40 najlepszych albumów 2014

Data: 20 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

albumy
Jak co roku przygotowaliśmy zestawienie, w naszym odczuciu, najlepszych albumów mijającego roku. I choć rzeczywiście w ostatecznym rozrachunku ukazało się mniej rewelacyjnych płyt niż rok temu, a także mniej było niesamowitych krążków, które do naszej czterdziestki się nie zmieściły, wybór wcale nie był dużo łatwiejszy niż w zeszłym roku — być może przez sukcesywnie poszerzane przez naszą redakcję horyzonty muzyczne. O ile jednak w zeszłym roku niezapowiedziany album Beyoncé wstrząsnął nami i naszym podsumowaniem umiarkowanie — piosenkarka uplasowała się dopiero na 18. pozycji, tym razem zwycięzca mógł być tylko jeden.


1.

Black Messiah

D’Angelo & The Vanguard

RCA

D’Angelo pokazał, że nadal ma pomysł na swoją muzykę i jednoznacznie udowodnił niedowiarkom, że warto było na niego czekać. Black Messiah niewątpliwie opiera się w dużej mierze na stylu, który D’Angelo wypracował z kolektywem Soulquarians półtorej dekady temu. Nie może być jednak mowy o próbie odtworzenia koncepcji VooDoo, które, choć podobne brzmieniowo, było albumem zdecydowanie odmiennym charakterologicznie — raczej funkrockowa aniżeli hip-hopowa energia, aranże podszyte psychodelią i niepokojem oraz zauważalne raz po raz zamiłowanie do szeroko pojętego eksperymentatorstwa plasują album gdzieś pomiędzy New Amerykah Part One (4th World War) Eryki Badu a In the Jungle Groove Jamesa Browna. Rzeczą niewątpliwie charakterystyczną dla Black Messiah jest z jednej strony zbudowanie przestrzennego brzmienia skrzącego się wielością żywych instrumentów, nakładających się na siebie wokali i psychodelicznych efektów, a z drugiej — zachowania surowego, momentami wręcz pierwotnego, a przez to naturalnego i paradoksalnie na swój sposób harmonijnego, charakteru materiału. To płyta, z którą być może trzeba się oswoić — choć nie każda melodia od razu zapada w pamięć, przy pierwszych odsłuchach słuchaczowi w pełni rekompensują to pieczołowite aranże, a wraz z każdym kolejnym — narastające poczucie satysfakcji obcowania z pierwszorzędnym projektem muzycznym. Black Messiah to jambandowy, osadzony głęboko w funkrockowych i neo-soulowych fundamentach komentarz społeczno-politycznej kondycji dzisiejszego świata. Długo wyczekiwany revival świadomego soulu. [więcej]Kurtek


2.

LP1

FKA Twigs

Young Turks

FKA Twigs w dalszym ciągu jest w swoich muzycznych realizacjach odważna i bezkompromisowa — na swoim długogrającym debiucie kreatywnie pożytkuje trendy redefiniujące w ostatnich latach nie tylko soul i R&B, ale także, a może nawet przede wszystkim, tętniącą życiem brytyjską scenę muzyki klubowej. Jako podstawowy budulec krążka wykorzystuje rytm. Na LP1 zresztą zarówno rytm, jak i cała sfera produkcyjna są tworzone stricte minimalistycznie — i jeśli chodzi o dobór środków estetycznych, i przede wszystkim rozwijanie struktur harmonicznych w kolejnych częściach poszczególnych utworów. To, wraz z oniryczną atmosferą i hipnotyzującym, nieprzewidywalnie prowadzonym wokalem, buduje napięcie bez trudu utrzymywane przez całe czterdzieści minut płyty. FKA Twigs w naturalny sposób kontynuuje tu świadomą i otwartą wizją kobiecej seksualności przedstawioną przez Beyoncé na jej zeszłorocznym krążku, co w połączeniu ze stylistyczną bezkompromisowością spod znaku Grimes, sprawia, że LP1 jest krążkiem niewiarygodnie intensywnym. Od wydania LP1 zestawianie FKA Twigs w bezpośrednim porównaniu z którąkolwiek z wielu innych wokalistek nowej fali R&B jest absolutnie bezzasadne. Młoda Brytyjka może nie jest szczególnie kreatywna, jeśli chodzi o tytułowanie swoich wydawnictw, ale jej długogrający debiut to kolejny istotny krok w ewolucji brzmienia i tożsamości R&B i być może najważniejsza płyta nurtu od wydania Channel Orange Franka Oceana przed dwoma laty. [więcej]Kurtek


3.

Goddess

Banks

Harvest

Nie jest trudno zrozumieć, dlaczego Jillian Banks tak dobrze wpasowuje się w klimat coraz bardziej popularnej nowej fali R&B. Na swojej debiutanckiej długogrającej płycie artystka nie zmienia muzycznego kierunku obranego na wcześniejszych epkach. Porusza się nadal między elektroniką a produkcjami instrumentalnymi, wykorzystując przy tym dość minimalistyczne brzmienia. Tworzy to nieco zimny i surowy klimat, co w połączeniu z bardzo szczerymi i dosadnymi tekstami tworzy jednak spójną całość. W jej muzyce nie ma zbyt wielu jasnych odcieni, objawia się nam raczej w ciemnych barwach. Jedynym jasnym punktem jest jej wokal. I nie mam tu na myśli delikatnej barwy. Jillian brzmi najlepiej w dolnych rejestrach, czego przykładem jest świetny „This Is What It Feels Like”. Długoletni fani Banks mogli być nieco rozczarowani listą utworów — prawie połowa piosenek z albumu została wydana wcześniej w takiej czy innej formie. Z kolei dla nowych fanów muzyki Banks była to świetna okazja, aby nadrobić zaległości. [więcej]Raspberry


4.

Aquarius

Tinashe

RCA

Aquarius to album mainstreamowy, wydany w wielkiej wytwórni płytowej, co też rządzi się swoimi prawami — niektóre aspekty twórczości Tinashe musiały nabrać nieco innego kształtu. Mamy tu do czynienia z bardziej pop-soulem niż dotychczasowym mrocznym PBR&B, co nie oznacza jednak, że takowy miejscami na wydawnictwie nie występuje. Album jest bardzo ładnie zaśpiewany. Kachingwe nie jest seksowna tylko fizycznie, ale również artystycznie. Inspiruje się najlepszymi kobietami ze świata soulu/R&B i to wychodzi jej doskonale słuchając efektów końcowych jej ciężkiej pracy. Krążek ten nie jest przełomem w muzyce, który zapamiętamy na dekady, ale jednak jest to materiał bardzo dobry. Tinashe Kachingwe, jesteś doskonała. Oby tak dalej. [więcej]Antkovsky


5.

Food

Kelis

Nija Tune

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. W ten mało wyszukany, ale bądź co bądź trafny sposób można by spuentować szósty studyjny album amerykańskiej wokalistki. Jeszcze bardziej obrazowo można by z kolei scharakteryzować niniejszy krążek, porównując Kelis do właścicielki wziętej restauracji, w której rewolucji dokonało niezawodne Ninja Tune. Niemniej jakby tego nie podsumować i nie porównać, najistotniejszym jest, że materiałem zawartym na albumie Food Amerykanka znów magnetyzuje, anonsując tym samym chęć powrotu do korzeni. Kolorowe, emanujące cielesnością teledyski oraz bezduszne elektro-popowe utwory, zostały — na wyżej wspomnianym LP — zastąpione intymniejszymi i bardziej autentycznymi kompozycjami, które pozwoliły Kelis odgrodzić się grubą kreską od dokonań z jej poprzedniego krążka, gdzie więcej było efekciarstwa i nachalnego parcia na listy przebojów, niż eksponowania rzeczywistych wartości płynących z tworzenia muzyki. Amerykanka poniekąd pokazała także, jak dojrzewa artysta, jaką drogę przechodzi oraz jak wielu smaków w międzyczasie próbuje, by ostatecznie osiągnąć swą harmonijną kompozycję. Przez żołądek do serca słuchaczy. [więcej]Dźwięku Maniak


6.

Tough Love

Jessie Ware

Island

Choć od Tough Love można było w oczywisty sposób oczekiwać opowieści o trudnej miłości, w rzeczywistości jest to bardziej opowieść o ciężkim wyborze między niezależnością artystyczną a pułapką banalnego popu. Nawet jeśli minimalistyczne, tytułowe „Tough Love” zwiastowało stylistyczną kontynuację debiutu, drugi krążek Brytyjki jest dużo bezpieczniejszy i bardziej radiowy. Jako całość broni się świetnymi aranżacjami, większą różnorodnością i dobrym występem wokalnym. To jedna z wyróżniających się popowych płyt tego roku — podobnie jak Devotion szykowna i wysublimowana, urzekająca szczegółami niczym projekty Robina Hannibala, [więcej]Adrian


7.

1021

Rochelle Jordan

Protostar

Urodzona w Wielkiej Brytanii, ale od dawna rezydująca w Toronto, ROJO już od kilku lat regularnie pokazywała, że ma szansę stać się jedną z najjaśniejszych postaci niezależnego R&B. 1021 to wydawnictwo zaskakujące szczerością, spójnością, przemyślanym doborem kompozycji i oddechem świeżości, mimo bardzo wyraźnie, wręcz jednoznacznie nakreślonej inspiracji brzmieniowej i wizerunkowej. Materiał na krążku obraca się wokół stylistyki znanej z lat dziewięćdziesiątych, ale przełamanej nowoczesną produkcją, elektronicznym zacięciem i dudniącymi gdzieś na drugim planie brytyjskimi klubami. Rochelle nie tylko dostosowuje swój zmysłowy wokal do podkładów, ale właściwie w oparciu o swój warsztat buduje całe melodie i rytmikę. Z łatwością i wdziękiem przywołuje najlepsze momenty R&B minionej dekady, zachowuje przy tym oryginalność, a dzięki wielokrotnym zmianom tempa w obrębie pojedynczych utworów unika monotonii, z której nie potrafiła wybrnąć Jhené Aiko i inne niewyraziste postaci kobiecego rhythm and bluesa. [więcej]Adrian


8.

You’re Dead!

Flying Lotus

Warp

Opłaciły się dwa lata czekania na nowy materiał od Flying Lotusa. Dostaliśmy od niego odważną, stylistycznie przełomową płytę. Muzyk postanowił zapoznać elektronikę z jazzem i wyszedł z tego naprawdę ciekawy związek. FlyLo buduje napięcie, niepewność i funduje zmiany nastroju. Z każdym kolejnym trackiem słychać, że twórca od początku miał koncepcję na wyprodukowanie tego wielowymiarowego krążka. Klimat płyty jest mroczny, czasami ciężki i niespokojny, by za chwilę pojawiło się trochę radości w postaci damskiego wokalu czy cieplejszego dźwięku. Wszystko przypomina inne stany świadomośc — tytułowe konotacje ze wcale śmiercią nie są przypadkowe. [więcej]Rafał Kulasiński


9.

Cadillactica

Big K.R.I.T.

Def Jam

Pojawiające się z różnych stron opinie, że 2014 to najgorszy rok w historii rapu są mocno przesadzone. Październik i listopad zdecydowanie zadały kłam temu pochopnemu stwierdzeniu. Choćby Big K.R.I.T. wysmażył świetny, doprawiony charakterystycznymi południowymi akcentami, album o lekkim zabarwieniu konceptualnym. Cadillactica to fikcyjna planeta, która jest odzwierciedleniem jego świadomości umysłowej przepełnionej pasją, niepokojem i egzystencjalnymi rozterkami. [więcej]Gardys


10.

RTJ 2

Run the Jewels

Mass Appeal

Po spontanicznym, ale niezwykle udanym napadzie na hip hop w czerwcu 2013 Killer Mike i El-P odkryli, że apetyt na klejnoty i uznanie w środowisku może nie rośnie w miarę jedzenia, ale utrzymuje się na podobnie wysokim poziomie. Run the Jewels zrobili to ponownie. To już nie jest duet zwyczajnych awanturników z barbarzyńskimi skłonnościami. To wyrafinowana przestępcza instytucja, przy czym barbarzyńskie skłonności w pewnym stopniu pozostały. Podejście się zmieniło, ale cele oraz skuteczność w ich osiąganiu pozostała ta sama. Właśnie dzięki temu trwają na scenie i niczym Mickey i Mallory z Urodzonych Morderców zyskują wielu naśladowców i stają się coraz większym obiektem kultu. [więcej]Chojny


11.

Yellow Memories

Fatima

Eglo

Ten album jest jak wielki, słoneczny dom z żółtej cegły, w którym wspomnienia, problemy i marzenia opowiada się piosenkami. Dźwięki współistnieją pod jednym dachem jak wielopokoleniowa rodzina, która z chęcią wraca do swoich korzeni, przywołuje legendy wybitnych przodków, ale też nie ucieka od współczesnych inspiracji. Dookoła tego wszystkiego rezydują słowa, których wysłuchanie jest kluczowe dla odbioru wszystkich przewijających się opowieści. Fatima dała sobie czas na przygotowanie wydawnictwa, które w pełni odzwierciedlałoby jej wizję muzyki. Kombinacja dzieciństwa spędzonego w Sztokholmie i ostatnich lat podzielonych gdzieś pomiędzy Londynem a Nowym Jorkiem, powstała we współpracy z wyśmienitym gronem producentów, z Floating Points i Computer Jay’em na czele. Yellow Memories to płyta, której warto poświęcić więcej niż tylko jeden, powierzchowny odsłuch, bo prawdziwe wrażenie robi dopiero wtedy, gdy się ją zrozumie. [więcej]Brzozkaaa


12.

Love Can Prevail

Electric Wire Hustle

Every Waking Hour

Nowozelandczycy nagrali najwyższej kategorii album – wielopoziomowy, dopracowany, intrygujący i znacznie dojrzalszy od poprzednika. Czterdziestopięciominutowa podróż rozpoczyna się przejmującym „If These Are the Last Days” skomponowanym w znanym dla Electric Wire Hustle tonie. Podobne skojarzenia wywołuje „The Spirit”, „By & Bye„ czy „Numbers and Steel”. Najbardziej atrakcyjnymi punktami wycieczki są jednak nowe ścieżki wyznaczane przez Electric Wire Hustle. Fantastycznie wypada jazzowy sznyt „Light Goes A Long Way”, skrzyżowanie soulu z subtelną inspiracją Pink Floyd w „Loveless” czy rozmarzone „Look in the Sky”, które mógłby swobodnie pobłogosławić sam Marvin Gaye. To jedno z najciekawszych z tegorocznych wydawnictw okołosoulowych. [więcej]K.Zięba


13.

Prąd

Natalia Przybysz

Warner Bros.

Tytułowy Prąd ma tutaj podwójne znaczenie. Natalia przede wszystkim elektryzuje muzycznie, nagrywając w całości płytę pełną bluesa i rocka. Z drugiej strony to obraz Przybysz śmiało idącej pod prąd współczesnym trendom i oczekiwaniom fanów. Razem z Jerzym Zagórskim artystka stworzyła płytę niezwykle przemyślaną, nieprzekombinowaną, ale również niejednoznaczną. Prąd niczym prawdziwy ładunek elektryczny na początku drażni, bywa nawet nieprzyjemny, bo dopiero jako efekt końcowy można poznać jego prawdziwą siłę. A ta jest tak ogromna, że żadne przyrządy pomiarowe nie są w stanie jej okreslić. [więcej]Souljunkie


14.

Love Apparatus

Jesse Boykins III

Nomadic

Kraina Love Apparatus wydaje się skonstruowana z niewykorzystanych zapisów snów Flying Lotusa, Toro y Moi i ekstremalnie rustykalnej odsłony Claimsa Casino. Tłuste, skwierczące syntezatory i swobodnie płynące jednostajne bity nie pozwalają się oderwać od najlepszych numerów. Bezkonkurencyjne są single: „Plain”, „Live in Me” nie przez przypadek zostały wybrane do promocji. Utrzymane — jak cały album — w ciepłym, szczyptę onirycznym klimacie, nie przestają dostarczać energetycznego groove’u. Konkurencję na najlepszy kawałek albumu wygrywa jednak „B4 the Night Is Thru”. Rejony new-disco to rejon, gdzie falset Jesse’ego idealnie rozbija beztroską atmosferę zbudowaną wokół lekkiego, tanecznego beatu. [więcej]Ohlaskeau


15.

Soul Power

Curtis Harding

Burger

Harding jest być może najbardziej kompetentnym retrosoulowym wokalistą młodego pokolenia. Nie przerysowuje grubą kreską swoich utworów przy pomocy głosu, ale nie sposób nazwać go zachowawczym. Jest pozbawiony lansowanej we współczesnych talent-showach maniery solisty, a jednocześnie dalece wybija się przed szereg, czerpiąc siłę z charyzmy i stanowczości konsekwentnie obecnych w jego artykulacji. Tym samym udaje mu się bez wysiłku osiągnąć złoty środek między swobodną dominacją a współpracą z zespołem, który kompetentnie kreuje klimat krążka, łącząc soul i funk z zaskakująco obfitą dozą garażowego rocka konstytuującego solidną podstawę płyty. [więcej]Kurtek


16.

Built on Glass

Chet Faker

Future Classic

Cheta nie sposób zaszufladkować. Jego styl to mieszanka brzmień elektronicznych, downtempo, lounge. Wokal natomiast wydaje się typowo soulowy. Pierwsza część płyty jest relaksująca. Zarówno produkcje, jak i wokal są spokojne i płynne. W połowie album metaforycznie zostaje przełożony na drugą stronę, niczym winyl, o czym informuje sam artysta. I tym samym zmienia się wydźwięk utworów. Druga połowa jest głośniejsza, melodie są wyraźniej zarysowane i czuć więcej zabawy. Zróżnicowana stylistyka podkreśla dynamizm, ukazując dojrzałość Cheta jako producenta. Eklektyczna całość składa się na bardzo przyzwoity pierwszy album, a Nicholas James Murphy niezmiennie intryguje. [więcej]Raspberry


17.

The London
Sessions

Mary J. Blige

Capitol

Choć pierwsza dama hip hop soulu wcale nie odłożyła mikrofonu na dobre, ostatnie lata jej kariery niekoniecznie należały do udanych. W tej sytuacji należało wziąć głęboki oddech, spakować walizki i długo nie myśląc, na miesiąc zamknąć się w londyńskim studiu, by potem w blasku chwały, zaprezentować najlepszy materiał od czasów The Breakthrough. Z pomocą tamtejszych muzyków (Dislosure, Sam Smith, Emeli Sande) diwa stworzyła materiał, który jeszcze długo będzie nam towarzyszyć podczas jesienno-zimowych wieczorów i pierwszy raz od długiego czasu, słuchając nowej Mary, nie zatęsknimy za jej dawną odsłoną. [więcej]Eye Ma


18.

Oxymoron

Schoolboy Q

Top Dawg Entertainment

Agresywny debiut reprezentanta TopDawgEntertainment wstrząsnął rapowym światem. Solidna porcja gangsta rapu z Hoover Street jest szczerą opowieścią o dorastaniu nastoletniego czarnoskórego chłopca pośród przemocy, narkotyków i alkoholu, a którą okrasza klimatyczna oprawa muzyczna z doskonałą produkcją. Niecierpliwie oczekiwany album Schoolboya zasłużył więc na obecność w naszym zestawieniu. [więcej]Antkovsky


19.

Early Riser

Taylor McFerrin

Brainfeeder

Taylor McFerrin, syn Bobby’ego, nadał swoim tegoroczonym krążkiem nowy sens powiedzeniu, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Postanowił konsekwentnie i od podstaw zapracować na swoje nazwisko zupełnie sam. I choć Early Riser jest albumem głęboko zanurzonym w jazzie, ostateczny efekt, będący ściśle splecioną multigatunkową i oddychającą tkanką, znacząco różni się od muzycznych fascynacji jego ojca. Debiut młodego McFerrina, nieprzypadkowo wydany w wytwórni Flying Lotusa, to idealnie chilloutowy, wielowarstwowy album intensywnie mieszający wątki jazzowe, rhythm & bluesowe, elektroniczne, funkowe i trip-hopowe. — Kurtek


20.

Broke With
Expensive Taste

Azealia Banks

Prospect Park

Premiera epki 1991 sprawiła, że świat gorączkowo rozglądał się za debiutanckim albumem Azealii. Trzy lata później, pewnego dnia, Banks, ot tak, wrzuciła Broke With Expensive Taste do sieci. To płyta bogata w rozwiązania, które wychodzą poza granice muzycznej wyobraźni. W tym szaleństwie jest jednak metoda i nieważne czy jest to inspirowany latami 90. elektroniczy numer „Desperado” czy skoczny kawałek „Nude Beach a Go-Go”, który ma niewiele wspólnego z rapem, a który idealnie nadawałby się na letnią potańcówkę na plaży, Banks bowiem wciąż jest głodna wrażeń. I co najważniejsze nie szuka ich na oślep. Sami jesteśmy zdziwieni, że to właśnie krążek Iggy Azeali otrzymał nominację do Grammy, podczas gdy Banks pokazała oryginalny kunszt damskiego rapu. [więcej]Eye Ma


21.

G I R L

Pharrell Williams

Columbia

Pharrell Williams przez osiem długich lat czekał na swój wielki moment. G I R L zdaje się potwierdzać, że producent wykorzystał ten czas na regenerację swoich możliwości twórczych i redefinicję brzmienia. Każdy z dziesięciu numerów na krążku brzmi, jakby powstał w przypływie chwili — z lepszym lub gorszym efektem końcowym. I to, podobnie jak w przypadku zeszłorocznego Blurred Lines Robina Thicke’a, jest jego największym kapitałem. Lekkie, koktajlowe brzmienie — fuzja Neptunesowych beatów z postępującymi inspiracjami soulem lat 70-tych i 80-tych — wywołuje pożądany efekt tylko wówczas, gdy sprawia wrażenie całkowicie swodobnego i spontanicznego. To, co w dużej mierze nie udało się na debiutanckim In My Mind, tutaj radośnie rozkwita feerią barw. [więcej]Kurtek


22.

In the Lonely Hour

Sam Smith

Capitol

„Ten album ma być ścieżką dźwiękową do tych spokojnych chwil w życiu” — tak o swoim debiutanckim albumie powiedział Sam Smith. Biorąc pod uwagę ilość zdobytych przez niego nagród, nie wspominając już o trzech singlach, które dotarły do pierwszych miejsc na listach na całym świecie, takie spokojne chwile to rzadkość w życiu wokalisty. Zamiast elektroniki dostajemy dużo akustycznych aranżacji z wykorzystaniem gitary, fortepianu czy sekcji smyczkowej. Największą zaletą In the Lonely Hour bez wątpienia jest wokal. Wielki talent Sama Smitha jest niepodważalny. [więcej]Raspberry


23.

Wonder Where
We Land

SBTRKT

Young Turks

Nie do końca możemy zrozumieć, co inspiruje Aarona Jerome do tworzenia tak różnorodnej muzyki. Jest to w pewnym sensie zadziwiające, ponieważ porusza się po dość odległych od siebie gatunkach, praktycznie w każdym się sprawdzając. Takim właśnie eklektycznym albumem jest Wonder Where We Land. Znajdziemy tu soulowy „If It Happens”, housowy wręcz „Gon Stay”, czy znakomity „New Dorp. New York” z udziałem Ezry Koening. Goście zresztą to kolejny mocny punkt całej produkcji – szereg znanych nazwisk począwszy od Sampha, kończąc na Jessie Ware. Są również mniej znani, a równie dobrzy Koreless i Raur. SBTKRT przygotował bardzo kolorowy album, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. — Raspberry


24.

Piñata

Freddie Gibbs & Madlib

Madlib Invazion

Pochodzący z rodzinnych stron Michaela Jacksona raper podąża ścieżką udeptaną przez Scarface’a,Raekwona i innych naczelnych dilerów rap gry. Jego historie są tak wiarygodne i opisane z taką starannością, że nie potrzebują żadnego certyfikatu autentyczności. Wywołują u nas to niekomfortowe wrażenie, że nasza codzienność wydaje się być nudna i bezbarwna w porównaniu z życiorysem Gibbsa. Piñata nie byłaby tym czym jest bez drugiego bohatera, czyli legendarnego Madliba — wciąż urzekającego nas brudnymi, wysamplowanymi z zakurzonych jazzowych i soulowych winyli pętlami, melancholijnymi melodiami, pomysłowymi partiami perkusyjnymi, powycinanymi z filmów dialogami. Najlepsza pozycja w dyskografii Freddiego Gibbsa, a także najmocniejsza produkcja Otisa Jacksona od czasów Madvillainy. [więcej]Chojny


25.

Mean Love

Sinkane

DFA

Mean Love to kolejny dowód na to, że dla Ahmeda Gallaba nie istnieje pojęcie granic w muzyce. Od lat konsekwentnie tworzy niesamowite kombinacje dźwiękowe, sięgając m.in. do swoich sudańskich korzeni, jazzu, lekkiego popu, afrobeatu, czy nawet krautrocka. Jego ostatni krążek zdecydowanie wyróżnia się na tle innych tegorocznych wydawnictw, nie tylko dlatego, że jego zaszufladkowanie sprawia pewne problemy. Gallab odwołał się tu do najbardziej reprezentatywnych fragmentów wcześniejszych płyt wydanych pod szyldem Sinkane i zmiksował je ze swoimi najświeższymi inspiracjami, koncentrując się przy tym na stworzeniu po prostu dobrych piosenek. Powstał z tego album wyjątkowy, lekki i, co trzeba podkreślić, nieprzeładowany zbędnym efekciarstwem. [więcej]Brzozkaaa


26.

Days & Nights

Daley

Polydor

Daley na swoim długogrającym debiucie buduje pomost łączący stylistykę amerykańskiego R&B z elektronicznym brzmieniem charakterystycznym dla twórców z UK. Tym, co spaja różne inspiracje jest doskonały, klimatyczny wokal Brytyjczyka, którym operuje równie umiejętnie w nieco mglistym, futurystycznym „Time Travel” wyprodukowanym przez Illangelo, jak i bujającym „Good News”. Na Days & Nights siłą Daley’a jest paradoksalnie jego ostrożność. Zadbane i szczegółowo dopracowane aranżacje, udane utwory mid-tempo i emocjonalne ballady w zupełności wystarczą, by pokazać jego atuty. Daley nie ryzykuje i nie eksperymentuje, ale właściwie nie musi. Jego wrażliwość, inteligencja i solidny warsztat wokalny pozwoliły mu przygotować jeden z najlepszych, tegorocznych debiutów. [więcej]Adrian


27.

2014 Forest
Hills Drive

J. Cole

Dreamville

Krążek ogłoszony niedługo przed swoją premierą, półtora roku po poprzedniku, Born Sinner. Wydawać by się mogło, że otrzymamy coś w stylu bardziej mixtape’u, aniżeli pełnoprawnego wydawnictwa. To, co słyszymy, to jednak spójny, ciekawy, czasami przyjemny, a czasami gorzki materiał, nad którego stworzeniem w 90% pracował autor, sam. Należy być wdzięcznymi labelowi Hovy, że zakontraktował Cole’a i daje mu wolną rękę w tworzeniu muzyki, bo są to czyste, nieskażone wymogami wielkich korporacji myśli. Nowy album Jermaine’a Cole’a to spowiedź, którą słychać przez otwarte okno domu przy 2014 Forest Hills Drive w Fayetteville. To materiał, który z każdym kolejnym odsłuchem jest coraz lepszy. [więcej]Antkovsky


28.

Dead

Young Fathers

Anticon

Dead to jak dotąd najbardziej przebojowy materiał szkockiego tria Young Fathers, przy czym, mimo wszystko, należy to słowo wziąć w pewien cudzysłów, bo grupa wcale nie rozmienia się na drobne, ani nie poświęca swojej dotychczasowej wizji artystycznej dla niepewnych pięciu minut w świetle reflektorów. Na Dead swoje wymarzone bangery znajdą bowiem ci, którzy weszli na kolejny stopień wtajemniczenia — do pogrążonego w półmroku, zadymionego, ciasnego pomieszczenia, w którym wszystko zaczyna nieśpiesznie wirować, nadając wielokrotne znaczenia każdemu oddechowi czy uderzeniu bębna. [więcej]Kurtek


29.

Testimony

August Alsina

Radio Killa

Tony inspiracji r&b lat dziewięćdziesiątych spod znaku R. Kelly’ego łączą się z delikatną elektroniką i południowo-rapową perkusją, a umiejętności wokalne Augusta Alsiny stoją na przyzwoitym poziomie. Tym co czyni Testimony pozycją naprawdę interesującą, jest szczerość i liryczny talent głównego bohatera. Trudne dzieciństwo na ulicach Nowego Orleanu, uzależnienie ojca, sprzedaż narkotyków, śmierć brata w strzelaninie, spaczone relacje z kobietami — przez całość materiału Alsina konsekwentnie buduje autoportret chłopaka ciężko dotkniętego przez życie, wcześnie obranego z niewinności i dziecinnej beztroski. Swoim piórem mógłby zawstydzić niejednego popularnego obecnie rapowego tekściarza. [więcej]Chojny


30.

Blue Album

JMSN

White Room

Christian Berishaj przyzwyczaił nas do dojmująco smutnej, wręcz depresyjnej, ale jednocześnie pięknej koncepcji swojej muzyki i wizerunku artystycznego. Chyba nikt nie mógł spodziewać się takiego odejścia od dotychczasowej twórczości — przy okazji Blue Album artysta zdecydowanie zbliżył się do tradycyjnego R&B. Blue Album to poszukiwanie nowych inspiracji. Słychać tutaj, że jego twórca wciąż się rozwija i stara się czerpać jak najwięcej z innych gatunków. Ma to wpływ na końcowy efekt zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym. [więcej]Raspberry


31.

Luke James

Luke James

Island

Na prawdziwy debiut Luke’a Jamesa trzeba było długo czekać i myślę, że było warto. Efektem tej pracy jest bardzo spójny album. Słychać na nim, że Luke doskonale wie, jakim chce być artystą i jakie brzmienie jest dla niego najlepsze. Co ciekawe, według mnie śpiewa jeszcze lepiej na żywo niż na płycie, co jest niezwykle ważne, a z pewnością nie jest współcześnie powszechne. Dobre jest to, że tak naprawdę nie ma na płycie kawałka, który podczas słuchania od razu miałam chęć przeskoczyć. [więcej]Raspberry


32.

Love, Marriage
& Divorce

Toni Braxton & Babyface

Motown

Toni Braxton i Babyface triumfy święcili w latach 90, nagrali nawet jeden wspólny utwór. Po wielu latach spotkali się ponownie w studiu, ale nie w celu zawojowania rynku muzycznego. Razem postanowili podzielić się swoim bagażem doświadczeń i miłosnymi zawirowaniami, których doświadczyli na własnej skórze. Mimo tego przez cały czas są pełni spokoju i klasy. Nie oceniają i nie pouczają, ale raczej przypominają nam, że wzloty i upadki są nieuniknione. Produkcja Babyface’a może być krokiem w przeszłość, ale wokalnie Braxton i Edmonds brzmią dzisiaj dużo dojrzalej, co jest szczególnie istotne w przypadku Toni, która nie balansuje na granicy kiczu, lecz zachwyca, jak choćby w subtelnym „I Wish”. [więcej]Souljunkie


33.

The Water[s]

Mick Jenkins

Cinematic Music Group

Mixtape Micka Jenkinsa jest jak wylany na głowę kubeł lodowatej wody. I nie mówię tutaj o żadnym #icebucketchallenge, a o zwyczajnej chęci orzeźwienia. Motyw tytułowej wody (wód?) wypływa na albumie przy prawie każdej okazji. Woda to żywioł, woda to budulec większości naszego ciała. Ale woda to również sens życia, metafora naszego zapotrzebowania na wiedzę, rozwój, miłość, czerpanie przyjemności z tego, co daje nam pozornie szara codzienność. Prawda niezmącona żądzą posiadania dóbr materialnych — czyli toksyną, która wywróciła do góry nogami piramidę zapotrzebowań społeczeństwa. Nie pozostaje nam mi nic innego jak życzyć raperowi z Chicago szybkiego wypłynięcia na szerokie wody. [więcej]Chojny


34.

Injuries

Angles 9

Clean Feed

Dziewięcioosobowa szwedzka grupa jazzowa prowadzona przez saksofonistę Martina Kuchena bez trudu radzi sobie z kreacją, poprowadzeniem i utrzymaniem prawdziwego big bandowego brzmienia. Injuries jest wielkim muzycznym workiem rozmaitych inspiracji — począwszy od reminescencji złotego okresu jazzowej awangardy, przez zupełnie naturalny w tym przypadku wpływ europejskiej szkoły jazzu, aż po zapożyczenia stylistyczne od współczesnych grup afrobeatowych nade wszystko ceniących sobie prowadzenie atrakcyjnej dla słuchacza linii melodycznej. Ostatecznie jednak muzykom, pomimo mnogości podejść do materiału i rozległych inspiracji, udaje się zachować wspólny trzon stylistyczny. [więcej]Kurtek


35.

Trigga

Trey Songz

Atlantic

Nowy album Trey Songza to wysoki skok o co najmniej kilka poziomów wyżej. Trigga jest porównywany do Ready sprzed pięciu lat, a nawet uważany za lepszy niż krążek wydany w 2009 roku. To wydawnictwo przeprowadza słuchacza przez najróżniejsze emocje, co również wpływa na jego ogólną ocenę. Jest to płyta bardzo dobra, wyróżnia się i jak się okazało, Trigga kończy w czołówce najlepszych albumów R&B 2014 roku. [więcej]Antkovsky


36.

…And Then You
Shoot Your Cousin

The Roots

Def Jam

Fanfary. Tak najprościej można opisać nowy album Rootsów. Co uderza od samego początku to ascetyzm w liczbie i długości utworów, choć w tym wypadku zasada „im mniej, tym lepiej” wydaje się idealnym sposobem, by zmusić słuchacza do wgłębienia się w teksty i muzykę, przerywników instrumentalnych bowiem jest tu co niemiara. Grupa porusza się przy dźwiękach rodem z thrilleru, głosząc hasła, które być może brzmią trywialnie, ale wciąż są potrzebne. Morał tej historii nie mógł być inny — dobro wygrywa i należy o tym zawsze pamiętać. Panie Questlove i spółka, dzięki, że nam o tym przypomnieliście. [więcej]Eye Ma


37.

Trzeba było
zostać dresiarzem

Ten Typ Mes

Ten Typ Mes to raper praktycznie niezawodny. Niepodważalnym atutem płyty jest jej wszechstronność. Mamy do czynienia zarówno z przykuwającymi uwagę storytellingami, jak i nieporuszanymi dotąd w polskim hip hopie tematami. Ten Typ nie ma przy tym potrzeby, by Trzeba było zostać dresiarzem usilnie pod tym względem wychwalać. Dotyka również znajomych zagadnień, jednak za każdym razem robi to inteligentnie i z klasą. To kolejny rozdział autobiografii bogatej w pasję i emocje, od których słuchacze z pewnością nie dostaną czkawki. [więcej]K.Zięba


38.

„What Is
This Heart?”

How to Dress Well

Domino

Album to 12 utworów przepełnionych całym wachlarzem ludzkich emocji — od smutku i zadumy, przez melancholię, po akceptację. Mimo tych wszystkich przemyśleń o ludzkich niedoskonałościach “What Is This Heart?” przynosi ostatecznie zalążek nadziei. Punktem kulminacyjnym albumu jest “Repeat Pleasure”, do którego powstał także poruszający teledysk. Album to kontynuacja muzycznych podróży, w które od lat zabiera nas artysta. [więcej]Raspberry


39.

Art Official Age

Prince

Warner Bros.

Jedno z dwóch tegorocznych nagrań Pana Purpurowego, to bardziej prince’owe. Moc tradycyjnego Minneapolis soundu jest na nim wyraźnie zaznaczona agresywnymi synthami, wszechobecnymi gitarami i automatyczną, przesterowaną perkusją. Do tego znanego nam już świata wprowadzone zostają jednak elementy świadczące o tym, że Książę nie jest zamknięty na współczesne muzyczne zjawiska. Trzeba jednak zauważyć, że w żadnym z tych utworów nie rezygnuje z wyraźnego pierwiastka samego siebie. Znalazł sposób, żeby jego fani poczuli się jak domu, zostali trochę zaskoczeni, ale przy tym wszystkim nie zagubili się pod przytłaczającym ciężarem eklektyzmu. Jego najlepszy album od czasu wydanego w 2006 roku 3121. [więcej]Chojny


40.

Emma Jean

Lee Fields & The Expressions

Truth & Soul

Emma Jean swobodnie utrzymuje przy życiu ducha klasycznego soulu najwyższej próby. I nie jest to bynajmniej przedłużanie agonii nieboszczyka przy pomocy współczesnej technologii, ale autentyczne tchnienie w staruszka młodzieńczej energii — i w tym miejscu czuję się w obowiązku doprecyzować, że cały czas rzecz jasna mowa tu o soulu, nie o Fieldsie. Fields bowiem, pomimo swoich ponad 60 lat na karku, brzmi na krążku niewiarygodnie młodo i ożywczo. Emmie Jean muzycznie zresztą jest zdecydowanie bliżej do ostatniej płyty Mayera Hawthorne’a, aniżeli do soulowych klasyków z epoki. Produkcyjne niuanse i hip-hopowa rytmika, miejscami zroszona rock & rollowym zacięciem, z miejsca zdradzają młody wiek krążka i, co tu dużo mówić, dają Fieldsowi solidne oparcie w odkrywaniu jego własnej muzycznej młodości. [więcej]Kurtek


Komentarze

komentarzy