40 najlepszych albumów 2017

Data: 20 grudnia 2017 Autor: Komentarzy:

utwory

Choć rok 2017 był definitywnie rokiem plejlist (jedną z nich, a nawet dwie znajdziecie w poniższym zestawieniu), wszyscy ci, którzy wieścili kres albumów długogrających po raz kolejny się przeliczyli. Longplay nadal jest potwierdzeniem pozycji artystycznej i rozpoczęciem pełnowymiarowej kariery, której wciąż nie da zbudować się na choćby najsolidniejszych singlach i epkach. Fakt, formę albumu dekonstruuje się obecnie na różne sposoby — czy to składając go z epek jak H.E.R., czy przeciwnie — rozbijając go na części jak Brockhampton. Płyta wciąż ma jednak siłę artystycznego manifestu, której nie posiada pojedynczy singiel, siłę, dzięki której potrafi o 180° odwrócić postrzeganie czyjejś twórczości, jak stało się w tym roku w przypadku Calvina Harrisa. Nawet znane już piosenki zebrane w postaci krążka zyskują nowe życie i nową siłę (Moses Sumney, PJ Morton). Wreszcie — mogą pchnąć do przodu błyskotliwą karierę, która wcześniej ledwie się jedynie tliła (Gabriel Garzón-Montano, EABS). — Kurtek


Soulbowl40.

Oldschool

Kuba Badach

Agora

Debiutancka płyta Oldschool jest inteligentnym popem dla dojrzałej publiczności. Tytuł płyty odnosi się nie do jej staroświeckiej zawartości, lecz do określonego sposobu tworzenia muzyki. Na krążku, na którym słychać wyraźne odniesienia do funku i disco oraz do syntezatorów, stworzony został swoisty pomost łączący dwa muzyczne światy, gdzie klasyczne brzmienie przenika przez nowoczesną popową osłonkę, uzupełniając ją i nadając całości tradycyjny klimat. Jeśli ktoś po Odschoolu spodziewał się podmuchu muzycznej świeżości, może się zawieść. Z kolei ci, którym podobały się aranżacje utworów Andrzeja Zauchy, zapewne będą męczyć wydawnictwo do granic możliwości. Nie należy się dziwić, ponieważ album jest spójny i równy, a jego zawartość, to solidny, inteligentny pop z przyjemnym wokalem Kuby. I tylko tyle. Badach skąpany na okładce w kolorowym pyle nie zwiastuje niczego szalonego. Zawartość wydawnictwa jest tylko poprawna i przyjemna. [Więcej] — Forrel

„Jestem kimś”


Soulbowl39.

Culture

Migos

Atlantic

Nawet jeśli Culture daleko do tytułu płyty roku, to ciężko nie przyznać że hip hop w tym roku należał właśnie do tego trio z Atlanty. Napakowany przebojami, autotune’owymi hookami, nienudzącymi się triolowymi flow materiał wraz ze swoją styczniową premierą nadał rytm wszystkiemu co przez następne miesiące działo się na scenie — nawet Eminem na swoim pokracznym Revivalu próbuje swych sił w naśladowaniu stylu Offseta, Quavo, czy tam Takeoffa. Album ten to także niezapomniany pokaz determinacji, zajawki, zabawy płynącej z tworzenia hip hopu w niewiarygodnie jak na te czasy zgranej ekipie. Sami przyznajcie, kiedy ostatnio jakikolwiek skład rapowy odniósł porównywalny sukces? [Więcej] — Chojny

„Deadz”


Soulbowl38.

Experience

Night Marks

U Know Me

Na krążku Experience słychać naturalnie wpływy takich gatunków jak jazz, soul, hip-hop czy elektronika, które nie są przy tym dawkowane osobno w kolejnych utworach, lecz połączone w jedno spójne brzmienie nieuznające stylistycznych granic. Oprócz wyraźnie słyszalnych inspiracji klimatami z Dalekiego Wschodu wciąż przebijają się w muzyce Night Marksów echa Glaspera, Dilli czy artystów związanych z Brainfeederem. Czuć sporo kosmicznych wibracji, ale w stosunku do poprzednich wydawnictw znajdziemy tu mniej eksperymentów. Dużą rolę grają w tym kontekście rezygnacja z instrumentalnych numerów i bardziej chilloutowy klimat, a nawet kilka bardzo przebojowych momentów, które z pewnością zostaną w Waszych głowach na dłużej. [Więcej] — Efdote

„Smog”


Soulbowl37.

