do szerszej dyskusji. Mówiąc krotko – mamy kryzys. Spotykamy się z tym na każdym kroku. Wiesz jak wyglądała garderoba pewnej gwiazdy na jednym z dużych festiwali? Butelka najtańszej wody i kilka plastikowych kubków. Nie narzekam, nie oczekujemy luksusów, ale kiedyś w tej garderobie była chociaż kawa czy herbata.

Wasz ostatni album otrzymuje pozytywne recenzje, osobiście bardzo go lubię i często słucham. Jednak ze sprzedażą już nie jest tak kolorowo, jak myślicie dlaczego?

Tomasz: Jakość nie zawsze idzie z ilością. Żeby sprzedać towar nieco szlachetniejszy, trzeba dotrzeć do swojej, dość wąskiej, grupy docelowej. Bez sporych nakładów na promocję to trudne. Druga sprawa to piractwo. Ludzie na koncertach krzyczą „Afajaz!”, co jest dowodem na to że ściągnęli naszą płytę z jakiegoś torrenta, bo tylko tam, przez jakiegoś analfabetę upowszechniła się ta idiotyczna nazwa. Młodzi ludzie nie mają świadomości, że okradają swoich ulubionych aktorów, zespoły, twórców z pieniędzy, na które ci pracują latami.
Iwo: Płyty się NIGDZIE na świecie nie sprzedają (tak jak kiedyś), nie tylko w Polandzie. Takie są czasy i trzeba się z tym pogodzić. Mam inne zdanie na temat szeroko pojętego „piractwa”. Jeśli ktoś ściągnie album i na tyle mu się spodoba, to pójdzie sobie kupić płytę… tak myślę. Tym bardziej kiedy się dowie, że jest ładnie wydana etc. Jeśli nie kupi płyty, ale za to kupi bilet na koncert, to nie widzę żadnych nieprawidłowości. Możliwe, że po koncercie jeszcze bardziej się zajara i wtedy kupi płytę. Często jest tak, że ludzie od razu po koncercie kupują naszą płytę. Czy jest sens walczyć z czymś tak powszechnym jak ściąganie muzy z Internetu? Moim zdanie, absolutnie NIE. Dzięki temu, artysta musi powalczyć o słuchacza… zainteresować go czymś, np ładnie wydaną płytą, zajebistym koncertem. Wszystko potem samo się nakręca i prędzej, czy później ma się swoich stałych słuchaczy, którzy zawsze sięgną po twoją płytę. No i wiem, że nawet jeśli ktoś ma płytę oryginalną, to i tak sobie ściągnie, bo MP3 to wygodny format. A sytuacje typu ‘Afajaz’ po prostu mnie bardzo śmieszą.

Płyta DoremifaSofa posiada kilka kawałków po polsku, jednak to wciąż mniejszość. Co jest nie tak z tymi naszym, polskim, że ciężko pisać w nim utwory i większość artystów decyduje się z niego rezygnować?

Tomasz: Z polskim wszystko jest „tak”. To piękny i wymagający język. Nie pisze się po polsku z lenistwa, z braku pomysłów lub umiejętności. Tekst po angielsku można napisać w kilkanaście minut, po polsku w kilka dni lub nawet tygodni. Angielski jest bezkarny, polski jest bezwzględny. Te same myśli wyrażone w obu językach inaczej ważą. To kwestia narodowości. Nieważne jak dobrze znasz angielski, nigdy nie odbierzesz go tak osobiście i emocjonalnie jak swój język narodowy. U nas polski pojawił się już na dobre i będzie zawsze. Nie wyobrażam już sobie SOFY bez języka polskiego. Stub pewnie to samo czuje wobec angielskiego.
Iwo: A coś jest „nie tak” z naszym angielskim, że się pytasz?

Wszystko ok, ale lubię też słuchać dobrych numerów w naszym języku.

Kasia: Bardzo byśmy chcieli by na naszej kolejnej płycie było jak najwięcej polskich tekstów,widzimy jaką ma siłę. Na koncertach ludzie śpiewają z Tomkiem „Ona movie” i to jest super. Niestety cały ciężar spoczywa na Tomku bo on jedyny podejmuje się pisania po polsku. Dlatego nie mamy ich za wiele. Ja się przyznaję, że mi nie wychodzi.

