fridayroundup

#FridayRoundup: Jessie Ware, Arca, Khruangbin, CeeLo Green i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. W przededniu sezonu ogórkowego po raz kolejny mamy dla was fantastyczny zestaw premier. Wśród nich długo oczekiwane wydawnictwa od Jessie Ware i Arki oraz nowe krążki Khruangbin i CeeLo Greena, a także błyskotliwy debiut podopiecznej Adriana Younge’a — Angeli Muñoz. Dodatkowo na plejliście (na dole wpisu): Carlos Niño/Miguel Atwood-Ferguson, Knxwledge w dwóch odsłonach, UMI, IDK z przyjaciółmi, Miles Bonny, Ego Ella May, Brian McKnight, Wiley oraz epki Dirty Projectors, 6lacka, Lionela Boya i The California Honeydrops. Jest czego słuchać!


#FridayRoundup

What’s Your Pleasure?

Jessie Ware

Universal / PMR / Virgin EMI

Ulala! Po kilku miesiącach oczekiwania na czwartą płytę Jessie Ware, co więcej, oczekiwania podsycanego kolejnymi znakomitymi singlami, w piątek What’s Your Pleasure wreszcie ujrzało światło dzienne! Jessie Ware pozostaje w retrosoulowym sosie (gdzie retro- należy czytać jako inspiracje 80sowym sophisti-popem), ale jednocześnie to dla niej zupełnie nowe otwarcie. Reinkarnuje się muzycznie, wchodząc bezkompromisowo w nu-disco, synth funk i house. Wciąż pozostaje sensualna i wrażliwa, pełna wdzięku i pasji, ale na doskonale wyprodukowanych syntezatorowych bitach jej kreacja wchodzi na terytorium smutnej, a przynajmniej refleksyjnej dyskoteki do tej pory okupywany przez Robyn. To najlepszy krążek w karierze Brytyjki przynajmniej od przełomowego debiutu Devotion sprzed ośmiu lat, a może i w ogóle! — Kurtek


#FridayRoundup

KiCk i

Arca

XL

Manifest, muzyczne laboratorium, wylęgarnia hitów- KiCk I próbuje w swojej materii połączyć wiele muzycznych tożsamości i autonarracji, prawie tak samo jak robi to sama Arca, będąca przecież osobą transpłciową i niebinarną. Cały wachlarz queerowych tropów wyprowadzonych w ramach nieheteronormatywnej muzyki na przestrzeni ostatnich kilku lat staje się w rękach artystki narzędziami do wytwarzania transhumanistycznego popu, niezwykle żywiołowego i, przede wszystkim, wywrotowego nawet jak na jej standardy. Mamy zatem powrót do wenezuelskich korzeni w odpryskach neoperreo, dekonstruowane kluby z całym ich szumliwo-hałaśliwym asortymentem oraz ekstatyczny, rozmarzony glitch znany z poprzednich, znacznie bardziej filigranowych sonicznie dokonań. W tym całym bogatym, wielopoziomowym chaosie nie ginie jednak to, co w Arce od zawsze najmocniej oddziałujące- emocjonalny ekshibicjonizm. Odważne, ryzykowne, ale obdarzone szalonym potencjałem granie. — Wojtek


#FridayRoundup

Mordechai

Khruangbin

Dead Oceans / Night Time Stories

Tymczasem teksaskie trio Khruangbin wydaje najbardziej „wokalny”, ale i najbardziej rozwodniony album w swojej karierze (czyżby?). Mordechai to muzyka wyjęta spoza czasu; niezbyt szkodliwa, ale też niespecjalnie zajmująca. Psych-latynoska, szkicowa, „Pelota” była tu jedynie jednorazowym wyskokiem. Reszta albumu tradycyjnie bazuje na silnej podstawie złożonej z psychodelii, rocka i okołosoulowych brzmień, z których to można złożyć całe mnóstwo muzyki o niczym, reprezentowanej przez antypiosenki bez wyraźnego kierunku brzmieniowego. Jeżeli lubicie takie dryfowanie, możecie spróbować, ale my radzimy zabrać swoje szezlongi na inne podwórko. — Maja


#FridayRoundup

CeeLo Green Is Thomas Callaway

CeeLo Green

Easy Eye Sound / BMG

Szósty studyjny album Cee Lo Greena pt. CeeLo Green Is…Thomas Calloway to mieszanka soulu, rocka i country stylizowana na wydawnictwa z lat 70. Na płycie znalazło się 12 utworów, które promują single takie „jak Lead Me”, „Doing It All Together” oraz „People Watching”, prezentujące ciepłe, pozytywne brzmienie z domieszką typowego dla lidera Goodie Mob poczucia humoru. CeeLo Green Is…Thomas Calloway to również pierwszy solowy projekt artysty od 5 lat, co daje nadzieję na to, że znalazł odrobinę czasu i przestrzeni, aby odświeżyć swoje brzmienie i oddać w ręce fanów album przywodzący na myśl udane The Lady Killer sprzed 10 lat. Czy Thomas Callaway ma dziś do zaoferowania coś więcej niż radiowe hity, czy wizerunek ekscentryka? Przekonajmy się. — Adrian


#FridayRoundup

Introspection

Angela Muñoz & Adrian Younge

Linear Labs

Adrian Younge i Angela Muñoz zaczęli współpracę, kiedy artystka miała 15 lat. Zostali sobie przedstawieni przez brata, Brandona Muñoza. Adrian zauroczył się dojrzałą duszą Muñoz, a ta z kolei zainteresowała się dystyngowanym brzmieniem Younge’a. Efektem ich pracy jest wydany w wieku 18 lat Angeli, album Introspection. Głos artystki hipnotyzuje od początku do końca trwania płyty, jej emocjonalne podejście do muzyki emanuje od pierwszych taktów, a muzyczna dorosłość wyczuwalna jest na odległość. Duet, za sprawą tradycyjnie brzmiących emocjonalnych kompozycji, przenosi słuchacza do starych dobrych czasów old soulu, zachęcając do wewnętrznych przemyśleń oraz analizy własnego umysłu. — Forrel


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Teyana Taylor, John Legend, Rasmentalism i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. To kolejny bardzo mocny przedwakacyjny tydzień z odsłuchami płyt oczekiwanych od wielu miesięcy takich artystów jak Teyana Taylor, John Legend, Rasmentalism, Starchild & The New Romantic, Amnesia Scanner, Don Bryant, Roy Ayers czy Bokun. Wszystkie do sprawdzenia poniżej.


#FridayRoundup

The Album

Teyana Taylor

G.O.O.D/Def Jam

Pamiętacie, jak Teyana Taylor narzekała na brak kontroli nad K.T.S.E.? Nie? No to teraz sobie przypomnicie. Dokładnie dwa lata po premierze ostatniej części wyomingowskiego pakietu Kanyego Westa wokalistka demonstruje, jak to jest wydać prawdziwy The Album. Towarzyszy jej w tym masa znakomitych gości, jak Erykah Badu, Ms. Lauryn Hill, Missy Elliott czy Future. Album The Album jest tak monumentalny, jak tylko może na to wskazywać nazwa, czuć też, że nad produkcją nie czuwał już Kanye West, bo treść już tak monumentalna nie jest. Niemniej jednak w ostateczności to całkiem niezły zestaw mniej lub bardziej udanego contemporary R&B. Brak tu wprawdzie wyraźnych kandydatów na przebój (może poza „We Got Love”), ale w odpowiednich okolicznościach (choćby to miało być „just chillin’ with the homies”) wynagrodzi cierpliwych. — Maja


#FridayRoundup

Bigger Love

John Legend

Columbia/Sony

Czas „choroby świata” John Legend wykorzystał na ostatnie szlify nowego wydawnictwa. Artysta nie próżnował zamknięty w czterech ścianach, tylko postarał się, aby światło ujrzała jego najnowsza płyta Bigger Love, zrodzona z miłości do rodziny, ludzi i muzyki. Miłosne lukrowane teksty podszyte w większości przyjemną melodią zapewne sprawią, że płyta Legenda ponownie znajdzie uznanie wśród fanów. Jego uniwersalne piosenki, jako ładnego chłopca, wiodącego szczęśliwe życie u boku pięknej żony, słucha zarówno starsze, jak i młodsze pokolenie. John przyzwyczaił nas do wydawania płyt regularnie, ale nie idzie za tym wartość dodana. Wręcz przeciwnie, z każdym krążkiem poziom merytoryczny spada. Uznajmy więc, że Bigger Love jest sympatyczną płytą z kilkoma hitami, która nie zbawi świata, ale pomoże wielu ludziom przetrwać trudne chwile. — Forrel


#FridayRoundup

Geniusz

Rasmentalism

Def Jam/Sony Music Poland

Białas, Dawid Podsiadło, Kuba Badach, Pezet i wielu innych… taką wybuchową mieszankę gości usłyszymy na najnowszym krążku Rasmentalism. Geniusz to z jednej strony brzmienia przywodzące na myśl produkcje Flirtini, z drugiej miejscami można doszukać się klimatu 1985. Na pewno to idealny krążek na lato, dlatego ostatecznie cieszymy się z tego przesunięcia premiery na czerwiec. Parafrazując klasyka — wszyscy jesteśmy geniuszami. Albo nikt z nas. Tak grupa zapowiada tematykę albumu. Co prawda trasa koncertowa promująca Geniusza została odwołana, ale duet będziemy mogli zobaczyć na żywo 25 lipca w Warszawie w ramach projektu Lato na Pradze. — Polazofia


#FridayRoundup

Forever

Starchild & The New Romantic

New Romantic World

Bryndon Cook występujący od przeszło siedmiu lat pod aliasem Starchild & The New Romantic jest trochę taką sierotką sceny R&B. Typ od lat sprawnie łączy pościelowe R&B nowej fali z inklinacjami w stronę 80sowych syntezatorowych aranżacji i funkującej rytmiki, ale pomimo patronatu Solange i wsparcia kolegów po fachu — Toro y Moi, Londona O’Connora czy Nicka Hakima — nie udało mu się jak dotąd skraść serc ani miłośników soulu, ani fanów niezalu. I Forever niewiele chyba w tej materii zmieni — to nadal dosyć letnie granie. W obu znaczeniach tzn. zarówno odpowiednie na lato, jak i dosyć wycofane i nieprzełomowe. Za to naprawdę miło się tej płyty słucha. Miłośnicy post-Prince’a na pewno znajdą tu coś dla siebie. — Kurtek


#FridayRoundup

Tearless

Amnesia Scanner

PAN

Amnesia Scanner znalazła pomysł na siebie. Od kilku lat skutecznie dewastuje formuły klubowego bajlando mieląc je postindustrialnymi turbinami na chropowate neoperrero. Jest to muzyka mocno postczłowiecza, oderwana nie tylko od tożsamości na wpół anonimowych autorów, ale także od w ogóle ludzkiej cielesności, wyśpiewana w większości przez syntezator mowy. Do tego dołóżmy estetykę spod znaku informacyjnej pulpy epoki późnego postmodernizmu i mamy intrygujący, prowokacyjny samograj, z którego można do woli czerpać. Tearless to zatem powtórka z rozrywki. Rozrywki, żeby nie było, bardzo jakościowej (w szczególności gdy wjeżdżamy wraz z „AS Aca” czy „AS Going” w pole naprawdę żywotnego bangeropisarstwa), ale mimo wszystko dosyć odtwórczej. Zawodzi też nieco gościnny występ noisowych partyzantów z Code Orange, którzy giną w spikselowanej estetyce, ale ostatecznie to nadal bardzo wyraźny manifest jednego z najciekawszych obecnie projektów na scenie eksperymentalnego grania. — Wojtek


#FridayRoundup

You Make Me Feel

Don Bryant

Fat Possum

Prawdziwa ikona soulu — Don Bryant, powróciła po dłuższej nieobecności wydanym w 2017 roku krążkiem Don’t Give Up On Love. Wydany właśnie You Make Me Feel, potwierdza, że nie był to przypadkowy comeback. Najnowsze wydawnictwo artysty jest listem miłosnym do jego żony, czyli równie utalentowanej Ann Peebles, z którą są już w związku od 50 lat. Usłyszymy tu zarówno nowe kompozycje, jak i przeróbki starszych nagrań, a wszystko utrzymane jest w klimacie lat 60 i 70, w czym pomógł artyście rewelacyjny band Hi Rhythm Section. — Efdote


#FridayRoundup

Jazz Is Dead 002

Roy Ayers, Adrian Younge & Ali Shaheed Muhammad

Jazz Is Dead

Aż dziewięć długich lat czekać musieli słuchacze na nowy studyjny krążek od Roya Ayersa. Już w najbliższy piątek na serwisy streamingowe trafi bowiem wydawnictwo zatytułowane Roy Ayers JID002, które to stworzyli wraz z muzykiem Adrian Younge oraz Ali Shaheed Muhammad. Album ukaże się nakładem wytwórni założonej przez tę dwójkę, która wbrew swojej nazwie, czyli Jazz Is Dead ma ponownie przybliżyć słuchaczy do słuchania jazzu, który wciąż jest dużą inspiracją oraz fundamentem dla wielu gatunków muzycznych na czele z hip-hopem. Osiem oryginalnych nagrań napisanych wspólnie przez Younge’a, Muhammada oraz Ayersa nagranych zostało w Los Angeles, a oprócz wymienionej trójki w sesjach brali udział również perkusista Greg Paul oraz cała masa uzdolnionych wokalistek i wokalistów. — Efdote


#FridayRoundup

Pilliada

Bokun

Asfalt

Gdzie te czasy, gdy jeszcze „Paweł Bokun, Playboy roku” były najdoskonalszym oddaniem charakteru muzyki młodego kota polskiej rap sceny. Jeżeli ktoś pamięta czasy nokturnalnego, nieco absurdystycznego trapu spod znaku wczesnego Kendricka czy też miękkie, przyjemnie przaśne R’n’B pierwszych dokonań, to Pilliada może go zawieść. Wcześniej wspomniana przaśność, od zawsze będąca specyficznym trademarkiem Bokuna, tutaj przybiera formy syntetycznych barowych ballad i nieco smęciarskiego house hopu. Dosyć ciekawie się robi dopiero gdy przy końcu raper uderza w wódczaną refleksję i szary nihilizm codzienności, ale do tego momentu prowadzi nas ścieżkami wydeptanymi dużo bardziej ekscentrycznymi butami przez kilku zawodników cięższego kalibru. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Chloe x Halle, Ambrose Akinmusire, Baby Meelo i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Miniony tydzień, jeśli chodzi o premiery płytowe był przede wszystkim jazzowy. Nowe krążki wydali m.in. Ambrose Akinmusire, GoGo Penguin, Brad Mehldau, Ryan Porter czy Norah Jones. Najgłośniejszym albumem R&B był bezsprzecznie trzeci krążek Chloe x Halle, a połamane juki inspirowane amerykańskim hip hopem lat 90. na swoim długogrającym debiucie zaprezentował wrocławski producent Baby Meelo. Poza tym dowieźli RMR, Bibio, Dua Saleh, Jack Garratt czy Chromeo, a nowe epki wypuścili Azekel i Tank.


#FridayRoundup

Ungodly Hour

Chloe x Halle

Parkwood / Columbia / Sony

Siostry Bailey na dobre porzuciły ducha eksperymentatorskiego, rebelianckiego neo-soulu z debiutanckiego mikstejpu The Two of Us na rzecz kompresji, nowo-starego materiału Beyoncé zapatrzonej w trap-R&B Ariany Grande i follow-upu do Chilling Adventures of Sabrina (a nawet do… M.I.A.). Kiedy jednak odejmiemy powyższe drobiazgi i skupimy uwagę na kompozycjach, Ungodly Hour jest całkiem niezłym i najbardziej przebojowym w dorobku Chloe i Halle Bailey materiałem z kilkoma godnymi uwagi hajlajtami. Jeżeli chcecie się pobujać przy może sprasowanym, ale ciągle letniaczkowym i świeżym R&B, to będzie raczej bosko. — Maja


#FridayRoundup

On the Tender Spot

Ambrose Akinmusire

Blue Note / Capitol

On the Tender Spot of Every Calloused Moment Ambrose’a Akinmusire’a to jazz tyleż eklektyczny co nierówny w mnogości aspiracji. W post bopowej formule rozpoczynamy frywolnymi, rozedrganymi i na swój sposób pierwotnymi strzałami freejazzowej frywolności wraz z całym asortymentem wszelakich prób przekraczania progu wytrzymałości saksofonu, który niesie cały kawałek, by chwilę później dystyngowanie przejść w elegancki minimalizm i dalej w fortepianocentryczne, okołosoulowe, rzewne półpiosenki. Każda z tych formuł z osobna objawia ogromny potencjał Akinmusire’a i gdy ten daje się ponieść ekstrawagancji niektórych z nich, to wbija się idealnie pod skórę zamaszystą frazą, ale całościowo bywa, niestety, nieco zbyt niezdecydowany i niekonsekwentny, pomimo robiącego ogromne wrażenie warsztatu. — Wojtek


#FridayRoundup

The Greatest Misses

Baby Meelo

Polish Juke

Po wydanej w 2018 roku epce Kush, Hoops, Rhymes & Pizza Places i zeszłorocznym Monday Shrink Schedule wrocławski producent Baby Meelo wraca z nawet pełniejszą, bo długogrającą odsłoną autorskiego mariażu zawrotnie pulsujących footworkowych bitów z vibe’m klasycznego amerykańskiego rapu połowy lat 90. i eksperymentalnym jazzem. Jego wydany nakładem oficyny Polish Juke longplay zatytułowany The Greatest Misses to aż 17 żywiołowych, w dużej mierze instrumentalnych numerów czerpiących z amerykańskiej juke’owej tradycji, ale przepisującej ją na polskie realia — choćby niedającym się przegapić polskim samplem w rozpoczynającym „The Very Polish Shootouts”. — Kurtek


#FridayRoundup

Pick Me Up Off the Floor

Norah Jones

Blue Note / Capitol

Norah Jones od ponad 20 lat raczy słuchaczy swoim charakterystycznym wokalem, elegancją i klasą. Jej siódmy album Pick Me Up Off the Floor powstał z serii cieszących się uznaniem singli, które jako niepublikowane wcześniej kompozycje niespodziewanie złożyły się w album o dużej głębi i pięknie. Na krążku artystka stwarza intymny klimat, dzięki któremu przyjemnie słucha się tej niejednowymiarowej płyty, na którą składają się elementy bluesa, gospel, folku, czy nowego soulu. Fortepianowe trio w postaci Briana Blade’a, Jeffa Tweedy’ego i samej Jones stworzyło nieco mroczne wydawnictwo, które próbuje przedostać się w stronę światła, dzięki tekstom przeciwstawiającym się stracie i dającym nadzieję. W obecnej sytuacji Pick Me Up Off the Floor może być albumem wywołującym głębokie refleksje, a także wyciągnie pomocną dłoń, by wydostać się z gęstej mgły. — Forrel


#FridayRoundup

GoGo Penguin

GoGo Penguin

Decca / Blue Note

GoGo Penguin to trio instrumentalne z Manchesteru, w skład którego wchodzi klawiszowiec Chris Illingworth , perkusista Rob Turner i basista Nick Blacka. Nowy album grupy zatytułowany jest GoGo Penguin i zawiera dziesięć kompozycji muzycznie oscylujących gdzieś między jazzem, ambientem i alternatywnym rockiem. Zespół, okrzyknięty Radiohead brytyjskiego jazzu, stawiany jest nieraz na równi z takimi artystami jak Aphex Twin czy Four Tet. To głównie za sprawą niezwykłego klimatu ich kompozycji i rozbudowanych partii instrumentalnych. Nowy materiał został wydany dwa lata po świetnie przyjętym A Humdrum Star i jest kolejnym dowodem na to, że GoGo Penguin są godnymi reprezentantami prężnie rozwijającej się sceny brytyjskiego jazzu. — Polazofia


#FridayRoundup

Suite: April 2020

Brad Mehldau

Nonesuch

Szczególne czasy wymają szczególnej oprawy muzycznej. Amerykański pianista jazzowy i kompozytor Brad Mehldau na kwaratannie zrealizował kameralną fortepianową suitę zatytułowaną po prostu April 2020. To w dużej mierze muzyczny zapis uczuć i emocji towarzyszącym wydarzeniem ostatnich miesięcy. Mehldau szuka na płycie sposobów, by przy pomocy dźwięków fortepianu, grze prawej i lewej ręki oddać ideę społecznego dystansu. Część przychodów ze sprzedaży krążka zostanie przekazana na specjalny fundusz pomocy muzykom dotkniętym koronawirusem założony przez Jazz Foundation of America. — Kurtek


#FridayRoundup

Drug Dealing Is a Lost Art

RMR

Warner

O zamaskowanym raperze wiadomo niewiele. Popularność zaczął zdobywać wiosną, gdy ukazał się jego viralowy singiel „Rascal”. To hołd złożony klasykowi „Bless the Broken Road”, balladzie grupy Rascal Flatts, bo RMR (wym. „Rumor”) łączy właśnie rap z brzmieniami country. To, jak wiadomo, w ostatnim czasie sprzedaje się coraz lepiej, a młody artysta posiada do tego melodyjny głos i odnajduje się zarówno w śpiewie, jak i nawijce – jego styl przyrównać można do Young Thuga i Post Malone’a. Na „Drug Dealing Is a Lost Art”, debiutanckim minialbumie, pokazuje swoje możliwości. I choć epka nie jest zbyt przełomowa, nie można odmówić jej przebojowości. RMR-a warto mieć na oku! — Klementyna


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Run the Jewels, Miętha, Armand Hammer i Flatbush Zombies

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. W tym tygodniu przedstawiamy wam tylko cztery, ale bardzo konkretne premiery — Run the Jewels, Miętha, Armand Hammer i Flatbush Zombies! Więcej nowej muzyki na plejliście na Spotify.


#FridayRoundup

RTJ4

Run the Jewels

Jewel Runners / BMG

Na czwartą płytę grypy Run The Jewels czekać musieliśmy dość długo, ale trzeba przyznać, że ukazała się w idealnym momencie. Mocno zaangażowane treści opowiadające o nierównościach społecznych, brutalności policji czy wszechobecnym materializmie sprawiły, że album ten to idealny soundtrack do rewolucji mającej miejsce już nie tylko na amerykańskich ulicach. Jeżeli dołożymy do tego jedne z najcięższych produkcji w historii zespołu, atakujące nas wściekłością wywołująca skojarzenia z tym, jak działała niegdyś muzyka stworzona przez The Bomb Squad, otrzymujemy jeden z najlepszych krążków od El-P oraz Killer Mike’a. Wśród gości pojawiają się m.in. Zack de la Rocha, DJ Premier, Mavis Staples, 2 Chainz oraz Pharrell Williams, a o tym, jak odnaleźli się na tym krążku, przekonać możecie się poniżej. — Efdote


#FridayRoundup

Szum

Miętha

Asfalt

Miętha, czyli duet Skip i Awgs, sprawili nam niespodziankę i nieoczekiwanie wypuścili nowy projekt. Szum to siedem luźnych kompozycji, które mają dać nam namiastkę tego, co znajdzie się na kolejnym albumie składu. Materiał promował singiel „Maski” odnoszący się do aktualnych problemów, z którymi zmaga się świat. Jak mówią sami artyści: “Szum, to rozgrzewka przed maratonem, a także podziękowanie dla fanów, którzy od premiery Audioportretu wyczekują kolejnych kompozycji.”. Krążek długogrający ma się pojawić jeszcze tej jesieni! — Polazofia


#FridayRoundup

Shrines

Armand Hammer

Backwoodz Studioz

Jeżeli komuś jeszcze mało dowodów na to, jak doskonale ma się chodnikowy streetknowledge w tym roku, oto na horyzoncie pojawia się Armand Hammer ze swoim czwartym już krążkiem. Duet Elucida i Billy’ego Woodsa to ucieleśnienie ulicznego etosu prawdziwego MC. Ducha chaotycznego abstract rapu najlepszego sortu dozują w ciężkich linijkach kładzionych pod jeszcze cięższe i surowsze podkłady. Shrines nie zgrzyta aż tak mocno piachem ulicy w zębach, jak miało to miejsce na fenomenalnym Paraffin, eksploruje za to znacznie mocniej jazzowo rozedrgane aspekty dotychczasowej twórczości duetu, okiełznując chaos sampli na rzecz własnych opowieści. Chwilami trudno też nie odnieść wrażenia, że, mimo ogromnej klasy obu raperów, Billy Woods jest jednak znacznie wyrazistszy od swojego współnawijającego. Całość nie szokuje zatem tak mocno jak poprzedniczka, ale przed wejściem w naprawdę surowe uliczki eksperymentalnego getta brzmi jak dobra rozgrzewka. — Wojtek


#FridayRoundup

Now, More Than Ever

Flatbush Zombies

Glorious Dead

Po chwilowej ciszy Flatbush Zombies powraca z nowym EP now, more than ever. Projekt zawiera 20 minut premierowego materiału (6 numerów) w charakterystycznym dla grupy narkotycznym, mrocznym stylu. Premierze towarzyszyło opublikowanie postapokaliptycznego teledysku do utworu „iamlegend” i listu otwartego do fanów, w którym zespół zachęca do charytatywnego wspierania trzech fundacji poprzez zakup stworzonych na potrzeby płyty ubrań i gadżetów. Czy now, more than ever zwiastuje nowy pełnoprawny krążek od najbardziej szalonego trio z Nowego Jorku? Oby — Adrian


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Rina Sawayama, Łona i Webber, Shabazz Palaces i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Dziś znów pełna kiesa premier! Poza Fioną Apple w miniony piątek do koszyczka wpadły także: Rina Sawayama, Łona i Webber, Shabazz Palaces, The-Dream, Dvsn, Westside Gunn, DaBaby, Avantdale Bowling Club czy RJD2, a to wcale nie koniec listy! Sprawdźcie koniecznie wszystkie na naszej plejliście na dole artykułu.


#FridayRoundup

Sawayama

Rina Sawayama

Dirty Hit

Oto jest! Debiut, którego świat artystycznego popu wypatrywał z zapartym tchem od przynajmniej trzech lat. Utalentowana Rina Sawayama, podopieczna ekscentrycznego popowego wizjonera Clarence’a Clarity’ego, zdążyła na alternatywnej scenie namieszać, gdy w październiku 2017 roku wypuściła swoją debiutancką epkę łączącą taneczny sznyt z alternatywnym R&B mocno inspirowanym popem przełomu milenialnego, a także muzycznym blichtrem dwóch wcześniejszych dekad. Teraz te same elementy zawarła na wysmakowanym długogrającym debiucie zatytułowanym po prostu Sawayama. Za produkcję odpowiada tu oczywiście sam Clarity, który wraz z Sawayamą, mającą japońskie korzenie, wplótł w ten krążek inspiracje J-popem i J-R&B. Nie jesteście przekonani? Posłuchajcie fenomenalnego singlowego „XS”! — Kurtek


#FridayRoundup

Śpiewnik domowy

Łona i Webber

Dobrzewiesz Nagrania

To już cztery lata odkąd Łona i Webber wypuścili dobrze przyjęty album Nawiasem Mówiąc. Jak to bywa z Łoną, jako że trzyma się raczej z daleka od mainstreamu polskiej sceny rapowej i niechętnie udziela się w mediach, raper po prostu zniknął. Tę ciszę przerwała epka — najnowsze wydawnictwo zatytułowane Śpiewnik domowy. Na materiał składa się siedem nowych piosenek i jeden remiks. Tematyka albumu oscyluje wokół zagadnienia tożsamości. Łona jak zwykle wchodzi na wyżyny kreatywności, jeśli chodzi o teksty. Tym razem w niebanalny sposób opowiada o różnorodności tożsamości i o tym, co może mieć na nią wpływ. Na wyżyny twórcze wzniósł się również Webber, którego bitów nie da się pomylić z żadnym innym producentem. — Polazofia


#FridayRoundup

The Don of Diamond Dreams

Shabazz Palaces

Sub Pop

Słucham i trochę nie dowierzam, że to te samo kombinatorskie, cudaczne duo, które ze swoich rapowych dąsów i ekscesów swojego czasu zlepiło afrofuturystyczne Black Up. The Don of Diamond Dreams, najnowszy krążek Shabazz Palaces, to niemal ucieleśnienie uwielbianego przeze mnie określenie snoozfest. LP jest totalnym zaprzeczeniem wszystkiego tego, co sprawiało, że Opus Magnum grupy było takie fascynujące, a co stopniowo zanikało na poprzednich krążkach by teraz zanihilować zupełnie. Duet teoretycznie dalej mówi tym samym językiem, mamy połamane, syntetyczne biciwa i wycofany, absurdystyczny rap, ale problem w tym, że tam gdzie poprzednie krążki uskuteczniały wciągający dźwiękowy kubizm, tu wkrada się monotnia. Tam gdzie powinno być naturalistycznie i surowo jest tylko niedbale, a tam gdzie grupa naprawdę mogłaby odlecieć w astralne fazy, wciskany jest tylko autopilot który wypluwa trochę randomowych perkusjonaliów i drażniące synthowe snuje. Wszystko jest tak strasznie leniwe i robione od linijki, a czyż nie o to chodzi w muzycznych eksperymentach, żeby jednak dać trochę po mordzie oczekiwaniom? — Wojtek


#FridayRoundup

SXTP4

The-Dream

Radiokilla / Hitco

SXTP4 — sequel wydanego w grudniu 2018 roku niesławnego dwu-i-półgodzinnego mikstejpu Ménage à trois już samą okładką nawiązuje do czasów świetności Dreama — rewolucyjnego Love vs. Money z 2009 roku. Trzy kwadranse z bedroomowym R&B Dreama przynajmniej w części skutecznie wskrzeszają ten dawny blask, choćby w nigdy oficjalnie nieopublikowanym podwójnym singlu „Body Work”/”Fuck My Brains Out” pierwotnie zaprezentowanym publiczności na własnej stronie internetowej Dreama w 2011 roku, który zawiera w sobie cały geniusz muzyki Teriusa Nasha z Prince’owskimi inspiracjami i fenomenalnie poprowadzoną produkcją odpowiadającą ekstazie deklarowanej w tekstach. I o ile często są to deklaracje bez pokrycia, Dream jak mało kto potrafił poprzeć słowa muzyką. Czy to już powrót producenta do formy, czy jedynie podróż sentymentalna do lepszych dni? — Kurtek


#FridayRoundup

A Muse in Her Feelings

Dvsn

OVO Sound / Warner

Duet Dvsn wrócił po dwóch latach z nowym materiałem. A Muse in Her Feelings to kolejny krążek, który przepełniony jest pościelówkami nawiązującymi do brzmienia R&B z lat 90-tych, na który Daniel i Nineteen85 zaprosili grono gwiazd, bo usłyszymy m. in. PartyNextDoor, Jessie Reyez, Ty Dolla $ign, Popcaana, Summer Walker, czy Snoh Aalegra. Daniel Daley znów delikatnie koi słuchacza wokalnym melodramatem. Z Dvsn jest zazwyczaj tak, że charakterystyczna głęboka linia basowa jest nam sprzedawana z lekkością piórka. To też nieskomplikowane aranże, acz bogate w detale. — Kuba Żądło


#FridayRoundup

Pray for Paris

Westside Gunn

Griselda

Pray for Paris, trzeci album członka Griseldy, ziomka MF Dooma i The Alchemista, wydaje się od momentu piątkowej premiery skazany, by wyprowadzić Westside Gunna na szersze wody. To pożądny rap z nowojorskim rodowodem zawieszony gdzieś pomiędzy gangsta rapem a boom bapem, nostalgią lat 90. a teraźniejszością. Na krążku gościnnie Joey Bada$$, Tyler, the Creator czy Freddie Gibbs. — Kurtek


#FridayRoundup

Blame It on Baby

DaBaby

Interscope

DaBaby właściwie co pół roku dostarcza nam nowy długogrający materiał. Dwa pierwsze albumy, Baby on BabyKirk, sprawiły, że stał się on jednym z najgorętszych amerykańskich debiutantów. Imponuje jego dynamiczne flow i to, jak sprawnie leci na dość minimalistycznych podkładach. Można przy tym niestety odnieść wrażenie, że jego kawałki są dość monotonne. Nie zmieniają tego nawet momenty takie jak tytułowy numer, w których raper bawi się zmianą bitu. Blame It on Baby, które zdobi adekwatna do obecnych czasów okładka, to kolejna szybka porcja opowieści o gangsterskim życiu, podbijanych jedynym w swoim rodzaju „let’s go!”. — Klementyna


#FridayRoundup

Live

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

Dwa lata po premierze ocierającego się o perfekcję Avantdale Bowling Club, Tom Scott dzieli się z fanami zapisem triumfalnego występu w klubie Powerstation, jednej z najważniejszych muzycznych miejscówek w Nowej Zelandii. Na Live usłyszeć można 5 utworów z poprzedniej płyty barwnie zaaranżowanych przez zespół i jego lidera. Chociaż mogłoby się wydawać, że tak bardzo instrumentalny projekt nie zyska wiele podczas koncertów, okazuje się, że udało wzbogacić się go o zupełnie nowe tony i elementy. Świetna propozycja dla wszystkich fanów Avantdale Bowling Club, którzy chcą sobie przypomnieć jazzową magię debiutanckiego krążka. — Adrian


The Fun Ones

RJD2

RJ’s Electrical Connections

Najnowszy krążek filadelfijskiego producenta nie przynosi wielkiej rewolucji. Mam tu bowiem wszystko to, do czego przyzwyczaił nas już ten uzdolniony muzyk w trakcie swojej kariery. Rozbudowane instrumentalne kompozycje czerpiące garściami z funku oraz rocka, hip-hopowi goście, czy też kilka utworów zaśpiewanych przez głównego bohatera albumu. Wszystko to jednak stoi na bardzo wysokim poziomie i album ten, który w zamyśle przypominać ma mixtape, doskonale spełnia swoją funkcję i jest kolejnym udanym wydawnictwem w dyskografii RJD2 — Efdote


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Jay Electronica, Shabaka and the Ancestors i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. A działo się sporo — zadebiutował wreszcie po dekadzie oczekiewania projektem długogrającym Jay Electronica! Poza tym Shabaka Hutchings wypuścił drugi krążek ze swoim świetnym składem z RPA — The Ancestors, a nowe wydawnictwa przygotowali także Nick Murphy, Charlotte Dos Santos, Tiombe Lockhart czy Ojerime. Ogarnijcie wszystko poniżej, a na samym dole posłuchajcie na plejliście.


#FridayRoundup

A Written Testimony

Jay Electronica

Roc Nation

Pewnie niewiele brakowało, by A Written Testimony znalazło się w gronie rapowych albumów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. A jednak debiut Jaya Electroniki miał swoją premierę w piątek – i to wcale nie jest największym zaskoczeniem. Całość została zarejestrowana ponoć w ciągu 40 dni (seriously?), a dużą rolę w jego powstaniu odegrał inny Jay, ten z Brooklynu. Tak dużą, że część fanów zdążyła już okrzyknąć krążek Electroniki mianem Watch The Throne 2. Co na to autorzy? Co na to Kanye? Co prawda Shawn Carter udziela się tu w zdecydowanej większości z 10 kawałków, jednak w tym wypadku mówienie o WTT2 wydaje się trochę na wyrost. A wracając do tych 40 dni, to na albumie znalazło się miejsce dla „Shiny Suit Theory” – singla… sprzed dekady. Silny kandydat do czołówki tegorocznych podsumowań? Bez wątpienia. Warto było czekać? Przekonajcie się sami! — Mateusz


#FridayRoundup

We Are Sent Here by History

Shabaka and the Ancestors

Impulse! /UMG

Jeśli zasłuchiwaliście się w The Comet Is Coming i Sons of Kemet, koniecznie sprawdźcie Shabakę and The Ancestors — nasz ulubiony projekt najpopularniejszego saksofonisty tenorowego w uniwersum współczesnego jazzu, który wrócił właśnie z drugim krążkiem. Następca znakomitego Wisdom of Elders z 2016 roku zatytułowany został We Are Sent Here by History i ukazał się nakładem, a jakże, oficyny Impulse! Skład Hutchingsa po raz kolejny zasilili znakomici muzycy z RPA — Mthunzi Mvubu, Gontse Makhene, Tumi Mogorosi, Nduduzo Makhathini, Thandi Ntuli, Mandla Mlangeni i Siyabonga Mthembu na wokalu. Podobnie jak w przypadku debiutanckiej płyty to solidna porcja spiritual jazzu z afrykańskim zacięciem. Must listen. — Kurtek


#FridayRoundup

Music for Silence

Nick Murphy

Detail

Music for Silence… tego typu wydawnictwa zdecydowanie potrzebujemy w tych tych trudnych ostatnio dniach. Nick Murphy, znany również jako Chet Faker, w ubiegłym tygodniu bez zapowiedzi wydał trwający godzinę album instrumentalny. To kolejny materiał, po świetnym Run Fast/Sleep Naked, który publikuje jako Murphy. Nad Music for Silence pracował w tajemnicy i odosobnieniu. Muzyk stwierdził, że ten proces był dla niego osobistym „oczyszczeniem”, które pomogło mu uporać się z własnymi problemami. Najnowsza płyta Nicka to zdecydowanie płyta warta sprawdzenia. — Polazofia


#FridayRoundup

Harvest Time

Charlotte Dos Santos

Because Music

W dniu premiery tytułowego singla z epki Harvest Time Charlotte Dos Santos określiła utwór piosenką „czasów zagmatwanych duchowo i burzliwych emocjonalnie”. Nie mogła zatem trafić lepiej z premierą całości materiału. Skromne, kilkunastominutowe wydawnictwo to kojący neo-soul w bogato aranżowanych piosenkach sprzyjających wyciszeniu. Wokalistka zupełnie wprost (vide okładka) zachęca nas do wykorzystania wygodnego fotela jako punktu wyjścia do egzystencjalnych przemyśleń. Sprzyjać temu będą z pewnością arpeggia harfy czy delikatne fortepianowe i moogowe pasaże. W czasach wzmożonego artykułowania witalności poprzez muzykę Harvest Time oznaczać więc będzie coś zupełnie odwrotnego, ale równie niezbędnego: wytchnienie. — Maja Danilenko


#FridayRoundup

The Aquarius Years

Tiombe Lockhart

Mother Tongue

The Aquarius Yearsto kompilacja z zadatkami na zgrabną wizytówkę. Wizytówkę nie tylko przydatną, ale wręcz potrzebną, bo sama Lockhart, mimo kilkunastu lat działalności artystycznej na koncie, dalej pozostaje postacią tyle samo enigmatyczną co zakorzenioną na stałe  w undergroundowej niszy, przez co właściwie anonimową dla szerszej publiczności. Ta podziemna perspektywa przekłada się na samą muzykę, która rezygnuje w dużej mierze z chwytania się przebojowych patentów (choć chwilami wydaje się mieć do tego pełne prawo i zadatki, chociażby w otwierającym „Mr. Johnnie Walker”), zamiast tego zaś snując się po soulowych soundscape’ach z lekkością lotu na miękkich narkotykach. Gdy jednak chwyci się już immersyjnego groove’u i uderzy w piosenkowe tony, potrafi urzec takimi strzałami jak cudowne, organicznie rozedrgane „You Need Me”. Ta sporadyczność przewidywalnej formuły może się okazać chwilami frustrująca, jednak Tiombe odpłaca z nadwyżką dźwiękowych tekstur i nieśpiesznie prowadzonej narracji. — Wojtek


#FridayRoundup

B4 I Breakdown

Ojerime

Fang / Ojerime

Od wydania debiutanckiej epki Ojerime: The Silhoette minęło 5 lat. W tym czasie Ojerime wydała dwa magnetyczne mini albumy: Fang:20014U. Na mixtapie B4 I Breakdown wciąż brzmią echa twórczości TLC czy Aaliyah. Na składankę składają się nie tylko single: akustyczno-elektroniczne „Empty” i enigmatyczne „Whiskey”. Królują na niej utwory w duchu wyrafinowanego R&B.: zwielokrotnione wokale w kompozycji acapella „Turn You Off Pt.2” – część pierwsza uplasowała się na debiucie w remixie Jordana Jamesa – klasyczne „Give It Up 2 Me” i tajemnicze „SWV – This Ain’t Easy” to największe hajlajty. Ojerime koncentruje się na sobie, szuka własnego brzmienia i błyszczy. Eleganckie, głębokie warstwy dźwiękowe i hipnotyzujący, aksamitny wokal sprawia, że B4 I Breakdown tworzy tło dla obowiązującej kwarantanny. Warto w tym wyjątkowym okresie zatrzymać się i dać się wciągnąć w twórczość wokalistki, szukającej (emocjonalnej) stabilizacji w tych niespokojnych czasach. — Ibinks


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: José James, The James Hunter Six, Pro8l3m i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem nowe wydawnictwa zapewnili nam m.in. José James, The James Hunter Six, Pro8l3m, Jhené Aiko, Swamp Dogg, Tricky, Alfa Mist czy Meghan Thee Stallion. Wszystko na plejliście na dole strony.


#FridayRoundup

No Beginning No End 2

José James

Rainbow Blonde

No Beginning No End, czyli czwarty studyjny album José Jamesa ukazał się w 2013 roku, na stałe ugruntowując pozycję muzyka jako jednego z czołowych przedstawicieli brzmień oscylujących gdzieś pomiędzy R&B, jazzem, soulem i funkiem. W międzyczasie pojawił się krążek Lean On Me, który był hołdem dla legendarnego Billa Withersa. Tym razem, James powraca z materiałem bezpośrednio nawiązującym do wydawnictwa z 2013 roku. No Beginning No End 2, poza kwestiami muzycznymi, różni się labelem. Jak dotąd, José wydawał w Blue Note, w końcu udało mu się założyć własne wydawnictwo — Rainbow Blonde Records. Kolejna różnica to znacznie liczniejsi goście. Na sequelu usłyszymy między innymi Aloe Blacca w świetnym singlu „Turn Me Up”, Lizz Wright, Ledisi czy Christian Scott aTunde Adjuah. Jego najnowsza płyta to ponownie miks wszystkich tych brzmień, które bliskie są czytelnikom soulbowl.pl. Tym razem w nagraniu towarzyszyła mu sekcja rytmiczna, co czyni materiał jeszcze przyjemniejszym w odsłuchu. — Polazofia


#FridayRoundup

Nick of Time

The James Hunter Six

Daptone

Wydane przed dwoma laty Whatever It Takes The James Hunter Six doczekało się wreszcoe płytowego następcy! Premierę krążka Nick of Time wydanego przez Daptone Records odroczono co prawda o tydzień, ale udało się go wreszcie dostarczyć słuchaczom. Wydawca zapewnia, że materiał brzmi, jak zaginione perełki z katalogu Burta Bacharacha i chyba coś w tym jest — przynajmniej po odsłuchu trzech zaprezentowanych na przestrzeni ostatnich miesięcy zwiastunów płyty. Mimo wszystko nastawiałbym się bardziej na porcję klasycznego Daptone’owego R&B, w którym pobrzmieniwa tęsknota za Motown, południowym soulem oraz echa blue eyed soulu bez wygórowanych oczekiwań względem szeroko rozumianej przebojowości. — Kurtek


#FridayRoundup

Art Brut 2

Pro8l3m

2020

Zapowiedź powrotu Pro8l3mu do Artbrutowej formuły postawiła na nogi całe rzesze fanów polskiego rapu. Sequel do mixtape’u sprzed 6 lat, który opierał się w całości o sample z polskiej muzyki lat 70 i 80 (przede wszystkim synthpopowe) wydawał się nie tylko ekscytujący, ale wręcz potrzebny. Z jednej strony bowiem przez kilka ostatnich lat nastąpiła istna eksplozja popkulturowej retromanii, zauważalna zarówno w mainstreamie masowo powracającym do patentów z lat 90, jak i w coraz bardziej wychodzących z niszy estetykach synthwave’owych i vaporwaveowych. W Polsce zaś fascynacja ta, za sprawą m.in. działalności Olgi Drendy, postać przede wszystkim fascynacji duchologią w rodzimym wydaniu. Z drugiej natomiast sam Pro8l3m również potrzebował odświeżenia, bo od jakiegoś czasu leciał już na autopilocie, a tak świeże niegdyś odpryski (ponownie) nostalgii, tym razem spod znaku najntisowej elektroniki, w pewnym momencie również stały się już kliszą (tudzież kasetą), której ponowna kalka, choć zawsze dawała efekt przynajmniej rzemieślniczo przyzwoity, przestała fascynować. Potencjał był zatem ogromny, jednak w ostatecznym rozrachunku całość wypada… zachowawczo. Steez produkcyjnie, jak nigdy wcześniej, uderza w synthwave’ową (czasem wręcz wprost synthpopową) nutę, jednak brak temu takiej pociągającej szorstkości pierwszej części. Przeboje są, i to nawet całkiem srogie, jednak nadal pozostające w sferze komfortowych samograjów na Pro8l3matycznej kalce. Na plus na pewno liczyć można natomiast liryki Oskara, które tak nostalgiczne i refleksyjne nie były chyba jeszcze nigdy. Trudno zatem powiedzieć, że Art Brut 2 nie działa, ale wątpię, by za kilka lat był wymieniany jednym tchem ze swoim pierwowzorem. — Wojtek


#FridayRoundup

Chilombo

Jhené Aiko

Def Jam / UMG

Fani Jhené Aiko zostali szczęśliwie obdarowani jej trzecim albumem. Jak wskazuje tytuł, który jest jednocześnie nazwiskiem artystki, Chilombo jest osobistym i bardzo wrażliwym wydawnictwem. Mnogość utworów (jest ich aż 20) może nieco przerażać, ale po wsłuchaniu się w tę terapię, doznamy prawdziwego akustycznego uzdrowienia. Na płycie usłyszymy poznane wcześniej kawałki „Triggered (Freestyle)”, “None of Your Concern”, “PU$$Y Fairy (OTW)” oraz “Happiness Over Everything (H.O.E.)”, które wraz z pozostałą zawartością Chilombo, składają się na mieszankę dźwięków R&B i hip-hopu, zgrabnie przyprawioną żywymi instrumentami, na które znaczącą uwagę zwraca Aiko. Trzeci album jest jednocześnie najbardziej eksperymentalnym wydawnictwem artystki i niestety stworzonym na jedną nutę, mogącym niektórych nużyć. — Forrel


#FridayRoundup

Sorry You Couldn’t Make It

Swamp Dogg

Joyful Noise / Pioneer Works Press

Najbardziej nieugięty orędownik freak soulu powraca z auto-tune’owej wyprawy, by ponownie oznajmić nam prawdę o muzyce (i o życiu). Sorry You Couldn’t Make It, dwudziesty trzeci (!) album w karierze Swamp Dogga, kieruje wektor uwagi w stronę country. Liczyć możemy oczywiście na piosenki o miłości i złamanym sercu. Wszystko to opakowane w country-bluesowe wdzianko z domieszką R&B i południowych brzmień. Jeżeli udziwniony, ale konserwatywny soul z duszą na ramieniu jest wam bliski, Swamp Dogg nadal czuwa nad stanem waszych playlist. — Maja Danilenko


#FridayRoundup

20,20

Tricky

False Idols

Po 3 latach milczenia legenda bristolskiego trip-hopu powraca z nowym materiałem. Współzałożyciel grupy Massive Attack przygotował wydaną we własnej wytwórni False Idols epkę 20,20. Słychać na niej zaproszone przez muzyka wokalistki Martę i Anikę. Na mini krążku Tricky’ego znalazły się 3 nagrania. Obok singlowego, minimalistycznego „Lonely Dancer” rozbrzmiewa obiecujące „Hate This Pain” ze stłumionymi mruczankami artysty w tle oraz instrumentalne „M”. Brakuje pomimo to tłustych beatów i narkotycznego klimatu, z jakiego znany jest Tricky. Chociaż nie jest to forma, do której nas przyzwyczaił, jak na przejściową epkę brzmi nieźle. — Ibinks


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Tame Impala, Justin Bieber, PJ Morton i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Nie dziwota, że w walentynki, globalne święto miłości, rzeka premier płytowych znów wylała. Nowe płyty przygotowali nie tylko Tame Impala i Justin Bieber. PJ Morton zaprezentował swój repertuar w wersji akustycznej, swój długogrający debiut wypuścił Sega Bodega, a nowe longplaye wypuścili także Tennis, Moses Boyd, The Heliocentrics, Jazzpospolita czy Nathaniel Rateliff. Ponadto na plejlistę trafili w tym tygodniu także: Niia, $uicideBoy$, Tink, LightSkinKeisha, Bill Laurance, Tim Berne’s Snakeoil, A Boogie With da Hoodie, Eric Bellinger, Chasity London, Fetty Wap i Lil B. Sami widzicie, że wylała!


The Slow Rush

Tame Impala

Modular / Island

Tame Impala właśnie wypuścili czwarty, wyczekiwany przez fanów album. Następca Currents nosi tytuł The Slow Rush i znalazły się na nim między innymi „Lost In Yesterday” czy „Borderline”. Najnowszy materiał Kevina Parkera i spółki to kolejna podróż przez psychodelię, rockowe riffy i syntetyzatory. Tym razem oczywistych punktów zaczepienia jest jakby mniej. Na płycie, może poza „Borderline”, trudno od razu wyłapać równie przebojowe kawałki co „The Less I Know The Better” czy „Let It Happen”. Nie jest to jednak wada albumu, The Slow Rush wciąga —- jeden utwór zlewa się z kolejnym. Czuć, że nad wszystkim czuwał Parker —- muzyczny perfekcjonista, który skrupulatnie nadzorował proces powstawania płyty. Tytułowy „powolny pośpiech” idealnie odzwierciedla uczucie, które może towarzyszyć przy słuchaniu płyty. Przez ostatnie lata muzycy przyzwyczaili nas do minimalizmu, dlatego przy odsłuchu dwunastu kawałków, które trwają w sumie prawie godzinę, naprawdę można się zgubić. — Polazofia


Changes

Justin Bieber

Def Jam / UMG

Justin Bieber wraz z kolejną dekadą rozpoczął nowy etap w swoim życiu. Następca wydanego w 2015 Purpose to, jak łatwo można się domyśleć, list miłosny do jego żony, Hailey Bieber. Zmiany rzeczywiście są duże. Oprócz tych związanych z życiem prywatnym i kondycją psychiczną artysty, mają miejsce również w warstwie muzycznej. Najdłuższy album Justina Biebera gatunkowo umieścić można bliżej około trapowego r’n’b, niż jak do tej pory, popu. Mimo, że gościnnie pojawia się na nim m.in. Kehlani, Summer Walker czy Post Malone, a także raperzy, Quavo albo Travis Scott, materiał pozbawiony jest mocniejszych momentów. Jest trochę jak jego tytuł – właściwy, ale w żaden sposób zaskakujący. — Klementyna


The Piano Album

PJ Morton

Morton

Spontaniczna, casualowa nagrywka z ziomkami? Nic prostszego, wystarczy PJ Morton, który sprosi grono znajomków i współpracowników do wspólnego śpiewania, a do tego zaaranżuje wszystko w taki sposób, żeby sprawiało wrażenie, jakby umówił się z nimi tego samego dnia. The Piano Album to już czwarty album PJ-a Mortona live, kolejny po Gumbo Unplugged, ale o wiele bardziej kameralny i przytulny niż poprzednik, nagrany z 22-osobową orkiestrą. Wśród utworów i gości z ostatniej płyty Mortona PAUL pojawia się też kilka innych atrakcji. Tym razem wszystko wyłącznie przy akompaniamencie fortepianu. Z tą walentynką PJ Morton dopiero się rozkręca, bo zapowiedział już co najmniej dwa projekty na nowy rok. Zanim jednak spadną na nas nowości z firmy Morton, sprawdźcie koniecznie wideo z nagrania:dzieje się!Maja


Swimmer

Tennis

Mutually Detrimental

Amerykański duet Tennis to od kilku dobry lat moi faworyci, jeśli chodzi o kunsztowne łączenie smooth soulu, dream popu i soft rocka pod banderą szeroko pojętego indie. Ich poprzedni krążek Your Conditionally był synonimem muzycznej słodyczy bez przesadnej sacharozy. Klasyczna nienachalna popowa melodyka, stylistyczne inspiracje produkcją lat 70. i doskonała równowaga pomiędzy sentymentalizmem a poptymizmem to najważniejsze cechy twórczości grupy. Nowy album, wydany tak samo jak poprzedni nakładem własnej oficyny duetu Mutually Detrimental, to naturalna kontynuacja wcześniejszego dorobku Tennis w nawet bardziej przebojowym wydaniu. — Kurtek


II: La Bella Vita

Niia

Niiarocco

Rozstania bywają bardzo trudne dla obydwu stron. Aby poradzić sobie ze smutkiem i wypełnić pustkę, która została po drugiej połowie, ludzie radzą sobie w różny sposób. Niektórzy zmieniają całkowicie otoczenie, by nic nie kojarzyło im się z ex, inni zastępują starą miłość nową, a jeszcze inni przelewają wszystko na papier i oczyszczają umysł. Ostatni sposób wybrała Niia, która po zakończeniu jakby się mogło wydawać obiecującego związku, by poradzić sobie z traumą, wydała album II: La Bella Vita. Postanowiła przetrasformatować smutki w nuty i stworzyć wyzwalające wydawnictwo. Znana ze swojego jazzowego klimatu artystka, na drugiej płycie postanowiła wyskoczyć nieco z ram i nadać muzyce więcej emocji i dynamiki. Dodała nieco szybszego bitu, mocniejszego basu i nowoczesności. Postanowiła nawet zmodernizować hitowy kawałek Mariah Carey „Obsessed” i wydać go pod nieco zmienionym tytułem „Obsession” z nową linią melodyczną. Całość przyprawiła swoim uwodzicielskim wokalem. Jak widać dla Amerykanki święto zakochanych jawi się w tym roku jako black Valentine’s day. — Forrel


Dark Matter

Moses Boyd

Exodus

W odróżnieniu od ostatniej płyty nagranej jako Moses Boyd Exodus, która w dużej merze oscylowała wokół jazzu, wyśmienity perkusista, producent oraz kompozytor dostarczył nam pierwszy solowy krążek, na którym idzie trochę dalej. I chociaż takie hybrydy stylistyk nie powinny nas już zaskakiwać, tym bardziej, jeżeli dostajemy je od reprezentanta londyńskiej sceny, to poznać trzeba, że mix jazzu, tanecznej oraz bardziej mrocznej elektroniki, afro beatów oraz garażowego 2stepu robi spore wrażenie. Jeżeli dorzucimy do tego kilka wokalistek, wnoszących dodatkowo odrobinę liryzmu, otrzymujemy dzieło, przy którym nie sposób jest się nudzić i z pewnością często będzie się wracać. — efdote


Salvador

Sega Bodega

Nuxxe

Irlandczyk Sega Bodega to członek Y1640, współzałożyciel wytwórni Nuxxe i przedstawiciel muzycznego ruchu zdekonstruowanego klubu. Przede wszystkim to producent (ma na koncie współpracę z Shygirl, Cosimą, Brooke Candy czy Oklou) i muzyk. 2 lata po ostatniej epce self*care debiutuje imiennym krążkiem Salvador. Pokręcone struktury i przesterowane wokale charakterystyczne dla elektronicznej awangardy stanowią odpowiedź na francuskie electro house spod znaku SebastiAna czy Gesaffelsteina. Na debiucie Sega Bodega pozostawił więcej miejsca na eksperymenty z surrealistycznym R&B. Pomiędzy estetycznym synth-popem Sophie, szczerością Arci i industrialnym housem Doriana Electry jest jeszcze miejsce dla Segi Bodegi. Taneczne „Masochizm”, absorbujące „Heaven Knows” i dziwaczne, singlowe „Salv Goes to Hollywood” to zdecydowane hajlajty, które rekompensują słabsze momenty. — Ibinks


Infinity of Now

The Heliocentrics

Madlib Invazion

Wychodzący pod szyldem legendarnego producenta (i z tegoż błogosławieństwem) longplay Heliocentryków to istna jazzowa postmoderna. Z gatunkowych ram stroi sobie żarty, romansując przelotnie z przeróżnymi stylistykami, aby ostatecznie po tych bezpruderyjnych flirtach ponownie trafić w ramiona szeroko rozumianego Nu-Jazzu. Utwory zatem często zaczynają się trip-hopującym pulsem, wzmacnianym gatunkowo przez równie eteryczne co nieporadne wokale, aby, prędzej czy później, odlecieć w sobie tylko znane rejony. Najczęściej narracja rozwijana jest w kierunku klasycznego krautorockowego jamu opartego na wyrazistej motoryce perkusji, aczkolwiek równie gęsto usiane są wpływy spontaniczności Jamesa Browna, elektroakustycznej improwizerki, rozbieganego futuryzmu zawieszonego gdzieś między Sun Ra a King Cirmson czy nawet Swansowej medytacyjnej mantryczności. Doraźnie sprawia ogromną frajdę, choć wydaje się cierpieć na poważny deficyt godnych zapamiętania czy ponownego przesłuchania momentów. — Wojtek


And It’s Still Alright

Nathaniel Rateliff

Stax / Concord

Zostać solistą jest przywilejem lidera. And It’s Still Alright to pierwszy solowy krążek Nathaniela Rateliffa od czasu sukcesu komercyjnego z jego grupą The Night Sweats w 2015 roku. Pierwszy drwal niebieskookiego rhythm & bluesa na solowym projekcie odchodzi quasi-bigbandowych aranży w stronę korzennego brudu, który zawsze podszywał twórczość zespołu. Na pierwszy plan wychodzą więc introspektywny folk i countrująca americana, ale w głosie Rateliffa wciąż wybrzmiewa ta sama bluesowa melodia, a płytę wciąż wydaje klasyczna soulowa oficyna — wszystko więc nadal zostaje w rodzinie! — Kurtek


Stop Staring at the Shadows

$uicideBoy$

G*59

— Coś się zmieniło? — Niekoniecznie. Na tym krótkim dialogu przeprowadzonym z moim znajomym apropos pytania, czy nowe $B warto sprawdzać cały opis mógłby się skończyć. Napiszę jednak trochę więcej, trochę dlatego, że nie wypada serwować takiej fuszerki, a trochę dlatego, że mimo obrzydliwie przewidywalnej formuły, chłopaki starają się ten prezent zaserwować tak, abyśmy przynajmniej mieli frajdę z rozpakowywania go. Do łask powracają zatem zapomniane przez chwilę przez duet phonkowe wpływy spod znaku SpaceGhostPurrpa (na plus) oraz autotunowe wokalizy (bardzo, bardzo na minus). Tu krzykną, tam przyspieszą, jeszcze gdzieś indziej pobawią się w ASMR z piekła rodem, a fani formuły (sam dosyć sympatyzuję) powinni być zachwyceni. Jeżeli natomiast miałbym wskazać najjaśniejszy punkt mixtape’u, to produkcyjnie dawno tak dobrze u duetu nie było. „That Just Isn’t empirically possible” zapisuję złotymi zgłoskami już za sam sampel. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Luke James, K. Michelle, Terrace Martin i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Po tygodniu posuchy kreatywne wody znów wezbrały i przyniosły nam nowe longplaye Luke’a Jamesa, K. Michelle, Ryana Beatty’ego, Syleeny Johnson, Son Little, DJ-a Fresha z Curren$y’m, Ayọ i Marca E. Bassy’ego, a do tego zapis występu na żywo grupy Gray Area Terrace’a Martina oraz instrumentalną wersję Bandany Madliba i Freddiego Gibbsa.


To Feel Love/d

Luke James

Culture Collective / Howling Nights

Raheemie Devaughnie, strzeż się, twój tron jest zagrożony! Przy okazji swojego drugiego longplaya, oczekiwanego od sześciu lat następcy debiutu z 2014 roku, Luke James przypuszcza zmasowany atak na koronę króla pościelówek. Wszystkie trzy single promujące krążek składały ukłony w stronę quiet-stormowego neo-soulu, a premiera całej płyty jedynie potwierdziła przypuszczenia. James czasem ucieka w oldschool, czasem w awangardę, bywa popowy i wycofany, ale z jego ust nie schodzą słowa miłości. Tym samym w kontekście wycofywania się najpopularniejszych piosenkarzy R&B na pozycje post-trapowe tytuł króla pościelówek jest dla Luke’a Jamesa jak najbardziej osiągalny! — Kurtek


All Monsters Are Human

K. Michelle

Chase Landin / No Color No Sounds

Kimberly Michelle Pate powraca po trzech latach muzycznego milczenia z (kolejną?) płytą manifestem. Na All Monsters Are Human wokalistka bierze na tapet odejście od wytwórni Atlantic i inne trudne zmagania życiowe. Na papierze brzmi to jak nowe otwarcie i nowe artystyczne możliwości. W praktyce jest całkiem przewidywalnie: K. Michelle koncentruje się na nostalgicznym i uduchowionym R&B, sięgającym strukturalnie do lat 80. Nie stroni też od wstrząsających wyznań a także od odczłowieczonego, wokoderowego wokalu, który tym razem zdaje się dominować o wiele bardziej niż na jakichkolwiek innych produkcjach sygnowanych marką K.Michelle. Być może to dlatego All Monsters Are Human z taką łatwością wtapia się w tło otoczenia, nie pozostawiając zbyt wiele treści dla słuchacza. — Maja


Live at the JammJam

Terrace Martin’s Gray Area

Sounds of Crenshaw / Jammcard / Empire

Przepis na najnowszy, koncertowy krążek kalifornijskiego multiinstrumentalisty — Terrace’a Martina był prosty. Zaprosił on kilku znakomitych muzyków, wśród których znaleźli się m.in. Kamasi Washington, czy też brat Thundercata — Ronald Bruner Jr. oraz liczącą 300 osób publiczność. Następnie w Studio A of United Recording mieszczącym się w Los Angeles, zagrali oni pełen werwy jazz, rejestrując jednocześnie żywiołowość bandu oraz niesamowitą wręcz interakcję i wymianę energii z zebranymi tam słuchaczami. Warto sprawdzić, chociażby dla genialnej reinterpretacji nagrania „For Free?” z repertuaru Kendricka Lamara. — Efdote


Dreaming of David

Ryan Beatty

Mad Love / Interscope

Ryan Beatty zaczynał przed trzema laty od chórków na trylogii Saturation Brockhampton, wkrótce można było usłyszeć go też — tym razem wymienionego pod własnym nazwiskiem na świątecznej epce Tylera, the Creatora i Arizona Baby Kevina Abstracta. I to właśnie u Abstracta należy szukać analogii stylistycznych dla autorskiej wizji akustycznego R&B Beatty’ego. Jego drugi solowy krążek Dreaming of David to naturalna kontynuacja przegapionego trochę przez media, krytyków i publikę debiutanckiego Boy in Jeans sprzed dwóch lat. Nowy album nawet bardziej niż do twórczości wymienionego Abstracta zbliża się jednak do kanonicznego Blonde Franka Oceana — Beatty przetwarza tę samą melodyczną przerwotność i surową emocjonalność, z którą oswoił słuchaczy R&B Ocean. — Kurtek


Woman

Syleena Johnson

SJ / eOne

Na fali wciąż wypływających doniesień o złym traktowaniu kobiet, Syleena Johnson wypuściła swój najnowszy album Woman. Aby wzmocnić przekaz i podkręcić promocję, wokalistka przeszła radykalna metamorfozę fizyczną i wystartowała w konkursie fitness Texas Cup, zdobywając jedną z głównych nagród. Zakończyła pewien etap swojego życia i swojej kariery, ogłaszając tym samym zaprzestanie wydawania kolejnych i tak już słabnących „chapterów”. Woman daje siłę artystce, motywację do dalszego działania i niesie wsparcie dla wszystkich kobiet, którym brakuje motywacji i siły do przeciwstawienia się trudnym sytuacjom. Jak można było się spodziewać, Johnson podchodzi do tematu w sposób niezwykle lamentacyjny, zasadniczo bardziej użalając się, niż dając wsparcie. Zapewne wiele kobiet utożsami się z płytą, a tytułowe „Woman” nie jedną kobietę wyciągnęło z emocjonalnego dołka, jednak w moim rozumieniu muzyka, której celem jest podtrzymywanie na duchu słabszych, powinna być bardziej pozytywna, niż sentymentalna i wpędzająca w jeszcze większe psychiczne tarapaty. Muzycznie Syleena radzi sobie całkiem nieźle. Na krążku znajdziemy podniosłe ballady, kawałki zarówno spod znaku współczesnego R&B, jak i nieco dynamicznego soulu. Wśród zaproszonych gości znalazły się takie nazwiska jak Raheem DeVaughn, czy Q Parker, którzy jednak nie ratują wydawnictwa przed wiejącą ze wszystkich stron nudą, pomimo poruszenia ważnej kwestii. Wykształcona muzycznie, jednak ciągle bez polotu Johnson, wciąż czeka na swój „hit song”. — Forrel


Aloha

Son Little

Anti

Aaron Earl Livingston to pochodzący z Filadelfii artysta znany pod pseudonimem Son Little. W swojej twórczości łączy typowe R&B z tak klasycznymi inspiracjami jak muzyka Paula McCartneya czy Grizzly Bears. Od wydania debiutanckiego albumu zatytułowanego Son Little współpracował między innymi z The Roots czy swoją ulubioną wokalistką — Mavis Staples. Następca New Magic to dwunastopiosenkowy aloha. Materiał podobno powstał w zaledwie osiem dni przy nieocenionym wsparciu Renauda Letanga, znanego między innymi z produkowania dla Manu Chao. Co ciekawe, to pierwszy raz, kiedy Livingston współpracował przy swoim materiale z innym producentem. aloha została nagrana w paryskim studiu Ferbel. Najnowszy album Son Little to podróż przez klasyczne R&B i indie, z niemniej istotnymi wspływami soulu. — Polazofia


Bandana Beats

Madlib

Keep Cool / RCA

Wzorem swojego poprzednika, zeszłoroczna Bandana doczekała się w końcu swojego wydania instrumentalnego. To 15 dobrze znanych fanom duetu MadGibbs podkładów, tym razem bez żadnych występów wokalnych, co pozwala na nowo odkryć bogactwo sampli i detali oryginału. Od relaksującego „Crime Pays”, przez pełne soulu „Palmolive”, po elektryzujące „Flat Tummy Tea” — Bandana Beats to podróż przez nietuzinkowe inspiracje Madliba, które dostarczają wręcz filmowych doznań. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników beat tape’ów. — Adrian


The Patience of the Saints

Diggs Duke

Following Is Leading

Jeżeli, podobnie jak niżej podpisany, trwacie w katorżniczych warunkach sesyjnych odbierających okruchy wolnego czasu potrzebne na pooddychanie nową muzyką, Diggs Duke ma propozycje dla was. The Patience of the Saints to bowiem 8-minutowy strzał neo-soulowego minimalizmu. Rozczulająca elegancja, ocierająca się chwilami nawet o zawadiacką jazzowość modernistycznych musicali (przerozkoszne „Eccentricity”) oraz klasyczne wokalne harmonizowanie (utwór tytułowy) koją zszargane nerwy, a minimalizm środków wyrazu (całość obiera się głównie o klawiszowe plumkanie podszyte drobnymi ozdobnikami i flirciarskimi dęciakami) wprowadza do całości specyficzną… przytulność. Dorzućmy do tego, że dwa z pięciu tracków to skity w formie raczej muzycznych żartów i dostajemy esencję antydepresyjnego, intymnego soulu, którego prawdopodobnie połowę bylibyście w stanie przesłuchać w trakcie, kiedy czytacie tą notkę, więc nie traćcie czasu i wrzućcie na głośnik tą rozkoszną miniaturę! — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Mac Miller, Mura Masa, Theophilus London i inni

#FridayRoundup

Po krótkiej noworocznej przerwie wracamy do cyklu #FridayRoundup, w którym dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, a tych było w miniony piątek całkiem sporo — od oczekiwanego pośmiertnego krążka z nagraniami nieodżałowanego Maca Millera, przez nowe krążki Mury Masy, Theophilusa Londona i Emily King, debiut 070 Shake i kolaborację Madliba z Oh No pod szyldem The Professionals aż po kuriozalny surprise album Eminema, który zelektryzował sieć, choć wcale nie powinien.


Circles

Mac Miller

Warner

Pierwszy pośmiertny krążek Mac Millera powstawał mniej więcej w tym samym czasie co ostatnia studyjna płyta artysty, czyli rewelacyjne Swimming i z założenia tworzyć miała spójną całość zatytułowaną Swimming in Circles. Tragiczna śmierć przerwała jednak proces tworzenia tego wydawnictwa. Po śmierci Malcolma rozpoczęte już szkice utworów postanowił ukończyć Jon Brion, czyli amerykański multiinstrumentalista oraz producent, znany, chociażby z wielu ścieżek dźwiękowych, ale również udziałów przy produkcji utworów dla takich artystów jak m.in. Beyonce, Frank Ocean, Janelle Monáe czy Kanye West. Muzyk współtworzył już wcześniej kilka utworów ze wspomnianego wcześniej Swimming i brał czynny udział w tworzeniu pomysłów na album Circles. Bazując na tym, co już powstało oraz na rozmowach, podczas których omawiali wspólne wizje tego, jak wyglądać ma końcowy efekt, doprowadził on wszystko do końca. Jeżeli dorzucimy do tego jedne z najbardziej osobistych tekstów rapera, otrzymamy bardzo smutne, ale jednocześnie przepiękne pożegnanie z fanami, które nie jest kolejnym, napchanym przypadkowymi udziałami gości, krążkiem stworzonym po śmierci artysty, ale pełnoprawnym i w dodatku znakomitym krążkiem. — efdote


R.Y.C

Mura Masa

Universal / Polydor / Anchor Point

Drugi album Mura Masy jest zupełnie inny od swojego poprzednika, którego warstwa muzyczna opierała się na marimbie, a całość była znacznie bliższa czarnym brzmieniom. R.Y.C (Raw Youth Collage), zgodnie z zapowiedzią, to mieszanka wszelkiej elektroniki lat 90. i gitar. Również wybór gości jest bardziej eklektyczny. Z jednej strony pojawia się tu Slowthai, z drugiej indie rockowy zespół Wolf Alice albo łagodna Clairo czy Tirzah. Chodzi tu przede wszystkim o powrót do przeszłości, pewną nostalgię i ucieczkę przed teraźniejszością. Decyzja o pójściu w tym kierunku muzycznym była dość ryzykowna. Sprawdźcie, jak Alex sobie z tym poradził. — Klementyna


Bebey

Theophilus London

My Bebey / Independently Popular

Mało kto chyba jeszcze pamiętał, że Bebey, zapowiadany od 2016 roku następca Vibes sprzed aż sześciu lat, wciąż jest na liście potencjalnych premier. Wtedy właśnie ukazał się fantastyczny new-wave’owy singiel „Revenge” z Arielem Pinkiem, który wieńczy tę niecodzienną płytę, na której znalazło się miejsce dla Raekwona, zaskakująco wyciszonego post-rapowego Lil Yachty’ego i dwóch świetnych duetów z Kevinem Parkerem z Tame Impali, spośród których jeden jest reinterpretacją klasycznego nigeryjskiego boogie z lat 80. Na Bebey urodzony na Trynidadzie London kreatywnie żongluje gatunkami we właściwy sobie sposób. To jazda po wertepach ze znakomitymi momentami. — Kurtek


Modus Vivendi

070 Shake

GOOD / Def Jam / UMG

Wyczekiwany debiut 070 Shake Modus Vivendi to muzyczna oprawa postapokalipsy, ale bardziej w wydaniu romantycznym niż futurystycznym. Oto potomkini Teyany Taylor ląduje w kapsule Dragon 3.19 na Marsie. Wciąż jednak odczuwa emocje tak samo jak jej przodkowie. A są to emocje godne GOOD Music: tęgie gitarowe riffy, pompatyczne elektro, odrobinę plemiennej rytmiki, no i Auto-Tune’a, który w 2070 jest zaadoptowany do tego stopnia, że stanowi pełnoprawny substytut naturalnego wokalu. Zamiast gości do swojej kosmicznej kapsuły 070 Shake zabiera cytaty z Debussy’ego czy Bena E. Kinga. Oś centralną Modus Vivendi stanowi połączenie syntetycznego pop rapu i R&B, rozmyte w chmurze dźwięków. Być może zbyt rozmyte (co mnie osobiście przypomina wspomnianą Teyanę Taylor z K.T.S.E., płyty sprawiającej niekiedy wrażenie mniej dopracowanej od strony producenckiej), ale i niepozbawione nadziei na przyszłość. — Maja


Sides

Emily King

ATO / PIAS

Najnowsza propozycja nowojorskiej artystki Emily King zawiera zbiór jedenastu wyselekcjonowanych z dotychczasowej twórczości utworów, zaaranżowanych na wersje akustyczne. Za produkcję albumu Sides odpowiada J. Most, a wokalnie artystkę wsparła Amerykanka Sara Bareilles, z którą Emily obecnie koncertuje. Całość krążka jest bardzo płynna, utrzymana w klimacie popu i rocka z lat osiemdziesiątych, z domieszką współczesnego R&B i lekkim tchnieniem jazzu. A wszystko dzięki różnorodności instrumentów wiolonczeli, smyczków, pianina, gitary, czy perkusji, wysuwających się zdecydowanie na pierwszy plan. Jednak elementem spajającym wszystkie szczegóły jest delikatny wokal King, który w instrumentalnych wersjach dotychczas znanych kompozycji, brzmi delikatnie i niezwykle kojąco. — Forrel