Number 1 Angel

Charli XCX

Asylum

Muzyka pop ma zwykle dwa oblicza — to prawdziwie popularne, bijące rekordy sprzedaży i rozpoznawalości oraz to, które świadomie wykorzystuje popularne patenty, aby tworzyć nową jakość. W tej drugiej kategorii już od kilku lat brylują tuzi bubblegum bassu A.G Cook i Sophie, którzy w 2015 zmaterializowali się na muzycznym horyzoncie Charli XCX. Po nagraniu wspólnej epki Vroom Vroom, nic już nie było takie samo, a XCX oficjalnie rozpoczęła nowy rozdział swojej kariery. W marcu piosenkarka po raz kolejny połączyła siły z producenckim orężem PC Music, by poza kontraktem z własną wytwórnią nagrać mikstejp Number 1 Angel — definicję nie tego, jak brzmi muzyka pop w 2017 roku, ale jak brzmieć powinna. Przebojową, ale nie prostolinijną, budowaną z jednej strony na elektronicznym hip-hopie, z drugiej na klasycznej piosenkowej melodyce, niegrzeczną i ironiczną, ale nie na tyle, by grać na kontrowersje. W 2017 roku Charli XCX udowodniła, że wie, jaką muzyczną drogą chce kroczyć, miejmy nadzieję, że w 2018 podłapię ten pomysł szeroka publiczność. — Kurtek

„Roll With Me”


Soulbowl36.

Drool

Nnamdi Ogbonnaya

Father/Daughter

Jeśli tęsknicie za plastycznym mocno osadzonym w soulu, ale jednak mocno rapowym hip hopem spod znaku Outkast czy Blackalicious, to tegoroczny krążek amerykańskiego wywrotowca Nnamdego Ogbonnayi powinien koniecznie trafić na wasze plejlisty. Na Drool typ rozwija swoją autorską wizję hip hopu, w stosunku do której określenie art rap nie byłoby ani trochę przesadzone. Charyzmatycznie żongluje stylami, mieszając klasyczną Atlantę i psychodeliczny neo-soul, trap i alternatywne R&B, jazz i wykręconą muzykę bitową, na terytorium pomiędzy rapem a śpiewem, czując się jak ryba w wodzie. — Kurtek

„Let Go of My Ego”


Soulbowl35.

At What Cost

GoldLink

RCA

Na swoim debiutanckim krążku GoldLink kopie nieco głębiej w muzycznej historii miasta swojego pochodzenia (Waszyngtonu) i podkreśla brzmienia go-go oraz funku, jednocześnie pamiętając o utrzymaniu materiału w ryzach dzisiejszych „wymogów” dot. nowoczesnego rapu. W osiągnięciu założonego efektu pomogli mu zresztą uzdolnieni i cenieni producenci, jak między innymi Kaytranada, Matt Martians czy Steve Lacy z kapeli the Internet. Album odzwierciedla w skali 1:1 waszyngtońskie lato, a także przedstawia osobiste spojrzenie rapera na to z czym przychodzi nam się mierzyć w kwestii miłości, związków i życia. Przez elektroniczne i taneczne bity aż chce się wracać do tych kawałków i zwrócić większą uwagę na tekst. — Kuba Żądło

„Crew”


Soulbowl34.