Opowiedzcie nam trochę o interakcjach w zespole. Wszyscy się zawsze kochacie i wspieracie? Czy spięcia występują równie często? Co każdy z Was wnosi do składu, muzycznie i nie tylko?

Tomasz: Wieczna miłość musi być strasznie nudna. My nie jesteśmy nudni. Tam gdzie drwa robią, drzazgi lecą, czy jakoś tak. Sześć osób nie może się nie spierać, bo inaczej nie są warci siebie, nie mają własnego zdania, są do dupy. Każdy z nas wnosi inną energię, bo każdy jest inny. Bez tego nic kreatywnego by się nie zdarzyło, konflikty uczą pokory, pozwalają dojrzewać, uczyć się mieć rację i jej nie mieć. Na tym polega współpraca.
Iwo: Dokładnie. Musi być ‘Ying i Yang’.
Kasia: Wiesz ile mam maili zespołowych? Czasami je czytam z wypiekami na twarzy, innym razem mam ochotę czymś rzucić. Porozumiewamy się głównie za pomocą maili. Ja mieszkam poza Toruniem i tak jest łatwiej. Już nie raz się na siebie obrażaliśmy. Na szczęście umiemy się przepraszać i dlatego się jeszcze nie pozabijaliśmy.

Co robi zespół Sofa, kiedy schodzi ze sceny? Czy muzyka zajmuje całe wasze życie? Czy też ‘po godzinach’ zamieniacie się w nauczycieli, lekarzy, kierowców i księgowych?

Tomasz: Mimo, że ze sceny czasem musimy zejść prosto w jakieś błoto, na ziemię, to muzyka i sztuka w ogóle, pozostaje sferą w której żyjemy permanentnie. Muzyka to nie zawód, tylko powołanie, wybór. Nie da się po 15tej iść do domu z muzyki. Nie wyobrażam sobie życia bez sztuki, to byłby jakiś horror. Sztuka daje szansę na wyrażenie tego, co nieuchwytne, a do życia niezbędne, czyli emocji, uczuć i pragnień, a na tym świat stoi.
Iwo: Każdy z nas ma swoje dodatkowe zajęcia, ale są one tylko i wyłącznie po to by móc przetrwać trudniejsze okresy (np. susze koncertowe). Nie jest łatwo żyć z muzyki. Nawet najlepsi (rozchwytywani) muzycy sesyjni w Polsce mają ciężkie chwile. Czy muzyka zajmuje nasze całe życie? Raczej tak. Nawet gdy nie koncertujemy… to wiadomo, że jej słuchamy, dyskutujemy o niej, ciągle myślimy o kolejnych kompozycjach. Bez dwóch zdań, jest nieodłącznym elementem naszego życia. Bez N.I.E.J. nie ma dla mnie życia.
Kasia: Ja jestem mamą półrocznej Zosi, więc możesz się domyślić że raczej się nie nudzę. Tym bardziej potrzebuję muzyki. Jest dla mnie cudowną odskocznią. Z wielką radością oczekuję koncertów.

Nasze tradycyjne pytanie. Co sądzicie na temat promocji i sprzedaży muzycznej w Internecie? Ostatnio pojawia się coraz więcej blogów muzycznych. Czy to dobrze że każdy może usiąść sobie na miejscu krytyka? Jaki wpływ na muzykę w ogóle ma według Was Internet?

Tomasz: Każdy może napisać co chce – to atrybut internetu ale czy ta pisanina zawsze ma sens? Klawiatura daje poczucie władzy ale gdy już na etapie gramatyki pojawiają się trudności nie do przejścia, to z reguły logika i sens wypowiedzi grzęzną ze zgrzytem na mieliźnie. Internet na pewno ułatwia dostęp do muzyki ale żeby znaleźć coś wartościowego, trzeba wiedzieć gdzie i czego szukać. Pustym surfowaniem edukacji się nie załatwi. Tak samo jest z promocją – trzeba wiedzieć co, gdzie i komu należy pokazać, żeby ten ktoś był zainteresowany, a to wcale nie takie łatwe.
Iwo: Internet teraz króluje, wiadomo. Gdyby nie YouTube, to nikt by nie zobaczył klipów do „Afajaz” np. Co do krytyki na blogach: Tomek dobrze to ujął. Takich „pseudo krytyków” mam gdzieś. Problem się pojawia wtedy, kiedy się widzi rzekomo dobrych i szanowanych dziennikarzy, którzy piszą tak jakby wszystkie muzyczne rozumy pozjadały. Zakompleksionych, niespełnionych megalomanów…takimi krytykami jestem zażenowany. W Polsce jest tak mało dobrych krytyków muzycznych, że aż chciałoby się zostać „krytykiem krytycznym”.

Kto Ci tak podpadł Iwo? Masz kogoś konkretnego na myśli?

Iwo: Jest garść takich, ale nie będę przecież rzucał nazwiskami. Każdy kto w miarę śledzi to, co się dzieję wokół naszego zespołu… wie o co mi chodzi. Tylko żeby nie było, że nie wolno nas krytykować… absolutnie!!! Każda konstruktywna krytyka jest bardzo potrzebna! Niech autor po prostu napiszę dokładnie co mu nie pasuje, a nie tylko, że ktoś/coś jest słaby i koniec. Przecież wiemy, że nie odkryliśmy Ameryki…jeszcze. W tym akurat środowisku dziennikarskim [muzyki HH, Soul etc.] są postacie, które się doskonale znają na wzajem. Bardzo często mam odczucie, że jeden czeka najpierw na recenzję drugiego, zanim coś napiszę. Sięgając po recenzje któregoś z nich, śmieję się sam do siebie, bo bardzo rzadko mnie zaskakują. Kończąc temat: Obecnie, bardzo mało czytam recenzji polskich dziennikarzy, bo nie interesuję mnie “czyjaś ekspertyza” na temat wydawnictw muzycznych. Sam sobie słucham i sam oceniam. Przecież każdy inaczej słucha muzyki. Dla mnie może być ważniejszy klimat numeru, a dla kogoś innego… jego czysto techniczne kwestie muzyczne. Szkoda, że niektórzy krytycy są tak wpływowi/opiniotwórczy, że odbierają części słuchaczy chęć sięgania po płyty. Na szczęście, jest to coraz rzadsze w obecnych czasach. Mam również swoich ulubionych dziennikarzy, których szanuję i których myśli czytam z przyjemnością… ale tu też nie będę wymieniał, bo po co?

Tajemnica, ok. Macie jakieś ulubione miejsca w sieci związane z muzyką? – strony, portale, fora?

Tomasz: Pewnie te co wszyscy ale jest takie jedno do odwiedzin którego namawiam – garageband.com – to miejsce gdzie można znaleźć wszystko w całej rozpiętości stylistycznej i jakościowej. Jestem przekonany, że niektóre z tych zespołów mają szansę na wielkie kariery, bo są genialne.
Iwo: Najróżniejsze, ale dla mnie głownie: allmusic.com, okayplayer.com i stonesthrow.com… tam zawsze znajdę wszystko, czego mi trzeba. No dobra…czasem również obczajam Waszą miskę.

To delikatna kwestia, ale poruszę ją. W ‘środowisku’ mówi się o dość specyficznym podejściu Waszych niektórych fanów. Nie chcę uogólniać, bo sama jestem fanką Waszej muzyki. Mówię o tych ‘ortodoksyjnych’. Strach czasem się do czegoś przyczepić czy skrytykować. Jak to zrobisz, dostajesz ‘po głowie’ z wejścia. Odnosicie się jakoś do tego? Bo wydaje mi się, że Wasza muzyka na tym traci.

Tomasz: Z żadną kwestią nie mamy problemów, więc luz. Z zasady nie popieram ortodoksji ale dopóki nie znam tych ludzi osobiście, to się na ich temat nie wypowiem, bo to będzie znaczyło, że lubię wróżyć z fusów po herbacie, a tego nie robię. My się do komentarzy słuchaczy w żaden sposób nie odnosimy, bo wszystko co mamy do powiedzenia na temat tego co robimy jest do posłuchania na płycie. Reszta to już tylko kwestia gustu. Nic nam do tego. Nie zgodzę się jednak, że nasza muzyka na tym traci. My jako muzycy stracilibyśmy wiarygodność pośród słuchaczy gdybyśmy wdawali się w jakieś utarczki, więc ani nam to w głowie. Krytyka jest sprawą niezależną.
Iwo: Myślę, ze to naturalne kiedy fani nas bronią. Tak jest na całym świecie. Dziennikarze często przesadzają/nie do końca mają rację. Ludzie mają prawo się z nimi nie zgadzać. Totalnym absurdem byłaby sytuacja, gdzie np. wszyscy fani podzielają zdania „wszechwiedzących dziennikarzy”. Każdy ma prawo do własnej opinii. Po to są fora muzyczne, by swoje zdanie wyrazić, czy nie? W sumie, to będę bronił naszych fanów. Nie słyszałem jeszcze o żadnym przypadku pobicia dziennikarza przez fanów Sofy.
Kasia: Nawet nie wiedziałam że mamy takich ortodoksyjnych fanów!

Zmiana tematu. Czy czujecie się jak gwiazdy? Macie nawet swoją osobistą! Opowiedzcie coś o tym. Za co, dlaczego?

Tomasz: Mamy osobistą gwiazdę w konstelacji Wężownika oddaloną o 107 lat świetlnych od Ziemi. Dostaliśmy ją od toruńskiego Radia GRA, jest ona zarejestrowana w Polskim Urzędzie Planetarnym nazywa się SOFA i będzie tam do końca świata – to niesamowite uczucie. Personalnie jesteśmy normalnymi prolami.
Iwo: „You’re a shining star, no matter who you are”.

Z kim marzy Wam się wystąpić na jednej scenie, lub kogo chcielibyście zaprosić do współpracy na jakiś kawałek z nadchodzącego krążka?

Tomasz: Nie wiem czy mam takie marzenia. Jedyne czego pragnę, to żebyśmy tworzyli świeżą, odważną i bezkompromisową muzykę. Jeżeli ktoś będzie nam „po drodze”, to mu współpracę zaproponujemy, jednak z góry nie da się tego założyć.
Iwo: Na jednej scenie? Zależy w jakim sensie. Kiedyś się jaraliśmy tym, że zagramy przed jakąś gwiazdą . Teraz wiemy jak traktuje się Polskie supporty, więc nie mamy żadnego ciśnienia. Wiadomo, że przemiło jest móc „poznać” artystów, których się bardzo szanuję…od zawsze! Jeśli chodzi o współpracę z kimś na kolejnej płycie, to wszystko zależy od materiału, który powstanie. Jeśli ktoś by miał się udzielić gościnnie, stanie się to naturalnie. Reasumując: jeszcze nie wiemy kogo chcielibyśmy zaprosić na kolejny album, jeśli kogokolwiek.

Najlepszy Wasz koncert zeszłego roku – własny i ten, na którym byliście jako publika?

Tomasz: SOFA Kraków lub Tarnów poziom wrzenia, White Lies na Open’erze.
Iwo: Koncert Sofy w Tarnowie był dla mnie chyba najlepszym w historii istnienia zespołu (może na równi z koncertem z okazji 5-tych Urodzin w Toruniu). To, co się tam działo jest dla mnie nie do opisania. TOTALNA MIAZGA! A z „nienaszych”, to muszę chyba wymienić występ Q-Tip’a, również na Open’erze. Ten sQrczybyk [!!!] spowodował, że musiałem skakać od początku koncertu, do samego końca! Nie wiem czy kiedykolwiek się tak dobrze bawiłem, na jakimkolwiek koncercie! Stałem bardzo blisko, więc mogło to delikatnie wpłynąć na moje przeżycia.
Kasia: SOFA Kraków i Warszawa.

Kiedy zatem następny album? I czy będzie dużo odskocznią od ostatniego? Czego możemy się spodziewać?

Tomasz: Chcemy go nagrać bardzo szybko, w tym roku. Na pewno będzie odskocznią od wszystkiego, co słyszeliście do tej pory w naszym wykonaniu.
Iwo: „You don’t know what you’re dealin’ wit’ right here…”

Dziękujemy za wywiad!

„Mam dużo dystansu do siebie” – Zeus dla soulbowl.pl

z-9368

Reprezentant łódzkiej sceny Zeus w listopadzie 2009 roku wydał swój drugi solowy krążek Album Zeusa. Z racji tego, że znalazł chwilkę czasu na wywiad postanowiłem go zapytać o parę ważnych spraw związanych z jego nową płytą. O jego inspiracje muzyczne, o deklarowaną miłość do Jill Scott i o to jaki muzycznie był 2009 rok. Kamil jak zwykle udzielił wyczerpujących odpowiedzi, a więc tym bardziej zachęcam do lektury.

Na nowym albumie mówisz, że się zakochałeś. Na początku chciałbym Cię zatem spytać o Twoją miłość do Jill Scott. Czy to miłość od pierwszego usłyszenia i co Jill Scott ma czego nie mają inne artystki/kobiety?

Jill Scott jest tylko metaforą. Mówiąc, że się w niej zakochałem, mam na myśli miłość do muzyki. Mógłbym zastąpić ją każdą inną artystką. Jill Scott wykorzystałem w utworze, bo bardzo mi się podoba to co ona robi. Śledzę jej karierę od 4-5 lat; podoba mi się jej podejście do życia, śledzę wywiady z nią, które ukazują się na stronie Hidden Beach. Obserwuję jak się ustosunkowuje do hejterów i do tego typu nieprzychylnych rzeczy. Ma pozytywny stosunek do ludzi. Śmieszy mnie trochę jej sposób zachowania bo jest taka pozytywna, a kiedy mówi o swoim facecie to jest władcza… taka czarno-władcza. To też między innymi wzbudza moją sympatię. Poza tym nie ukrywajmy, że ona ma parę dodatkowych kilogramów a jednak widać, że sama czuje się z tym dobrze. I to też mi się podoba. Jest pewna siebie mimo wszystko. Mógłbyś mi teraz wskazać kogoś, kto jest w tym momencie synonimem kanonu piękna, ale ona i tak będzie mi się bardziej podobać mimo, że nie jest idealna. Odbiega od ogólno przyjętego kanonu, i w zasadzie właśnie dlatego wybrałem ją.

(więcej…)

„Uda nam się przełamać stereotypy” – BLOW dla soulbowl.pl

blow2_fot._asia_szutkowska_logo_002

Blow to bardzo nietypowy duet na polskiej scenie muzycznej. Tworzy go wokalistka kryjąca się pod pseudonimem Flow oraz producent Święty Mikołaj. Choć osobno działają muzycznie już od paru lat to dopiero dzięki temu projektowi może się zrobić o nich naprawdę głośno. Flow współpracowała m.in. z Ten Typ Mesem oraz duetem Stereotyp. Na co dzień pracuje jako reporterka w jednej z polskich stacji telewizyjnych. Święty zaś to prawdziwy weteran polskiego podziemia, którego produkcje coraz częściej trafiają na legalne wydawnictwa najlepszych graczy. Charakterystyczna barwa Flow i oryginalne beaty Świętego razem tworzą specyficzny klimat. Z jednej strony cięte sample na „grubych” bębnach, z drugiej delikatny i melodyjny głos. Duet jest w trakcie nagrywania materiału, który ukaże się przez wytwórnie Alkopoligamia.com na początku przyszłego roku. W czasie sesji nagraniowych znaleźli chwile na krótką rozmowę. Zapraszam do lektury.

Na początku spytam skąd pomysł na taki projekt: wokalistka-producent i skąd pomysł na taką nazwę?

Flow: Nie pamiętam… zapomniałam wziąć dziś rano lecytynę (śmiech) Ale coś mi świta, ze wszystko zaczęło się od „Lekkości Bytu”. Nagraliśmy ten kawałek, a jego przeznaczeniem miała być producencka płyta Mikołaja, ale… tak nam się dobrze współpracowało, że na jednej z imprez u mojego Brata (której nie jestem w stanie przypomnieć sobie nawet po pięciu łyżkach lecytyny (śmiech), podczas kilku godzinnej rozmowy o muzyce, powstał pomysł zrobienia wspólnego projektu i nagrania płyty. A może wymyśliliśmy to na rybach… sama juz nie wiem… (śmiech).
Święty: No cóż… Chyba tak to jest gdy spotka się dwoje ludzi lubiących podobną muzykę, chcących robić muzykę w tym samym klimacie i z bardzo podobnie nakreśloną wizją swojej twórczości. Ot tak. A nazwa… Zrobimy mały wybuch jakby nie było!! Gdy wyjdzie płyta, ma się rozumieć (śmiech)
Flow: Nie myślcie sobie jednak, że nie wiemy z czym kojarzy Wam się nasza nazwa, wiemy, wiemy, i wcale się tego nie wstydzimy!!! (śmiech)

Śpiewanie na pętlach (loopach) wymaga innego myślenia, zarazem w pisaniu tekstów jak i wymyślaniu melodii. Flow, jak wygląda u Ciebie praca z podkładami, które przygotowuje dla Ciebie Święty?

Flow: Zazwyczaj jest tak, ze gdy tylko dostaje nowy bit, od razu do niego pisze, a pisząc śpiewam albo na odwrót – śpiewając piszę. Nie jest to mozolny proces, bo jeśli bit mi się podoba (a w przypadku bitów Świętego jest tak właściwie zawsze), to kawałek powstaje w godzinę. Potem – jak przystało na raptusa – od razu idę nagrywać go do studia, następnie – gdy emocje nieco opadną – utykam na wymyślaniu milionów chórków i Mikołaj czeka i czeka i czeka….
Śpiewanie na pętlach ma to do siebie, ze trzeba włożyć w nie dużo wyobraźni – sama muszę wstępnie, wokalami zaaranżować kawałek. Wymyślić gdzie i jaki bridge, ile i jakie refreny, wyśpiewać do powtarzających się dźwięków różnorodne melodie. Jest to dużo bardziej wymagające niż zaśpiewanie do zaaranżowanego numeru, ale daje mi swobodę i wolność tworzenia i taki „system” powstawania kawałków najbardziej mi odpowiada.

Która z wokalistek/wokalistów jest dla Ciebie największą inspiracją?

Flow: Nie inspiruje się wokalistkami/wokalistami. Słucham baaardzo dużo rożnej muzyki, gdyż miłością mojego życia jest, ale nigdy nie staram się „być jak…” Mogę powiedzieć kogo podziwiam. Z pewnością kimś takim jest Betty Davis (była żona Milesa Davisa, którego zdradzała z Jimim Hendriksem – jak jej nie kochać!!! (śmiech). To drapieżna, dzika kobieta, która świetnie radziła sobie w rock&rollowo-funkowym świecie. Pisała zadziorne teksty, układała muzykę, śpiewała często krzycząc i pokazując środkowy palec wszelkim zasadom głoszonym przez nauczycieli śpiewu. Cenie artystów, którzy maja osobowość, maja do powiedzenia cos więcej, niż: kochałam cię, a ty mnie rzuciłeś, teraz potnę się tępa żyletka. Najpiękniejszy, wielooktawowy, wyszkolony głos nie obroni się, jeśli nie jest poparty charyzma.

O czym będziesz śpiewała na waszej płycie?

Flow: O tym, że… zakochałam się na wiosnę, a latem już mi przeszło…! (śmiech) Teksty są, bo wszystkie już powstały, o tym… że nie przywiązuję się do przedmiotów; o tym jak ważna jest dla mnie muzyka; co widzę idąc ulica; że zmarł mój Tata i bardzo mi go brak; że mam trudny charakter; że ochlapał mnie przejeżdżający autobus i wcale nie jest to takie fajne; o tym że moje oczy są zielone, a pieści zaciśnięte… Pisze o życiu – swoim i o tym, które obserwuję – jest w nim tyle kolorów, abstrakcji, emocji, że można pisać i pisać i pisać…

Święty, do tej pory głównie na Twoich produkcjach można było usłyszeć raperów. Czy robiąc beaty do tego projektu starałeś się myśleć w inny sposób?

Święty: Tak. W ogóle do każdej płyty, nad która pracuję, podchodzę w inny sposób. Wszystko zależy od człowieka, z którym robię dany album. Lubię się trochę dopasować, zaspokoić potrzeby wspólnika – to dla mnie duże wyzwanie, żeby połączyć to czego sam od siebie wymagam i ta druga osoba.

Jakich producentów cenisz najbardziej, którzy z nich mieli największy wpływ na brzmienie Twoich beatów?

Święty: Łojezu!.. Zacząłbym od D’Angelo i jego kompozycji, do których sporo się też przyłożył Questlove np. Strasznie katowałem swojego czasu jego płyty i do dziś robią na mnie ogromne wrażenie, przyjemność słuchania jest niezmienna. Dodam do tego projekt Lucy Pearl, czyli Ali Shaheed Muhammad, Raphael Saadiq, którzy byli odpowiedzialni za muzykę. Równie mocny wpływ miał na mnie ten albumy. Poza tym Pete Rock ze swoim Soul Survivor. No strasznie świetna płyta. Rewelska – jak to się mówi. Bardzo lubię też produkcje Q-Tip’a, ekipę The Roots, starsze produkcje Hi-Tek’a, Dj’a Jezzy Jeff’a, J-Dilla, ale też Dr.Dre i bardzo ważna dla mnie postać – Dj Quik! Świetne produkcje wyszły spod jego ręki, jest tez znakomitym raperem – ma wręcz idealnie pasujące mi flow. No i pewnie jeszcze sporo, sporo innych…

Na waszym myspaceie można odsłuchać dwa utwory, „Co robić, co…” i „Lekkość bytu”. Głównie słychać w nich sample. Czy na płycie pojawią się także jakieś żywe instrumenty?

Święty: Bo płyta głownie będzie opierać się na samplach, natomiast prawie każdy beat ma żywy bas. W każdym numerze oprócz basu jest jakiż klawisz, gitarka, syntetyczne dźwięki – wszystko po to, by jak najbardziej urozmaicić materiał, by muzyka płynęła i nie była tak ograniczona przez sample. Lubię jak podkłady bujają i dzieje się w nich coś więcej niż tylko zapętlony motyw. Jest tylko jeden numer, w którym zdecydowałem. ze nie będzie żadnych instrumentów. No ale on tego wymagał – posłuchacie będziecie wiedzieć dlaczego (śmiech).
W większości kawałków będą też skrecze, cuty. Za adapterami Dj Tort, który oprócz doświadczenia w turntablismie ma też na karku szkole muzyczną i w bardzo ciekawy sposób łączy te dwie rzeczy. Powtarzam: jak posłuchacie, będziecie wiedzieć o co chodzi (śmiech).

Płyta ukaże się w Alkopoligamia.com. Jak doszło do tej współpracy i kiedy można się spodziewać albumu?

Flow: Znamy się z Alko – chłopakami od baaardzo dawna. Zawsze wspieraliśmy się we wszelkich działaniach, wiec gdy powstało wydawnictwo, dość naturalne było to, że będziemy jego częścią. Nie zamieniłabym Alkopoligamii na żadną inną wytwornię. Mam nadzieję, że wspólnie uda nam się przełamać stereotypy, że trzeba iść na twórczy kompromis i nagrywać plastikowe piosenki, żeby zainteresować swoja muzyką publiczność. Album pojawi się na początku przyszłego roku – przełom lutego i marca.

Czy można spodziewać się gościnnych udziałów na płycie, jeżeli tak to jakich?

Święty: Oczywiście, że będą goście, niedużo, bo co to za album – taki zapchany i o niczym? Poza tym Flow ma na prawdę sporo do powiedzenia, wiec juz nie chciałem się z nią kłócić i zostawiłem trochę miejsca pośród gości.
Flow: Akurat!!! Mikołaj zaprosił WSZYSTKICH, ale… nikt nie chciał współpracować z żałosnym producentem i niemiłosiernie wyjąca wokalistka (śmiech) dlatego gości nie będzie (śmiech).

Równolegle nad płytą pracujecie też z żywym zespołem. Czy znaczy to, że planujecie koncerty? Czy materiał koncertowy będzie się różnił do tego zawartego na krążku? Jakieś koncerty w najbliższym czasie?

Święty: Owszem, pracujemy tez z zespołem. W składzie: my, Michał „Najt” Nocny (grał z Dustplastic) – na klawiszach, Michał „Stela” Stawarz (m.in.: Jazzus) – perkusja, Antek Opolski (Irena) – gitara, oraz nasz drogi basista Maciek „Cygan” , który to grywał ogólnie rzecz ujmując. Czujny chłopak z niego! A materiał będzie się znacznie różnić od tego na płycie, może poza tekstami i liniami melodycznymi Flow. Przede wszystkim wszystko będzie grane na żywo, instrumentaliści maja oddać klimat kawałków – nie odgrywać dokładnie rzeczy, które zrobiłem na komputerze. Nawet nie było takiej dyskusji miedzy mną a Flow, czy zespół jest w ogóle potrzebny. Było to dla nas oczywiste jak dwa plus dwa. Natomiast w niedalekiej przyszłości stanę w rzędzie, na scenie za bitmaszyną i będę wypuszczał drobne samplowane smaczki – tak dla urozmaicenia.
A w najbliższej przyszłości koncert odbędzie się już w te sobotę, czyli 5 grudnia, w klubie Balsam. Gramy około północy więc na pewno zdarzycie (śmiech) Zapraszam, zapraszam!

Dzięki za rozmowę, chcecie coś dodać na koniec?

Święty: Pozdrawiam wszystkich tych, którzy lubią dobre dźwięki. I jeszcze raz zapraszam na koncert!
Blow: zdecydowanie nie można odmówić pozytywnej energii i humoru. Widać, że robienie muzyki daje im dużo przyjemności. Czekam na debiutancki krążek. Wy też powinniście.

„Najważniejsze, by dotrzeć do odpowiednich słuchaczy” – Maceo Wyro dla soulbowl.pl

293153_10150263688478251_5214151_n

Maceo Wyro – jeden z dwóch trzonów kolektywu Niewinni Czarodzieje, karierę rozpoczynał od rezydentury w legendarnych warszawskich Filtrach w 1992. Przez te wszystkie lata grał obok takich postaci światowej sceny muzyki elektronicznej jak; Rainer Truby, King Britt, Ursula Rucker, Dego (4 Hero), Afronaught, Seiji, Richard Dorfmeister, Alex Barck (Jazzanova) i wielu innych. Ostatnio główny organizator cyklicznych imprez Warsoul Sessions. Na kilka dni przed koncertem Sa-Ra Crative Partners, przez niektórych nazywanym już najważniejszym i najciekawiej zapowiadającym się występem w Warszawie od czasu występu Jill Scott, tylko nam zdradza tajniki organizacji, przyszłość rodzimego kolektywu i kogo będziemy mogli zobaczyć na dalszych imprezach. Zapraszam do lektury, bo krótko mówiąc – WARTO.

(więcej…)

Whitney u Oprah

Promocja najnowszego albumu Whitney Houston trwa w najlepsze. Sporym jej elementem jest pojawienie się artystki w programie Oprah Winfrey – królowej amerykańskich talk-shows. Tuż po nakręceniu odcinka, na temat wywiadu wypowiedziała się Oprah. Wzbudziła ciekawość wszystkich, określając go jako najbardziej szczere wyznanie z jakim się spotkała. Whitney miała zdradzić swoje najskrytsze tajemnice z okresu upadku.
Jak wyszło naprawdę? O tym trochę później. Zacznijmy od czegoś przyjemniejszego. Program Winfrey, to nie tylko rozmowy, ale i występy. Również Whitney postanowiła zaśpiewać. Wykonała utwór „I didn’t know my own strength”

Może nie jest to szczyt formy Whitney, ale nie jest źle. Wielu artystów może jej zazdrościć takiego powrotu. Czuć, że nie jest to powrót pod przymusem, ale z chęci dalszego tworzenia muzyki.Widać, że po tylu latach Houston wciąż budzi silne emocje (spójrzcie na reakcję publiczności na początku, czy na łzy Oprah). (więcej…)

Janet przemawia, Jermaine kombinuje

janet

Różnego rodzaju ,,hołdy ku czci MJ” zaczynają rosnąć jak grzyby po deszczu. Całkiem niedawno w naszej Soul Misce wspominaliśmy o inicjatywie brata Michaela, Jermaine’a Jacksona. Zaprosił on do Wiednia artystów, których połączyła nie tylko osoba Michaela Jacksona, będąca dla niech bez wątpienia niekończącym się źródłem inspiracji, ale także całkiem podobne doświadczenia o zabarwieniu kryminalnym. Zdecydowanie Chris Brown, R. KellyAkon mają do usunięcia sporo plam z ich nadszarpniętych i ubrudzonych wizerunków, a koncert ku czci uwielbianego (i równie znienawidzonego) Króla Popu idealnie nadawałby się do wywabienia takich wizerunkowych plam. Poza tymi trzema panami, którym nieobcy jest zapach sali sądowej, Jermaine poprosił o pojawienie się w stolicy Austrii m.in. Maroon 5 (?), Sister Sledge (te od „We Are Family”) i Us 5 (?!). Jednak sporządzanie ostatecznego line-upu (te przeklęte anglicyzmy!) idzie czwartemu w kolejności synowi JosephaKathrine Jackson jak po grudzie. Wbrew wcześniejszym doniesieniom nie wystąpi na nim Mary J Blige. Po ujawnieniu tejże niezbyt zgrabnej wypowiedzi Jacksona, Chris Brown także zaprzeczył swojemu udziałowi. Co więcej, żaden z pozostałych członków klanu Jacksonów nie ma się pojawić się na zapowiadanej imprezie. Podczas gdy Jermaine pichci coś, co ewidentnie niezbyt dobrze pachnie, ale może niektórym się opłaci, jego młodsza siostra udzieliła pierwszego wywiadu od czasu śmierci ich brata. (więcej…)