The Professionals

Madlib & Oh No

Madlib Invazion

Madlib i Oh No w końcu wydali wspólny album. Na przestrzeni lat współpracowali ze sobą rzadko, np. na The Disrupt — solowym debiucie młodszego z braci Jackson, a nazwa The Professionals, jako ich projektu, pojawiła chociażby dwanaście lat temu na producenckim krążku Madliba WLIB AM: King of the Wigflip. Przy natłoku płyt jakie panowie rocznie wypuszczają nie powinno dziwić, że właściwy krążek duetu ukazał się dopiero teraz. Taki pomysł na projekt sugerowałby, że dostaniemy coś w stylu drugiego Jayliba, przynajmniej jeśli chodzi o strukturę materiału — Madlib rapujący na bitach brata i odwrotnie, albo obydwaj bracia rapujący we wszystkich numerach, ale produkcją dzielący się po połowie. Tak nie jest. Madlib odpowiada tu za bity, Oh No za rap. Całość zawiera trzynaście numerów a gościnnie pojawiają się między innymi Chino XL i Elzhi. Cóż, Oh No nigdy nie był mistrzem mikrofonu, świetnie sprawdzał się za to jako producent, więc szkoda, że i jego bitów tutaj nie usłyszymy, ale i tak jestem bardzo ciekawy jaki wyszedł finalny efekt tej współpracy. — Dill


Music to Be Murdered By

Eminem

Interscope / Shady / Aftermath

Kuriozum. To określenie przyszło mi na myśl w trakcie słuchania najnowszego krążka (ex)legendy rapu z Detroid i nie chciało dać się zastąpić jakimkolwiek innym. Nie pomagała w tym, oczywiście, sama płyta, która kolejnymi abominacjami tylko jeszcze bardziej legitymizowała ten opis, serwując ciężkostrawną mieszankę hipokryzji, taniej kontrowersji i przeforsowanych rozwiązań producenckich. Emenems nagle zapomina o swoich korzennych manifestach i zaprasza do gościnnego udziału Young M.A. (bo przecież jak już zapraszać młodą szkołę to tylko tych obrzydliwie miałkich i niewyrazistych graczy) i próbuje wycisnąć trochę hajsu z żałoby po Juice Wrldzie (bo jak już bezcześcić swoje dziedzictwo, przy okazji można zahaczyć o spuściznę innych artystów). Oprócz tego dostajemy wyjątkowo patetyczną i leniwą interpolację „Sound of Silence”, gościnkę rudego barda (wiadomo którego), obrzydliwe, misoginistyczne podśmiechujki z molestatorskim podtekstem (She’s like „That’s harassment,” I’m like „Yeah, and?” mmm, pycha) i desperackie próby ratowania wizerunku generycznymi tematami przeżutymi i wyplutymi we wcześniejszej twórczości (kliszowy „Stepfather”, patetyczne „Leaving heaven”). Wisienką na torcie jest obleśny punchline o zamachu w Liverpoolu na koncercie Ariany Grande i mamy zarówno najgorszą część boomerskiej trylogii Eminema i poważnego kandydata na najgorszy album tego roku. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: FKA Twigs, Emotional Oranges, Starchild, Doja Cat i inni

FridayRoundup

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Dziś zalew okołosoulowych wydawnictw — poza długo oczekiwaną FKA Twigs, polecamy także nowe krążki Emotional Oranges, Starchilda & The New Romantic, Doja Cat, Denitii, SebastiAna, Lapaluxa, Dave’a Easta i Wikiego. Poza tym na plejliście także Vegyn, Murs z Thees Handz, Qveen Herby, Clams Casino, Jacquees, Dojo Cuts, Thutmose, Rexx Life Raj, Kalin White, Reese Laflare, Love Mansuy, Oshea, Leslie Odom Jr. i Beverley Knight.


Magdalene

FKA Twigs

Young Turks

Sacrum i profanum, delikatność i siła. Światło i mrok, ciało i duch, grzech i ekstaza. Drugiemu longplayowi FKA twigs patronuje tytułowa Magdalena i kobieca twórczość. Życie św. Marii Magdaleny zainspirowało wokalistkę do zastanowienia się nad miłosną sferą. Za sterami produkcyjnymi umieściła tym razem Nicolasa Jaara. Magdalene to zbiór bardzo osobistych kompozycji, skupiających się na przeszłych i przyszłych związkach. Bogate aranżacje i zdekonstruowane melodie w duchu art popu to oczywiste odwołanie się do Kate Bush. Artystka, tancerka i bohaterka. Fka twigs jest więcej niż Kobietą. Jest Człowiekiem. Z krwi i kości. — Ibinks


The Juice: Vol. II

Emotional Oranges

Avant Garden / Island

Emotional Oranges, tajemniczy duet R&B-popowy z Kalifornii, nagrywa już od 2017 roku, ale ich pierwszy longplay zatytułowany The Juice, Vol. I ukazał się dopiero w maju tego roku nakładem Avant Garden, w dystrybycji Island. Teraz bezimienni ona i on przedstawiają drugą część swojej autorskiej wizji gatunku opartej o synth-funkowy sznyt lat 80. i melodyczną retrolubność podkradającą wzorce latom 90. Jakie są Emo-Pomarańcze? Soczyście taneczne, słodko pulsujące, ale podawane na półwytrwanie z subtelnością i smakiem mistrzów gatunku. Must listen. — Kurtek


VHS 1138

Starchild & The New Romantic

New Romantic World

Syntezatorowa nostalgia na pełnej. Starchild serwuje neo-soul spod znaku self-made, utrzymany w duchu sypialnianej hypnagogii, jednak niespecjalnie emanuje przy tym ciekawą osobowością czy aranżacyjną wprawnością. Przez kilka pierwszych tracków VHS 1138 sprawiało mi wrażenie, że brzmi trochę jakby MGMT z płyty Little Dark Age zwolniło obroty i próbowało sił w bedroomowych slow jamach. Porównanie zlegitymizował sam Starchild, coverując pod koniec EPki przebojowe „Me and Michael”. Jeżeli więc czujecie potrzebę sprawdzenia takiej estetyki, to warto spróbować, ale trudno tu znaleźć coś rzeczywiście mocno zapadającego w pamięć. — Wojtek


Hot Pink

Doja Cat

Kemosabe / RCA

Róż to ulubiony kolor Doji Cat. „Hot Pink”, jej drugi studyjny album, swój tytuł zawdzięcza temu, że, jak twierdzi raperka, barwa ta najlepiej odzwierciedla muzykę ciepłą i pełną pasji. A taki właśnie jest jej najnowszy materiał. Doja wie już, kim jest, jak chce brzmieć i, co najważniejsze, jest z tego dumna. Przy tym wspierają ją Smino, Gucci Mane oraz Tyga, którego słyszeliśmy już wcześniej w singlowym „Juicy”. — Klementyna


Touch of the Sky

Denitia

Denitia Odigie

Denitia Odigie zbierała się niemal dekadę, by wrócić na scenę z kolejnym solowym albumem. W efekcie Touch of the Sky to zwięzła refleksja nad tożsamością, miłością, młodością i własną ewolucją. Krajobraz albumu wypełnia refleksyjne i marzycielskie granie, usytuowane między indie popem i alt-R&B. Jeżeli ciągle tkwicie w jesiennej zawiesinie albo lubicie oglądać świeże, wieczorne niebo, to pogłosowe i przesterowane gitary połączone z delikatną barwą głosu Denitii będą idealnym do tego podkładem. Fani MorMora, the XX, a nawet i Chromatics powinni bez problemu odnaleźć dla siebie skrawek przestrzeni na tej zamyślonej pocztówce. — Maja


Amnioverse

Lapalux

Brainfeeder

Stuart Howard powraca ze swoim czwartym krążkiem, na który obraca się wokół pojęć płynności. Artysta stara się za pomocą swoich nagrań przekazać idee, że narodziny, życie, śmierć i odrodzenie są niekończącym się kontinuum. Robi to za pomocą kolejnych eksperymentów z syntezatorem, wykorzystując ponadto ludzkie emocje (znakomicie oddane przez zaproszone do współpracy wokalistki) i nakładając na siebie nagrania pogody, wiatru, deszczu i ognia. Inspiracja do tak złożonego albumu pochodzi ze zdjęcia instalacji Jamesa Turrella, czyi Zmierzchu Objawienia Pańskiego wystawionej w Teksasie, na któremu Lapalux przyglądał się niemal codziennie podczas trzyletniej pracy nad krążkiem. — Efdote


Thirst

SebastiAn

Ed Banger / Because

SebastiAn wydaje się nieodzownym elementem sceny francuskiej elektroniki od zawsze, ale wypuszczony w piątek krążek Thirst to dopiero jego drugi pełnoprawny solowy longplay (po debiutanckim Total sprzed długich ośmiu lat). Eklektyczny twórca tym razem meandruje między elektropopem a alternatywnym R&B, co podkreśla już tracklista obfitujące w pierwszoligowe nazwiska twórców gatunk — pojawiają się Mayer Hawthorne, Sevdaliza, Sunni Colón, Allan Kingdom, Syd czy Gallant, a na deser wciąż urzekająca, mimo upływu lat, Charlotte Gainsbourg. — Kurtek


Survival

Dave East

Def Jam / UMG

Trudno myśleć o Dave’ie jako o debiutancie, w końcu w ostatnich latach raper zgromadził na swoim koncie niezliczoną liczbę mixtape’ów i epek. Wszystko po to, by wypracować rozpoznawalny i wyjątkowy styl, który w pełni zaprezentuje właśnie na debiucie. Nad rozwojem nowojorczyka czuwał oczywiście nie kto inny jak Nasir Jones. W pracach nad albumem wsparło go jeszcze wiele innych dobrze znanych ksywek, spośród których warto wymienić m.in. DJ-a Premiera, Ricka Rossa, Fabolousa, E-40, a nawet Maxa B. Na Survival znalazło się ostatecznie 20 utworów, a całość wieńczy hołd dla tragicznie zmarłego Nipsey’a Hussle. — Mateusz


Oofie

Wiki

Wikset

Dawny członek nieodżałowanego składu Ratking powraca ze swoim drugim studyjnym albumem. Po debiucie w szeregach XL Recordings, Wiki przechodzi na swoje i Oofie wydaje pod szyldem labelu Wikset. Czyżby ta zmiana miała zaowocować jeszcze większą artystyczną wolnością? Na krążku znalazło się 14 numerów, w tym ostatni singiel „Pesto”. Smuci trochę brak „Eggs” na bicie Madliba, ale raper z pewnością nam to zrekompensuje. Lista gości wygląda imponująco, a u boku gospodarza pojawią się m.in. Denzel Curry, Your Old Droog czy Princess Nokia. — Mateusz


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Michael Kiwanuka, Sudan Archives, Gang Starr, Earl Sweatshirt i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem polecamy do odsłuchu nowe krążki Michaela Kiwanuki, Sudan Archives, Gang Starr, Earla Sweatshirta, Brothera Alego, Apollo Browna, Yelawolfa i Stalleya. Na plejliście ze wszystkim na dole strony dodatkowo halloweenowy Future, Toro y Moi, Ben L’Oncle Soul, R.Lum.R i Juto.


Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Po niewielkim poślizgu i wielu, wielu singlach Michael Kiwanuka zaprezentował wreszcie światu swój trzeci longplay w pełnej krasie! Już wcześniej piosenkarz pozytywnie zdał najtrudniejszy test debiutanta — nie tylko jego drugi krążek Love & Hate zebrał pozytywne recenzje i wprowadził do twórczości muzyka nową jakość, ale piosenkarz wpisał swoje nazwisko w popkulturowy obieg, unieśmiertelniając się chociażby w czołówce serialu Wielkie kłamstewka. Teraz Brytyjczyk przeniósł swoją fascynację klasycznym soulem na kolejny poziom. Jego zespół produkcyjny po raz kolejny zasilili Danger Mouse i Inflo, a wśród inspiracji stylistycznych znaleźli się Gil Scott-Heron, Bobby Womack i Otis Redding. Kiwanuka bardziej zdecydowanie niż wcześniej sięgnął po gitary elektryczne, ale tylko po to, by dobitniej podlać swoją soulową mieszankę psychodelicznym sosem — mimo wcześniejszych podejrzeń nie zamienił Kiwanuki w projekt garażowy. Najlepiej o własnym charakterze opowie jednak sama muzyka. Włączajcie zatem bez zwłoki! — Kurtek


Athena

Sudan Archives

Stones Throw

Atena: bogini mądrości, sztuki i wojny. Opiekunka miast, która wyróżnia się włócznią i tarczą. Sudan Archives w Athenie zamiast boskich atrybutów uzbrojona jest w skrzypce i głos. Jej pełnoprawny debiut to mądry aliaż klasyki z nowymi brzmieniami. Posągowe, monumentalne orkiestracje jak w vivaldowskim „Confessions” i singlowym „Glorious” przerywają instrumentalne miniaturki („Ballet of the Uhatched Twins I” „Stuck”, „House of Open Tuning II”). Intrygujące „Green Eyes” i „Coming Up” wyróżniają się na najnowszym wydawnictwie Sudan Archives. Poprzedza ją obiecująca zeszłoroczna epka Sink. Poddajcie się wobec tego władzy nowej Ateny. — Ibinks


One of the Best Yet

Gang Starr

TTT / Gang Starr

Stało się, Gang Starr powrócili z nowym albumem One of the Best Yet! Kilka tygodni po ukazaniu się pierwszego od lat utworu grupy — „Family And Loyalty”, DJ Premier prędko ogłosił na 1 listopada datę premiery krążka, na którym możemy usłyszeć niewykorzystane dotąd zwrotki Guru. Na całość ma złożyło się szesnaście kawałków, a poza J. Cole’em, którego słyszeliśmy już na „Family and Loyalty”, na płycie pojawiła się stara gwardia rapu, od wielu lat związana z Gang Starr — Group Home, Jeru the Damaja, Big Shug oraz Freddie Foxxx. Do tego dochodzą jeszcze M.O.P, Q-Tip, Royce 5’9″, Ne-Yo i Nitty Scott. To ogromny ukłon w stronę fanów klasycznego boombapowego brzmienia. — Mateusz


Feet of Clay

Earl Sweatshirt

Tan Cressida / Warner Bros.

Miękkie plamy herbalnego szeleszczenia wplecione w najnowszą EP-kę najzdolniejszego rapera z korzeniami w Odd Future (don’t @ me) sugerują wyraźnie, że Feet of Clay powinniśmy traktować raczej jako zbiór B-side’ów z zeszłorocznego cudownego Some Rap Songs niż jako autonomiczny projekt. Kawałki sięgają po liczne odcienie emocjonalne, których doświadczyć mogliśmy na zeszłorocznym krążku. Dostajemy zatem zarówno lżejsze, laidbackowe jamy, połamane sample z powykręcanymi kończynami, jak i przejmujące, podszyte nostalgią zwierzenia (w tej materii najlepiej sprawdza się „El Toro Combo Meal”). Zaskakuje także singlowe „East”, które, z jednej strony odważne i eksperymentalne, wydaje się także przejawem subtelnego trollingu. Przyjemność z odsłuchu i ostateczną ocenę w tej kwestii pozostawiam jednak już Wam. — Wojtek


Secrets & Escapes

Brother Ali

Rhymesayers

Bez jakichkolwiek zapowiedzi, reprezentujący wytwórnię Rhymesayers — Brother Ali wypuścił właśnie swój najnowszy album zatytułowany Secrets & Escapes. Na tym jednak nie kończą się niespodzianki. Produkcją krążków rapera zajmował się do tej pory Ant z zespołu Atmosphere, najnowsze wydawnictwo powierzone zostało w ręce Evidence’a, którego ciężkie beaty świetnie wpasowały się w klimat krążka, który powstał podczas kilku sesji odbywających się w kalifornijskim garażu należącym do Mr. Slow Flow. Ci dwaj panowie to klasa sama w sobie, a jeżeli dodamy jeszcze gościnne zwrotki od takich postaci jak Pharoahe Monch czy Talib Kweli, wiadome będzie, że mamy do czynienia z mocnym, hip-hopowy materiałem. Warto dodać również, że w utworze zatytułowanym „Situated”, Ev wziął na warsztat sampel z Czesława Niemena! — Efdote


Sincerely, Detroit

Apollo Brown

Mello Music

Apollo Brown wraca z nowym albumem! Po serii płyt w duetach z różnymi raperami (między m.in. Joell Ortiz i Ras Kass), kilku beat tape’ach i składankach producenckich przyszedł czas na krążek z twórcami z rodzimego Motor City. Sincerly, Detroit ukazało się nakładem Mello Music Group 29 października, a jego premierę poprzedzały trzy single: „God Help Me”, z gościnnymi udziałami między innymi Black Milka i Ketchphraze’a, „Backbone”, na którym słyszymy Guilty Simpsona, Fat Raya i Melanie Rutherford, a kilka dni temu ukazało się „Dominance”. Tu na bit swoje wersy kładą Aztek the Barfly, Kid Vishis i Vstylez, a na deckach udziela się takżę DJ Los. To klasyczny Apollo jakiego znamy z poprzednich płyt, ale czego by nie mówić, słucha się tego bardzo dobrze. — Mateusz


Ghetto Cowboy

Yelawolf

Slumerican

Wydane na początku tego roku Trunk Muzik 3 było dla Yelawolfa pożegnaniem z Shady Records. Raper po wielu latach postanowił zakończyć współpracę z wytwórnią swojego idola i przeszedł na swoje. Ghetto Cowboy będzie więc nowym otwarciem w jego karierze. Pierwsze single wskazywały na to, że nowy krążek brzmieniowo będzie odbijać w stronę ciepło wspominanego przez fanów Love Story. Projekt składać się będzie z 14 utworów, a u boku gospodarza usłyszymy m.in. DJ-a Paula. — Mateusz


Reflections on Self: Head Trip

Stalley

Blue Collar Gang / Nature Sounds

Najnowszy album Stalley’a boryka się z tymi samymi bolączkami co lwia część współczesnego oldschoolu. Pomimo tego, że w beatach szumi vinyl, rymy lepią się gęsto a całość tętni duchem amerykańskich osiedli, w starciu z ogromem wrażeń, jakie potrafi zaserwować dzisiejsza scena hip-hopowa, Reflection on Self: Head Trip jawi się, co najwyżej, jako popis przyzwoitej próby rzemiosła. W beatach słychać zapędy madlibowej śmiałości, jednak nigdy niewykraczające poza zachowawczą formułę, sam zaś Stalley głosem przywodzi na myśl obdartego ze swojego słodkiego ekscentryzmu Ab-Soula. Żeby nie odbierać krążkowi jednak całego uroku, przyznać trzeba że obraną koncepcje realizuje konsekwentnie, a rapowych purystów prawdopodobnie urzecze swoim retro klimatem. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Yazz Ahmed, Alice Smith, Wale i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem polecamy do odsłuchu nowe krążki Yazz Ahmed, Alice Smith, Wale’a, Lil Kim, Curren$y’ego z Trademarkiem i Young Roddy’m, 88rising, MF Dooma z Bishopem Nehru, Fantasii i Des’ree. Na plejliście na dole wpisu dodatkowo także Son Little, Aṣa, remiksy od Emily King, Casanova, Kara Marni, Michael Sneed i świąteczny falstart Ne-Yo.


Polyhymnia

Yazz Ahmed

Night Time Stories / Ropeadope

Urodzona w Bahraini, ale od dziewiątego roku życia wychowana w Londynie, znakomita jazzowa trębaczka, która równie często używa tzw. skrzydłówki — Yazz Ahmed, na koncie ma współpracę z takimi gigantami jak Radiohead czy Lee „Scratch” Perry, a obecnie stawiana jest w jednym rzędzie obok takich postaci jak Kamasi Washington, Yusseff Kamaal czy Songs of Kemet. Podobnie jak wymieniona trójka, pcha ona jazz w nieznane jeszcze terytoria, wywracając wszystko, co wiemy na jego temat do góry nogami. Nowy krążek Polyhymnia, następca rewelacyjnego La Saboteuse, które trafiło do naszej 30. najlepszych płyt 2017 roku, to kolejny krok do przodu i sześć nowych kompozycji zainspirowanych historią greckiej muzy muzyki — tytułowej Polyhymnii. Wszystkie utwory dedykowane są kobietom, od których Ahmed czerpie siłę i życiową inspirację.


Mystery

Alice Smith

Repost Network

24-minutowa epka Mystery to prawowity następca wydanego w 2013 roku longplaya She, dzięki któremu w pełnej krasie poznaliśmy się na fenomenie Alice Smith. Piosenkarka w dalszym ciągu urzeka nietuzinkowym wokalem, ale tym razem rozpościera swój głos nad wyraźnie elektronicznym muzycznym krajobrazem — odchodzi tym samym od rhythm&bluesowego brzmienia w stronę artystycznego popu, którego nieprzenikliwość doskonale podsumowuje tytuł wydawnictwa. — Kurtek


Wow… That’s Crazy

Wale

Warner

Wow… That’s Crazy, szósty i najbardziej osobisty album Wale’ego, nie bez powodu swoją premierę miał w Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Raper skupia się na nim nie tylko na tematach dotyczących relacji damsko-męskich, ale także otwiera się, opowiadając o problemach, jakie spotkały go m.in. po wydaniu swojego ostatniego długogrającego materiału, Shine. Jak przyznał wcześniej na Twitterze, stracił on ponad milion dolarów oraz przyjaciół. Jeśli podobało Wam się singlowe „On Chill”, na którym pojawił się Jeremih, śmiało możecie sprawdzić całość! — Klementyna


9

Lil Kim

Queen Bee / eOne

Słuchając najnowszego krążka Lil Kim trudno uwierzyć, że artystka w rapgrze siedzi od kilkudziesięciu lat, a nawet zajmuje zasłużone miejsce w panteonie przełomowych dla gatunku osobowości. Nie dlatego bynajmniej, że Dziewiątka uderza świeżością i wigorem młodzika-debiutanta. Wręcz przeciwnie, płyta, mimo unikania wyraźnie amuzycznych zabiegów (no może poza tym przedziwnym momentami miksem, w szczególności na otwieraczu) brzmi niesamowicie niepewnie, niespójnie i randomowo. Flow królowej jest niezdarne, ospałe i męczące, a intrumentale pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Niektóre rozwiązania narracyjne utworów przerażają swoją nieporadnością, a całościowo trudno też doszukiwać się tutaj jakichkolwiek hitów. Smutno słucha i słyszy się takie rzeczy, tym bardziej kiedy niektóre z przedstawicielek starej szkoły (yes, Lady Elliot, I’m looking at You) nadal przekraczają swoje granice, pozostając jednocześnie na czasie, ale oddając szacunek swoim korzeniom.— Wojtek


Plan of Attack

Curren$y, Trademark & Young Roddy

Babygrande

Louisiana w najlepszym wydaniu. Curren$y, Young Roddy i Trademark Da Skydiver łączą siły na najnowszym krążku zatytułowanym Plan Of Attack. Członkowie labelu Jet Life zebrali się na sesję wspólnych nakrywek i postanowili dać swoim fanom to, z czego słyną najbardziej – porcję przejaranych rapsów, wypełnionych przechwałkami o dużych pieniądzach i lekkim życiu. Za produkcję odpowiadają między innymi Monsta Beatz, Cookin Soul i Sledgren. Jeśli chcecie pofantazjować o słonecznych plażach i luksusie w jesienne popołudnia to trudno o lepszą propozycję. — Mateusz


Head in the Clouds II

88rising

88rising / 12Tone

Muzycy skupieni wokół kolektywu 88rising sprzymierzyli wszystkie siły (również ludzkie), by wypłynąć na szerokie wody generycznego pop rapu i R&B. Klęska urodzaju to w wypadku Head in The Clouds II wyjątkowo łagodne określenie. Zaproszeni goście (wśród nich goniący za rytmem GoldLink i Major Lazer) i poruszone wątki stylistyczne (tu reggaeton czy, o zgrozo, french house) to materiał, którego starczyłoby na kilka płyt. Jeżeli kiedyś porwaliście się na szalony pomysł odsłuchu krążka Eda Sheerana i gości, powinniście wiedzieć, o czym mowa. Head in The Clouds II kontynuuje ideę tworzenia wypełniaczy pod algorytmy i komercyjne stacje radiowe. Dla dysponujących dużą ilością wolnego czasu. — Maja


NehruvianDOOM (Redux)

MF DOOM & Bishop Nehru

Lex

Decyzja o ponownym wydaniu nieco zmienionej wersji mixtejpu Bishopa Nehru i MF DOOMa (skolaborowanych pod jakże finezyjną nazwą NehruvianDOOM) to krok co najmniej niepotrzebny. Projekt już w momencie publikacji rozminął się z oczekiwaniami fanów i krytyków, którzy zarzucali duetowi generyczność, brak chemii i, najprościej rzecz ujmując, nudę. I rzecz nie wygląda po latach dużo lepiej, MF DOOM nie stara się za bardzo, a i tak jest kilka klas ponad swoim młodszym współpracownikiem. Ze strony produkcyjnej również bywało u obu panów dużo lepiej. Instrumentale, które wychodzą spod legendarnych metalowych paców brzmią jak odrzuty z bardzo niestarannych beattape’ów. Tylko dla fanów. — Wojtek


Sketchbook

Fantasia

Rock Soul / BMG

W swoim najnowszym Szkicowniku Fantasia narysowała dwanaście utworów ze swojego życia, obrazujące jej uczucia, wzloty, upadki, przebieg kariery i miłosne uniesienia. Całość jest różnorodna, jak nietuzinkowy jest żywot artystki. Chcąc jednak pokazać całą paletę emocji wydaje się, że Amerykanka, podobnie jak przy The Definition of…, które porównywalnie wydaje się być bardziej spójne, pogubiła się i zamiast ukazać ciekawą historię oryginalnej postaci, na płycie Sketchbook przedstawia chaos i zamęt. To trochę tak, jakby zajrzeć do damskiej torebki, w której znajdzie się wszystko i nic. Sama zainteresowana potrafi odnaleźć się w otoczeniu swoich szkiców, ale słuchacz gubi się wśród gmatwaniny niezrozumiałych dla niego i niespójnych rysunków. Podobnie jak Ciarze, Fantasii nie służy swoboda przy tworzeniu muzyki. — Forrel


A Love Story

Des’ree

Stargazer

Wewnętrzne problemy Des’ree, m.in. ogromna nieśmiałość, chroniczny strach na scenie, strach przed lataniem oraz brak energii związany z niedoczynnością tarczycy spowodowały, że artystka usunęła się z życia publicznego na szesnaście lat. Dużym zaskoczeniem było więc wydanie we wrześniu tego roku singla „Don’t Be Afraid”, który jak się okazało, zwiastował nowy album Brytyjki A Love Story. Pomimo słabej promocji, niskiej aktywności w mediach społecznościowych, wielbiciele spokojnego i grubego wokalu Des’ree mogą cieszyć się z nowych dźwięków spod znaku współczesnego R&B i soulu. Krążek powstał dla czystej przyjemności, bez większych oczekiwań. A Love Story jest więc zbiorem dziewięciu szczerych i wrażliwych kompozycji, niezobowiązujących i przyjemnych dla ucha, ale dojrzałych i wzruszających. — Forrel


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Raphael Saadiq, Missy Elliott, Brockhampton, Rapsody i inni

Niewiarygodnie zasypał nas premierowymi wydawnictwami ostatni weekend sierpnia. Nie tylko po latach nowe wydawnictwa wypuścili Raphael Saadiq i Missy Elliott, ale ukazały się wypatrywane przez nas płyty Brockhampton, Rapsody i Olivii Nelson. Ponadto epka od Toro y Moi, kolejny krążek Jazzmei Horn, nieoczekiwany afrobeatowy album Jidenny i pożegnalna płyta Jeezy’ego. Słowem — jest czego słuchać!


Jimmy Lee

Raphael Saadiq

Columbia

Choć Raphael Saadiq nie zasypiał gruszek w popiele od wydania Stone Rollin’ w 2011 roku, osiem długich lat zajęło mu wypuszczenie nowego kolejnego krążka. W międzyczasie zawitał do Polski na koncert, zapowiedział drugą część kultowego Ray Ray, której premiera nie doszła finalnie do skutku, czy otrzymał nominację do Oscara. Dziś w internecie pojawiła się jednak nareszcie wyczekiwana od dawna nowa płyta Jimmy Lee, na której 53-letni już artysta przepracowuje rozmaite traumy, których nie miał okazji poruszyć na wcześniejszych krążkach i patrzy z dystansem na swoją karierę sceniczną, jednocześnie gotów stawić czoła przyszłości. To być może najbardziej osobista płyta w dyskografii Saadiqa. Muzycznie prym wiedzie oczywiście neo-soul, ale umiejętnie przyprawiony progresywnymi inklinacjami od trip hopu, przez rock, muzykę taneczną, aż po bluesa. To płyta, nad którą zdecydowanie trzeba pochylić się w nadchodzącym tygodniu! — Kurtek


Iconology

Missy Elliott

Atlantic

Missy Elliott wzięła nas wszystkich z zaskoczenia! Gdy w lipcu pisaliśmy, że raperka wygląda i czuje się znakomicie i jest gotowa, by wypuścić nową muzykę, nie przypuszczaliśmy, że stanie się to przed końcem wakacji. Epka Iconology to co prawda zaledwie cztery nowe tracki, ale to wciąż najbardziej obszerne wydawnictwo w karierze artystki od krążka The Cookbook z 2005 roku. Jednocześnie rozpoczynający wydawnictwo numer „Throw It Back” zrealizowano kolorowym teledyskiem przywodzącym na myśl klasyczne klipy Misdemeanor. Niestety, nie jest aż tak różowo — wielu może odstręczyć surowe brzmienie wydawnictwa i powtarzalność fraz zapożyczona z trapu. Nie są to produkcje ze złotej ery Timbalanda, z jakimi kojarzyliśmy Missy i które w dużej mierze zbudowały jej barwną legendę. Brakuje earwormowych refrenów i charyzmatycznych, quirkyrapowych zwrotek. Niemniej, na pewno damy nowej inkarnacji Elliott szansę i wam radzimy zrobić to samo! — Kurtek


Ginger

Brockhampton

Question Everything / RCA

Nie ma wątpliwości, że Brockhampton to jeden z najmocniejszych składów hip-hopowych. Przy okazji Iridescence pisaliśmy, że pomimo zmian w zespole i bardziej eksperymentalnego brzmienia niż tego znanego z trylogii, Brockhampton wciąż pozostają sobą. Wydaje się, że tym razem wśród szorstkich bitów znajduje się więcej przestrzeni, a na albumie zdecydowanie więcej miejsca zajmują piosenkowe, lżejsze momenty. Jak zapowiadał Kevin Abstract, Ginger nastrojem porównać można do „Hey Ya” OutKast – chłopaki tematy depresji, miłości czy trudnej przeszłości wykładają w pozornie weselszy, lecz wciąż poruszający sposób. — Klementyna


Eve

Rapsody

Jamla / Roc Nation

Kiedy w 2017 roku wyszedł numer „Power”, na którym obok Rapsody pojawił się Kendrick Lamar , będący wówczas w swojej szczytowej kondycji, raperka nie tylko nie przygasła przy gościu, ale charyzmą i surowością linijek zdarzało jej się dominować. Już wtedy czułem, że w artystce tkwi olbrzymi potencjał, ale to najnowszy krążek, zatytułowany Eve, pozwala jej jak nigdy wcześniej rozwinąć skrzydła i popisać się wszechstronnością. Z jednej strony zatem „Cleo” atakuje nas z zaskoczenia wściekłymi, chłodnymi linijkami położonymi pod instrumental samplujący „In the Air Tonight” Phila Collinsa, z drugiej „Ibithaj” to próba ożenienia Wutangowego olschoolu ze smukłym R’nB (za które na tracku odpowiada sam D’Angelo), zaś „Ryena’s Interlude” to miniatura w klimacie poezji spoken word. Tropów brzmieniowych jest jeszcze więcej, ale w tym wszystkim esencją dalej pozostają przesycone afroamerykańskim feminizmem teksty, które sięgają zarówno po bigbootypraising i radosne body positive, jak i (znacznie częściej) po bardzo bezpośrednie, agresywne próby rozliczenia się z Ameryką za krzywdy wyrządzone czarnoskórym kobietom. Nie bez powodu nazwy tracków na albumie to kobiece imiona. Rapsody celuje nie tylko w solidnie skonstruowany rapowy krążek, ale przede wszystkim  w wyraźny manifest.  — Wojtek


Back to You

Olivia Nelson

Hear This

Autorka jednej z naszych ulubionych epek z zeszłego roku wypuszcza kolejny minialbum (tym razem bardziej zbliżony do standardowego rozmiaru). Back to You po raz kolejny zgrabnie łączy R&B z popem. Połączenie to poddaje tym razem dominacji minimalistycznych bassowych aranży przywodzących na myśl Kelelę. Olivia Nelson nadal jednak stawia na klasyczne, można by rzec — staromodne, piosenki. Brak aranżacyjnych plot twistów może zniechęcić. Jeżeli jednak przedkładacie ładne melodie nad fajerwerki, to na nowym wydawnictwie Olivii z pewnością kilka takich melodii znajdziecie. — Maja Danilenko


Smartbeats

Toro y Moi

Toro y Moi

Toro Y Moi zaprezentował nowe EP zatytułowane Smartbeats. Projekt został wydany we współpracy z firmą Smartwater i zawiera kolaboracje z Nosaj Thing, Empress Of, Washed Out i Madeline Kenney. Wszystkie utwory inspirowane są zasadą „smartwater” i zostały napisane jako uzupełnienie aktywności fizycznej, do których lubisz się spocić. Artyści zaangażowani w projekt, to podobno głęboko wierzący bio zwolennicy, szukający alternatywnych sposobów odnowy biologicznej. Temat od długiego czasu na topie, ale ja jednak wolę poćwiczyć przy swojej playliście, a nie do wodno-elektrycznych dźwięków napisanych na potrzeby konkretnej firmy, która próbuje zwiększyć swoją popularność poprzez uruchomienie nowego programu kulturalnego, mającego na celu połączenie muzyki popularnej z najnowszymi osiągnięciami w nauce i technologii. — Forrel


Love and Liberation

Jazzmeia Horn

Concord Jazz

Debiutancki album Jazzmei A Social Call zapewnił jej w ubiegłym roku nominację do Grammy. Wokalistka z Teksasu dołączyła tym samym do grona najbardziej wyróżniających się jazzowych głosów młodego pokolenia. Jednocześnie wsłuchując się w jej najnowsze dzieło – Love and Liberation, słychać dojrzałość i świadomość kierunku, w jakim chce ona podążać. Na krążku znajdziemy zarówno autorskie utwory, jak i covery, wśród których są m.in. „No More” Jona Hendricka i „Green Eyes” Erykhi Badu. Macie ochotę na trochę jazzu w tradycyjnym wydaniu? Odpalcie album Jazzmei Horn. W końcu takie imię zobowiązuje. — Mateusz


85 to Africa

Jidenna

Epic

Jidenna, wokalista, producent, gentleman o afrykańskich korzeniach wraca z drugim albumem w swojej karierze. Po bardzo umiarkowanym sukcesie krążka The Chief muzyk zdecydował się zamienić R&B w radiowym wydaniu na soczysty afrobeat. Jego nowe wydawnictwo to 11 utworów promowanych takimi singlami jak „Tribe” czy „Sufi Woman”. Wśród gości pojawili się m.in. GodlLink czy Seun Kuti. Czy muzyczna podróż do Afryki to aby dobry pomysł na wskrzeszenie kariery? Nie mówię nie — Adrian


TM104: The Legend of the Snowman

Jeezy

YJ / Def Jam

Ostatnia część serii Thug Motivation może być zarazem ostatnią płytą Jeezy’ego. To już jedenasty krążek w jego dyskografii i jeżeli rzeczywiście miałby być tym pożegnalnym, to lepszego momentu nie mógł sobie wybrać. Dziś jest tylu młodych raperów z Atlanty, którzy wyznaczają trendy w amerykańskim i światowym hip-hopie, że właśnie teraz jest czas na zawieszenie mikrofonu na kołku i ostateczne przekazanie im pałeczki. Być może Jeezy właśnie tak sobie pomyślał, tego nie wiem. Wiadomo tyle, że dostajemy osiemnaście tracków, gościnnie między innymi CeeLo Green, Meek Mill i John Legend, a produkcyjnie gospodarza wspierają np. Lex Luger i J.U.S.T.I.C.E. League. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Mark Ronson, Prince, Nia Andrews, Quantic i inni

To był długi weekend i chwilę dłużej zajęło nam wytropienie, zebranie i opisanie piątkowych wydawnictw. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zajrzeć na naszą plejlistę, poniżej krótki przewodnik po zeszłotygodniowych premierach — wśród nich Mark Ronson, Nia Andrews, Quantic, Gucci Mane, Kroki, Georgia Anne Muldrow w roli beatmakerki, a jako wisienka na torcie dotychczasowy Tidalowy exclusive z archiwów Purpurowego Księcia.


Late Night Feelings

Mark Ronson

Sony

Tym razem, jeden z czołowych producentów muzyki popularnej, na swoim piątym albumie postawił wyłącznie na żeńskie głosy i jak twierdzi, jest to do tej pory jego najlepsza płyta. Late Night Feelings to 13 tanecznych, a jednocześnie emocjonalnych i smutnych piosenek, na których udzielają się choćby Miley Cyrus, Camila Cabello, Alicia Keys, Lykke Li czy Yebba. Część kawałków na pewno w tym roku już słyszeliście! — Klementyna


Originals

Prince

NPG

Monetyzacja dorobku i muzyczny elitaryzm w dniu urodzin Prince’a rozkwitły w pełnej krasie. Niektórzy pewnie stwierdzą, że wydany ekskluzywnie na Tidalu Originals, czyli zbiór oryginalnych wersji utworów podarowanych przez Księcia innym artystom (między innymi Sheila E., Kenny Rogers czy Jill Jones), jest spodziewaną kontynuacją zeszłorocznego kameralnego zbioru dem Piano & A Microphone 1983. Z jeszcze większą pewnością można by stwierdzić, że piosenki wyselekcjonowane na potrzeby Originals przez Jaya-Z i Troya Cartera (ten drugi do niedawna związany ze Spotify) przywołano z powrotem do życia w celu wywarcia wrażenia. Doskonale wyważony zestaw zapiera dech w piersiach, prezentując Prince’a w równie doskonałej formie. Słuszne posunięcie czy nadmierna eksploatacja artefaktów z Paisley Park Vault? O trafności tego kroku niech każdy osądzi w zgodzie z własnym sumieniem. — Maja Danilenko


No Place Is Safe

Nia Andrews

World Galaxy/Alpha Pup

Jeżeli szukacie schronienia przy nienachalnej i przytulnej kameralistyce, No Place Is Safe pozwoli wam przycupnąć w swoim cieniu, z dala od nieprzychylnych warunków atmosferycznych. Na pełnoprawnym debiucie ghostwriterka i chórzystka głośnych nazwisk Nia Andrews serwuje mieszankę soulu i R&B w wersji sauté. Z premedytacją stroni tu nie tylko od nowocześnie brzmiącej produkcji, ale i od gitarowych partii muzyków sesyjnych, którzy pierwotnie byli zaproszeni do współudziału. Niedoskonałość gry Nii ma służyć pełniejszemu oddaniu wrażliwych tematów poruszanych na płycie. No Place Is Safe świata nie zawojuje, ale dla chcących rozpłynąć się w subtelności być może zostanie przebojem. — Maja Danilenko


Atlantic Oscillations

Quantic

Tru Thoughts

Choć Quantic nie daje o sobie zapomnieć, jego nowy album Atlantic Oscillations wraz z trzema promującymi go od marca singlami to pierwsza stricte solowa rzecz w jego dyskografii od krążka Magnetica z 2014 roku. Long time, no see! Mimo tego u Quantica zmieniło się stosunkowo niewiele — to nadal połączenie egzotycznego lounge’u i chilloutowej elektroniki, którą cechują upbeatowa rytmika i nastrój mimowolnej melancholii. Na krążku gościnnie usłyszymy Denitię, Sly5thAve i wcześniejsze współpracowniczki producenta — Alice Russell i Nidię Gongorę. — Kurtek


VWETO II

Georgia Anne Muldrow

Mello

Georgia Anne Muldrow nie próżnuje. Po głośnym zeszłorocznym powrocie pod skrzydłami Flying Lotusa na Overload piosenkarka właśnie wypuściła kolejny krążek! W piątek światło dzienne ujrzało VWETO II — kolekcja kosmicznych instrumentalnych tracków produkcji Muldrow — followup albumu z 2011 roku. Jeśli ciekawi was, jak obdarzona niepowtarzalnym wokalem piosenarka radzi sobie jako beatmakerka, oto nadarza się okazja, by na godzinę zanurzyć się w jej świat. — Kurtek


Love Will Find a Way

Philip Bailey

UMG

Po dwóch latach pracy nad nowym materiałem, Philip Bailey powrócił ze swoim 12 albumem. Znany obok Maurice’a White’a jako lider grupy Earth, Wind & Fire, w swojej solowej karierze stawia na poszerzanie własnych muzycznych horyzontów. Nie inaczej jest w przypadku jazzowego, aczkolwiek przepełnionego soulem Love Will Find a Way. Artysta łączy na nim jazzowe tradycje z nowoczesnymi rozwiązaniami, a przy albumie współpracował zarówno z legendami takimi jak Christian McBride, Chick Corea i Steve Gadd, jak i obecnie największymi nazwiskami współczesnej sceny jazzowej. Usłyszymy tu także reinterpretacje — świetnie wypada na przykład „Once in a Lifetime” Talking Heads w utworze o tym samym tytule. — Klementyna


Controlled Chaos

Kroki

Kayax

Debiutowali w 2016 roku epką Stairs. Teraz powracają z długogrającym albumem — Kroki wydali właśnie Controlled Chaos! Druga płyta zespołu to 12 utworów, w których dominuje indie rock. Słychać również echa inspiracji soulem, rapem czy szeroko pojętą muzyką alternatywną. Członkowie zespołu przyznają, że zależało im głównie na przekazaniu emocji — w tekstach znajdziemy ich osobiste doświadczenia i refleksje. Całość tworzy rodzaj pamiętnika, niedoskonałego muzycznie, ale są to zamierzone niedoskonałości, dzięki czemu Controlled Chaos jest luźne i intymne. — Polazofia


Delusions of Grandeur

Gucci Mane

Atlantic

Gucci Mane powrócił niedawno do świadomości polskich słuchaczy za sprawą głośnego hitu Deemza, w którym udzielający się gościnnie Bedoes jako swoiste życiowe motto wykrzykuje „Trap, trap aż po grób tak jak Gucci Mane”. I w tej deklaracji wieloletniej wierności współczesnemu rapowi wydaje się trwać również sam przywoływany, gdyż jeden z najważniejszych ojców współczesnego trapu powraca z nowym długogrającym albumem. Ostatnimi czasy poziom jakościowy wydawnictw rapera wydaje się odwrotnie proporcjonalny do ich długości i najlepiej wypadają krótkie strzały, nastawione na przebojowość i wyizolowaną, chłodną produkcje. Delusion of Gradneur ze swoim niemal godzinnym runtimem wpisuję się, niestety, w tę tendencję i tam, gdzie można by doszukiwać się minimalizmu i skromnych środków wyrazu, wieje zwyczajnie nudą. A szkoda, bo przyzwoitych strzałów jest conajmniej kilka, by wymienić chociażby zaskakująco przyjemny, letni klimat w „Love Thru the Computer” z Justinem Bieberem (prawie „Kiss me thru the phone”…) czy spokojne, ale maniakalne „Human Chandelier”. Czekamy chyba, mimo wszystko, na mniej materiału a więcej przemyślanych, trapowych bangerów.— Wojtek


Moon Mood

Tuzza Globale

Tuzza Globale

Zeszłoroczny debiutancki album Tuzzy Globale to nie tylko moje ulubione wydawnictwo zeszłego roku, ale też w moim personalnym rankingu ścisła topka najlepszych okołohiphopowych rzeczy ostatniej dekady. Martwiłem się zatem niemiłosiernie o poziom przyszłych wydawnictw duetu, jednak ten wychodzi obronną ręką. Po sukcesie longplaya podejmuje kroki z rozmachem i najnowsze Moon Mood EP w całości wyprodukowane jest przez 808Mafię (tak, tą) i rezygnuje z powolnej narracji i niemal sakralnego ducha na rzecz dynamicznych, przebojowych strzałów i narkotycznej ekstrawagancji. Na zwrotkach Benito bryluje z błyskotliwym poczuciem humoru i pełną pasji ekspresją, w trakcie gdy Ricci ściąga uwagę intymnymi, nieco egzaltowanymi wersami i rozmytymi, ale chwytliwymi refrenami. EPka, choć skromna, wyraźnie nakierowuje raperów w kierunku kariery na scenach bardziej europejskich niż tylko polskich. Tuzza jest już zatem Globale, oby zatem, zgodnie z zapowiedzią, ich kariera była immortale, immotale, immortale… — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Ciara, Jamila Woods, Rhye, Ari Lennox i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem w longplay zebrała pokaźną garść wypuszczanych od roku singli Ciara, błyskotliwy drugi album wydała Jamila Woods, oficjalnie zadebiutowali Ari Lennox i Leven Kali, a z nowymi płytami powrócili m.in. Rhye, Logic czy Mac Demarco. Jeszcze więcej nowości znajdziecie na playliście na samym dole artykułu.


Beauty Marks

Ciara

Beauty Marks

W przeciągu minionego roku Ciara wróciła z niebytu na swoje, bombardując nas co rusz kolejnymi przebojowymi singlami, które dzisiaj wreszcie udało jej się zebrać swojego siódmego studyjnego krążka Beauty Marks. I chociaż każdy z wypuszczonych numerów był z odrobinę innej bajki, wszystkie miały jeden wspólny mianownik — intrygowały, angażowały i nie pozostawiały obojętnym, niezależnie od stylistyki, którą akurat wzięła na tapet piosenkarka — były przygody z Jersey Club, afrobeatem, trap&B o 80-sowym zacięciu, a nawet funkiem i nu-disco. Wydaje się, że dzięki przejściu na swoje Ciara stała się bardziej odważna i wyrazista, co zwiastować mogło jej najlepszy krążek w karierze. Beauty Marks jako całość brzmi jednak bardziej kompromisowo i brakuje jej efektu wow, choć to w wykonaniu piosenkarki w dalszym ciągu nowa jakość i nowy początek. Ostateczny werdykt pozostawiamy jednak wam. Na pewno warto dać tej odsłonie wokalistki szansę. — Kurtek


Legacy! Legacy!

Jamila Woods

Jagjaguwar

Albumy poświęcone ważnym tematom niosą ze sobą ryzyko zagubienia tych nieco bardziej istotnych z punktu widzenia słuchacza, muzycznych treści. Tymczasem druga (i kolejna poświęcona ważnym tematom) płyta wokalistki i poetki Jamili Woods LEGACY! LEGACY! w dniu premiery zbiera same pochwały. Trudno się temu dziwić. Artystka nie tylko w pełni celebruje tu afroamerykańską kulturę i jej ikony, ale też niewątpliwie celebruje istotę muzyki. Wokalistka po raz kolejny zabiera słuchacza w przyjemną neo-soulową podróż, pozwalając mu rozpłynąć się w dźwiękach przemyślanych aranżacji, stanowiących anturaż dla kojącej i pewnej barwy głosu Jamili. LEGACY! LEGACY! to album, który zdecydowanie należy przesłuchać od „BETTY” do „BETTY”. — Maja Danilenko


Spirit

Rhye

Loma Vista

Z każdym projektem Michael Milosh przechodzi muzyczną transformację. Od tajemniczego Woman przez pop-soulowe Blood do spokojnego brzmienia pianina w najnowszym wydawnictwie Spirit. Kompozycje stworzone zostały na pożyczonym instrumencie, a całość, która brzmi jakby akustycznie, powstała po wielu dniach ciężkiej pracy na klawiszach. Za bardziej analogowy klimat odpowiada Dan Wilson z zespołu Semisonic, który dołączył do Milosha i Thomasa Bartletta. Z ich wspólnej pracy powstało osiem chilloutowych kompozycji składających się na album Spirit. — Forrel


Shea Butter Baby

Ari Lennox

Dreamville / Interscope

Ari Lennox w końcu wypuszcza długo wyczekiwany debiutancki krążek. Shea Butter Baby to zbiór dwunastu kawałków, w tym znanych nam już dobrze singli „Whiped Cream” i tytułowego „Shea Butter Baby” z J. Colem. Już po spojrzeniu na okładkę możemy wywnioskować, że będzie zmysłowy, utrzymany w stylistyce neo-soulu projekt. Za brzmienie odpowiedzialni są muzycy blisko związani z obozem Dreamville m.in. Elite i Ron Gilmore, ale na liście płac pojawił się również Masego. W roli gości występują jedynie J.I.D oraz wspomniany już wcześniej Jermaine. Propozycja w sam raz na sobotni wieczór. Jeżeli nie słyszeliście jeszcze zjawiskowego głosu Ari to pora nadrobić zaległości. — Mateusz


Low Tide

Leven Kali

Interscope

Kiedy przy okazji lutowej premiery „Sumwrong” życzyłem Levenowi Kalemu rychłego i udanego debiutu długogrającego, nie sądziłem, że sprawa rozwinie się tak szybko. Tymczasem ledwie tydzień po premierze singla „Mad at U” Kali zaskoczył nas dzisiaj premierą oficjalnego debiutanckiego longplaya. Na Low Tide pieczołowicie przebrał swoją obfitującą w single dotychczasową dyskografię, sięgając choćby po doskonale znany zeszłoroczny duet z Syd w „Do U Wrong”. A miał z czego wybierać, bo utrzymane w klimacie alternatywnego R&B single wydaje regularnie już od 2016 roku, a na liście jego współpracowników znajdziemy oprócz Syd także Playboia Cartiego, Kari Faux, Topaza Jonesa czy Diggy’ego. Ostatecznie na krążek złożyło się 11 numerów i nieco ponad pół godziny muzyki oscylującej w klimacie mieszanki soulu i R&B ze stajni The Internet. To niewątpliwie jedna z najciekawszych okołosoulowych premier ostatnich tygodni, nie przegapcie! — Kurtek


Confessions of a Dangerous Mind

Logic

Def Jam

Po wypuszczeniu przez Logica „Homicide” z Eminemem zastanawiałem się, na ile track był po prostu przelotową kompilacją dynamicznych flow, a na ile będzie miał on wpływ na ostateczny kształt najnowszego albumu rapera, Confession of a Dangerous Mind. I rzeczywiście, na tle Everybody o silnie popowym potencjale i bardzo swobodnego stylistycznie YSIV, nowy krążek wydaje się najspójniejszym legalnym wydawnictwem artysty w ostatnim czasie. Logic nie unika kilku pułapek, z popadania w które słynie. Pojawiają się żenujące punchline’y, miałkie beaty, a flow rapera to momentami kompilacja najmodniejszych patentów, na których leciało ostatnio pół sceny. — Wojtek


The Juice: Vol. I

Emotional Oranges

Avant Garden / Island

Enigmatyczny kolektyw Emotional Oranges, który nie raczył wyjawić jeszcze swojego wizerunku, zadebiutował swoim albumem The Juice Vol. 1, z którego soczyste dźwięki wylewają się przyjemnie z głośnika. Największe zamieszanie zrobili pierwszym singlem „Personal”, który bardzo szybko został odsłuchany kilka milionów razy w krótkim czasie. Z kolei równie znany kawałek „Motion” wylądował w spocie do najnowszego sezonu reality show RuPaul’s Drag Race. Grupa skupia się głównie na muzyce, a nie na sobie samych, dlatego pozwalają, aby ich kompozycje żyły własnym życiem i mówiły same za siebie. Brzmieniowo oscylują w granicach popu, R&B i soulu, a ich wpływy opierają się na klasykach Mama’s Gun Erykah Badu oraz The Miseducation of Lauryn Hill. Posłuchajcie, co mówi muzyka Emotional Oranges. — Forrel


Here Comes the Cowboy

Mac DeMarco

Mac’s Record Label

Nowe wydawnictwo Maca DeMarco ani nie zawodzi, ani nie porywa. Here Comes The Cowboy to stary dobry Mac — mijają lata, a DeMarco nadal jest tym samym, wyluzowanym gościem w koszuli w kratkę, podartych vansach i czapce z daszkiem. Jego nowe LP kontynuuje to, co działo się na wydanym w 2017 krążku This Old Dog. Leniwe brzmienie przeplata się tu ze słodkimi piosenkami miłosnymi. Na płycie znalazło się również miejsce dla zmarłego Mac Millera, któremu składa hołd między innymi w utworze „Heart to Heart”. DeMarco konsekwentnie buduje swój wizerunek współczesnej indie rockowej legendy. Fani będą zadowoleni. — Polazofia


Karmagedon

Tede & Sir Mich

Tede Enterprise

Tede i Sir Mich powracają z prawdziwym (K)armagedonem. Jacek nigdy nie był niedźwiedziem zapadniętym w sen zimowy, ale nowy krążek to, można by rzec, prawdziwe obudzenie lwa w reprezentancie stołecznej sceny. Na niektórych z kilkunastu utworów oberwało się paru osobom, z którymi raper jest w konflikcie od dłuższego bądź krótszego czasu. Ciekawym jest fakt, że na płycie Karmagedon w wersji digitalowej znalazło się 19 czy 20 gości, z czego ponad 10 w jednym utworze. Poza tym Tede i Michał bawią się muzyką, korzystają z auto-tune’a lub nie, w zależności od tego czy chcą (i słowo „chce” jest tutaj kluczowe, bo Jacek robi co mu się rzewnie podoba i efekt końcowy i tak będzie podobny do wydawnictw poprzednich, czyli sukces). Aha, no i jest to pierwszy krążek w dystrybucji Asfaltu. Owocnej współpracy! — Kuba Żądło


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Lizzo, Beyoncé, Kevin Abstract i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Co znalazło się w wielkanocnym koszyczku? Długo oczekiwany longplay od Lizzo, kolejna epka Kevina Abstracta, głośny koncertowy materiał Beyoncé, ostatni album legend soulu The O’Jays czy debiut nowego głosu na scenie pop R&B Kelsey Lu.


Cuz I Love You

Lizzo

Nice Life/Atlantic

Trudno uwierzyć, że Cuz I Love You to już trzeci album w dorobku Melissy Viviane Jefferson. Soczyste single, którymi Lizzo dosłownie atakowała nas w ciągu roku, doprowadziły do niecierpliwego poruszenia z gatunku tych, które towarzyszą najczęściej obiecującym debiutantom. Jeżeli oczekiwaliście kolejnej dawki lizzobangerów, będziecie więcej niż zadowoleni. Ten krążek to dynamiczny koktajl z bazą zanurzoną w soulu i R&B, do której dorzucono barwną wkładkę, zawierającą między innymi trap, rap, house czy funk. Oczywiście wszystko w zgodzie z ideą self-love. Zostaje nam tylko życzyć smacznego. — Maja


Ghettobaby

Kevin Abstract

Question Everything

W sieci można znaleźć informacje, że wydane w poprzedni piątek Arizona, Baby to jedynie wstęp do kolejnego solowego długograja Kevina Abstracta, na który złożą się w sumie trzy małe wydawnictwa. I rzeczywiście teoria ta zdaje się potwierdzać szybciej niż można by się spodziewać. Pod tytułem Ghettobaby lider Brockhampton rozszerzył bowiem dzisiaj zeszłotygodniowy materiał o kolejne trzy tytuły, spośród których centralny „Baby Boy” doczekał się nawet teledysku. Po raz kolejny Abstract prezentuje tu własną wizję progresywnego hip hopu, w którym inspiracje Frankiem Oceanem i Outkast łączą się z psychodeliczną mieszanką soulu i jazzu. Kevin obiecuje, że w tym szaleństwie jest metoda i gdy już cały krążek ujrzy światło dzienne, słuchacze zrozumieją jego zamysł artystyczny. Trzymamy za słowo. — Kurtek


Homecoming: The Live Album

Beyoncé

Parkwood

Jesteśmy po pierwszym weekendzie Coachelli, gdzie zawsze wiele się dzieje, ale nawet teraz jeszcze nie zamilkło echo po zeszłorocznym widowisku, które zafundowała tam Beyoncé. Wielu określa je jako „career-defining” i trudno się sprzeciwiać, tym bardziej że sama pani Carter nie skrywa w pełni uzasadnionej dumy z niezapomnianego show — najlepszym na to dowodem jest spełnienie się krążących od pewnego czasu zapowiedzi dotyczących kolaboracji na linii Beyoncé-Netflix. Od dziś w serwisie można oglądać ponaddwugodzinny dokument „Homecoming”, przeprowadzający widzów od konceptu do brawurowej realizacji występu. Na dokładkę — chwała jej za to — Queen B proponuje odsłuch całości materiału zagranego na festiwalowej scenie w formie albumu (i nie jest to Tidal Exclusive!). Od ukazania się Lemonade fani, póki co na próżno, wyczekują kolejnego solowego wydawnictwa (milczenie przerwał dobrze, ale bez szaleństw przyjęty krążek Everything Is Love w duecie z Jayem Z) — znowu trzeba obejść się smakiem, natomiast smak to niewybredny. Zapraszamy na stadion! — Empee


Blood

Kelsey Lu

Columbia

Młoda, zdolna i doceniona przez krytyków Kelsey Lu nie powinna być nikomu obca. Jej debiutancki album Blood, następca EP Church z 2016 roku, został wyprodukowany przez znanego niemieckiego producenta Rodaidha McDonalda, przy dodatkowej współpracy takich nazwisk jak Skrillex, Jamie xx i Adrian Young. Fuzja takich osobowości musi dać zaskakująco pozytywny efekt. Tego powinnismy spodziewać się po debiucie artystki. Church brzmi nieco jak dokonania muzyczne Birdy, z tą jednak różnicą, że do folku dodano wyrazistą elektronikę i pomieszano z bluesem, hip-hopem i R&B. Miejscami klasyka łączy się z psychodelią, przez co płyta, dzięki oryginalności, zapada głęboko w pamięć. Wydawnictwo, pomimo rozpiętości gatunkowej, jest spójne i pokazuje niezwykłą pomysłowość Lu. Sprawdźcie, co przygotowała nietuzinkowa Kelsey. — Forrel


Not Waving, But Drowning

Loyle Carner

Universal Music

Drugi studyjny album Loyle’a to jeszcze bardziej klimatyczny i personalny materiał niż wydany dwa lata temu, debiutancki Yesterday’s Gone. Not Waving, But Drowning otwiera poruszający list do Jean, matki Carnera, a na albumie raper podejmuje tematy związane ze swoją dziewczyną, bliskimi i przyjaciółmi. Całość, jazzująca, lekka i swobodna, wydaje się wyjątkowo ciepła i kameralna, w szczególności za sprawą niejako luźnej kompozycji. Na płycie usłyszymy także m.in. Samphę czy Jorję Smith, lecz obecność gości nie definiuje, a wzbogaca jej brzmienie. Można stwierdzić, że Not Waving, But Drowning to przyzwoity sophomore — było na co czekać! — Klementyna


G Pack, Vol. I

The Doppelgangaz

Groggy Pack

The Doppelgangaz to nietuzinkowy duet nowojorskich MCs i producentów (EP i Matter ov Fact) tworzący boom bap z nieoczywistym, podziemnym twistem. Na najnowszej EPce, zatytułowanej G-Pack, Vol.I żenią klasyczną, oldschoolową formułę z naleciałościami Flatbush Zombies i [psychodeliczną, chłodną, przestrzenną produkcją na modłę bardziej staroszkolnych dokonań Lil Ulgy Mane’a. Całość przyjemnie szumi i powoli się sączy, choć hitów trudno tu uświadczyć. Zostajemy zostawieni z niedosytem, choć może to dobrze skoro to dopiero część pierwsza. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Solange, Little Simz, 2 Chainz i inni


Rozpoczynamy marzec, a to oznacza, że sezon wydawniczy zaczyna rozkwitać niczym krokusy w waszych ogródkach. Wybaczcie nędzną poetykę! Wbrew pozorom ostatni piątek nie był wcale dniem jednego krążka — Solange i jej nieoczekiwany When I Get Home oczywiście zdominowała dzisiejsze plejlisty, ale ukazało się też sporo premier, na które czekaliśmy — wśród nich zapowiadane znakomitymi singlami wydawnictwo Little Simz, nowy krążek 2 Chainza czy kolejny longplay Pr8l3mu. Ponadto nowe płyty wypuścili dziś też Blu, Rick Rock, Hozier, Mereba, Shy Girls, T-Pain, Sammie, DaBaby i Lil Skies. Na deser mamy epkę z remiksami z ostatniego krążka Charlesa Bradleya.


When I Get Home

Solange

Columbia

Oniryczna podróż do rodzinnego Houston jest tematem nowego krążka Solange, który ukazał się dziś wczesnym rankiem po kilku lapidarnych zapowiedziach na Instagramie piosenkarki. O tym, że następca fantastycznego A Seat at the Table z 2016 roku ma się ukazać jeszcze przez tegorocznym występem artystki na Orange Festivalu, mówiło się w kuluarach od jakiegoś czasu, ale chyba nikt nie spodziewał się, że krążek ukaże się tak szybko. Na płycie złożonej z 19(!) piosenek, półpiosenek i interludiów Solange wsparli kreatywnie m.in. Earl Sweatshirt, Panda Bear, Tyler the Creator, Gucci Mane, Playboi Carti, Blood Orange’s Dev Hynes, Sampha, Pharrell Williams, Raphael Saadiq, Metro Boomin, The-Dream, Standing on the Corner, Scarface, Cassie, Abra, Steve Lacy czy Devin the Dude. Co z tego wyszło? Posłuchajcie czym prędzej poniżej!— Kurtek


Grey Area

Little Simz

Age 101 Music

Dzięki takim wykonawcom jak Little Simz o kobiecym rapie jest ostatnio wyjątkowo głośno. Raperka jest jedną z czołowych reprezentantek brytyjskiej sceny. Już od paru lat skutecznie łączy grime’owe trendy z łagodniejszymi brzmieniami. Grey Area to już trzeci długogrający krążek. Warto zaznaczyć, że Little Simz dopiero co skończyła 25 lat! Album składa się z dziesięciu kawałków. Gościnnie pojawili się Cleo Sol, Chronixx, Little Dragon oraz Michael Kiwanuka. Zdecydowanie wyróżniającym się utworem jest „Selfish” z doskonałym refrenem wspomnianej Cleo Sol. Sprawdźcie! — Polazofia


Rap or Go to the League

2 Chainz

Gamebread

Rap or Go to the League – dylemat, przed którym z pewnością w swoim czasie stanął sam 2 Chainz, w końcu w młodości spisywał się całkiem nieźle jako koszykarz. Na szczęście dla nas Tauheed Epps wybrał to pierwsze, dzięki czemu możemy dziś cieszyć się premierą jego piątego albumu. Koszykarskie nawiązania na tym się nie kończą, a ponoć w pracę nad projektem w roli producenta wykonawczego mocno zaangażował się sam Lebron James. Dodatkowo u boku gospodarza usłyszymy też gwiazdy z muzycznego podwórka. Wśród nich są Kendrick Lamar, Ariana Grande, Lil Wayne, Travi$ Scott oraz Chance The Rapper. Jeśli w ten weekend poszukujecie mocnego, rapowego uderzenia, to Rap or Go to the League powinno być pierwszym wyborem. — Mateusz


Widmo

Pro8l3m

RHW

Pierwsi futuryści polskiej ulicy powracają z długo wyczekiwanym longplay’em Widmo. Jest to dopiero drugi legalny długograj duetu, jednak od wydania (cieszącego się w niektórych kręgach statusem instant classic) debiutanckiego Pro8l3mu, dostaliśmy jeszcze EP-kę Hacked by Ghost 2.0 oraz zeszłoroczny mixtape Ground Zero. Apetyt słuchaczy rozbudzały wychodzące przed premierą albumu single: zaskakujący, popowo-housowy „Interpol” oraz „Jak Disney” z pierwszą w historii grupy pełną zwrotką odpowiadającego za produkcje Steeza. Widmo nie przynosi ostatecznie jednak żadnych radykalnych zmian w stylistyce grupy. Szczególnie wyróżnia się pro8l3mowa fantazja na temat kontrowersyjnego utworu Myslovitz, czyli „To nie był film” z gościnnym występem Artura Rojka, jednak większa część materiału to dalej opowieści z pogranicza ulicznych porachunków i egzystencjalnych rozkmin snute są pod syntetytczne produkcje z vibem najntisowej elektroniki. Czy to już zjadanie własnego ogona, czy może świadectwo dojrzałego operowania autorskim stylem? — Wojtek


A Long Red Hot Los Angeles Summer Night

Blu & Oh No

Nature Sounds

Weterani sceny z Zachodniego Wybrzeża, raper Blu i producent Oh No otwierają 2019 r. ze wspólnym projektem. A Long Red Hot Los Angeles Summer Night to konceptualny krążek, którego tematyka skupia się na życiu mieszkańców Los Angeles uwikłanych w rożne kryminalne historie, ale także codzienne troski i problemy. Na 17 utworach udzieliły się również inne legendy kalifornijskiego podziemia, w tym Self Jupiter czy Abstract Rude. Efektem jest psychodeliczna podróż do miasta aniołów, okraszona doskonałymi tekstami, surową produkcją i niepowtarzalnym klimatem.

Adrian


Rick Rock Beats

Rick Rock

Southwest Federation

Rick Rock to prawdziwa legenda hip-hopowej produkcji z Bay Area. Ma na koncie współpracę z Tupac’em, niezliczone hity dla E-40’ego, Fabolousa („Can’t Deny It”), Busta Rhymesa („Make It Clap”, „I Know What You Want”) czy Jaya-Z (między innymi „Parking Lot Pimpin'”). Jest także prekursorem hyphy, nurtu w kalifornijskim hip-hopie tak charakterystycznego dla wykonawców z Oakland czy Vallejo. Krótko mówiąc, w rap grze ma wyrobioną pozycję. Kilka lat temu ukazała się jego pierwsza stricte rapowa płyta Rocket The Album, także w całości przez niego wyprodukowana, a pierwszego marca tego roku pojawiła się nowa solówka zatytułowana po prostu Rick Rock Beats. Gospodarzowi towarzyszą między innymi tacy goście jak Snoop Dogg czy Nef The Pharoh, a także Stresmatic i Goldie Gold, koledzy z powiązanego z Rockiem składu Federation. Warto będzie sprawdzić, co tym razem przygotował dla nas Król Slapperów z Północnej Kalifornii. — Dill


Shelby

Lil Skies

self realeased

Niedoszły zeszłoroczny Freshman XXL Lil Skies powraca ze swoim drugim albumem, zatytułowanym Shelby. Longplay jest kontynuacją estetyki obranej przez rapera na jego debiutanckim projekcie (Life of a Dark Rose z 2017 roku). Skies pozostaje w konwencji współczesnego, melodyjnego trapu, opartego, przede wszystkim, na autotunowanym śpiewie i przestrzennej produkcji z popowym zacięciem. Na płytce pojawiają się zaledwie trzy gościnki: Gucci Mane, Gunna oraz Landon Cube, przy czym ten ostatni dograł się na track „Nowadays Pt. 2”, będący follow-upem do pierwszego viralowego hitu, który powstał przez współpracę tego duetu. Próżno szukać w takim graniu innowacji, jednak fani skiesowej stylistyki powinni się odnaleźć.— Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: Charles Bradley, Smino, Azekel, Wajeed i inni

W tym tygodniu wjeżdżamy na bogato, ponieważ mamy dla was aż dziewięć premier, po których najszczęśliwsi powinni być przede wszystkim fani hip-hopu i soulu, ale jak zwykle znaleźliśmy również trochę jazzu, a nawet szczyptę tanecznego house’u.

(więcej…)

#FridayRoundup: Kamasi Washington, Teyana Taylor, Death Grips i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych: Kamasi Washington wraca z godnym następcą monumentalnego The Epic, Kanye zamyka swój płytowy projekt Wyoming Sessions albumem Teyany Taylor, Death Grips robią swoje, Yazmin Lacey wskrzesza ducha wczesnych płyt Eryki Badu, a raperzy, jak zawsze, rapują. Sprawdźcie niżej, co jest streamowane!


Heaven and Earth

Kamasi Washington

Young Turks

Kamasi Washtingon ocalił już współczesny jazz przed sztampą i nieadekwatnością na jego głośnym potrójnym krążku The Epic sprzed 3 lat. Po zeszłorocznej dysonantycznej epce Harmony of Difference saksofonista wypuścił właśnie równie spektakularną kontynuację swojego przełomowego longplaya. W zupełności godną, przynajmniej jeśli chodzi o rozmiar, bo na Heaven and Earth złożyło 16 kompozycji i ponad 144 minut muzyki w wersji cyfrowej i prawie 40-minutowa ukryta płyta The Choice jako ukryty dodatek w wersji kompaktowej! Washington wyjaśnił formalny i tytularny dualizm następująco: „The Earth side represents the world as I see it outwardly, the world that I am a part of. The Heaven side represents the world as I see it inwardly, the world that is a part of me”. Zwiastujące projekt nagrania pokazały, że warto na niego czekać — nie smućcie się więc z nagłego weekendowego powrotu jesieni — to nowa płyta Kamasiego Washingtona puka do waszych głośników!— Kurtek


KTSE

Teyana Taylor

GOOD / Def Jam

Teyana Taylor w ciągu kilku lat odhaczyła zadania, które mogłyby świadczyć o sukcesie (przynajmniej dla niektórych): wywoływała kontrowersje, wydała debiutancką płytę w GOOD, i wreszcie — zdobyła MTV Video Music Award 2017 za choreografię do „Fade” Kanyego Westa. Nietrudno zauważyć, że dopiero to ostatnie uczyniło ją szerzej rozpoznawalną. Teraz Teyanę czeka kolejne poważne zadanie — to właśnie KTSE zamyka Wyoming Project Westa. Na przeszkodzie stoi więc nie tylko miałki debiut, ale też rząd raperów, z którymi przydałoby się równać krok. W przypadku Teyany musiałoby to oznaczać stworzenie muzycznej tożsamości od nowa. Czekamy zatem. — Maja Danilenko


Year of the Snitch

Death Grips

Third Worlds

W tym roku minęło siedem lat od premiery Exmilitary — mixtape’u który dał nam przedsmak industrialno-hiphopowego szaleństa autorstwa grupy założonej przez Zacha Hilla, Andy’ego Morina i MC Ride’a. Przez ten czas zdążyli podpisać umowę z wielką wytwórnią, uwolnić się z niej po kilku miesiącach, zakończyć artystyczną działaność, wskrzesić artystyczną działalność, i tak dalej, i tak dalej. Przez cały czas pozostali wierni swoim muzycznym ideom — wątpię więc by za sprawą właśnie wydanego „Year of the Snitch” miało się cokolwiek zmienić. Tym bardziej że już przed premierą usłyszeliśmy sześć singli (czyli praktycznie połowę płyty) i wiemy że jest co najmniej nieźle. Interesujący goście na płycie: Justin Chancellor z kultowej progresywno metalowej grupy Tool i Andrew Adamson — reżyser dwóch pierwszych filmów o przygodach Shreka. Bo czemu nie. — Chojny


When the Sun Dips 90 Degrees

Yazmin Lacey

First Word Records

Jeśli spoglądacie tęskno w stronę klasycznego neo-soulu przełomu wieków, nowa epka pochodzącej z Londynu Yazmin Lacey powinna trochę ulżyć waszej niedoli. Piosenkarka, która zadebiutowała w zeszłym roku epką Black Moon, a wcześniej nagrywała m.in. z Jordanem Rakei czy Children of Zeus, z pomocą jazzowego zespołu Peta’ Beardsworth z powodzeniem wskrzesza ducha produkcji Soulquarians. To niesamowicie klimatyczne granie dla fanów pierwszych płyt D’Angelo i Eryki Badu.— Kurtek


Freddie

Freddie Gibbs

ESGN / EMPIRE

Freddie Gibbs powraca po roku od wydania You Only Live 2wice. Jego najnowszy projekt zatytułowany jest po prostu Freddie. Jedyną zapowiedzią, jaka pojawiła się przed premierą, był zabawny, stylizowany na lata 80. klip. Czy to oznacza zmianę muzycznego kierunku? W żadnym wypadku! Z pewnością będzie jeszcze bardziej bezczelnie i bezkompromisowo. Na trzynastu kawałkach obok gospodarza pojawią się Cassie Jo Craig, Irie Jane Gibbs i 03 Greedo. To chyba dobra rozgrzewka przed zapowiadaną już od jakiegoś czasu Bandaną z Madlibem. — Mateusz


Think Free

Freeway

New Rothchilds

Ostatnim wydawnictwem jakie wypuścił Freeway było Free Will z 2016 roku. Miało to miejsce w tym samym czasie, w którym zmagał się chorobą niewydolności nerek. Jednak jeden z najbardziej charakterystycznych raperów z Filadelfii nie dał za wygraną i dziś pokazuje, że wciąż jest aktywny w rap grze, bo właśnie wjechał z nowym materiałem. Żadnych szczegółowych informacji do tej pory nie było, wypuszczony został tylko pierwszy singiel „All The Way Live” i to w zasadzie tyle. W brzmieniu bardzo trapowy, wpisujący się w obowiązujące ostatnimi czasy trendy. Może to być lekkim zaskoczeniem dla tych, którzy najbardziej lubią jego numery na bitach Just Blaze’a czy Jake’a One’a. — Dill


Let the Trap Say Amen

Lecrae & Zaytoven

Reach / Columbia

Nadszedł czas na to, żeby chrześcijański hip-hop spotkał najprawdziwszy trap z serca Atlanty. Tak najkrócej można napisać o dziewiątym studyjnym albumie jednego z liderów i weteranów natchnionego rapowania. Lecrae, bo o nim mowa, przez lata obecności na scenie dorobił się solidnej marki i niemałego fanbase’u, który po za chrześcijańsimi treściami, dostrzegł w nim także duże umiejętności i charyzmę. Let the Trap Say Amen to 13 utworów wyprodukowanych przez Zaytovena, z gościnnym udziałem Waka Flocka Flame’a, 24hrs czy Verse’a Simmondsa. Tak oryginalna fuzja stylów aż prosi się o porządny odsłuch — Adrian


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej. Tam też usłyszycie nawet więcej tegotygodniowych wydawnictw. Tym tygodniu dodatkowo alt-soulowy Monsoonsiren, truschoolowy Canibus, wschodząca piosenkarka nowego R&B Ojerime oraz nasz stary dobry znajomy Miles Bonny.


Jessie Ware - What's Your Pleasure