HNDRX

Future

Epic

Po pierwszych odsłuchach tegorocznego albumu Future’a wystraszyłem się trochę, że raper zatoczył koło i już nie jest nas w stanie niczym zaskoczyć. Wtem, tydzień później światło dzienne ujrzało HNDRXX. Przewidziana przez słuchaczy popowa przeciwwaga do stricte rapowego albumu okazała się wcale tak nie do końca przewidywalna. Podlane sosem r&b brzmienie jeszcze nigdy nie posiadało u niego takiej głębii i atmosfery. Ale HNDRXX to przede wszystkim zaskakujący Future — ludzki, retrospektywny, kruchy jak nigdy. Brudny odpowiednik Take Care Drake’a — choć tylko trochę krótszy, to zdecydowanie bardziej obfity we wrażenia. Ostatnie dwadzieścia minut materiału (włącznie z w-jakiś-sposób-działającym duetem z Rihanną) to chyba absolutne the best of, jakie Hendrix kiedykolwiek z siebie wykrzesał jako artysta. [Więcej] — Chojny

„Solo”


Soulbowl33.

Motor City Booty

Amp Fiddler

Mahogani Music

Na nowej płycie Amp Fiddler zrobił coś, czego wielu w pewnym stopniu próbowało. Uchwycił prawdziwą esencję czarnego brzmienia lat 90. Podczas słuchania Amp Dog Knights wracamy do tego, co wtedy było najlepsze. Neo-soul, funky, deep house, wszystko to znajdziemy na tym krążku. Słychać echa The Brand New Heavies, solowej płyty N’Dei Davenport, a nawet rewelacyjnego projektu King Britta czyli Sylk 130. Nad wydawnictwem unosi się duch Detroit, co przejawia się w produkcjach J. Dilli, którego Amp Fiddler był mentorem i wprowadził w profesjonalny muzyczny świat, ale również w remiksach Waajeeda, gościnnych występach Will Sessions i Moodymana. Ta płyta kipi od zabawy i radości z tworzenia muzyki, a numer „Say So” jest tego najlepszym przykładem. Nowy album Ampa można spokojnie uznać za najlepszy w jego karierze. [Więcej] — Dill

„Say So”


Soulbowl32.

Arca

Arca

XL

„Quítame la piel de ayer” („Pozbądź mnie wczorajszej skóry”) — niepewnie rozpoczyna łamiącym falsetem wenezuelski producent Arca w „Piel” otwierającym jego tegoroczny album — intymną opowieść o rozpaczliwym pragnieniu miłości mającej wypełnić wewnętrzną otchłań dojmującej samotności. Arca rozbiera się przed słuchaczem — dosłownie i w przenośni — swoje uczucia, doznania i myśli wyrażając emocjami, zarówno na poziomie brzmienia, tekstów, jak i — w znaczącej mierze — nieoszlifowanego, na wpół amatorskiego paraoperowego wokalu. Dzięki temu Arca jest w stanie przenieść swój mroczny, do tej pory dość chaotyczny i surrealistyczny sznyt producencki w nową sferę, gdzie tkanka muzyczna musi stanowić dopełnienie pozamuzycznej substancji — całkiem już realnej i namacalnej. [Więcej] — Kurtek

„Reverie”


Soulbowl31.

Run the Jewels 3

Run the Jewels

Run the Jewels

„Cztery lata od czasu niespodziewanej współpracy Killer Mike’a i El-P (wstępnie w układzie emcee/producent na R.A.P. Music) ciężko wyobrazić sobie krajobraz rapowej sceny bez Run the Jewels. Głębokie jak studnia zapotrzebowanie słuchaczy na sardoniczny, szczery do bólu, prosto-w-twarz hip hop sprawia, że duet ten mógłby przez najbliższe dziesięć lat nagrywać kolejne podobne do siebie albumy z kolejnymi cyferkami i nikt nie miałby nic przeciwko temu. Trzecia odsłona Klejnotów nie już co prawda takim skokiem jakościowym, za jaki z perspektywy czasu uznałem ewolucję między pierwszym a drugim albumem. Jendakże kontekst, w jakim wydawane są kolejne ich produkcje — polityczny, społeczny, artystyczny — sprawia, że w jakiś sposób muzyka chłopaków nie traci na znaczeniu, a być może w najbliższej przyszłości wciąż będzie tego znaczenia nabierać. [Więcej] — Chojny

„Hey Kids (Bumaye)”


strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy